poniedziałek, 15 lipca 2013

Rozdział 29



Kolejne minuty spędzaliśmy we troje siedząc i rozmawiając. Pogoda była cudowna. Błękitne niebo, ciepły, lekki wiatr. Nastroje przechodniów jak najbardziej okej. Dzieci roześmiane na placu zabaw i rodzice organizujący pikniki rodzinne. Takie życie. Takie ich cudowne życie. Dzieci bez zmartwień, rodzice szczęśliwi wolnym dniem od pracy. A my? A my musimy chodzić do szkoły, kształcić się, potem znaleźć pracę. Kiedyś i na nas przyjdzie pora siedzieć z dziećmi w parku i delektować się chwilą wolnego. Jednym zdaniem : szczęścia nikt im nie odbierze. A my jesteśmy szczęśliwi? Znając mnie i moje skoki nastroju to jest nie do opisania. W sumie? Czego chcieć więcej? Mam kochającą się rodzinę, grupkę wspaniałych przyjaciół, cudownego chłopaka. Tego pewnie w Polsce bym nie miała. A może? Co by było gdybym została? Pewnie miałabym szare, nudne życie. Ale nie ma co gdybać. Trzeba cieszyć się chwilą, teraźniejszością i tym, że ktoś do mnie znowu dzwoni. Z kieszeni szarych spodni wyciągnęłam niebieskiego Iphone’a. Na wyświetlaczu pojawił się jakiś obcy numer. Zakończyłam połączenie. Nie chciałam żeby ktoś obcy przerywał tą cudowną chwile.

- Miło było, ale muszę już wracać. – powiedział Max spoglądający na swój telefon.

- W takim razie my pójdziemy do galerii. – postanowiła Dani.

- Musimy? – spytałam dziewczyny.

- Tak, musisz przy Harrym wyglądać bombowo. Przy reszcie też. – powiedziała z uśmiechem.

- Dzięki. – odpowiedziałam wytykając język w jej stronę.

- To wtedy miłych zakupów. – powiedział Max przytulając nas po kolei.



Po drodze do galerii wpadłyśmy do Sturbucks po dwa duże kubki czekolady z karmelem. Tak na osłodę zakupów. Po 20 min drogi w końcu weszłyśmy do dużej galerii w centrum Londynu. Od przyjazdu praktycznie nigdy tu nie byłam. Cały budynek był przeogromny. Wszystkie rzeczy, ściany, podłogi w jasnych i stonowanych kolorach. Gdzie nie gdzie duże donice z kwiatami. Może to były małe drzewa? Kto wie. Na roślinach się nie znam. Chyba, że te podstawowe, takie łatwe do rozróżnienia. Galeria miała 3 piętra. Wraz z Dani postanowiłyśmy zacząć od góry. Na trzecim piętrze był sklep sportowy, jakiś duży supermarket oraz sklepy z rzeczami dla dzieci. Zaczęłyśmy od sportowego. Generalnie nie miałyśmy żadnego celu, żeby coś kupić. Pomyślałam, że popatrzę na buty sportowe. W końcu idę na profil sportowy, a moje obecne buty nie są w najlepszym stanie. Wchodząc do sklepu od razu się rozdzieliłyśmy. Dani poszła na ubrania sportowe, a ja na stoisko z Nike. Przebierałam, przebierałam w tych butach, aż znalazłam piękne biało-fioletowe piękności. Od razu musiałam je mieć. Wzięłam swój rozmiar i poszłam szukać Dani. Dani wybrała niebieską bluzę Adidasa. Z uśmiechem zapłaciłyśmy za rzeczy i wyszłyśmy ze sklepu. Postanowiłyśmy przejść na drugie piętro. Zaczęłyśmy od sklepu z biżuterią. Niestety nic dla siebie ciekawego nie znalazłyśmy. Po drodze do H&M wskoczyłyśmy do Primark’a. Przy wejściu każda poszła w inną stronę. Ja postanowiłam poprzebierać w sukienkach. Trzeba było coś znaleźć na rozpoczęcie roku oraz parę innych dupereli na odświeżenie mojej garderoby. Szukałam i szukałam, ale nie mogłam znaleźć. Po jakiś 15 min przybiegła do mnie Dani ze stertą ubrań. Dziewczyna od razu pociągnęła mnie do szatni. Oczywiście wybrałyśmy ostatnią żeby nikt nam nie przeszkadzał.

- No dalej, ubieraj to … to … i to. I za minutę widzę cię ubrana. – rozkazała przyjaciółka.

Posłuszne ubrałam na siebie spodnie w pionowe, czarno-białe paski, białą koszulę i łososiową marynarkę. Spojrzałam w lustro. Eh. Nie jest źle. Wyszłam.

- No proszę. Ale ty masz długie nogi … Obróć się. Ale seksowny tyłeczek. Bierzemy. – powiedziała z uśmiechem Dani.

- Na pewno ? – spytałam niepewna.

- Ależ oczywiście, Harry się tobie nie oprze. – przyjaciółka od razu zagoniła mnie to szatni i wybrała inny zestaw.



Po godzinie, dwóch byłam już zmęczona. Wraz z Dani wybrałyśmy po 10 zestawów dla każdej. Trochę moje pieniądze na karcie zmalały. No ale jak trzeba to trzeba. Za wszystko zapłaciłyśmy. Dani powiedziała żebym od razu się przebrała w ten pierwszy zestaw. Zgodziłam się.

Była godzina 18 gdy wracałyśmy do domu chłopaków. Po drodze zadzwoniłam do mamy z zapytaniem czy mogę przenocować u Harrego. Oczywiście mama zadawała mi tysiąc pytań odnośnie czy sobie poradzimy, czy mamy jedzenie i żebym nie zrobiła czegoś głupiego. Danielle idąca obok mnie ciągle się z tego śmiała. Zapewniłam mamę, że wszystko będzie w porządku. Zgodziła się.



Gdy weszłam do domu, chłopcy już tam czekali. Harry trzasnął Louisa, Louis kopnął Liama, Niall rzucił w Harrego ciastem, Liam wylał sok na włosy Zayna, Zayn uderzył Louisa, Liam popchnął NIalla, Harry zaczął się z niego śmiać, Horan uderzył Zayna piłką, choć celował w Harrego, a Liam wziął do ręki pogrzebacz do kominka.
- Ejj! - krzyknęłam. Nic. Nadal się tłukli.

- Chłopaki mordy w dupy ! - wrzasnęła Dan. Od razu zamilkli. Stanęli w ruchu. Harry miał zamiar trzasnąć Louisa, Niall celował w Zayna czekoladowym tortem, Liam trzymając pogrzebacz zaraz miał przywalić Niallowi. Wyglądali prześmiesznie.

- Co wy tu robicie? - spytałam.

- My właśnie.. Eee.. - zaczął Harry.

- Liam połóż ten pogrzebacz. - powiedziała pół przerażona Dani. Chłopak posłusznie wykonał polecenie.

- Bo Niall ukradł mi jedzenie, to ja wrzuciłem jego frytki do śmietnika, Liam zaczął nas uspokajać i dostał od Nialla w oko, przez co ma takie sine i... Zayn uderzył Nialla, Liam mu pomógł i Louis chciał odciągnąć Zayna od niego i... Jakoś tak zaczęła się bójka. Jedzenie też poszło w ruch. - wytłumaczył Harry. Stałam z miną jakbym mówiła: "Serio? Oh serio?". Zawiesiłam się..

- Zachowujecie się jak dzieci. Harry nie wiesz, że z Niallem w kwestii jedzenia jest nie warto zaczynać? – zwróciłam się do niego.

- On mi kiedyś chciał rękę odgryźć ! - odpowiedział za niego Malik.

- Jesteście dziwni. - mruknęłam.

- Tak odbiegając od tematu, co Danielle zrobiła z moją dziewczyną? – spytał zdziwiony Harry.

- Ubrałam ją po prostu.

- Ta. A moja karta do bankomatu już odmawia użytkowania.

- Przesadzasz. To było konieczne.

- To ja moją nową dziewczynę zabieram. – Powiedział Harry po czym wziął mnie na ręce i zaniósł do swojego pokoju. Pod drodze słyszałam słowa Dani : a nie mówiłam. Styles położył mnie na łóżku i zdjął ze mnie nowo zakupioną, łososiową marynarkę. Styles mruczał mi do ucha jakieś słodkie słówka, co chwilę całując mnie prosto w usta. Po dwóch minutach jego pocałunki stawały się coraz bardziej łapczywe. Jego ręce spoczywały pod koszulą na mojej talii, a ciepłe usta nachalnie żądały moich. Coraz to bardziej Harry ściskał swoje ręce. I nam przerwano.

- Wołałem was na kolacje. – powiedział wchodzący do pokoju bez pukania Louis. Oboje z Harrym się zaśmialiśmy.

- Tomlinson, puka się do drzwi. – powiedział zły Harry.

- Oj tam. Nie chce jeszcze zostać wujkiem. Jestem na to za młody i zbyt seksowny. – za te słowa Lou dostał poduszką.

- Chodźcie na dół a nie tu się kopulujecie gołąbeczki. – powiedział z uśmiechem wychodząc z pokoju.

Harry w dalszym ciągu przygniatał mnie swoim ciałem. Przeniosłam swoje ręce z jego pleców na szyję chłopaka, ten natomiast popatrzył głęboko w moje zielone oczy.

- Głodna jestem. – powiedziałam na rozluźnienie. Uśmiechy pojawiły się na naszych twarzach. Styles ostatni raz pocałował mnie w usta i mocno przytulił. Wstaliśmy i ogarnęliśmy się. Ja ponownie założyłam marynarkę, a Harry koszulkę, którą miał wcześniej, po czym splótł nasze ręce i zeszliśmy na dół.

- Zgłodniałam. – powiedziałam siadając przy stole.

- Od tych igraszek pewnie. – dorzucił Lou.

- A co? Zazdrosny? – powiedziałam żartobliwie.

- Hahahaha, chciałabyś. – zaśmiał się Tomlinson.

- Hahahaha, nie. – odpowiedziałam mu tym samym.

- Co jemy? – spytał jak zawsze głodny Horan.

- Macie tu sałatkę grecką, rybę z sosem i resztę. – oznajmiła Dani kładąc dwa talerze jedzenia na stole.

- No chyba nie? Jak my mamy się tym najeść? – spytał zażenowany blondyn.

- Ktoś tu musi trzymać was w formie. Niedługo to będziecie jak słonie.

- No tu już jeden słoń jest. – powiedziałam kiwając głową w stronę Hazzy.

- No ej. – obraził się.

- Na ej to staje pociąg. – rzuciłam tekstem mojej babci z Polski.

- A na a to mi też coś staje. – zrobiłam wielkie oczy. Nie chciałam tego komentować. Zboczone myśli chłopaków czasem mnie przerażały.

- Harry, proszę cie, swoje pragnienia zostaw dla siebie. Smacznego. – powiedziałam. Reszta się śmiała. No jakżeby inaczej.

Po skończonym posiłku w miłej i radosnej atmosferze, wszyscy zabraliśmy się za sprzątanie. Niektórzy marudzili, np. Harry.

- Po co ci ta butelka Zayn? – spytałam mulata.

- Pomyślałem że możemy zagrać w butelkę, a nie oglądać po raz kolejny filmy.

Przygotowaliśmy napoje i poszliśmy do salonu. Usiedliśmy w kółku. Postanowiłam usiąść naprzeciwko Styles’a. Tak dla zabawy jakbym go wylosowała. Pierwszy kręcił Horan. Niestety przerwano nam dzwonkiem do drzwi. Poszłam otworzyć.

- Dobry wieczór. Pani jest właścicielem tego lokalu ?

- Dobry wieczór, nie a w jakiej sprawie?

- Możemy porozmawiać z właścicielem? – spytał wyższy policjant.



----------------------------------------------------

Okej, po namowie Alicji, dodałam nowy rozdział. Nawet mi się podoba, co się często nie zdarza.
U góry po lewej stronie macie ankietę. PROSZĘ o oddanie głosu. chcę wiedzieć kto co robi ;>
Będę wiedziała na czym stoję. Od razu napisze, że dalsze pisanie opowiadania zależy od ankiety więc spinajcie tyłeczki i głosujcie, jeżeli chcecie aby ten blog dalej był prowadzony. 


+ 10 KOMENTARZY i będzie następny . 

środa, 3 lipca 2013

Ważne INFO !

Dobra. Zacznę od tego, że chcę zakończyć bloga.
Kiedyś pod każdym rozdziałem było około 15 komentarzy. A teraz? Czy to dla was tak wiele? Ja staram się pisać szybko i dłuższe rozdziały, ale widocznie was to nie obchodzi ile pracy i czasu w to wkładam. Nawet nie obchodzi was to, że proszę o te parę komentarzy żeby wiedzieć, że ktoś to jeszcze w ogóle czyta.
Czytelnicy powinni motywować, prawda? Ja z waszej strony tego nie widzę. 
Jeżeli wam się blog nie podoba to czemu nie piszecie tego w komentarzu ? Zmieniłabym coś. Ja też mogę się od was czegoś nauczyć, bo akurat w pisaniu nie jestem dobra. 


CZYTASZ = KOMENTUJESZ 

chyba to mogę od was wymagać. to nie jest dużo.  

Jeżeli chcecie zakończenia bloga możecie powiedzieć, napisze dla was epilog i będzie po sprawie. koniec moich starań i koniec waszych komentarzy. 

wtorek, 18 czerwca 2013

Rozdział 28



- Alex co się stało? – spytał Harry.

- Mike zapomniał kluczy do domu, a rodzice w pracy. Wysłałam mu esa z adresem. Już myślałam, że coś się stało.

- Weź nas nie strasz, okej? – powiedział Lou.

- To nie moja wina. – odpowiedziałam.

- Dobra ćśiiii, oglądamy. – uciszał nas Liam.



Zaczęliśmy oglądać film „Intruz”. Horan oczywiście musiał latać po jedzenie, bo inaczej to byłoby nie możliwe. Uznalibyśmy, że byłby chory albo coś w tym rodzaju. Na początku trochę nie skumałam o co chodziło, a pod koniec oczywiście musiałam się rozryczeć. Dani też. W między czasie Mike wpadł po klucze, tak jak mówił. Po dwugodzinnym filmie nastała 21. Na dworze było ciemno, więc pora była się zbierać.

- Muszę już iść. – powiedziałam wstając z kanapy.

- Tak ja też. – dołączyła do mnie Danielle.

- Może chcecie zostać? – zaproponował Malik.

- Nie dzięki, muszę jutro wcześnie wstać, bo chciałabym rozejrzeć się za szkołą. Za tydzień koniec wakacji. – odpowiedziałam.

- Jak chcesz mogę ci pomóc. – zaoferowała Dani.

- Zdzwonimy się. To ja już pójdę. – zabrałam bluzę z kanapy i udałam się w kierunku wyjścia.

- Odprowadzę cię. – powiedział Harry.

- Okej, cześć wszystkim i dobranoc! – krzyknęłam.

- Dobranoc. – odpowiedzieli.



Wieczór był nadzwyczaj ciepły, co nie zdarza się często. Wychodząc z domu Harry splótł nasze ręce. Lubiłam jak to robił. Uśmiechnęliśmy się do siebie i skierowaliśmy się w kierunku mojego domu.

- Alex ?

- Słucham …

- Cieszę się, że znowu jesteśmy razem. – powiedział ściskając mocniej moją rękę.

- Tak ja też.

- Myślałaś już nad szkołą? – po chwili spytał zmieniając temat.

- Nie, znaczy kolega Mike’a zaoferował mi szkołę do której chodzi. Wydaję mi się całkiem niezła patrząc na profile.

- A na co byś chciała zdawać?

- Profil sportowy z naciskiem na siatkówkę. Muszę się jeszcze Max’a spytać czy przed przyjęciem są jakieś egzaminy sprawnościowe czy coś w tym stylu.

- Max tam chodzi? – spytał szybko.

- Tak. Nie mów mi, że będziesz zazdrosny. – spojrzałam na niego spod łba.

- O ciebie zawsze. – Harry objął mnie w pasie i wpił mi się w usta.

Nawet nie zauważyłam kiedy byliśmy już przy domu. Trwaliśmy tak przez dłuższą chwilę.

- Muszę już iść. Do zobaczenia jutro ? – spytałam.

- Owszem. Cześć skarbie. – ostatni raz mnie pocałował.



Była godzina 23 kiedy umyta położyłam się do łóżka. Na początku nie mogłam zasnąć. Postanowiłam wejść na twittera. Wzięłam swojego białego Mac’a i położyłam go na kolana. Odpaliłam. Na wyświetlaczu monitora widniało moje wspólne zdjęcie z Julią. Uśmiechnęłam się do siebie. Przypomniało mi się, że Julka miała przyjechać do Londynu pod koniec wakacji. Akurat takowy się zbliża. Kiedy weszłam na TT od razu do niej napisałam. Wiem, że lepiej byłoby zadzwonić, ale nie chciałam jej przeszkadzać. W sumie powinnam jej powiedzieć, że wróciłam do Harrego. Wiedziała, że prędzej czy później do niego wrócę. Za dobrze mnie znała. Wyłączyłam laptopa i odstawiłam go na biurko, ponieważ zmorzył mnie sen. Od razu przykryłam się kołdrą i poszłam spać.



Następnego dnia rano.



- Alex! – usłyszałam budzący krzyk mamy z korytarza. Szybko wstałam z łóżka i otworzyłam drzwi.

- Co się stało? – spytałam zamulona.

- Jest godzina 11, a na dole czeka na ciebie jakiś chłopak.

- Przekaż mu, że zaraz zejdę.

- Z nikim się dzisiaj nie umawiałam. Może to Harry? Niee. Dawno by do mnie przyszedł.- pomyślałam

Wyciągnęłam z szafy jasne, obcisłe rurki i delikatną bluzkę na krótki rękaw, która z tyłu miała delikatnie prześwitujący materiał. Udałam się do łazienki, by wziąć poranny prysznic. Odkręciłam zawór z ciepłą wodą i pozwoliłam jej spłynąć po moim ciele. W wyniku czego przeszedł je przyjemny dreszcz. Gdy poczułam się odświeżona od razu wyszłam i zakryłam się ręcznikiem. Nabalsamowałam ciało i ubrałam się w przygotowane ubrania. Zrobiłam lekki make-up i wróciłam do pokoju. Wysprzątałam trochę w nim. Wszystko to zajęło mi tylko pół godziny, więc byłam dumna z siebie, że nie dłużej. Wsunęłam na nogi swoje czarne converse i zeszłam Wychodząc z pokoju zabrałam z szafy telefon. Kiedy schodziłam schodami zobaczyłam przy stole siedzącego Max’a.

- Co tu robisz? – spytałam zdziwiona.

- Kiedy ostatnim razem rozmawialiśmy wspominałaś coś o szkole i pomyślałem, że ci pomogę. – uśmiechnął się.

- Miałam do ciebie dzwonić dzisiaj. Czytasz mi normalnie w myślach chłopie.

- Harry nie będzie zazdrosny? – spytał.

- On nie ma nic do gadania. Mamo my już idziemy. – zwróciłam się do rodzicielki.

- A śniadanie?

- Zjem na mieście. – pocałowałam mamę w policzek. Kiedy wychodziliśmy z wieszaka zabrałam bluzę brata.

-Max?

- Tak?

-Od czego zaczniemy? - odpowiedziałam mu pytaniem.

-Pójdziemy najpierw może do mojej szkoły, tam, gdzie chciałaś. Liceum ogólnokształcące imieniem Paula McCartney'a.

-Już mi się podoba. Jeszcze muszę tylko się skontaktować z Dan, też chciała pomóc. 

-Dan? - spytał zdziwiony.

-No Danielle, bystrzaku. Dziewczyna Liam’a jakbyś nie wiedział. W sumie to skąd mógłbyś wiedzieć. - uśmiechnęłam się



Po drodze zadzwoniłam do Danielle. Mieliśmy spotkać się na placu przy Big Benie. Przyjechała samochodem, więc nas podrzuciła na miejsce. Jeśli chodzi o sam budynek, to robił wrażenie, zdecydowanie. Była ogromna. Od razu przypadła mi do gustu, jeśli chodzi o samą architekturę i wygląd.
Weszliśmy do środka, a tam był wywieszony duży napis: "Witamy Nowicjuszy!". Najwidoczniej, były dni otwarte w szkole.
Razem z Max’em i Dani trochę się rozejrzeliśmy. To po klasach, to po dziedzińcu i zewnętrznej stronie szkoły. Oczywiście pierwsze co musiałam obejrzeć była sala gimnastyczna oraz boisko za budynkiem. Podczas wycieczki Ruther trochę opowiedział mi o szkolnej historii. Dowiedziałam się też, że chodzą do tej szkoły różne elity, co chyba nie jest żadną nowością. 

-I jak? Podoba się? - spytał po chwili. 

- Jest lepiej niż myślałam. Wzięłam papiery ze sobą. 

-To dobrze, bo już niewiele czasu zostało. - skomentowała Peazer. 

Miała rację. Lepiej późno niż wcale.
Tak zrobiłam. Lecz nie tylko ja składałam podanie, było jeszcze wielu innych uczniów. Dykrektor, po przeczytaniu mojego CV i rozmowie ze mną, zapisał mnie do klasy sportowej, tak jak sobie życzyłam i powiedział, że jak najbardziej jest możliwość przyjęcia mnie. Wydawało mi się, że szukanie szkoły będzie bardzo trudne, bo w Londynie jest ich całkiem sporo. Ale skoro trafiła się taka świetna okazja, to czemu nie.

Po całych dwóch godzinach wybraliśmy się na zdrowy spacer, a później Max zaprosił mnie i Danielle na lody.

Siadając ze słodyczą w dłoni na ławkę poczułam wibrowanie telefonu.

- Tak?

- Cześć Alex, Dani jest z tobą może? – spytał zdenerwowany Liam.

- Jasne, a co?

- Bo nie odbiera ode mnie telefonów.

- Dobra powiem jej. Pa. – odłożyłam słuchawkę.

-Dani, czemu nie odbierasz telefonu? Liam się martwi. – zwróciłam się do niej.

- A dzwonił? Nie słyszłam.

- Nie możesz tak chłopaka stresować Danielle. – zaśmialiśmy się.

- Bardzo śmieszne. To wina telefonu, że nie dzwonił.

- Ciekawe czy Harry ma to samo.

- Zadzwoń do niego – zaproponował Max.

- Jak kocha to poczeka. Mi się nigdzie nie śpieszy. – uśmiechnęłam się do obojga.



----------------------------------------------------

No i mamy kolejny rozdział. Przepraszam, że musiałyście tak długo czekać ale jest koniec roku co za tym idą poprawy, sprawdziany i nauka, a w między czasie też nie miałam weny.

Dziękuję ogromnie za pomoc mojej kochanej Alicji z bloga -> KLIK! Gdyby nie Ty to by ten rozdział nigdy nie powstał.

Mam nadzieje, że wam się spodoba. Teraz rozdziały będą częściej się pojawiały bo poprawy mam już za sobą. I to też zależy od was jak wyrobicie się z komentarzami.

10 komentarzy a pojawi się nowy. ! Ciao !

niedziela, 12 maja 2013

Rozdział 27



W progu stała dziewczyna o brązowych, kręconych włosach. Była ubrana w czarne rurki, białą koszule i czerwoną marynarkę. Jej kolor skóry był trochę przyciemniony. Była po prostu idealna. Liam złapał ją za rękę i podszedł do nas.

- Ekipa, to jest Danielle, Danielle to moi przyjaciele. Harry jego dziewczyna Alex, Louis, Niall i … Gdzie Zayn?

- Zayn jest w łazience, zaraz przyjdzie. Miło nam cie poznać. Alex – wyciągnęłam rękę w stronę dziewczyny. Ta serdecznie ją uściskała.

- Liam, nie pamiętam żebyś się nam chwalił dziewczyną. – Louis przyjął pozę myśliciela. Wyglądało to dosyć śmiesznie.

- A ja nie pamiętam kiedy ty coś pamiętałeś. – odgryzł mu się Liam.

- Dajcie spokój panowie. – dołączył do nas Zayn. – Będziemy tu tak stali i się gryźli czy idziemy?

- Idziemy. - stwierdziłam.

Uśmiechnięci wyszliśmy z domu. Dobrze zamknęłam za sobą drzwi. Na stole w kuchni zostawiłam list w razie jakby, któryś z domowników wrócił wcześniej. Dużą grupą udaliśmy się w stronę miasta. Ja z Danielle od razu się polubiłyśmy. Obie szłyśmy z przodu rozmawiając o kosmetykach, ubraniach czy też o naszych chłopakach.

- Czy ja dobrze słyszę? Liam one nas obgadują. – skierował się Harry do Liama.

- A to już nie można? – odwróciłam się przodem do nich.

- A co? Aż takie złe zdanie masz o mnie? – spytał się loczek.

- A żebyś wiedział. – wytknęłam mu język. Nagle wpadłam na kogoś. – uhg, przepraszam. … O hej Max. – cała banda przystanęła.

- Cześć. Nie wiedziałem, że cie tu dzisiaj spotkam. – uśmiechnął się.

- Taki spontaniczny wypad. Mojego brata nie ma z tobą może? – zaczęłam rozglądać się po okolicy.

- Nie, a co?

- Zgubił się gdzieś. A właśnie, Max to moi przyjaciele. Harrego już znasz, to jest Niall, Liam i jego dziewczyna Danielle, Louis i Zayn. – Harry od razu złapał mnie za rękę, by przypomnieć koledze, że jestem zajęta. Jak już kiedyś wspomniałam – zazdrość.

- Miło was poznać. Ja już będę leciał bo musze odebrać Tori od babci. To na razie wszystkim. – powiedział zerkając na zegarek.

- Na razie. ! – odpowiedziałam za wszystkich. Wraz z Danielle wróciłyśmy do rozmowy. Dziewczyna prosto z mostu spytała się co to za była za dupa.

- Ekhem. Nie rozpędzacie się za bardzo? – zwrócił się Liam do Danielle.

- Oj, daj spokój. – przytuliła się do chłopaka.

- A mój chłopak to mnie już nie przytuli. – Harry od razu znalazł się przy mnie.

- Widzisz jak na zawołanie. – zaśmiałyśmy się z Danielle.

- Dobra koniec tego. Idziemy do wesołego miasteczka. – stwierdził Louis.

- A zjemy coś po drodze? – spytał Niall.

- Dopiero co jadłeś śniadanie. – zwrócił się do niego Zayn.

- Wy mnie kiedyś zagłodzicie. – oburzył się Horan.



Przed wesołym miasteczkiem obiecaliśmy blondynowi, że pójdziemy na lody. Kiedy Irlandczyk zobaczył budkę z lodami od razu do niej podbiegł. Nie obyło się bez około 5 gałek dla niego. Ja jakoś nie miałam ochoty na zimną słodycz więc odpuściłam sobie. Wraz z Danielle usiadłyśmy sobie na ławce. Byłam trochę ciekawa jak to się im potoczyło z Liamem, bo przecież nasz Daddy Direction nic nam nie mówił. Dziewczyna powiedziała, że spotkali się przypadkiem na jakimś pokazie, na którym tańczyła. Wymienili się numerami i tak się zaczęło. Co za romantyczny z bieg okoliczności. Liam jest opiekuńczy, śpiewa w zespole i jest cudownym przyjacielem, a Dani jest piękną dziewczyną, która wywarła na mnie bardzo pozytywną opinie. Byli dla siebie idealni. Powinnam powiedzieć, że są. Kiedy chłopcy skończyli się opychać lodami poszliśmy w stronę wesołego miasteczka. O godzinie 13 było nawet sporo ludzi. No tak, dzisiaj była sobota więc większość rodzin chciało spędzić razem czas. Jeszcze nawet nie ogarnęłam, że za tydzień szkoła. Tak ten czas szybko zleciał, a ja jeszcze nie wybrałam gdzie chcę iść. W sumie oferta Max’a wydawała się całkiem okej. Zawsze ciągnęło mnie do sportu więc czemu by nie skorzystać. Z rozmyślań wyrwał mnie Harry pytający się od czego zaczniemy.

- Chodźcie tam! – pokazał Louis na najwyższą kolejkę.

- Chyba podziękuję takiej przejażdżki. – spojrzałam w górę.

- Będę obok ciebie. – powiedział trzymający mnie za rękę Styles.

- No chyba się nie boisz? – spytał mnie Zayn. – chyba, że to tylko pozory.

- No pewnie, że się nie boję. – walnęłam go w ramię.

- No to idziemy. – powiedział Niall.

- A gdzie nasza druga zakochana para? – zaczął szukać ich wzrokiem Louis.

- Pewnie poszli na coś mniejszego. Nie myślałam, że zostanę sama z wami, bez Dani.

- Dobra, nie gadamy tylko idziemy. – pośpieszał nas Zayn.

Ustawiliśmy się w kolejce. Oczywiście nie obyłoby się bez robienia fotek i rozdawania autografów. Nie często widzi się swoich idoli w wesołym miasteczku. Po jakiś 20 min siedzieliśmy już w kolejce. Zayn, Niall i Louis siedzieli przede mną i Harrym. Moje serce skakało chyba na skakance z przerażenia. Kiedy kolejka ruszyła złapałam Harrego za rękę. Przejażdżka dla mnie trwała wieczność. Kiedy już mogłam postawić nogi na ziemi odetchnęłam z ulgą. Chłopcy się śmiali, że wrzeszczałam z nich najgłośniej. No w końcu jestem dziewczyną więc mogłam. Po wystrzałowej kolejce zgodziłam się na „Tornado”. Wyglądało trochę groźnie, ale było całkiem fajnie.

Po obskoczeniu jeszcze 4 innych kolejek miałam już dość. Usiedliśmy na ławce. W oddali szedł do nas Liam z Danielle.

- A wy gołąbeczki gdzie się szlajaliście? – spytał oburzony Lou.

- Tam i ówdzie.

- Ja już z nimi nigdy więcej nie pójdę do wesołego miasteczka. – stwierdziłam.

- Aż tak źle? – spytała Dani.

- A żebyś wiedziała. Louis z Zaynem ciągnęli nas po tych najgorszych kolejkach. – odpowiedziałam.

- Pfff. – parsknął Zayn.

- Może pójdziemy coś zjeść? – spytał Niall.

- Ten jak zwykle o jedzeniu. – dorzucił Harry.

- W sumie ja też zgłodniałam od tego napływu wrażeń. – zrobiło mi się pusto w brzuchu.

- Chociaż jedna mnie popiera. – przybiłam z Horanem piątkę.

- To chodźcie.



Postanowiliśmy pójść na pizze. Od częstych wypadów na taką pizze mogłam przybrać na wadze. Poszliśmy do najbliższej pizzerii. Usiedliśmy przy sporym stole i złożyliśmy zamówienie. Długo nie musieliśmy czekać. Po przyjściu kelnera od razu zabraliśmy się za jedzenie. Po naszych minach było widać, że jesteśmy trochę zmęczeni i głodni.

Była godzina 18. Ten czas szybko mijał. Postanowiliśmy pójść do domu chłopaków. W między czasie zadzwoniła do mnie mama, która chciała się dowiedzieć gdzie jestem.

Weszliśmy do ich domu.

- Dawno mnie tu nie było. – stwierdziłam rozglądając się po pomieszczeniach.

- Trzeba to zmienić. – powiedział Harry łapiąc mnie za rękę.

- A właśnie Dani, uważaj na łazienkę u góry. Ona lubi się zatrzaskiwać. – zwróciłam się do dziewczyny.

- Drzwi już naprawione. – powiedział Liam.

- Haha, po tym jak od nas wyszłaś, to Zayn się zatrzasnął – powiedział z uśmiechem Louis.

- Dzięki Lou. – poklepał przyjaciela po ramieniu.

- Co powiecie na jakiś film? – zaproponował Niall.

- Oooo. Dawno nic nie oglądaliśmy. – stwierdziłam

- Chodź Alex przygotujemy napoje i coś do jedzenia bo znając Nialla …

- Jezu kocham was normalnie. – powiedział uradowany Horan.

- To my chłopcy ogarnijmy jakieś siedzenie. – poganiał ich Zayn.



- Alex? – spytała Dani kiedy wyciągnęłyśmy z szafy kubki.

- Tak?

- Długo się do nich przyzwyczajałaś? – zdziwiło mnie trochę jej pytanie.

- Szczerze powiedziawszy to chyba nie. Na początku myślałam, że będzie gorzej ale po krótkim czasie kiedy spędzaliśmy codziennie razem czas to po prostu już nie wyobrażam sobie bez nich życia.

- Myślisz, że mnie też polubią?

- Na pewno. Uwierz mi. – przytuliłam dziewczynę.

- Dziewczyny! Idziecie? – krzyczał z pokoju Liam.

- Już idziemy. – wzięłyśmy w ręce miski, kubki i poszliśmy do pokoju. Ja usadowiłam się koło Harrego na kanapie obok Dani i Liama, Lou, Zayn i Niall na podłodze. Po włączeniu filmu „Straszny film 5” zadzwonił mój telefon.

- Harry weź mi podaj telefon bo leży tam na stole. – chłopak podał mi urządzenie.

- Halo? … Co się stało?


----------------------------------------------------

No i mamy kolejny rozdział. Piszcie co sądzicie. Ja już szykuje następny. 

10 kom -> nn . ;)

sobota, 4 maja 2013

Rozdział 26



Harry przetarł kciukiem łzę na moim policzku. Było zbyt cudownie żeby kończyć to w taki sposób. Po części zraniłabym Harrego, ale i też siebie, bo nie potrafiłabym przebywać w jego towarzystwie.

Jego zielone, świecące oczy ciągle patrzyły się głęboko w moje.

- Brakowało mi tego. – powiedziałam wtulając się w jego tors.

- Kocham cię. – powiedział po czym pocałował mnie w czubek głowy.

- Ja ciebie też.

- Chodźmy do domu, bo zimno się robi. – zaproponował Harry.

Wstaliśmy z pomostu. Styles splótł nasze ręce i z uśmiechem na twarzy poszliśmy w stronę domu. Żeby umilić nam czas powrotu do mieszkania śmialiśmy się i wygłupialiśmy się. Tak jak kiedyś. Miło było wrócić do tego. Stwierdziłam, że zapomnę o całej sytuacji. Pomyślałam, że Harry będzie teraz robił wszystko żeby to wspomnienie nie powróciło.

Kiedy weszliśmy do domu rodzice siedzieli w kuchni przy stole zawzięcie o czymś rozmawiając.

- Cześć mamo i tato. – pocałowałam obu rodziców w policzek.

- A tobie co się stało? – spytał zdezorientowany tata.

- Chciałabym wam kogoś przedstawić. – Wyciągnęłam do Harrego rękę. On z uśmiechem ją złapał i stanął obok mnie. – To jest Harry mój chłopak.

- Dobry wieczór.

- Dobry, dobry jak widzę. – stwierdził tata.

- Co jest na kolacje? – wtrąciłam się.

- Zrobić wam spaghetti? – spytała mama.

- Oooo super. To my przyjdziemy później. – uśmiechnięci poszliśmy na górę.

Weszliśmy do pokoju. Ja od razu sięgnęłam w łazience po szklankę i nalałam do niej wody żeby wstawić do niej różę. Harry natomiast zabrał mojego laptopa i usiadł na łóżku.

- A ty co? – spytałam się.

- Dawno nie wchodziłem na twittera, pozwolisz? – powiedział włączając sprzęt.

- Ta, jasne. Ja pójdę się przebrać w dresy bo mi nie wygodnie. – z szafy wzięłam dres i poszłam do łazienki. Kiedy z niej wyszłam usiadłam obok Harrego.

- Ludzie pytają się o ciebie – powiedział z uśmiechem.

- Chyba nie zauważyli, że coś się stało? – spytałam Styles’a

- Fajnie gdyby tak było. Patrz. Nie wiem skąd oni wiedzieli, że wiesz, my ….

- Dobra nie kończ. Przecież na imprezie nie było żadnych ludzi z aparatami. – próbowałam sobie coś przypomnieć.

- Tak, ale wybiegłaś z domu, prawda? – spytał.

- Tak i to jeszcze zapłakana.

- No właśnie. Paparazzi mogli być przed domem, zauważyli ciebie zapłakaną i stwierdzili, że to ma związek z nami.

- Jak wy to znosicie?

- Przyzwyczaiłem się do tego, myślę, że chłopacy też.

- Ugh, to znaczy, że ja też będę musiała.

- Dokładnie. Damy radę. – powiedział obejmując mnie ramieniem.

Od tego momentu musieliśmy stawić temu czoło.



Godzina 20.

Byliśmy już po wspólnej kolacji. Rodzice zaprzyjaźnili się z Harrym. Obiecałam tacie kolację z całą bandą. Nie byłam zadowolona z tego pomysłu ale nalegał. Wiadomo jak to chłopcy. Oni nie są normalni. Chyba każda ich fanka może to potwierdzić.

Byliśmy w moim pokoju. Rodzice poszli też do siebie, ponieważ wcześnie rano muszą jechać do pracy. Leżałam z Harrym na łóżku, oglądaliśmy film pt. „Ted”. Całkiem fajna komedia. Dużo się śmialiśmy. Oczywiście nie zabrakło dziwnych skojarzeń ze strony Harrego, ale dało się jakoś wytrzymać. Po filmie, czyli o godzinie koło 22 wyłączyliśmy telewizor. Po ciemku siedzieliśmy i rozmawialiśmy. Szczególnie o rodzinie Harrego. Dowiedziałam się paru rzeczy, o których chłopak wcześniej nie wspominał. Od teraz wiedziałam już o nim praktycznie wszystko. On o mnie też. Czasem warto przeprowadzić taką rozmowę. Po północy stwierdziłam, że Harry mógłby zostać. Było późno i bezsensu żeby wracał do domu. Chłopcy by się nie obrazili. Właśnie. Jakoś się o nas nie martwią ani nic. Może nie chcieli się narzucać dopóki sobie nie wyjaśnimy. Zadzwonię do nich rano – pomyślałam.

Położyłam się w raz z Harrym. On wiedział że musi uważać. Ja jednak przytuliłam się do jego torsu i zasnęłam.



Rano 10.

Obudził mnie dzwoniący telefon.

- Halo? – spytałam zaspanym głosem.

- No cześć nie wpuścisz nas przypadkiem? – spytał Louis.

- Że co proszę ?

- Stoimy pod twoimi drzwiami i nikt nie chce raczyć nam otworzyć.

- Już chwila, tylko wstanę.

Rozłączyłam się. Obudziłam Harrego ciepłym pocałunkiem w usta.

- Takie pobudki to ja poproszę codziennie.

- Dobra daruj sobie, bo chłopacy czekają na dole pod drzwiami.

- Serio?

- Ta, Lou przed chwilą dzwonił żebym otworzyła im drzwi. Pewnie będą się o ciebie pytać. Powiem im, że nie wiem gdzie jesteś. To będzie taki mały prima aprilis

- Okej, ale idziesz tak sobie o bez żadnego buzi czy coś? – Harry zrobił maślane oczy. Ja natomiast musnęłam jego usta i wstałam z łóżka. Szybko złapałam swoją bluzę i poszłam na dół. Kiedy otworzyłam drzwi oślepiło mnie słońce.

- Dobra, wiem, że jestem seksowny – stwierdził Louis patrząc na mój grymas.

- Chciałbyś hahaha. Chodźcie. – wpuściłam ich do środka.

- Nie wiesz może gdzie podziewa się Harry? – spytał Zayn siadając przy stole wraz z resztą.

- Nie.

- Nie widziałaś się z nim wczoraj. – spytał Niall.

- Widziałam, ale potem już nie gadaliśmy.

- Pogodziliście się chociaż? – spytał kolejny Liam.

- Nie sądzę. Czekajcie pójdę po brata. – poszłam na górę tak na prawdę po Harrego. Brat wyszedł gdzieś. Pewnie właśnie jest z Max’em. Harry siedział na łóżku. Kiwnęłam głową na znak żeby poszedł ze mną. Kiedy schodziliśmy schodami 4/5 zespołu było trochę zdziwione.

- I co? Dalej nie wiesz gdzie jest Harry? – spytał śmiejąc się Louis.

- W pokoju jednak był.

- Miło was widzieć znowu razem. – stwierdził Liam. Harry objął mnie ramieniem.

- Mnie też to cieszy. To co może wspólne śniadanie?

- Taaaaaak! Głodny jestem. – wykrzyczał Horan.

- A kiedy nie jesteś?

- Chyba tylko jak śpi. – stwierdził Zayn.

Wszyscy zabraliśmy się za przyrządzanie śniadania. Miło było być całą szóstką. Już zapomniałam kiedy tak spędzaliśmy razem czas. Pomyślałam, że moglibyśmy dziś gdzieś wyskoczyć. Postanowiłam spytać chłopców po śniadaniu. Oczywiście podczas posiłku nie obyło się bez głupot. Jak na moją prośbę przystało pomogli mi posprzątać.

- Może byśmy gdzieś dziś wyskoczyli? – spytałam.

- Co proponujesz ? – spytał Zayn.

- Hmmm, może wesołe miasteczko? – podrzucił pomysł Louis.

- Chciałam to powiedzieć.

- Może twój brat pójdzie z nami? – zaproponował Harry.

- Nie wiem gdzie jest, a nie chce mi się zbytnio go szukać czy też dzwonić do niego bo pewnie jest z kolegami.

- Co z ciebie za siostra? – zaśmiał się Niall.

- No właśnie nie wiem. – zaśmialiśmy się wszyscy. – to co? Ja się idę przebrać i idziemy na miasto, a potem do wesołego miasteczka? – chłopcy przytaknęli.

Poszłam na górę. Z szafy wzięłam szorty, luźną, miętową koszulę i jasny sweterek. Na nogi nałożyłam beżowe conversy. Średnim tempem zeszłam na dół. Chłopcy jak zwykle się wygłupiali. Prawie wleciał na mnie uciekający Zayn przed Niallem.

- Ej dzieci. Może by tak idziemy?

- Jasne. Tylko skoczę jeszcze do łazienki. Od tego pościgu zachciało mi się. – powiedział Zayn.

- To poczekamy. – nagle ktoś zadzwonił dzwonkiem do drzwi.

- Spodziewasz się kogoś? – spytał Harry.

- Nie przypominam sobie żebym się z kimś umawiała.

- Tak właściwie to moja mała niespodzianka. – powiedział Liam otwierając drzwi.



---------------------------------------------------------------------

No i mamy kolejny dzięki Alicji ;* 
Hahaha, szantażystko jedna . ;*


Okej, więc u góry po prawej stronie dodałam obserwatorów ( za sugestią Alicji ). Chciałabym wiedzieć ile osób czyta więc dodawajcie się, bo ankiety nic nie dają ;P A przynajmniej będziecie informowane o rozdziałach.
Usunęłam również weryfikacje obrazkową żeby łatwiej wam się dodawało komentarze. ( nie wiedziałam, że była włączona ) ;)

NN -> 10 kom. ( już jestem w trakcie pisania. )


CZYTASZ = KOMENTUJESZ I DODAJESZ DO OBSERWOWANIA
DZIĘKUJĘ! 

niedziela, 28 kwietnia 2013

Rozdział 25





Na wyświetlaczu ukazał się napis : Harry. Z jednej strony bałam się odebrać, ale z drugiej prędzej czy później musielibyśmy pogadać.

- Halo?

- Moglibyśmy się dzisiaj spotkać?

- A może by tak się przywitasz? Kultura już cie dawno opuściła?

- Musisz się czepiać o takie rzeczy?

- Ciesz się, że chociaż odebrałam telefon.

- Przepraszam. Możemy się spotkać o 16 u ciebie?

- O 16 przed domem pójdziemy gdzieś.

Rozłączyłam się bez pożegnania. Nawet nie dając Harremu zakończyć rozmowy. Spojrzałam na zegarek – 13. Mój brzuch nie dał o sobie zapomnieć. Wróciłam do kolegi i jego siostry z zapytaniem czy nie chcieli by gdzieś wyskoczyć coś zjeść. Do spotkania miałam 3 godziny więc nie śpieszyło mi się. Z resztą kiedy jestem głodna to nie trzeźwo myślę. Max i jego siostra zgodzili się pójść na małą pizze. Wiem, że sportowcy nie powinni, ale raz na jakiś czas przecież nikt nie zabroni zjeść Fast food’a. Z uśmiechem na twarzy poszliśmy do pizzerii, która była trochę daleko. Tori nalegała żebyśmy się przeszli. Rozmawialiśmy o tym i o tamtym. Max opowiadał trochę o swojej rodzinie. Dowiedziałam się, że pochodzi ze Stanów i wieku 10 lat przeprowadził się do Londynu. Opowiadał o tym jak na początku było mu ciężko z zaaklimatyzowaniem się. Udało mu się dostać do szkoły, w której ma dużo wspaniałych przyjaciół. Zaproponował mi żebym złożyła tam papiery. Za niecały miesiąc koniec wakacji a ja jeszcze nie znalazłam szkoły. Max mówił, że w szkole proponują wiele kierunków np. literatura angielska, logistyka czy sport. Oczywiście bardziej zainteresowała mnie ta ostatnia propozycja. Spytałam się chłopaka czy ciężko się dostać na profil sportowy. Odpowiedział, że nie bo sam na nim jest. Nie zdziwiłam się jak powiedział że trenuje piłkę nożną. Nie zaprzeczę również że nie lubię tego sportu. Po opowiadaniach Maxa przyszedł czas na mnie. Opowiedziałam mu co nie co o Polsce i jak się w niej żyje. Chłopak zapewniał mnie, że kiedyś tam pojedzie, bo z moich opinii o tym kraju wywnioskował, że warto zwiedzić Polskę.

Po dłuższej wędrówce doszliśmy do pizzerii. Mała Tori nie mogła się doczekać. Ja w sumie też, bo od śniadania minęło sporo czasu, a bez jedzenia nie potrafiłabym długo wytrzymać. Zasiedliśmy do stołu obok okna. Zamówiliśmy jedzenie i picie. Na pizze nie musieliśmy długo czekać. Wszyscy z uśmiechem na twarzy zajadaliśmy się posiłkiem. Oczywiście nie obyło by się bez małych głupot.

Spojrzałam na zegarek 15.

- Miło się gawędziło i dziękuję za pizze, ale muszę się zbierać. – powiedziałam wstając od stołu.

- Tak szybko? – spytała się mała Tori.

- Niestety muszę już lecieć, jestem umówiona.

- Ale spotkamy się jeszcze jakoś? – spytał Max.

- Tak jasne. Jak coś to wezmę od Mike’a numer albo się jakoś większą paczką zgadamy. Trzymaj się mała. Pa Max – pożegnałam się z uroczym rodzeństwem.

Do spotkania miałam co prawda jeszcze godzinę ale musiałam do kogoś zadzwonić. Podczas drogi do domu wyciągnęłam z kieszeni telefon i zadzwoniłam do Nialla.

- Hej, masz chwile?

- Jasne.

- Niall, doradzisz mi co powinnam zrobić?

- Kochasz go?

- Nie wiem.

- Zależy ci na nim?

- Zależy mi na waszej piątce.

- Co ci podpowiada serce?

- Jeszcze tego nie wywnioskowałam.

- Boisz się ?

- A co to jakieś przesłuchanie ?

- Alex, próbuje ci pomóc więc mi nie utrudniaj.

-Tak, boję się że to się powtórzy.

- Uwierz mi, to się nie powtórzy.

- Skąd ta pewność?

- To się nazywa mieszkanie pod jednym dachem z Harrym. To widać, że mu na tobie zależy.

- Rozmawiałeś z nim może?

- Tak, poprosił mnie o to bo widzi, że mam z tobą bardzo dobry kontakt.

- O czym rozmawialiście?

- Obiecałem, że nikomu nie powiem.

- Ale mi pomogłeś. Dobra ja kończę bo o 16 mamy się spotkać.

- No to powodzenia. Pa

- Pa Niall.

Rozłączyliśmy się. Niby ta rozmowa w niczym mnie nie przekonała to i tak dziękuję Niallowi za te parę słów. Mogłam uwierzyć w to co mówił Niall? W sumie to najlepszemu przyjacielowi się ufa i to wtedy kiedy rozmawiał z Harrym.



Doszłam do domu. Harry już na mnie czekał z czerwoną różą w ręku. Spojrzałam na niego. Na jego twarzy malował się nie pokój, stres i strach. Widać, że był trochę zdezorientowany.

- To dla ciebie. – powiedział dając mi kwiat.

- Dziękuje … - uniósł lekko jeden kącik ust na znak, że cieszy się z przyjęcia podarunku.

- Chciałaś się przejść, prawda? – spytał.

- Tak, chodźmy.

Postanowiliśmy udać się nad jezioro. Weszliśmy na ten sam pomost co wtedy na moich urodzinach. Usiedliśmy. Nastała niezręczna cisza. Nikt nie chciał się narzucać. Czułam, że Harry chce żebym to ja zrobiła pierwszy ruch. Tak jakby to była moja wina. Tak jakbym to ja musiała go przepraszać. Może się mylę? Może chce żebym pierwsza powiedziała to co przemyślałam? Pewnie to prawda.

- Czasem cisza może znaczyć więcej niż słowa. – powiedziałam żeby przerwać tą męczącą cisze, która nie była korzysta dla nas obu. – pamiętasz?

- Teraz ty mówisz Alexową tajemnicą? – na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech.

- Pamiętasz jak rzucaliśmy się jedzeniem?

- Tak, byłaś cała w mące. – na jego twarzy również pojawił się uśmiech.

- Ty też. A pamiętasz moje humorki kiedy się mną „opiekowaliście”?

- Byłaś wtedy nieznośna.

- Dzięki. – walnęłam go w ramie. Trochę napięcie, które wisiało w powietrzu od początku spotkania zeszło. Atmosfera nie była aż taka zła. Oczywiście obawiałam się tematu naszego związku.

- A pamiętasz twoją reakcje kiedy się dowiedziałaś, że nie ma żadnej innej dziewczyny?

- Oj tam, nie było tak źle.

- A pamiętasz wypad do wesołego miasteczka?

- Tak, trzeba będzie to powtórzyć bo było całkiem fajnie.

- A pamięt ….

- Harry, chyba nie po to się spotkaliśmy żeby wspominać, prawda?

- Tak wiem. Ale przecież to dobre wspomnienia.

- Ale złych też się nie da zapomnieć …

- Alex, ja cię najmocniej przepraszam. Chyba nie chcesz żeby między nami było źle.

- Nie chcę. Ale też nie chce żebyś mi obiecywał bo i tak znając życie tego nie dotrzymasz.

- Jesteś tego pewna?

- Nie.

- No właśnie.

- Harry ..

- Nie Harry, czy to do ciebie nie może dotrzeć, że ja cie kocham?

- Ale …

- No co ale?

- Możesz mi nie przerywać?

- Przepraszam.

- Po prostu się boję. – Harry złapał mnie za rękę, popatrzył głęboko w moje zielone oczy z przekonaniem, że mogę mu zaufać. Po chwili Styles wpił mi się w usta. Brakowało mi tego smaku. Smaku jego ciepłych warg. Z oczu popłynęła pojedyncza łza.

- Harry, ja nie …





--------------------------------

Przepraszam was za długą nieobecność. Moje wytłumaczenie jest proste : przygotowania do testów i zapierdziel w szkole.

Mam nadzieje, że teraz będę mogła częściej dodawać rozdziały. No i mam nadziej że wy też się sprężycie z komentarzami.

Co do rozdziału :
Czy Alex powinna mu wybaczyć?

No i piszcie inne sugestie . ;)

Do następnego !

nn -> 10 komentarzy .

sobota, 13 kwietnia 2013

Rozdział 24



Przerwał nam głos dzwoniącego telefonu. Na wyświetlaczu pojawił się napis „Julka”.

- Muszę odebrać. – skierowałam się do Harrego.

- Poczekam.



* rozmowa telefoniczna *

- Cześć Julka !

- No hej, właśnie wróciłam z Hiszpanii i pomyślałam że do ciebie zadzwonię, bo dawno nie gadałyśmy.

- To miłe, że o mnie jeszcze pamiętasz. W sumie to ja powinnam cię przeprosić za brak odzewu.

- Daj spokój. Przeprosiny przyjęte. Co u ciebie słychać?

- Zwariowane dwa tygodnie z chłopakami, lepiej powiedz jak tam w Hiszpanii.

- Dużo by tu opowiadać. Być może nadarzy mi się okazja pod koniec wakacji i przyjadę do ciebie.

- Oooo super. Wtedy wszystko nadrobimy, bo teraz tak za bardzo nie mogę. Z resztą przez telefon to się nie da.

- No właśnie. To ja jeszcze zadzwonię do ciebie ! Trzymaj się, buzi .

- Buzi, pa.



- Przepraszam cię. Ona tak potrafi godzinami. Z resztą nie wiedziałam, że zadzwoni. – popatrzyłam na zamyślonego chłopaka. Widać było, że mnie nie słucha. Podeszłam do niego bliżej. – Harry?

- Przepraszam, zamyśliłem się. – ocknął się.

- Wracając …

- Zrobiłam wam kanapki jakbyście byli głodni. – do pokoju wparowała uśmiechnięta mama z talerzem kanapek.

- Czy w tym domu wchodzi się bez pukania? – wkurzyłam się. Mama tylko zrobiła skwaszoną minę i wyszła z pomieszczenia zamykając głośno drzwi.

- No nie, co znowu. – teraz zadzwonił telefon Stylesa.

- Tak Liam … Serio? … Czemu teraz? Mamy przecież spotkanie we wrześniu … A co to za oferta? … Okej już jadę. – schował telefon do kieszeni. – Alex, muszę jechać do chłopaków. Obiecaj, że do jutra przemyślisz okej? – zwrócił się do mnie.

- Ja przynajmniej dotrzymam obietnicy. – powiedziałam kiedy Harry wyszedł z pokoju.

Te kanapki wyglądając smakowicie – usiadłam na łóżko z talerzem kanapek. Zjadałam jedna po drugiej. Nawet nie zwróciłam uwagi na to, która jest godzina. Była 23. Średnim tempem z garderoby zabrałam jednoczęściową pidżamę i poszłam do łazienki się umyć. Zmęczona dniem od razu położyłam się spać.



Koło 7 rano

Rano obudziły mnie promienie słoneczne przedostające się przez okno. Próbowałam jeszcze zasnąć, ale się nie udało. Powoli sięgnęłam po telefon. Na wyświetlaczu było powiadomienie o nowej wiadomości. Odblokowałam IPhona i otworzyłam smsa. Ta, reklama, bo któż inny mógłby o tej godzinie do mnie pisać. Odruchowo weszłam jeszcze na Twittera. Oczywiście pełno wiadomości z Polski, jak i od fanek chłopców. Czyżby moich też? Nie potrzebne mi fanki. Nie to chciałam w życiu osiągnąć, a że tak się złożyło to już trudno. Nigdy nie ciągnęła mnie sława. Jako dziecko nie marzyłam o żadnej karierze, czy to piosenkarki czy to tancerki. Od zawsze chciałam grać w siatkówkę. Mogłabym całe życie spędzić na boisku z piłką. No nic, takie życie. Spotkałam chłopaków, ale oczywiście nie zależy mi na ich sławie, tylko na nich samych. Na naszej przyjaźni. Co do Harrego to nie wiem czy mu wybaczę. Obiecałam, że to przemyślę. Więc zaczynam. Faktem pierwszym jest to, że był pijany i jak sam mówi nic nie pamięta. Faktem drugim jest to, że złamał obietnice.

Gnijąc tak na łóżku i rozmyślając czułam się strasznie. Nie wiedziałam co zrobić. Byłam między młotem a kowadłem, a raczej między brakiem świadomości a złamaniem obietnicy. Kiedy byłam na wysepce inaczej na to patrzyłam. Być może dlatego, że byłam roztrzęsiona i niejasno myślałam. Nigdy nie musiałam podejmować takich decyzji. Po jakiejś godzinie czy nawet więcej postanowiłam zejść na dół. Wszyscy byli już na dole. Jak gdyby nigdy nic wzięłam mleko, miskę i płatki. Bez żadnego słowa usiadłam przy stole gdzie była cała rodzina. Wszyscy zajadali się śniadaniem. Po chwili ciszę przerwał tata.

- Alex, co to za młodzieniec wczoraj przyszedł?

- Harry przecież.

- Jej chłopak – wtrącił się Mike.

- Dzięki brat. – wytknęłam bratu język.

- Wiesz co, zaproś go do nas dzisiaj na kolacje. Poznamy go lepiej. – zaproponowała mama.

- Zły pomysł.

- Ja uważam, że jest to świetny pomysł. W końcu muszę poznać przyszłego członka rodziny.

- Żadnej kolacji nie będzie. – powiedziałam zdenerwowana wstając od stołu.

Poszłam na górę zostawiając przy tym zdziwionych rodziców. W końcu oni nie wiedzieli co się między nami stało, a brat perfidnie to wykorzystywał. Może chciał nam pomóc? Nigdy nie mieszał się nie proszony w moje sprawy, więc teraz też nie powinien. Złapałam telefon i zadzwoniłam do Juli.

- Cześć Julka.

- Cześć Alex !

- Chciałabym pogadać, ale nie mam z kim.

- Co się stało!?

- Bo wiesz, zaszła taka nie miła sytuacja z Harrym i nie wiem co mam robić.

- Możesz jaśniej?

Powiedziałam jej wszystko co się wydarzyło. Julia była w trochę lekkim szoku bo nie znała go od tej strony. To nie to samo co piszą w gazetach czy w internecie. Julia poradziła mi żebym szła za głosem serca. Ciekawe jak, jak moje serce gówno wie. A rozum to już tym bardziej. Po rozmowie, która mi nic nie dała położyłam się na łóżku. Oczywiście ktoś musiał mi przerwać moją samotność.

- Alex …

- Co chcesz?

- Jest taka piękna pogoda, idź się przejść. Odświeżysz umysł, przemyślisz. – zaproponował brat.

- Hmmmm …

- Prędzej czy później rodzice wyduszą od ciebie, a chyba chcesz się spotykać z chłopakami.

- No chce.

- Więc ruszaj tą swoją dupę i ratuj związek i przyjaźń bo raczej ci na nich zależy.

- Chyba masz racje.

- No wiem, zawsze ją mam.

Rzuciłam w niego poduszką. Brat miał racje. Powinnam przewietrzyć myśli, które na okrągło mnie męczyły. Była godzina 10. Z szafy wzięłam bluzę i poszłam na dół. Oznajmiłam rodzicom, że wychodzę. Oni tylko przytaknęli. Chyba nie chcieli mnie denerwować. Rzeczywiście, pogoda była tego dnia piękna. Niebieskie niebo, zero chmur, ptaszki ćwierkały i latały jak opętane. Postanowiłam dojść spokojnym spacerkiem do parku. Byłam wdzięczna bratu, że wygonił mnie z domu. Świeże powietrze zawsze działa korzystnie, nawet w trudnych chwilach. Po kilkunastu minutach doszłam do parku. Oczywiście plac zabaw był zapełniony uśmiechniętymi dzieciakami i ich rodzicami. Usiadłam na ławce. Na nos nałożyłam czarne okulary. Słońce dosyć mocno raziło.

- Mogę tu usiąść? – spytał jakiś chłopak.

- Tak, jasne. – podniosłam okulary żeby go zobaczyć. – O hej, kolega Mike’a prawda?

- Prawda, a ty jego siostra. Pamiętam cię ze szpitala. – posłał ciepły uśmiech.

- Co tu robisz?

- Przyszedłem z siostrą.

- Która to?

- Ta mała, różowa na huśtawce.

- Słodkaaaa, jak ma na imię?

- Tori.

- Ładnie.

- A ty co tu robisz?

- A chciałam się przejść w taką pogodę. W sumie to mnie brat wywalił z domu. Biedny martwi się o mnie.

- A ma jakiś powód?

- Tak, znaczy nie. Znaczy nie chce o tym mówić.

- Max, Max, ładny kwiatek?

- Tak piękny Tori.

- Kto to?

- Koleżanka.

W tym momencie zadzwonił mój telefon.

- Przepraszam was na moment.

Spojrzałam na wyświetlacz. W tym momencie nie wiedziałam co mam zrobić.




--------------------------------------------------------------

Przepraszam, że tak długo musiałyście czekać, ale moje samopoczucie sięgało dna. Choroba nie dawała mi możliwości myślenia.
Rozdział napisany na szybko żebyście miały co czytać. Nad następnym bardziej się skupie. Ten mi się nie podoba. Piszcie co myślicie. 

10 komentarzy nowy.