niedziela, 16 marca 2014

Info

Z przykrością musze was poinformować że rozdział ukaże sie pózniej niż myślałam. Mojego laptopa szlak trafił. Chyba cos z dyskiem. Mam nadzieje ze nie bo mam tam bardzo wazne dla mnie zdjęcia, wspomnienia i nowy rozdział. 

Pewnie sie spytacie dlaczego nie napisze jeszcze raz? 
Otóż bardzo sie napracowałam nad tym rozdziałem i nie chce go za nic w świecie zmieniać. Nie napisalabym drugi raz tak samo. 



Miejmy nadzieje ze wszystko bedzie okej i szybko dodam. 
Przepraszam za komplikacje. To tylko urządzenie...




Trzymajcie sie. Bede was informowac na chacie u góry po prawej stronie. ;) jakby ktos nie wiedział. 



Zostawiam was z chłopakami. Do niebawem. 

czwartek, 16 stycznia 2014

The Versatile Blogger Award


Dziękuję Karolinie za nominację ! ;)


ZASADY:
- Podziękować nominującemu,
- Poinformować czytających bloga o nagrodzie,
- Ujawnić siedem faktów dotyczących siebie,
- Nominować dziesięć blogów, które zdaniem nominującego zasługują na to,
- Poinformować o tym fakcie autorów blogów nominowanych.

Fakty :
- Jestem leniuchem.
- Czasem lubię koło godziny 20 wyłączyć wszystko w moim pokoju i słuchać muzyki przez 3 godziny.
- Idę na rozszerzoną geografię w drugiej klasie.
- Nienawidzę fizyki.
- Prace klasowe z chemii piszę na 6, ponieważ mam do nich odpowiedzi. Często.
- Byłam zagrożona z trzech przedmiotów na semestr. ( dlatego nie było rozdziału )
- Jestem w dobrej szkole. 



Jeszcze raz dziękuję. 
Nikogo nie nominuję. ;) 

Rozdział 34



- Zaczyna robić się ciekawie. – przecierał ręce Louis.

- Po prostu pojadę bez ich zgody.

- Buntowniczka – zaśmiał się Zayn.

- To tyle? – powiedział zawiedziony Niall.

- A coś ty myślał? Że upozorujemy porwanie, wywóz na Syberię i zabójstwo? Do tego jeszcze sprawka UFO i wojowników Dżedaj? – zaśmiałam się.

- Pomarzyć można.

- Okej, to jak twoi rodzice tobie czegoś nie pozwolą to wtedy zorganizujemy ten plan. – wszyscy się zaśmialiśmy.

- To jak? W czwartek po lekcjach od razu jedziemy? – spytał Liam.

- Innej opcji nie ma. Haha. Spytam się ich czy mogę iść do was na noc z środy na czwartek. W czwartek mam na 9 więc powinni pozwolić.

- Powiedz… W Polsce też byłaś taką buntowniczką? – spytał zaciekawiony Louis

- Nie. Wiecie. To wszystko przez was. Odkąd przyjechałam do Londynu moje życie zmieniło się diametralnie. Cieszę się, że was mam. – patrząc na ich mordki ścisnęłam rękę Harrego.

- Jak tak dalej pójdzie to niedługo trafimy na policje hahah. – zaśmiał się Zayn.

- Mów za siebie. – powiedział Liam.

W między czasie dostałam od Harrego buziaka w policzek.

- A właśnie. Powiedzcie mi jedno. Wasz menager wie o biwaku?

- Mamy problem. – złapał się za szyję Zayn.

- Świetnie… No to co? Grupowa ucieczka się szykuje? – zaśmiałam się.

- Najwidoczniej. – stwierdził Harry.

- To tak. Ja przychodzę do was w środę spakowana itp. I po szkole w czwartek od razu się zwijamy. – powiedziałam z uśmiechem.

- Trzeba to zrobić dyskretnie bo dziennikarze jakieś brednie wymyślą, szczególnie, że mamy okres pracy. – dorzucił Liam.

- To logiczne, spierdalamy od razu z pod szkoły. – skończyłam rozmowę na ten temat.





Po obiedzie z chłopakami grzecznie wróciłam do domu. Rodziców jeszcze nie było, za to Mike leżał znudzony przed telewizorem. Odłożyłam kurtkę na wieszak, ściągnęłam buty i pobrykałam do swojego brata, który wyglądał jak siedem nieszczęść.

- Cześć bracki ! – wskoczyłam na kanapę.

- Co chcesz siostra? – odpowiedział naburmuszony.

- Czy ja zawsze coś od ciebie chce? To już nie mogę z tobą normalnie pogadać?

- Mogłabyś spędzić ze mną czas, kochana siostro.

- Sugerujesz, że nie spędzam z tobą czasu?

- No tak. Szkoła, trening, twoi koledzy.

- Wiesz co nie mam teraz ochoty na użeranie się z tobą. Idę do siebie.



Bez słowa opuściłam salon, w którym mój brat dalej leżał na kanapie oglądając telewizje. Weszłam do pokoju i od razu walnęłam się plackiem na łóżko. Spojrzałam na zegarek. 17. Szukając plecaka w pokoju przypomniało mi się, że zostawiłam go w domu chłopców. Jednak moje nogi za Chiny nie chciały ruszyć się z pomieszczenia. Odmawiały posłuszeństwa. Trzeba było wymyślić coś by plecak z czyjąś pomocom wrócił do swojej właścicielki. Złapałam za telefon, wybrałam numer telefonu Harrego.

- Co jest słońce?

- Cześć Harry, słuchaj zostawiłam u was torbę z treningu a muszę zrobić referat na historię. Moje nogi odmawiają mi posłuszeństwa. Mógłbyś mi podrzucić?

- Nie ma mnie w domu teraz… Jestem w studiu. Niall jest chyba w domu. Zadzwoń do niego może jeszcze go złapiesz. Kocham cię

- Kocham cie… - nie zdążyłam powiedzieć a Harry już się rozłączył. To było dziwne. Postanowiłam to zignorować. Skoro był studiu, miał dużo pracy.

Zadzwoniłam do Nialla.

- Cześć Niall słuchaj zostawiłam u was torbę z treningu a mam ważny referat do napisania. Podrzuciłbyś mi? Bardzo proszę.

- A co ja z tego będę miał? – spytał.

- Ale żeś wymyślił.

- To ja muszę wstać z łóżka, ruszyć tyłek, wyjść z domu i iść 5 bloków dalej zanieść ci plecak i jeszcze nic w zamian nie dostać? Skandal. – powiedział zażenowany blondyn.

- Ale z ciebie przyjaciel Horan. Z kim ja w ogóle się zadaje. Masz może ochotę na budyń?

- Czekoladowy?

- Pewnie.

- Już do ciebie lecę! – rozłączył słuchawkę.



Głupek. – pomyślałam. Zeszłam na dół sprawdzić w szafie czy moja kuchnia posiada dwie paczki budyniu czekoladowego. Po drodze zauważyłam, że Mike zniknął z salonu. Na stole leżała kartka : Wrócę wieczorem. – Mike. Świetnie. A tak narzekał, że nie spędzam z nim czasu. No trudno. Mam inne rzeczy do robienia. Z szafki nad zlewem wyjęłam dwie czarne salaterki, a z szuflady koło zlewu dwie łyżki. Oczywiście musiałam mieć również garnek i mleko. Wszystko leżało na kuchennym blacie i czekało na spragnionego blondyna. Postanowiłam, że zrobię przekąskę razem z nim. W końcu dawno temu robiliśmy coś razem. Po chwili zadzwonił dzwonek do drzwi.

- Cześć głodomorze. – uśmiechnęłam się na jego widok. On stojąc w drzwiach podniósł moją torbę, którą trzymał w ręku do góry. – Jakieś specjalne życzenie? – przewróciłam oczami. Niall wskazał palcem na swój policzek. Delikatnie musnęłam miejsce wskazane przez Irlandczyka.

- Ale budyń i tak chce. – oddał moją własność. Wpuściłam go do domu.

- Tam leżą rzeczy. Ja idę odnieść torbę i zaraz wracam.



Chłopak od razu zabrał się do roboty. Odniosłam swoją zgubę do pokoju i szybko wróciłam do przyjaciela żeby ten nie spalił przypadkiem budynku. Po godzinie wszystko było gotowe. Nie obyło się bez jakiś sprzeczek typu: nie podjadaj. Znając Horana on to by od razu wszystko z garnka zjadł. Z napełnionymi miskami ruszyliśmy do salonu. Osiedliśmy na kanapie i włączyliśmy telewizor. Miło było patrzeć na zadowolonego głodomora wcinającego budyń czekoladowy.

- Tylko się nie udław. – zaśmiałam się.

- Masz swój budyń? – zapytał groźnie. Niestety wyglądało to bardziej komicznie. Oboje wybuchneliśmy śmiechem.

- Dobra dobra , dosyć tego. – Horan odstawił swoją miskę na stolik i zaczął mnie łaskotać. Co za cholerna żmija! Nie mogłam na to pozwolić. Po chwili tarzaliśmy się już na podłodze. Jak to my.



Dochodziła godzina 20.

Przez ten czas zdążyliśmy się wyśmiać, powygłupiać i pogadać. Dobrze zrobiła mi rozmowa z Niallem. Czasem warto porozmawiać z kimś bliskim o jakiś duperelach. Można wtedy o wszystkim zapomnieć. Między mną a Niallem było tak jak między mną a Julką. Mogłam mu wszystko powiedzieć. Nawet najgorszą prawdę chociaż na żadną się nie zapowiadało. Teraz Julka pewnie znalazła sobie inną przyjaciółkę. Kilometry robią swoje. Może wszystko tak miało wyjść? Straciłam najlepszą przyjaciółkę zyskując najlepszego przyjaciela? Doliczając do tego Harrego i resztę naszej paczki przyjaciół. Nie powinnam już o tym myśleć. Lepiej żyć tym co się teraz dzieje niż rozpamiętywać przeszłość.

Po rozmowie Niall musiał już iść. Wstaliśmy z kanapy i odnieśliśmy miski do kuchni. Odprowadziłam chłopaka do drzwi. Ten pocałował mój policzek na pożegnanie i ruszył w stronę domu. Ja natomiast poszłam do łazienki ogarnąć się do spania. Byłam strasznie zmęczona. Po drodze do łóżka spakowałam się na jutro do szkoły. Zadzwonił mój telefon.

- Halo?

- Cześć Kicia, odzyskałaś swoją torbę? – zapytał Styles.

-Tak, Horan mi przyniósł. Czemu tak szybko się rozłączyłeś?

- Musiałem Louisowi pomóc. Taka tam drobna sprawa. Widzimy się jutro?

- Chciałabym spędzić trochę czasu z bratem bo dzisiaj się trochę pokłóciliśmy więc wiesz. – odpowiedziałam.

- Zgadamy się jutro. Kocham cię. Dobranoc.

- Dobranoc. – odłożyłam telefon na szafkę nocną. Od razu weszłam pod ciepłą kołdrę. Zgasiłam światło i pozwoliłam oddać się do krainy snu. Niestety mój telefon znów zadzwonił. Myślałam, że Harry czegoś zapomniał. Odebrałam.

- Halo?

- Alex… Potrzebuję twojej pomocy.


------------------------------------------------------------------

No i wracam po troszkę długiej przerwie. 
Od wczoraj mam już ferie. Więc dużo czasu na pisanie. 

Co sądzicie o nowym rozdziale? 


NN-> 20 kom. 

sobota, 2 listopada 2013

Rozdział 33



Tydzień później.

Od rozpoczęcia szkoły minął tydzień. Przez ten czas zdążyłam zapoznać się z budynkiem. Wiem gdzie mam lekcje, gdzie treningi, gdzie szafkę i inne duperele. Mimo niezbyt dobrego początku z nową klasą, udało nam się przez ten tydzień zgrać. Staram się rozmawiać ze wszystkimi. Niektóre osoby są zamknięte w sobie, a niektóre po prostu ustawiły się w grupki. To normalne. Jeśli chodzi o treningi, nie narzekam. Składając papiery do tej szkoły, na ten profil nastawiona byłam na ciężką pracę. Czyli to co lubię.

Z pisania w pamiętniku wyrwał mnie Harry wchodzący do pokoju. Siedziałam na łóżku oparta o ścianę. Chłopak wziął ode mnie kolorowy zeszyt, długopis i odstawił na nocną szafkę.

- Pamiętasz co mi obiecałaś? – spytał.

- Nie przypominam sobie. – zdziwiłam się jego pytaniem.

- Że wrócimy do rozmowy o wspólnym mieszkaniu ze mną i chłopakami.

- Harry… Wy… Wy niedługo wracacie na koncerty i co ja będę sama robiła w tym wielkim domu ?

- Będziesz na mnie czekać – przybliżył swoją głowę do mojej.

- Tak, będę sama w tym domu. Z tej samotności kupie sobie gromadkę kotów i będę młodą panną z kotami, która jest sama bo jej chłopak bawi się w piosenkarza. Bardzo mnie pocieszyłeś. Dziękuję ci bardzo.

- Wariatka z ciebie. – po tych słowach wpił mi się w usta.

- A ty to nie lepszy jesteś. – przerwałam pocałunek.

- Tu się podziewa nasza zguba. – zaśmiał się wchodzący Liam. Za nim weszła reszta bandy.

- Co wy robicie? – spytałam bruneta.

- Harry nam gdzieś bez słowa zwiał, więc przyszliśmy poszukać go u ciebie. – odpowiedział Zayn.

- Chyba nie musimy się już o niego martwić. – zaśmiał się Louis.

- Dobra, powiedzmy im po co przyszliśmy. – oznajmił Niall.

- Może nas oświecicie? – spytał Harry.

- Alex, kiedy masz jakiś długi weekend?

- W ten piątek mam wolne. Do niedzieli.

- No to bardzo dobrze się składa. – oznajmił uradowany Zayn.

- Wpadliśmy na pomysł weekendu pod namiotami. Co wy na to? – powiedział blondyn.

- Brzmi nieźle. – odpowiedziałam.

- Pojechalibyśmy w czwartek po twoich zajęciach, a wrócili w niedzielę na obiad. – dopowiedział Lou.

- Spoko. Spytam rodziców jak wrócą z pracy.

- No to załatwione. – powiedział uradowany Zayn.

- A mam takie pytanie. Będę jedyną dziewczyną?

- Nie. Pierre i Dani też chcą jechać.

- Uh, całe szczęście. Nie wytrzymałabym sama z waszą piątką.

- Ej, ona chłopaki nas obraziła. – zorientował się Harry.

- Musisz za to zapłacić. – Horan spojrzał porozumiewawczo na resztę.

- Patrzcie za oknem jest latająca krowa. – wskazałam na okno po czym bardzo szybkim ruchem uciekłam ze swojego pokoju.

Chłopcy pobiegli za mną. Ganialiśmy się po całym domu. W końcu trafiłam do łazienki. Od razu zakluczyłam drzwi.

- Policzymy się z tobą jak wyjdziesz.

- Mogę tu zostać całą wieczność. – krzyknęłam.

- A ja razem z tobą. – to były słowa Harrego. Uśmiechnęłam się. Tak bardzo byłam szczęśliwa, że go mam. Że mam ich. Całą piątkę. I tego jednego. Tego z burzą loków. Tego z zielonymi oczami jak moje. Niby to tylko słowa. Wstałam z kafelek i otworzyłam drzwi od łazienki. Kiedy wyszłam od razu przytuliłam się do Harrego. Chłopcy patrzyli na nas jak w obrazek.

- No co się tak gapicie? – spytałam.

- Od początku wiedzieliśmy że będziecie razem. – oznajmił Zayn.

- Nawet przyczyniliśmy się do zakładów. – wypaplał Lou.

- Louis ! – walnął go w ramię Liam.

- No wiecie co!? Związek to nie powód to zakładów. – stałam oburzona.

- Przepraszamy… Louis miałeś nie mówić. – powiedział Zayn.

- A kto wygrał? – spytałam.

- Liam. – powiedzieli zszokowani moim pytaniem.

- Dobra, dajcie na luz. Hahaha. Szkoda, że nie widzicie swoich min.

- Wredota. – oznajmił Louis.

Zeszliśmy na dół. Po drodze powiedziałam, że zemsta będzie słodka. Oj będzie…



Wieczorem. Godzina 19.

Siedziałam na łóżku w swoim pokoju. Robiłam coś ciekawego? Rozmawiałam ze znajomymi na skajpaju. Cieszyli się, że mnie widzą. Zadawali milion pytań typu: jak w Londynie? Jak szkoła? Jak treningi? Jak to się stało że znam 1D? Przez to wszystko chyba rozmawialiśmy 2h.

Po rozmowie zeszłam na dół na kolacje. Mama, tata i brat już zasiadali do stołu. To była jedyna pora dnia kiedy mogliśmy spędzić ją razem w czwórkę.

- Mamo, tato. Mam do was interes. – zaczęłam.

- No mów córciu. – powiedziała łagodnie mama.

- Bo w następnym tygodniu mam piątek wolny i chłopacy wymyślili żebyśmy w czwartek po moich zajęciach pojechali na biwak nad jezioro. I chciałam się spytać czy mogę jechać z nimi.

- Nie. – powiedział tata.

- Ale dlaczego? Po pierwsze są pełnoletni, a po drugie się mną zaopiekują.

- Nie pojedziesz.

- Ale tato. Mamo powiedz coś.

- Ja też nie jestem zadowolona z tego pomysłu.

- Ale mamo. Nie jadę tam sama. Będzie nas ósemka. Ja, chłopcy i jeszcze dwie dziewczyny. Nie będę tam sama. Harry ciągle przy mnie będzie.

- No właśnie. Jeszcze się coś niechcianego stanie i co będzie? – powiedziała mama.

- Jak niechcianego? O czym wy w ogóle mówicie!? Słyszycie się chociaż!?

- Alex, nie podnoś głosu przy stole. – tata starał mnie się uspokoić.

- Czy wy myślicie, że jestem aż tak głupia? Przecież ostatnio byłam dwa tygodnie pod ich opieką i nic się nie stało. Lubicie ich. Harrego też. Jak możecie tak myśleć że wrócę z bachorem do domu!? Nie ufacie mi po prostu… - wstałam zdenerwowana od stołu. – nie jestem głodna. – rzuciłam ostatnie zdanie i pobiegłam do pokoju. Rzuciłam się na łóżko z płaczem. Nie z tego powodu, że nie chcą mnie puścić czy też nie dostaje tego czego chcę. Nie jestem taka. Po prostu oni mi nie ufają. Przecież byłam z nimi dwa tygodnie. Przecież spałam z Harrym w jednym pokoju. Jakoś im to nie przeszkadzało. Hmm. Przecież oni nie wiedzieli wtedy, że jestem z Stylesem. No tak. Ale jestem głupia. Nie ważne. Ważne jest to, że mam rozum i nieświadoma nie pójdę do łóżka z kim popadnie. Nie ufają mi…

Czemu jak jest już wszystko dobrze to coś musi się zwalić? No tak. Takie jest życie.

Postanowiłam do kogoś zadzwonić. Z kimś pogadać. Poradzić się. Wybrałam losowy numer i zadzwoniłam. Pierwszy sygnał, drugi. Odebrała Darcy.

- Cześć Alex. Co tam ? – spytała z radością w głosie.

- Cześć Darcy. Dzwonię bo chciałam z kimś pogadać.

- Chodzi o Harrego? – spytała.

- Nie, nie. U nas wszystko w porządku. Chodzi o rodziców. Nie chcą mnie puścić na biwak z chłopakami i z ich dziewczynami. Myślą, że wrócę z dzieckiem w brzuchu.

- Ale przecież będziecie tam dużą ekipą i w ogóle.

- No właśnie. Odcinek pod tytułem „Zrozum moich rodziców”.

- Słuchaj. Oni się martwią o ciebie.

- Nie ufają mi.

- Alex, to nie tak. Gdyby ci nie ufali to nie pozwolili by ci się z kimś spotykać. Proszę cię. Inni mają gorsze problemy od takiej błahostki.

- Co masz na myśli?

- Innym razem, Alex. – speszyła się.

- Darcy, dziękuję. Wiedz jedno. Jeśli coś by się stało u ciebie możesz do mnie zadzwonić. Pomogę ci tak jak ty mi teraz.

- Dobrze, zadzwonię. Cześć.

- Cześć. – rozłączyłam się.

Po tej rozmowie postanowiłam przy najbliższej okazji zapytać się Darcy co się dzieje. Być może potrzebuje pomocy.

Była godzina 22 kiedy usnęłam.

Następnego dnia.

Wstałam koło 6. Dzisiaj miałam na 8 rano do szkoły. Powolnym ruchem wzięłam z szafy zestaw i ruszyłam do łazienki. Położyłam rzeczy na klapie od kibla i zabrałam się do ściągania swojej ulubionej jednoczęściowej pidżamy. Związałam blond włosy w wysokiego koka i weszłam pod prysznic. Zimny prysznic. To zawsze stawiało mnie na nogi. Po umyciu ciała i włosów, ubrałam się. Wysuszyłam swoje kłaki, ułożyłam je w niechlujnego koka z grzywką na bok. Rzęsy pociągnęłam ulubionym tuszem, a policzki ulubionym różem. Kiedy wyszłam z łazienki zegar wskazywał siódmą rano. Do torby spakowałam rzeczy i ruszyłam na dół. Rodziców nie było. Jak zwykle. Praca. Brat miał na późniejszą godzinę więc leń jeszcze spał. Poszłam do kuchni zrobić sobie śniadanie oraz drugie do szkoły. Oczywiście musiałam wypić kubek gorącej herbaty. Najedzona i z ciepłym brzuszkiem wzięłam torbę i wyszłam z domu do szkoły. Pogoda była dzisiaj piękna. Założyłam słuchawki i puściłam ze swojego IPhone’a muzykę. Do szkoły doszłam w 15 min. Byłam 5 min przed dzwonkiem. Na początku szła lekcja matematyki, potem chemii i historii. Po historii musiałam z szafki zabrać rzeczy na trening. Trening był zaplanowany dzisiaj na 2 h. Kiedy szłam do szafki spotkałam po drodze Darcy.

- O hej. Czemu nie było cię na zajęciach? Wiesz ile będziesz miała do roboty. Nauczyciele traktują nas jak więźniów, serio. – powiedziałam z zażenowaniem.

- Zaspałam. – odpowiedziała speszona i zdenerwowana.

- Coś się stało?

- Nie, nie. Po prostu zaspałam. Do zobaczenia. – wzięła ze swojej szafki strój cheelederki i ruszyła na spotkanie grupy. Ja zdezorientowana zamieniłam torbę z książkami na torbę na trening i pobiegłam do szatni. Przywitałam się z dziewczynami, przebrałam się i wszystkie ruszyłyśmy na halę. Dzisiaj trener miał zły humor ponieważ trochę się na nas wyżywał. Kiedy się go nie posłuchałyśmy kazał nam robić karne linie. Lepiej nie mówić co to. Po meczu treningowym byłam padnięta. Całe szczeście , że dzisiaj pograłam sobie na przyjęciu. Jak za dawnych lat. Oczywiście musiało mnie coś boleć. Nie byłabym sobą. No dobra. Nie będę nudzić. Po treningu miałam zaplanowaną wizytę u fizjoterapeuty z powodu badań potrzebnych dla trenera. W drodze do mojego ulubionego doktorka zadzwonił Harry z wiadomością, że po szkole zabierają mnie do siebie na obiad. Zdziwiło mnie to trochę ponieważ oni nigdy nie zaciągali się do prac domowcych czyt sprzątanie, gotowanie.

Pan Doktorek Shay pobrał mi krew, przebadał na bieżni oraz obejrzał kręgosłup. Musiałam oznajmić, że miałam problemy z plecami. Fizjoterapeuta powiedział, żebym przyszła jutro rano. Podziękowałam za badania i udałam się do szafki.

Tak jak Harry powiedział. Kiedy wyszłam ze szkoły chłopcy czekali na mnie w samochodzie.

- Cześć wam. – powiedziałam z uśmiechem.

- Jak w szkole? – spytał Liam siedzący obok Louisa, który prowadził samochód.

- Dajcie spokój. Trener nie w sosie dzisiaj. Szkoda gadać. Jutro rano fizjoterapeuta sprawdzi mi plecy. Muszę wcześnie wstać.

- Chyba to nic poważnego ? – zmartwił się Harry.

- Oby nie. – powiedziałam.



Dojechaliśmy do domu chłopców. Wszystko było już uszykowane. Wystarczyło nalać tylko zupy. No postarali się. Siedliśmy w szóstkę do stołu. Nalaliśmy sobie obiadu i zaczęliśmy jeść. Zapadła cisza. Wszyscy byliśmy pochłonięci jedzeniem. Jak to my.

Po chwili odezwał się Louis.

- Alex, pytałaś się rodziców czy możesz jechać?

- Tak.

- I co powiedzieli? – spytał Harry.

- Powiem że nie byli zadowoleni z tego pomysłu.

- Dlaczego? – zdziwił się Niall.

- A to dlatego, że mi nie ufają.

- W jakim sensie? – kolejny zapytał Zayn.

- Stwierdzili, że wrócę z dzieckiem w brzuchu. – po tych słowach cała piątka się zachłysnęła.

- Harry przygotuj się. – Louis się zaśmiał.

- Lou, to nie jest śmieszne. Oni mi nie ufają. Tłumaczyłam im że nie będę sama z Harrym, że będzie nas osiem osób. Ale nie. Oni mają swoje teorie, że się prześpimy.

- Nie lubią mnie co nie? – spytał Harry.

- Lubią. Chociaż sama już nie wiem. Najpierw mówią że jesteś dobrym chłopakiem a potem wyjeżdżają z tekstem, że będziemy się pieprzyć.

- Coś z tym zrobimy.

- Nie musicie nic z tym robić. Mam plan.



----------------------------------------------------------------------

Nie będę sie tłumaczyła. Tylko powiem PRZEPRASZAM i WITAM PONOWNIE.
Zostawiam wam rozdział do oceny. 
Wstawiłam wam chat u góry. ;) 

Rozdziały tylko i wyłącznie będą sie pojawiać w soboty. Nie w każdą, ale jak już ma się pojawić to w sobotę.

15 kom następny rozdział.

Dodam jeszcze żebyście nie snuli jakiś teorii o tym, że mi się nie chce. To jest nie prawda. Jeżeli nie opowiada wam to, że jestem w dobrej szkole i prawie codziennie mam sprawdzian do tego jeszcze treningi i czas dla siebie to po prostu nie czytajcie opowiadania. Bo takie snucie głupich teorii jest bez sensu. Różne rzeczy mogą się zdarzyć. 

poniedziałek, 16 września 2013

Info

Piszę to info ze względu na długą nieobecność.
Jak wiemy zaczęła się szkoła. Mimo, że minęły dopiero dwa tygodnie to ja już mam sprawdziany, kartkówki i mnóstwo nauki. Szczególnie od dzisiaj do piątku. Codziennie coś jest. Do tego jeszcze lektura, wypracowanie, rozszerzona matematyka i korepetycje.
Do tego dopadło mnie jakieś choróbsko, które nie chce się od piątku ode mnie odczepić -> grypa.
Przez grypę też psuje mi się humor i nie mam na nic sił. A co dopiero na naukę.
Dochodzi do tego też jedna sytuacja, decyzja, którą muszę podjąć w jednej sprawie, więc potrzebuję czasu na przemyślenia.

Planuję nowy rozdział dodać w piątek albo w sobotę. I od nowego rozdziału mam nadzieje że wszystko się ułoży i będą posty się częściej ujawniać.

Postaram się. Na pewno nie rzucam bloga. Gdybym go rzuciła powiedziałabym wam o tym.

Musicie jeszcze poczekać na to żeby wszystko się unormowało.

Do piątku/soboty . Ciao ;*

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Libster Award / The Versatile Blogger Award x2

Moje pytania:
1.Jak długo jesteś Directionerką?
- Ponad rok.
2.Wybierasz się na "This Is Us"? 
- Nie ;)
3.Ulubiony członek zespołu?
- HarNiaLouLiaZay <3
4.Jak ci na imię? 
- Aleksandra
5.Jakie są twoje marzenia? 
- Dużo pisania.
6.Masz jakieś fobie? 
- Boję się wszystkich robaków chodzących, latających, czołgających się po tej planecie.
7.Hobby? 
- SPORT <3
8.Dlaczego zaczęłaś pisać?
- Koleżanka mnie namówiła, a tak po za tym chciałam się sprawdzić jakby mi szło.
9.Ulubiony kolor? 
- Niebieski
10.Boisz się myszy?
- Nie


Dziękuję za nominację ! ;) 



The Versatile Blogger Award

14 faktów o mnie : 
- Kocham sport nad życie. 
- Interesuję się siatkówką, piłką nożną, ręczną, tenisem, pływaniem i lekkoatletyką jak leci w tv.
- Jestem leniem
- Nie wiem co chcę robić w przyszłości
- Lubię słuchać muzyki.
- Mam 175 cm wzrostu.
- Przez to, że tak duuuuuużo wiem i interesuję się siatkówką wszyscy mnie się pytają czy trenuje ten sport. ( nie trenuje )
- Nigdy nie zdejmuję mojego łańcuszka z serduszkiem. 
- Codziennie na śniadanie wcinam owsiankę
- Nie lubię papryki.
- Jak dla mnie to między pieczarkową a grzybową jest różnica. ( moja mama nie może tego zrozumieć xd )
- Często mam problemy z plecami. 
- Kiedy pierwszy raz zobaczyłam 1D miałam wrażenie, że Lou jest dziwny i jest gejem. 
- Pierwszym moim ulubieńcem był Zayn. 




Dziękuję za nominacje ! ; )




PAMIĘTAJCIE, JESZCZE 5 KOM I NOWY . 

środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział 32



Obudziłam się wcześniej niż zwykle. Była to godzina siódma dwadzieścia, bo mój telefon zaczął nieustannie brzęczeć. Do szkoły miałam na 10 więc stwierdziłam, że się wyrobie. Powoli wyprostowałam nogi. Podniosłam ręce do góry i wyciągnęłam się jak najmocniej się dało.

- Cześć słońce. – powiedział zaspany Harry.

- Cześć. – musnęłam jego usta.

- Co tak wcześnie? – spytał.

- Dzisiaj zaczynam szkołę, zapomniałeś?

- Jaką szkołę? Nie kojarzę takiego miejsca. – Mówił z ironią w głosie. Potem zaczął mnie łaskotać. – Będą musieli poczekać na ciebie bo sprawię, że się spóźnisz. – zaczął całować moją szyje.

- Mm, chyba zacznę lubić takie spóźnienia. – jego ręce zjeżdżały delikatnie po moich udach.

- To wiesz, że będziesz musiała wtedy u nas zamieszkać? – popatrzył w moje oczy.

- Z wami? Nigdy. – zaśmiałam się.

- Dlaczego nie?

- Po pierwsze nie mam osiemnastu lat, pod drugie rodzice by się nie zgodzili.

- Porozmawiam z nimi.

- Nie Harry.

- Ale dlaczego?

- Nie zgodzą się, znam ich to moi rodzice. Nie znają was za dobrze. Ba, raz tylko się spotkaliście z nimi.

- Zorganizuje chłopaków i pogadamy z nimi. – odpowiedział z uśmiechem.

- Harry nooo. Dobra, koniec tematu. Wrócimy do tego później bo teraz muszę się iść ogarnąć. – cmoknęłam jego usta. Wyczłapałam się z wygodnego, dużego łóżka Hazzy. Chłopak dalej leżał. Powoli wzięłam rzeczy z torby. Wyszłam z pokoju. Było cicho. No tak, chłopcy to śpiochy. Nie ma co. Poszłam do łazienki się ogarnąć. Zrzuciłam z siebie ubrania na podłogę. Otworzyłam drzwi od kabiny i weszłam do środka. W tym momencie potrzebowałam zimny prysznic. Odkręciłam kurek najpierw z zimną, potem z ciepłą wodą. Z grymasem na twarzy przyzwyczaiłam się do zimnego strumienia. Średnim tempem umyłam ciało i włosy. Wyszłam z pod prysznica. Wytarłam swoje grube uda, potem brzuch i ręce. Na włosach zostawiłam turban z ręcznika. Potem założyłam na siebie białą zwykłą koszulkę z rękawem ¾. Do tego materiałową, obcisłą spódniczkę do połowy ud, rajstopy oraz wysokie, beżowe szpilki. Na szyję założyłam wsiorek z serduszkiem, który kiedyś dostałam od mamy pod choinkę, a na prawy nadgarstek nasunęłam srebrną bransoletkę. Strój był gotowy. Teraz trzeba było się umalować. Nie chciałam wyglądać jak lalka Barbie więc musnęłam twarz pudrem, różem, na rzęsy nałożyłam mascarę, na powiekach narysowałam kreskę kredką a na usta położyłam pomadkę w kolorze zgaszonego różu. Odwinęłam włosy z mokrego już ręcznika. Postanowiłam zostawić je do wyschnięcia. Praktycznie nie musiałam nic z nimi robić. Od dziecka miałam średnie loki. Gotowa wyszłam z łazienki i udałam się do pokoju Harrego zanieść rzeczy do torby. Styles’a w pokoju nie było. Pogrzebałam pod poduszką, na której spałam i wyciągnęłam swój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz – godz 8.45. Dobry miałam czas. Z podłogi wzięłam czarną torebkę i z uśmiechem na twarzy zeszłam na dół. Harry wraz z Liamem siedzieli przy stole. Podeszłam do nich.

- Liaaaam! Gdzie jest mój żel do włosów? – krzyczał Zayn ze schodów.

- W drugiej szufladzie pod umywalką w łazience! – odkrzyknął Payne.

- Liaaaaaaaaaam! Kupiłeś marchewki? – Przyszła kolej na Louisa.

- Tak są w lodówce.

- Liaaaaaaaaaam! Jestem głodny. – krzyczał ubawiony Horan zbiegając ze schodów.

- To sobie coś zrób do jedzenia.

- Jak ty z nimi wytrzymujesz? – spytałam Liama.

- Ktoś musi. – stwierdził.

- Pięknie wyglądasz. – dorzucił Harry.

- Dzięki. Podwieziesz mnie do szkoły? – spytałam zaglądając do lodówki po co coś do jedzenia.

- Jasne.

Miałam ochotę na kanapkę z dżemem truskawkowym. Po chwili zeszła reszta dzikusów. Uśmiechnięci, pełni życia mimo, że była 9 rano. Planowałam wyjść za 20 min, a Harry dalej miał na sobie tylko bokserki.

- Harry, za 15 min idziemy, weź się ubierz.

- Mogę tak jechać. – odpowiedział z uśmiechem.

- Chyba cię coś boli? – spytałam go z pode łba.

- A co przeszkadzać ci będę?

- Wystarczy, że mnie zawozisz. – wytknęłam mu język.

- Ej, to było wredne. – zrobił obrażoną minę.

- My też możemy jechać? – spytał Zayn zajadający się kanapką.

- Zapomniałem jak się do szkoły chodzi. – zaśmiał się Tomlinson.

- Ocenimy twoją budę. – przyznał Niall.

- A co tu do oceniania? Zwykła szkoła. – odpowiedziałam na stwierdzenie Horana.

- No ale wiesz, trzeba sprawdzić czy mają dobre jedzenie, żebyś się przypadkiem nie zatruła.

- Ojej, jak ty się o mnie martwisz. – położyłam swoje dłonie na policzkach udając zaskoczoną.

- Jeżeli to jest związane z jedzeniem to tak.

- Głupek. – walnęłam go w ramię kiedy szedł do łazienki.

- Możemy z wami jechać? – przypomniał sobie Liam.

- Wyrobicie się w 10 min? Jest 9.05 – spytałam.

- Pewnie – wszyscy pobiegli na górę.

- Horan, masz 10 min! – krzyknęłam do niego, bo biedny siedział w łazience na dole.

- Spokojnie zaufaj mi! Zdążę. – odkrzyknął.

- No nie wiem czy w tej sprawie mogę ci zaufać. – powiedziałam kiedy wyszedł z łazienki.

- Dlaczego? – spytał zdziwiony?

- Masz jeszcze 7 min. – spojrzałam na wyświetlacz telefonu.

Chłopak pobiegł od razu do swojego pokoju. Było słychać jak chłopcy krzątali się na piętrze. Ja spokojnie zabrałam moją torebkę i wyszłam na zewnątrz. Tego dni pogoda nam dopisywała. Gdyby nie słońce miałabym koszmarny humor, z którym najlepiej siedzi mi się w domu. Po za tym rozpoczęcie pewnie byłoby w budynku. Lekki wiatr uniósł moje dopiero co wysuszone włosy. Na swojej skórze poczułam gęsią skórkę. Zaciągnęłam się świeżym powietrzem. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu kiedy chłopcy byli już koło mnie.

- 9.15. Nieźle. – zdziwiłam się, że się wyrobili.

- Mówiłem, że możesz mi zaufać. – powiedział dumny z siebie Horan.

- Nie ważne, że zostawiliśmy w pokojach bałagan, w łazience zapalone światło czy też rzeczy na korytarzu. – wymieniał Liam.

- Dobra, bo się spóźnimy. – powiedziałam idąc do samochodu. – No tak, paparazzi już czekają. – dodałam.

- Jeszcze się nie przyzwyczaiłaś? – spytał Harry.

- Ymm, nie.



Wsiedliśmy do samochodu. Louis prowadził, Liam siedział obok, a nasza czwórka siedziała z tyłu. Podróż do szkoły minęła nam szybko. Chłopcy pytali się czy zżera mnie stres z powodu nowego otoczenia. Właśnie, przez to wszystko zapomniałam się denerwować. Oni potrafią od tego odciągnąć. Są wspaniali.

- Jedziecie czy zostajecie? – spytałam wychodząc z auta.

- Poczekamy. – powiedział Harry, który szybko się koło mnie ustawił. Reszta również wyszła z pojazdu.

- Okej, tylko żeby nie było jakiejś sensacji, proszę was. – skrzyżowałam ręce na cyckach i popatrzyłam groźnie na każdego z nich.

- I tak już pewnie jesteśmy w gazecie. – oznajmił Lou.

- Ma być w tej szkole normalnie. Nie chcę być znana z tego, że się przyjaźnimy czy jestem dziewczyną Harrego.

- Będzie dobrze. – powiedział owy chłopak przytulając mnie. Na pożegnanie mnie pocałował, pomachałam chłopakom i udałam się do szkoły.



Teraz poczułam jak stres zżera mnie od środka. W brzuchu miałam dinozaury, a w głowie 8458028 myśli na sekundę. Zrobiło mi się gorąco. Stanęłam przed drzwiami. Nogi pode mną się uginały. Niedługo to pewnie i szpilki by się złamały. Złapałam za klamkę i weszłam do środka. Pomyślałam sobie – raz kozie śmierć.

Liceum ogólnokształcące imieniem Paula McCartney'a było ozdobione balonami, wstążkami i napisem – witamy nowych uczniów!. Ludzi było pełno. Nie wiedziałam gdzie mam iść. W oddali zobaczyłam wielką tablicę z ogłoszeniami. Postanowiłam do niej podejść. Odszukałam klasę sportową z panem Burn’em. Przeleciałam listę nazwisk i znalazłam swoje. Obok mnie stała niższa o parę centymetrów szczupła brunetka. Owa dziewczyna spoglądała na tą samą listę co ja. Po chwili skapnęła się, że spoglądam na nią.

- Coś nie tak? – spytała z uśmiechem.

- Nie skąd. Widzę, że patrzysz na klasę do której należę. – pokazałam na swoje nazwisko.

- Ty też do sportowej?

- Tak… Alex jestem. – wyciągnęłam przyjaźnie rękę.

- Darcy Trevino – z uśmiechem ją uścisnęła.

- Jesteś włoszką? – spytałam ze względu na jej nazwisko.

- Mam włoskie korzenie… A ty… Alex Nowakowska? – z trudem przeczytała moje.

- Jestem Polką… Wiesz co… chyba powinnyśmy już udać się na boisko gdzie będzie rozpoczęcie. – powiedziałam spoglądając na wędrujących w jednym kierunku ludzi.

Wyszłyśmy na zewnątrz. Tłumy nowych, obecnych uczniów zebrało się na boisku do piłki nożnej. Nauczyciele również byli już na dworze. Darcy pociągnęła mnie w stronę naszej klasy. Na pierwszy rzut oka całkiem normalnie wyglądała jak na klasę sportową. Dziewczyny były wysokie, zgrabne, chude, a faceci jak to sportowcy napakowani. Nauczyciel zaś przypominał mi Dwayne’a Douglas’a Johnson’a z filmu „Król skorpion”. Pan Burn’e był wysoki, czarne włosy krótko strzyżone. Z twarzy wyglądał na surowego. Przestraszyłam się go. Darcy zapytała mnie czy to na pewno nasz wychowawca. Nieźle się uśmiałyśmy. Po chwili rozległ się głos dyrektora Colins’a. Oczywiście jego mowa zajęła znaczną część czasu. Mówił o szkole, trochę o jej systemie nauczania i takich duperelach. Po półtoragodzinnym kazaniu rozeszliśmy się do klasy. Po drodze wraz z Darcy starałyśmy się poznać wszystkich ludzi z naszej klasy. Było nas dwudziestu pięciu. Nie zdążyłam zapamiętać jednej czwartej imion. Weszliśmy do klasy. Klasę mieliśmy sporą. Na ścianach były porozwieszane zdjęcia sportowców oraz absolwentów tego profilu, na którym byłam. Postanowiłam trzymać się z Darcy. Usiadłyśmy w czwartej ławce od okna. Pan Burn rozdał nam plan zajęć oraz listę treningów i godzin dodatkowych. Życzył udanego dnia i wypuścił nas z sali.

- Hej, ty jesteś dziewczyną Harrego co nie? – spytała jedna dziewczyna z klasy.

- Jeśli już musisz wiedzieć, to tak jestem. – odpowiedziałam.

- Łapa go świerzbiła na nową dziewczynę? – kiedy to usłyszałam zagotowało się we mnie.

- Co masz na myśli?

- To, że zmienia dziewczyny jak bieliznę. Chyba, że chcesz być kolejną parą bokserek w jego szafie. – parsknęła.

- Alex chodź nie warto. – ciągnęła mnie Darcy w stronę wyjścia.

- A ciebie przypadkiem łapa nie świerzbi jak komuś obciągasz? – no tak. Alex wychodzi z siebie. Wraz z Darcy zostawiłyśmy zszokowaną łazję z mojej klasy.

Wyszłyśmy ze szkoły. W oddali widziałam znudzonych chłopców. Wymieniłam się z Darcy numerami i poszłam w kierunku moich szoferów. Niektórzy się patrzyli, niektórzy się dziwili. Mi to wisiało. Kiedy mnie zobaczyli od razu dziękowali, że już jestem.

- Jak było? – spytał Harry po muśnięciu moich warg.

- Kazanie dyrektora, poznanie klasy i napakowanego nauczyciela. – stwierdziłam.

- Co to? – spytał Horan pokazując na moje kartki.

- Plan zajęć i treningów. Nie zdążyłam nawet sprawdzić. Zrobię to potem, teraz musze odreagować.

- Idziemy na lody? – spytał Lou.

- Skoczymy na chwile do mnie? Muszę rzeczy zostawić i się przebrać. – powiedziałam kiedy zajmowaliśmy miejsca w samochodzie.

- Kierunek twój dom. Już się robi. – zasalutował Tomlinson.



Pojechaliśmy do mojego domu. Szybko poleciałam do swojego pokoju. Z szafy wyciągnęłam czarne spodenki, miętową koszulkę z koronką oraz czarne, krótkie Conversy. Włosy spięłam w wysokiego kitka, grzywkę ułożyłam na swoje miejsce a usta musnęłam szminką tą co rano. Z pokoju zabrałam swojego niebieskiego IPhone’a i zbiegłam na dół. Przed wyjściem spojrzałam tylko w lustro. Chłopcy dalej siedzieli w samochodzie. Usiadłam obok Harrego.

- Co za zmiana. – zauważył Zayn.

- Czego to kobiety nie potrafią? – spytał Styles uśmiechając się w moją stronę.

- Nie znają się na piłce nożnej. – stwierdził Niall.

- O przepraszam. Ja się znam.

- Od kiedy? – spytał zdziwiony Louis, który zapalił silnik.

- Od roku jakoś. Polskiej piłki nożnej nie oglądam bo nie ma co. Wolę zagraniczną.

- Real czy Barcelona? – spytał Zayn.

- Oczywiście, że Barcelona. A do Reala chodzi się po bułki. – zaśmiałam się.



- Ale żeśmy się dobrali. Ty Barca, ja Real. Bombowe połączenie. – powiedział Harry po czym musnął mój policzek.




---------------------------------------------

Przepraszam was za takie opóźnienie. Jak tłumaczyłam, byłam na wyjeździe i nie miałam jak napisać. ;) 
Rozdział miał być wczoraj ale za późno się za niego zabrałam i usnęłam z laptopem w łóżku. 
Rozdział dłuższy tak jak obiecałam. 
Mam nadzieje, że wam się spodoba. 


NN -> 15 kom. 

PS. jak tam wam mijają wakacje?