niedziela, 12 maja 2013

Rozdział 27



W progu stała dziewczyna o brązowych, kręconych włosach. Była ubrana w czarne rurki, białą koszule i czerwoną marynarkę. Jej kolor skóry był trochę przyciemniony. Była po prostu idealna. Liam złapał ją za rękę i podszedł do nas.

- Ekipa, to jest Danielle, Danielle to moi przyjaciele. Harry jego dziewczyna Alex, Louis, Niall i … Gdzie Zayn?

- Zayn jest w łazience, zaraz przyjdzie. Miło nam cie poznać. Alex – wyciągnęłam rękę w stronę dziewczyny. Ta serdecznie ją uściskała.

- Liam, nie pamiętam żebyś się nam chwalił dziewczyną. – Louis przyjął pozę myśliciela. Wyglądało to dosyć śmiesznie.

- A ja nie pamiętam kiedy ty coś pamiętałeś. – odgryzł mu się Liam.

- Dajcie spokój panowie. – dołączył do nas Zayn. – Będziemy tu tak stali i się gryźli czy idziemy?

- Idziemy. - stwierdziłam.

Uśmiechnięci wyszliśmy z domu. Dobrze zamknęłam za sobą drzwi. Na stole w kuchni zostawiłam list w razie jakby, któryś z domowników wrócił wcześniej. Dużą grupą udaliśmy się w stronę miasta. Ja z Danielle od razu się polubiłyśmy. Obie szłyśmy z przodu rozmawiając o kosmetykach, ubraniach czy też o naszych chłopakach.

- Czy ja dobrze słyszę? Liam one nas obgadują. – skierował się Harry do Liama.

- A to już nie można? – odwróciłam się przodem do nich.

- A co? Aż takie złe zdanie masz o mnie? – spytał się loczek.

- A żebyś wiedział. – wytknęłam mu język. Nagle wpadłam na kogoś. – uhg, przepraszam. … O hej Max. – cała banda przystanęła.

- Cześć. Nie wiedziałem, że cie tu dzisiaj spotkam. – uśmiechnął się.

- Taki spontaniczny wypad. Mojego brata nie ma z tobą może? – zaczęłam rozglądać się po okolicy.

- Nie, a co?

- Zgubił się gdzieś. A właśnie, Max to moi przyjaciele. Harrego już znasz, to jest Niall, Liam i jego dziewczyna Danielle, Louis i Zayn. – Harry od razu złapał mnie za rękę, by przypomnieć koledze, że jestem zajęta. Jak już kiedyś wspomniałam – zazdrość.

- Miło was poznać. Ja już będę leciał bo musze odebrać Tori od babci. To na razie wszystkim. – powiedział zerkając na zegarek.

- Na razie. ! – odpowiedziałam za wszystkich. Wraz z Danielle wróciłyśmy do rozmowy. Dziewczyna prosto z mostu spytała się co to za była za dupa.

- Ekhem. Nie rozpędzacie się za bardzo? – zwrócił się Liam do Danielle.

- Oj, daj spokój. – przytuliła się do chłopaka.

- A mój chłopak to mnie już nie przytuli. – Harry od razu znalazł się przy mnie.

- Widzisz jak na zawołanie. – zaśmiałyśmy się z Danielle.

- Dobra koniec tego. Idziemy do wesołego miasteczka. – stwierdził Louis.

- A zjemy coś po drodze? – spytał Niall.

- Dopiero co jadłeś śniadanie. – zwrócił się do niego Zayn.

- Wy mnie kiedyś zagłodzicie. – oburzył się Horan.



Przed wesołym miasteczkiem obiecaliśmy blondynowi, że pójdziemy na lody. Kiedy Irlandczyk zobaczył budkę z lodami od razu do niej podbiegł. Nie obyło się bez około 5 gałek dla niego. Ja jakoś nie miałam ochoty na zimną słodycz więc odpuściłam sobie. Wraz z Danielle usiadłyśmy sobie na ławce. Byłam trochę ciekawa jak to się im potoczyło z Liamem, bo przecież nasz Daddy Direction nic nam nie mówił. Dziewczyna powiedziała, że spotkali się przypadkiem na jakimś pokazie, na którym tańczyła. Wymienili się numerami i tak się zaczęło. Co za romantyczny z bieg okoliczności. Liam jest opiekuńczy, śpiewa w zespole i jest cudownym przyjacielem, a Dani jest piękną dziewczyną, która wywarła na mnie bardzo pozytywną opinie. Byli dla siebie idealni. Powinnam powiedzieć, że są. Kiedy chłopcy skończyli się opychać lodami poszliśmy w stronę wesołego miasteczka. O godzinie 13 było nawet sporo ludzi. No tak, dzisiaj była sobota więc większość rodzin chciało spędzić razem czas. Jeszcze nawet nie ogarnęłam, że za tydzień szkoła. Tak ten czas szybko zleciał, a ja jeszcze nie wybrałam gdzie chcę iść. W sumie oferta Max’a wydawała się całkiem okej. Zawsze ciągnęło mnie do sportu więc czemu by nie skorzystać. Z rozmyślań wyrwał mnie Harry pytający się od czego zaczniemy.

- Chodźcie tam! – pokazał Louis na najwyższą kolejkę.

- Chyba podziękuję takiej przejażdżki. – spojrzałam w górę.

- Będę obok ciebie. – powiedział trzymający mnie za rękę Styles.

- No chyba się nie boisz? – spytał mnie Zayn. – chyba, że to tylko pozory.

- No pewnie, że się nie boję. – walnęłam go w ramię.

- No to idziemy. – powiedział Niall.

- A gdzie nasza druga zakochana para? – zaczął szukać ich wzrokiem Louis.

- Pewnie poszli na coś mniejszego. Nie myślałam, że zostanę sama z wami, bez Dani.

- Dobra, nie gadamy tylko idziemy. – pośpieszał nas Zayn.

Ustawiliśmy się w kolejce. Oczywiście nie obyłoby się bez robienia fotek i rozdawania autografów. Nie często widzi się swoich idoli w wesołym miasteczku. Po jakiś 20 min siedzieliśmy już w kolejce. Zayn, Niall i Louis siedzieli przede mną i Harrym. Moje serce skakało chyba na skakance z przerażenia. Kiedy kolejka ruszyła złapałam Harrego za rękę. Przejażdżka dla mnie trwała wieczność. Kiedy już mogłam postawić nogi na ziemi odetchnęłam z ulgą. Chłopcy się śmiali, że wrzeszczałam z nich najgłośniej. No w końcu jestem dziewczyną więc mogłam. Po wystrzałowej kolejce zgodziłam się na „Tornado”. Wyglądało trochę groźnie, ale było całkiem fajnie.

Po obskoczeniu jeszcze 4 innych kolejek miałam już dość. Usiedliśmy na ławce. W oddali szedł do nas Liam z Danielle.

- A wy gołąbeczki gdzie się szlajaliście? – spytał oburzony Lou.

- Tam i ówdzie.

- Ja już z nimi nigdy więcej nie pójdę do wesołego miasteczka. – stwierdziłam.

- Aż tak źle? – spytała Dani.

- A żebyś wiedziała. Louis z Zaynem ciągnęli nas po tych najgorszych kolejkach. – odpowiedziałam.

- Pfff. – parsknął Zayn.

- Może pójdziemy coś zjeść? – spytał Niall.

- Ten jak zwykle o jedzeniu. – dorzucił Harry.

- W sumie ja też zgłodniałam od tego napływu wrażeń. – zrobiło mi się pusto w brzuchu.

- Chociaż jedna mnie popiera. – przybiłam z Horanem piątkę.

- To chodźcie.



Postanowiliśmy pójść na pizze. Od częstych wypadów na taką pizze mogłam przybrać na wadze. Poszliśmy do najbliższej pizzerii. Usiedliśmy przy sporym stole i złożyliśmy zamówienie. Długo nie musieliśmy czekać. Po przyjściu kelnera od razu zabraliśmy się za jedzenie. Po naszych minach było widać, że jesteśmy trochę zmęczeni i głodni.

Była godzina 18. Ten czas szybko mijał. Postanowiliśmy pójść do domu chłopaków. W między czasie zadzwoniła do mnie mama, która chciała się dowiedzieć gdzie jestem.

Weszliśmy do ich domu.

- Dawno mnie tu nie było. – stwierdziłam rozglądając się po pomieszczeniach.

- Trzeba to zmienić. – powiedział Harry łapiąc mnie za rękę.

- A właśnie Dani, uważaj na łazienkę u góry. Ona lubi się zatrzaskiwać. – zwróciłam się do dziewczyny.

- Drzwi już naprawione. – powiedział Liam.

- Haha, po tym jak od nas wyszłaś, to Zayn się zatrzasnął – powiedział z uśmiechem Louis.

- Dzięki Lou. – poklepał przyjaciela po ramieniu.

- Co powiecie na jakiś film? – zaproponował Niall.

- Oooo. Dawno nic nie oglądaliśmy. – stwierdziłam

- Chodź Alex przygotujemy napoje i coś do jedzenia bo znając Nialla …

- Jezu kocham was normalnie. – powiedział uradowany Horan.

- To my chłopcy ogarnijmy jakieś siedzenie. – poganiał ich Zayn.



- Alex? – spytała Dani kiedy wyciągnęłyśmy z szafy kubki.

- Tak?

- Długo się do nich przyzwyczajałaś? – zdziwiło mnie trochę jej pytanie.

- Szczerze powiedziawszy to chyba nie. Na początku myślałam, że będzie gorzej ale po krótkim czasie kiedy spędzaliśmy codziennie razem czas to po prostu już nie wyobrażam sobie bez nich życia.

- Myślisz, że mnie też polubią?

- Na pewno. Uwierz mi. – przytuliłam dziewczynę.

- Dziewczyny! Idziecie? – krzyczał z pokoju Liam.

- Już idziemy. – wzięłyśmy w ręce miski, kubki i poszliśmy do pokoju. Ja usadowiłam się koło Harrego na kanapie obok Dani i Liama, Lou, Zayn i Niall na podłodze. Po włączeniu filmu „Straszny film 5” zadzwonił mój telefon.

- Harry weź mi podaj telefon bo leży tam na stole. – chłopak podał mi urządzenie.

- Halo? … Co się stało?


----------------------------------------------------

No i mamy kolejny rozdział. Piszcie co sądzicie. Ja już szykuje następny. 

10 kom -> nn . ;)

sobota, 4 maja 2013

Rozdział 26



Harry przetarł kciukiem łzę na moim policzku. Było zbyt cudownie żeby kończyć to w taki sposób. Po części zraniłabym Harrego, ale i też siebie, bo nie potrafiłabym przebywać w jego towarzystwie.

Jego zielone, świecące oczy ciągle patrzyły się głęboko w moje.

- Brakowało mi tego. – powiedziałam wtulając się w jego tors.

- Kocham cię. – powiedział po czym pocałował mnie w czubek głowy.

- Ja ciebie też.

- Chodźmy do domu, bo zimno się robi. – zaproponował Harry.

Wstaliśmy z pomostu. Styles splótł nasze ręce i z uśmiechem na twarzy poszliśmy w stronę domu. Żeby umilić nam czas powrotu do mieszkania śmialiśmy się i wygłupialiśmy się. Tak jak kiedyś. Miło było wrócić do tego. Stwierdziłam, że zapomnę o całej sytuacji. Pomyślałam, że Harry będzie teraz robił wszystko żeby to wspomnienie nie powróciło.

Kiedy weszliśmy do domu rodzice siedzieli w kuchni przy stole zawzięcie o czymś rozmawiając.

- Cześć mamo i tato. – pocałowałam obu rodziców w policzek.

- A tobie co się stało? – spytał zdezorientowany tata.

- Chciałabym wam kogoś przedstawić. – Wyciągnęłam do Harrego rękę. On z uśmiechem ją złapał i stanął obok mnie. – To jest Harry mój chłopak.

- Dobry wieczór.

- Dobry, dobry jak widzę. – stwierdził tata.

- Co jest na kolacje? – wtrąciłam się.

- Zrobić wam spaghetti? – spytała mama.

- Oooo super. To my przyjdziemy później. – uśmiechnięci poszliśmy na górę.

Weszliśmy do pokoju. Ja od razu sięgnęłam w łazience po szklankę i nalałam do niej wody żeby wstawić do niej różę. Harry natomiast zabrał mojego laptopa i usiadł na łóżku.

- A ty co? – spytałam się.

- Dawno nie wchodziłem na twittera, pozwolisz? – powiedział włączając sprzęt.

- Ta, jasne. Ja pójdę się przebrać w dresy bo mi nie wygodnie. – z szafy wzięłam dres i poszłam do łazienki. Kiedy z niej wyszłam usiadłam obok Harrego.

- Ludzie pytają się o ciebie – powiedział z uśmiechem.

- Chyba nie zauważyli, że coś się stało? – spytałam Styles’a

- Fajnie gdyby tak było. Patrz. Nie wiem skąd oni wiedzieli, że wiesz, my ….

- Dobra nie kończ. Przecież na imprezie nie było żadnych ludzi z aparatami. – próbowałam sobie coś przypomnieć.

- Tak, ale wybiegłaś z domu, prawda? – spytał.

- Tak i to jeszcze zapłakana.

- No właśnie. Paparazzi mogli być przed domem, zauważyli ciebie zapłakaną i stwierdzili, że to ma związek z nami.

- Jak wy to znosicie?

- Przyzwyczaiłem się do tego, myślę, że chłopacy też.

- Ugh, to znaczy, że ja też będę musiała.

- Dokładnie. Damy radę. – powiedział obejmując mnie ramieniem.

Od tego momentu musieliśmy stawić temu czoło.



Godzina 20.

Byliśmy już po wspólnej kolacji. Rodzice zaprzyjaźnili się z Harrym. Obiecałam tacie kolację z całą bandą. Nie byłam zadowolona z tego pomysłu ale nalegał. Wiadomo jak to chłopcy. Oni nie są normalni. Chyba każda ich fanka może to potwierdzić.

Byliśmy w moim pokoju. Rodzice poszli też do siebie, ponieważ wcześnie rano muszą jechać do pracy. Leżałam z Harrym na łóżku, oglądaliśmy film pt. „Ted”. Całkiem fajna komedia. Dużo się śmialiśmy. Oczywiście nie zabrakło dziwnych skojarzeń ze strony Harrego, ale dało się jakoś wytrzymać. Po filmie, czyli o godzinie koło 22 wyłączyliśmy telewizor. Po ciemku siedzieliśmy i rozmawialiśmy. Szczególnie o rodzinie Harrego. Dowiedziałam się paru rzeczy, o których chłopak wcześniej nie wspominał. Od teraz wiedziałam już o nim praktycznie wszystko. On o mnie też. Czasem warto przeprowadzić taką rozmowę. Po północy stwierdziłam, że Harry mógłby zostać. Było późno i bezsensu żeby wracał do domu. Chłopcy by się nie obrazili. Właśnie. Jakoś się o nas nie martwią ani nic. Może nie chcieli się narzucać dopóki sobie nie wyjaśnimy. Zadzwonię do nich rano – pomyślałam.

Położyłam się w raz z Harrym. On wiedział że musi uważać. Ja jednak przytuliłam się do jego torsu i zasnęłam.



Rano 10.

Obudził mnie dzwoniący telefon.

- Halo? – spytałam zaspanym głosem.

- No cześć nie wpuścisz nas przypadkiem? – spytał Louis.

- Że co proszę ?

- Stoimy pod twoimi drzwiami i nikt nie chce raczyć nam otworzyć.

- Już chwila, tylko wstanę.

Rozłączyłam się. Obudziłam Harrego ciepłym pocałunkiem w usta.

- Takie pobudki to ja poproszę codziennie.

- Dobra daruj sobie, bo chłopacy czekają na dole pod drzwiami.

- Serio?

- Ta, Lou przed chwilą dzwonił żebym otworzyła im drzwi. Pewnie będą się o ciebie pytać. Powiem im, że nie wiem gdzie jesteś. To będzie taki mały prima aprilis

- Okej, ale idziesz tak sobie o bez żadnego buzi czy coś? – Harry zrobił maślane oczy. Ja natomiast musnęłam jego usta i wstałam z łóżka. Szybko złapałam swoją bluzę i poszłam na dół. Kiedy otworzyłam drzwi oślepiło mnie słońce.

- Dobra, wiem, że jestem seksowny – stwierdził Louis patrząc na mój grymas.

- Chciałbyś hahaha. Chodźcie. – wpuściłam ich do środka.

- Nie wiesz może gdzie podziewa się Harry? – spytał Zayn siadając przy stole wraz z resztą.

- Nie.

- Nie widziałaś się z nim wczoraj. – spytał Niall.

- Widziałam, ale potem już nie gadaliśmy.

- Pogodziliście się chociaż? – spytał kolejny Liam.

- Nie sądzę. Czekajcie pójdę po brata. – poszłam na górę tak na prawdę po Harrego. Brat wyszedł gdzieś. Pewnie właśnie jest z Max’em. Harry siedział na łóżku. Kiwnęłam głową na znak żeby poszedł ze mną. Kiedy schodziliśmy schodami 4/5 zespołu było trochę zdziwione.

- I co? Dalej nie wiesz gdzie jest Harry? – spytał śmiejąc się Louis.

- W pokoju jednak był.

- Miło was widzieć znowu razem. – stwierdził Liam. Harry objął mnie ramieniem.

- Mnie też to cieszy. To co może wspólne śniadanie?

- Taaaaaak! Głodny jestem. – wykrzyczał Horan.

- A kiedy nie jesteś?

- Chyba tylko jak śpi. – stwierdził Zayn.

Wszyscy zabraliśmy się za przyrządzanie śniadania. Miło było być całą szóstką. Już zapomniałam kiedy tak spędzaliśmy razem czas. Pomyślałam, że moglibyśmy dziś gdzieś wyskoczyć. Postanowiłam spytać chłopców po śniadaniu. Oczywiście podczas posiłku nie obyło się bez głupot. Jak na moją prośbę przystało pomogli mi posprzątać.

- Może byśmy gdzieś dziś wyskoczyli? – spytałam.

- Co proponujesz ? – spytał Zayn.

- Hmmm, może wesołe miasteczko? – podrzucił pomysł Louis.

- Chciałam to powiedzieć.

- Może twój brat pójdzie z nami? – zaproponował Harry.

- Nie wiem gdzie jest, a nie chce mi się zbytnio go szukać czy też dzwonić do niego bo pewnie jest z kolegami.

- Co z ciebie za siostra? – zaśmiał się Niall.

- No właśnie nie wiem. – zaśmialiśmy się wszyscy. – to co? Ja się idę przebrać i idziemy na miasto, a potem do wesołego miasteczka? – chłopcy przytaknęli.

Poszłam na górę. Z szafy wzięłam szorty, luźną, miętową koszulę i jasny sweterek. Na nogi nałożyłam beżowe conversy. Średnim tempem zeszłam na dół. Chłopcy jak zwykle się wygłupiali. Prawie wleciał na mnie uciekający Zayn przed Niallem.

- Ej dzieci. Może by tak idziemy?

- Jasne. Tylko skoczę jeszcze do łazienki. Od tego pościgu zachciało mi się. – powiedział Zayn.

- To poczekamy. – nagle ktoś zadzwonił dzwonkiem do drzwi.

- Spodziewasz się kogoś? – spytał Harry.

- Nie przypominam sobie żebym się z kimś umawiała.

- Tak właściwie to moja mała niespodzianka. – powiedział Liam otwierając drzwi.



---------------------------------------------------------------------

No i mamy kolejny dzięki Alicji ;* 
Hahaha, szantażystko jedna . ;*


Okej, więc u góry po prawej stronie dodałam obserwatorów ( za sugestią Alicji ). Chciałabym wiedzieć ile osób czyta więc dodawajcie się, bo ankiety nic nie dają ;P A przynajmniej będziecie informowane o rozdziałach.
Usunęłam również weryfikacje obrazkową żeby łatwiej wam się dodawało komentarze. ( nie wiedziałam, że była włączona ) ;)

NN -> 10 kom. ( już jestem w trakcie pisania. )


CZYTASZ = KOMENTUJESZ I DODAJESZ DO OBSERWOWANIA
DZIĘKUJĘ! 

niedziela, 28 kwietnia 2013

Rozdział 25





Na wyświetlaczu ukazał się napis : Harry. Z jednej strony bałam się odebrać, ale z drugiej prędzej czy później musielibyśmy pogadać.

- Halo?

- Moglibyśmy się dzisiaj spotkać?

- A może by tak się przywitasz? Kultura już cie dawno opuściła?

- Musisz się czepiać o takie rzeczy?

- Ciesz się, że chociaż odebrałam telefon.

- Przepraszam. Możemy się spotkać o 16 u ciebie?

- O 16 przed domem pójdziemy gdzieś.

Rozłączyłam się bez pożegnania. Nawet nie dając Harremu zakończyć rozmowy. Spojrzałam na zegarek – 13. Mój brzuch nie dał o sobie zapomnieć. Wróciłam do kolegi i jego siostry z zapytaniem czy nie chcieli by gdzieś wyskoczyć coś zjeść. Do spotkania miałam 3 godziny więc nie śpieszyło mi się. Z resztą kiedy jestem głodna to nie trzeźwo myślę. Max i jego siostra zgodzili się pójść na małą pizze. Wiem, że sportowcy nie powinni, ale raz na jakiś czas przecież nikt nie zabroni zjeść Fast food’a. Z uśmiechem na twarzy poszliśmy do pizzerii, która była trochę daleko. Tori nalegała żebyśmy się przeszli. Rozmawialiśmy o tym i o tamtym. Max opowiadał trochę o swojej rodzinie. Dowiedziałam się, że pochodzi ze Stanów i wieku 10 lat przeprowadził się do Londynu. Opowiadał o tym jak na początku było mu ciężko z zaaklimatyzowaniem się. Udało mu się dostać do szkoły, w której ma dużo wspaniałych przyjaciół. Zaproponował mi żebym złożyła tam papiery. Za niecały miesiąc koniec wakacji a ja jeszcze nie znalazłam szkoły. Max mówił, że w szkole proponują wiele kierunków np. literatura angielska, logistyka czy sport. Oczywiście bardziej zainteresowała mnie ta ostatnia propozycja. Spytałam się chłopaka czy ciężko się dostać na profil sportowy. Odpowiedział, że nie bo sam na nim jest. Nie zdziwiłam się jak powiedział że trenuje piłkę nożną. Nie zaprzeczę również że nie lubię tego sportu. Po opowiadaniach Maxa przyszedł czas na mnie. Opowiedziałam mu co nie co o Polsce i jak się w niej żyje. Chłopak zapewniał mnie, że kiedyś tam pojedzie, bo z moich opinii o tym kraju wywnioskował, że warto zwiedzić Polskę.

Po dłuższej wędrówce doszliśmy do pizzerii. Mała Tori nie mogła się doczekać. Ja w sumie też, bo od śniadania minęło sporo czasu, a bez jedzenia nie potrafiłabym długo wytrzymać. Zasiedliśmy do stołu obok okna. Zamówiliśmy jedzenie i picie. Na pizze nie musieliśmy długo czekać. Wszyscy z uśmiechem na twarzy zajadaliśmy się posiłkiem. Oczywiście nie obyło by się bez małych głupot.

Spojrzałam na zegarek 15.

- Miło się gawędziło i dziękuję za pizze, ale muszę się zbierać. – powiedziałam wstając od stołu.

- Tak szybko? – spytała się mała Tori.

- Niestety muszę już lecieć, jestem umówiona.

- Ale spotkamy się jeszcze jakoś? – spytał Max.

- Tak jasne. Jak coś to wezmę od Mike’a numer albo się jakoś większą paczką zgadamy. Trzymaj się mała. Pa Max – pożegnałam się z uroczym rodzeństwem.

Do spotkania miałam co prawda jeszcze godzinę ale musiałam do kogoś zadzwonić. Podczas drogi do domu wyciągnęłam z kieszeni telefon i zadzwoniłam do Nialla.

- Hej, masz chwile?

- Jasne.

- Niall, doradzisz mi co powinnam zrobić?

- Kochasz go?

- Nie wiem.

- Zależy ci na nim?

- Zależy mi na waszej piątce.

- Co ci podpowiada serce?

- Jeszcze tego nie wywnioskowałam.

- Boisz się ?

- A co to jakieś przesłuchanie ?

- Alex, próbuje ci pomóc więc mi nie utrudniaj.

-Tak, boję się że to się powtórzy.

- Uwierz mi, to się nie powtórzy.

- Skąd ta pewność?

- To się nazywa mieszkanie pod jednym dachem z Harrym. To widać, że mu na tobie zależy.

- Rozmawiałeś z nim może?

- Tak, poprosił mnie o to bo widzi, że mam z tobą bardzo dobry kontakt.

- O czym rozmawialiście?

- Obiecałem, że nikomu nie powiem.

- Ale mi pomogłeś. Dobra ja kończę bo o 16 mamy się spotkać.

- No to powodzenia. Pa

- Pa Niall.

Rozłączyliśmy się. Niby ta rozmowa w niczym mnie nie przekonała to i tak dziękuję Niallowi za te parę słów. Mogłam uwierzyć w to co mówił Niall? W sumie to najlepszemu przyjacielowi się ufa i to wtedy kiedy rozmawiał z Harrym.



Doszłam do domu. Harry już na mnie czekał z czerwoną różą w ręku. Spojrzałam na niego. Na jego twarzy malował się nie pokój, stres i strach. Widać, że był trochę zdezorientowany.

- To dla ciebie. – powiedział dając mi kwiat.

- Dziękuje … - uniósł lekko jeden kącik ust na znak, że cieszy się z przyjęcia podarunku.

- Chciałaś się przejść, prawda? – spytał.

- Tak, chodźmy.

Postanowiliśmy udać się nad jezioro. Weszliśmy na ten sam pomost co wtedy na moich urodzinach. Usiedliśmy. Nastała niezręczna cisza. Nikt nie chciał się narzucać. Czułam, że Harry chce żebym to ja zrobiła pierwszy ruch. Tak jakby to była moja wina. Tak jakbym to ja musiała go przepraszać. Może się mylę? Może chce żebym pierwsza powiedziała to co przemyślałam? Pewnie to prawda.

- Czasem cisza może znaczyć więcej niż słowa. – powiedziałam żeby przerwać tą męczącą cisze, która nie była korzysta dla nas obu. – pamiętasz?

- Teraz ty mówisz Alexową tajemnicą? – na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech.

- Pamiętasz jak rzucaliśmy się jedzeniem?

- Tak, byłaś cała w mące. – na jego twarzy również pojawił się uśmiech.

- Ty też. A pamiętasz moje humorki kiedy się mną „opiekowaliście”?

- Byłaś wtedy nieznośna.

- Dzięki. – walnęłam go w ramie. Trochę napięcie, które wisiało w powietrzu od początku spotkania zeszło. Atmosfera nie była aż taka zła. Oczywiście obawiałam się tematu naszego związku.

- A pamiętasz twoją reakcje kiedy się dowiedziałaś, że nie ma żadnej innej dziewczyny?

- Oj tam, nie było tak źle.

- A pamiętasz wypad do wesołego miasteczka?

- Tak, trzeba będzie to powtórzyć bo było całkiem fajnie.

- A pamięt ….

- Harry, chyba nie po to się spotkaliśmy żeby wspominać, prawda?

- Tak wiem. Ale przecież to dobre wspomnienia.

- Ale złych też się nie da zapomnieć …

- Alex, ja cię najmocniej przepraszam. Chyba nie chcesz żeby między nami było źle.

- Nie chcę. Ale też nie chce żebyś mi obiecywał bo i tak znając życie tego nie dotrzymasz.

- Jesteś tego pewna?

- Nie.

- No właśnie.

- Harry ..

- Nie Harry, czy to do ciebie nie może dotrzeć, że ja cie kocham?

- Ale …

- No co ale?

- Możesz mi nie przerywać?

- Przepraszam.

- Po prostu się boję. – Harry złapał mnie za rękę, popatrzył głęboko w moje zielone oczy z przekonaniem, że mogę mu zaufać. Po chwili Styles wpił mi się w usta. Brakowało mi tego smaku. Smaku jego ciepłych warg. Z oczu popłynęła pojedyncza łza.

- Harry, ja nie …





--------------------------------

Przepraszam was za długą nieobecność. Moje wytłumaczenie jest proste : przygotowania do testów i zapierdziel w szkole.

Mam nadzieje, że teraz będę mogła częściej dodawać rozdziały. No i mam nadziej że wy też się sprężycie z komentarzami.

Co do rozdziału :
Czy Alex powinna mu wybaczyć?

No i piszcie inne sugestie . ;)

Do następnego !

nn -> 10 komentarzy .

sobota, 13 kwietnia 2013

Rozdział 24



Przerwał nam głos dzwoniącego telefonu. Na wyświetlaczu pojawił się napis „Julka”.

- Muszę odebrać. – skierowałam się do Harrego.

- Poczekam.



* rozmowa telefoniczna *

- Cześć Julka !

- No hej, właśnie wróciłam z Hiszpanii i pomyślałam że do ciebie zadzwonię, bo dawno nie gadałyśmy.

- To miłe, że o mnie jeszcze pamiętasz. W sumie to ja powinnam cię przeprosić za brak odzewu.

- Daj spokój. Przeprosiny przyjęte. Co u ciebie słychać?

- Zwariowane dwa tygodnie z chłopakami, lepiej powiedz jak tam w Hiszpanii.

- Dużo by tu opowiadać. Być może nadarzy mi się okazja pod koniec wakacji i przyjadę do ciebie.

- Oooo super. Wtedy wszystko nadrobimy, bo teraz tak za bardzo nie mogę. Z resztą przez telefon to się nie da.

- No właśnie. To ja jeszcze zadzwonię do ciebie ! Trzymaj się, buzi .

- Buzi, pa.



- Przepraszam cię. Ona tak potrafi godzinami. Z resztą nie wiedziałam, że zadzwoni. – popatrzyłam na zamyślonego chłopaka. Widać było, że mnie nie słucha. Podeszłam do niego bliżej. – Harry?

- Przepraszam, zamyśliłem się. – ocknął się.

- Wracając …

- Zrobiłam wam kanapki jakbyście byli głodni. – do pokoju wparowała uśmiechnięta mama z talerzem kanapek.

- Czy w tym domu wchodzi się bez pukania? – wkurzyłam się. Mama tylko zrobiła skwaszoną minę i wyszła z pomieszczenia zamykając głośno drzwi.

- No nie, co znowu. – teraz zadzwonił telefon Stylesa.

- Tak Liam … Serio? … Czemu teraz? Mamy przecież spotkanie we wrześniu … A co to za oferta? … Okej już jadę. – schował telefon do kieszeni. – Alex, muszę jechać do chłopaków. Obiecaj, że do jutra przemyślisz okej? – zwrócił się do mnie.

- Ja przynajmniej dotrzymam obietnicy. – powiedziałam kiedy Harry wyszedł z pokoju.

Te kanapki wyglądając smakowicie – usiadłam na łóżko z talerzem kanapek. Zjadałam jedna po drugiej. Nawet nie zwróciłam uwagi na to, która jest godzina. Była 23. Średnim tempem z garderoby zabrałam jednoczęściową pidżamę i poszłam do łazienki się umyć. Zmęczona dniem od razu położyłam się spać.



Koło 7 rano

Rano obudziły mnie promienie słoneczne przedostające się przez okno. Próbowałam jeszcze zasnąć, ale się nie udało. Powoli sięgnęłam po telefon. Na wyświetlaczu było powiadomienie o nowej wiadomości. Odblokowałam IPhona i otworzyłam smsa. Ta, reklama, bo któż inny mógłby o tej godzinie do mnie pisać. Odruchowo weszłam jeszcze na Twittera. Oczywiście pełno wiadomości z Polski, jak i od fanek chłopców. Czyżby moich też? Nie potrzebne mi fanki. Nie to chciałam w życiu osiągnąć, a że tak się złożyło to już trudno. Nigdy nie ciągnęła mnie sława. Jako dziecko nie marzyłam o żadnej karierze, czy to piosenkarki czy to tancerki. Od zawsze chciałam grać w siatkówkę. Mogłabym całe życie spędzić na boisku z piłką. No nic, takie życie. Spotkałam chłopaków, ale oczywiście nie zależy mi na ich sławie, tylko na nich samych. Na naszej przyjaźni. Co do Harrego to nie wiem czy mu wybaczę. Obiecałam, że to przemyślę. Więc zaczynam. Faktem pierwszym jest to, że był pijany i jak sam mówi nic nie pamięta. Faktem drugim jest to, że złamał obietnice.

Gnijąc tak na łóżku i rozmyślając czułam się strasznie. Nie wiedziałam co zrobić. Byłam między młotem a kowadłem, a raczej między brakiem świadomości a złamaniem obietnicy. Kiedy byłam na wysepce inaczej na to patrzyłam. Być może dlatego, że byłam roztrzęsiona i niejasno myślałam. Nigdy nie musiałam podejmować takich decyzji. Po jakiejś godzinie czy nawet więcej postanowiłam zejść na dół. Wszyscy byli już na dole. Jak gdyby nigdy nic wzięłam mleko, miskę i płatki. Bez żadnego słowa usiadłam przy stole gdzie była cała rodzina. Wszyscy zajadali się śniadaniem. Po chwili ciszę przerwał tata.

- Alex, co to za młodzieniec wczoraj przyszedł?

- Harry przecież.

- Jej chłopak – wtrącił się Mike.

- Dzięki brat. – wytknęłam bratu język.

- Wiesz co, zaproś go do nas dzisiaj na kolacje. Poznamy go lepiej. – zaproponowała mama.

- Zły pomysł.

- Ja uważam, że jest to świetny pomysł. W końcu muszę poznać przyszłego członka rodziny.

- Żadnej kolacji nie będzie. – powiedziałam zdenerwowana wstając od stołu.

Poszłam na górę zostawiając przy tym zdziwionych rodziców. W końcu oni nie wiedzieli co się między nami stało, a brat perfidnie to wykorzystywał. Może chciał nam pomóc? Nigdy nie mieszał się nie proszony w moje sprawy, więc teraz też nie powinien. Złapałam telefon i zadzwoniłam do Juli.

- Cześć Julka.

- Cześć Alex !

- Chciałabym pogadać, ale nie mam z kim.

- Co się stało!?

- Bo wiesz, zaszła taka nie miła sytuacja z Harrym i nie wiem co mam robić.

- Możesz jaśniej?

Powiedziałam jej wszystko co się wydarzyło. Julia była w trochę lekkim szoku bo nie znała go od tej strony. To nie to samo co piszą w gazetach czy w internecie. Julia poradziła mi żebym szła za głosem serca. Ciekawe jak, jak moje serce gówno wie. A rozum to już tym bardziej. Po rozmowie, która mi nic nie dała położyłam się na łóżku. Oczywiście ktoś musiał mi przerwać moją samotność.

- Alex …

- Co chcesz?

- Jest taka piękna pogoda, idź się przejść. Odświeżysz umysł, przemyślisz. – zaproponował brat.

- Hmmmm …

- Prędzej czy później rodzice wyduszą od ciebie, a chyba chcesz się spotykać z chłopakami.

- No chce.

- Więc ruszaj tą swoją dupę i ratuj związek i przyjaźń bo raczej ci na nich zależy.

- Chyba masz racje.

- No wiem, zawsze ją mam.

Rzuciłam w niego poduszką. Brat miał racje. Powinnam przewietrzyć myśli, które na okrągło mnie męczyły. Była godzina 10. Z szafy wzięłam bluzę i poszłam na dół. Oznajmiłam rodzicom, że wychodzę. Oni tylko przytaknęli. Chyba nie chcieli mnie denerwować. Rzeczywiście, pogoda była tego dnia piękna. Niebieskie niebo, zero chmur, ptaszki ćwierkały i latały jak opętane. Postanowiłam dojść spokojnym spacerkiem do parku. Byłam wdzięczna bratu, że wygonił mnie z domu. Świeże powietrze zawsze działa korzystnie, nawet w trudnych chwilach. Po kilkunastu minutach doszłam do parku. Oczywiście plac zabaw był zapełniony uśmiechniętymi dzieciakami i ich rodzicami. Usiadłam na ławce. Na nos nałożyłam czarne okulary. Słońce dosyć mocno raziło.

- Mogę tu usiąść? – spytał jakiś chłopak.

- Tak, jasne. – podniosłam okulary żeby go zobaczyć. – O hej, kolega Mike’a prawda?

- Prawda, a ty jego siostra. Pamiętam cię ze szpitala. – posłał ciepły uśmiech.

- Co tu robisz?

- Przyszedłem z siostrą.

- Która to?

- Ta mała, różowa na huśtawce.

- Słodkaaaa, jak ma na imię?

- Tori.

- Ładnie.

- A ty co tu robisz?

- A chciałam się przejść w taką pogodę. W sumie to mnie brat wywalił z domu. Biedny martwi się o mnie.

- A ma jakiś powód?

- Tak, znaczy nie. Znaczy nie chce o tym mówić.

- Max, Max, ładny kwiatek?

- Tak piękny Tori.

- Kto to?

- Koleżanka.

W tym momencie zadzwonił mój telefon.

- Przepraszam was na moment.

Spojrzałam na wyświetlacz. W tym momencie nie wiedziałam co mam zrobić.




--------------------------------------------------------------

Przepraszam, że tak długo musiałyście czekać, ale moje samopoczucie sięgało dna. Choroba nie dawała mi możliwości myślenia.
Rozdział napisany na szybko żebyście miały co czytać. Nad następnym bardziej się skupie. Ten mi się nie podoba. Piszcie co myślicie. 

10 komentarzy nowy. 

środa, 3 kwietnia 2013

Info !

Chciałam tylko was poinformować, że jestem chora i nie wiem kiedy dodam nowy. Nie zaczęłam nawet go pisać, a trochę trudno mi się skupić kiedy jestem nieprzytomna i zmęczona chorobą. Mam nadzieje, że nie jesteście złe i będziecie cierpliwe. Obiecuję, że się postaram dodać jak najszybciej. U góry, po prawej stronie zawsze jest informacja o tym kiedy będzie nowy rozdział, więc prosiłabym czasem poczytać.
Do następnego ; )

sobota, 30 marca 2013

Rozdział 23



- Nienawidzę go. – dalej siedziałam i płakałam. Nie wiedziałam co robił Harry, ale sądząc po ciszy jaka panowała za ścianą, zasnął pod wpływem dużej ilości alkoholu.

- Alex co się stało!? – klęknął przede mną zdezorientowany Niall.

- Zostaw mnie. – wstałam i odepchnęłam przyjaciela.

Poszłam na dół. Chłopcy dziękowali gościom za przyjście. Liam oczywiście trzymał nad nimi pieczęć. Z wieszaka na przedpokoju zabrałam kurtkę. Kiedy wychodziłam za sobą usłyszałam głos Mike’a. Nie zważałam na to co mówił. Teraz liczyłam się ja i to co się stało. Poszłam na wysepkę, ponieważ wyglądałam jak siedem nieszczęść, a przecież nie chciałam nikogo straszyć. Zapłakane, czerwone oczy. Brak tuszu na rzęsach. W oczach żal, smutek, nienawiść. Na ciele uczucie silnych rąk. W głowie tysiące myśli, a w sercu pustka. Milion nieodebranych wiadomości i połączeń na telefonie. Byłam roztrzęsiona. Było mi zimno więc założyłam na siebie kurtkę. Próbowałam odbiegać od tych myśli ale ciągle przed oczami miałam jego obraz. Rano być może nie będzie pamiętał co się stało, ale to on. Nie ja. Ja będę pamiętać. Czy mu wybaczę? Nie wiem. Wiem tylko, że zerwał obietnicę. Gdyby nie pił nic takiego by się nie wydarzyło. No tak, gdyby. Gdybać to można cały czas.

Dobrych uczynków nikt nie pamięta, złych nikt nie zapomina …



Wróciłam do domu. Była cisza. Chłopcy już pewnie spali. Poszłam do salonu. Było ciemno więc zapaliłam światło. Przestraszyłam się. Na kanapie siedział Mike.

- Gdzie byłaś? – spytał zdenerwowany. ja tylko podeszłam do niego. – czemu nie odpisywałaś, nie odbierałaś telefonów? Martwiłem się. – dodał.

Ja upadłam na kolana zakrywając twarz rękoma. Już nie miałam siły na to wszystko. Zaczęłam płakać. Brat szybko wstał i mnie przytulił. Więcej już się nie pytał. Oboje zasnęliśmy na kanapie.

Kiedy się obudziłam była godzina 10. Byłam przykryta kocem. Podnosząc się poczułam ukłucie w plecach. Winiłam kanapę o mój stan. Wiadomo, że swoje łóżko jest najwygodniejsze, no ale nie mogłam tam iść. Wstałam z sofy. W kuchni grasował już Liam i Mike sprzątając co nie co. Przeczesując włosy ręką poszłam do łazienki, która była na dole. Wchodząc do niej Liam i Mike zaczęli o czymś rozmawiać. Tak jak mówiłam, wyglądałam jak siedem nieszczęść. Zimny prysznic, świeżo umyte włosy, tego było mi trzeba. Mój brzuch nie dał się o sobie zapomnieć. Kiedy wyszłam z łazienki Zayn i Niall już byli na dole. Pomagali w sprzątaniu. Niall bacznie mi się przyglądał kiedy szłam w ich kierunku. Nie miałam siły zaczynać z nimi jakiegokolwiek kontaktu, chociażby wzrokowego. Otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam z niej ser. Bułkę pokroiłam i bez masła zjadłam kanapkę. Mike widząc to zaczął się śmiać.

- O co ci chodzi?

- Aż tak jesteś leniwa żeby masła sobie nie nałożyć? – spytał. Zrobiłam w jego kierunku minę „Are you fucking kidding me?”

Chłopcy aż się na nas spojrzeli. Kiedy zjadłam postanowiłam im pomóc. Przynajmniej nikt nic nie mówił tylko zajmował się ogarnianiem domu. Po jakiś 10 minutach po schodach schodził zaspany Harry. Odbiegałam wzrokiem od jego osoby.

- Głowa boli? – spytał Liam dając mu szklanke wody i aspirynę.

- Jeszcze się pytasz. Urwał mi się film wczoraj. – powiedział z chrypą w gardle.

- Pamiętasz coś chociaż? – spytał Niall. Miałam wrażenie, że mnie wyręcza.

- Pamiętam tylko, że gadałem z Tomem a potem to już pustka.

- To i tak nic nie zmienia. – zwróciłam się do Nialla. Skierowałam się w stronę schodów, Harry złapał mnie lekko za rękę. Popatrzyłam w jego zielone oczy, z których można było wyczytać zdezorientowanie.

- Co się stało? – spytał łagodnie.

- Złamałeś obietnice. – ze łzami w oczach poszłam na górę zostawiając niedowierzających chłopców. Tylko Mike i Niall wiedzieli, że coś się stało. Inni wczoraj byli tak wchłonięci imprezą, że nie zwrócili na to uwagi.

- Co się wczoraj stało? – zwrócił się Harry do chłopców.

- Spytaj się Alex. – powiedział Niall.

Kiedy weszłam do swojego pokoju od razu walnęłam się na łóżko chowając przy tym twarz w poduszkę. Po chwili do pokoju wszedł Niall.

- Alex, twoi rodzice niedługo przyjadą. – powiedział siadając na łóżku.

- Umówiłam się dzisiaj z Kate na 15. Idziesz ze mną? – powiedziałam odkrywając buzię.

- Oczywiście, ale pod jednym warunkiem.

- Jakim?

- Wiem, że to może być dla ciebie trudne ale najlepszemu przyjacielowi mówi się wszystko, prawda?

- Chcesz wiedzieć co się stało, prawda?

- Dokładnie.

- Jak wiadomo Harry trochę za dużo wypił i wczoraj kiedy leżałam w łóżku on przyszedł. Położył się obok mnie. Nie minęła chwila jak zaczął się do mnie dobierać. Mówiłam mu żeby przestał ale nie docierało to do niego. Obiecał mi, że mnie nie zrani. Nie dotrzymał słowa.

- Tylko wiesz, że on nie był tego świadomy?

- Po czyjej jesteś stronie? Mógł nie pić.

- Alex, twoi rodzice przyjechali ! – darł się z dołu Liam.

- Chodź.

Zeszliśmy na dół. Kiedy zobaczyłam rodziców od razu się na nich rzuciłam. Tęskniłam za nimi.

- Jak wam się mieszkało? – spytał tata rozglądając się po domu.

- Nie narzekali na mnie, ani ja na nich. – powiedziałam.

- To dobrze. A wam dziękuję, że się nią zajęliście. – zwróciła się mam do chłopców.

- To drobiazg. – odpowiedział Liam z wszystkich. – my się będziemy zbierać wtedy.

- Mamy parę spraw na mieście – dodał Louis.

Chłopcy poszli. Wraz z rodzicami i bratem usiedliśmy przy stole. Mama i tata opowiadali o tym jak to pracowali i spotykali się z różnymi współpracownikami. Mike opowiedział o spotkaniu z dzikiem. O wizycie w szpitalu już nie wspomniał. Ja opowiedziałam o mini chorobie. Mama się trochę zdenerwowała, że nic nie mówiłam, ale była zadowolona z postawy chłopców. O wczorajszej imprezie wraz z Mike’em nic nie wspominaliśmy. Oznajmiłam, że na 15 jadę na salę potrenować. Tata rodzice nie byli zadowoleni z tego pomysłu, ponieważ dopiero co miałam gips na nodze. Ale gdy powiedziałam im, że Niall ze mną jedzie to się uspokoili.

Godzina 14

Zjedliśmy wspólny obiad. Pomogłam mamie posprzątać. Tata i Mike oglądali jakiś mecz piłki nożnej. O 14.30 miał być Horan, więc poszłam się umyć i spakować rzeczy. Oczywiście nigdzie nie mogłam znaleźć tape’ów. Podczas szukania zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu zobaczyłam zdjęcie Harrego. Nie odebrałam. Zabrałam tylko taśmę, która leżała koło telefonu. Głupia jej nie zauważyłam.

Niall był punktualnie. Wsiedliśmy do samochodu. W czasie drogi gadaliśmy i śmialiśmy się. Jak już wcześniej obiecałam Niallowi, nie mogę narzekać na plecy. Po 20 min dojechaliśmy pod hale. Dziewczyny już na mnie czekały. Przebrałyśmy się. Kate pomogła mi nakleić tape’y, bo ma na to kurs, więc nic mi się nie stanie. Weszłyśmy na boisko. Szczerze? To się stęskniłam za tym. Za emocjami, za boiskiem, za graniem. Już zapomniałam jak się gra. Na początku trochę źle szło bo trzeba było wejść w grę, ale później to już była bułka z masłem. Niall bacznie się patrzył na nasz mecz. Oczywiście zwracał też uwagę na mój grymas przy zagrywce z wyskoku, z powodu pleców czy też kostki, która być może jeszcze się nie wyleczyła. Po skończonym meczu, który był równy i zacięty poszłam się umyć i przebrać. Podziękowałam dziewczynom za sparing. Wszystkie się zgodziłyśmy, że w najbliższym czasie znowu się spotkamy. Wraz z Niallem udaliśmy się jeszcze do Mac’a po MacFlurry. Kocham te lody. Najlepsze jakie jadłam to czekolada i Kit Kat. Była godzina 18 kiedy wychodziliśmy z budynku. Do domu dojechaliśmy w 10 min. Zaprosiłam blondyna do środka.

- Alex, masz gościa w pokoju. – powiedziała mama.

- Kogo? – spytałam ze zdziwieniem.

- Idź bo czeka na ciebie od jakiejś godziny.

Po tych słowach pożegnałam się z Niallem. Z kuchni wzięłam jeszcze sok i poszłam na górę. Kiedy otworzyłam drzwi na łóżku siedział zamyślony Harry.

- Co ty tu robisz? – spytałam kładąc sok na szafie.

- Alex …

- Żadne Alex. Złamałeś obietnicę.

- Nie wiem co mam powiedzieć. Ja nie pamiętam tego, dlatego rano trochę się zdziwiłem twoim zachowaniem. Ale co tu się tobie dziwić. Nie mam nic na swoją obronę, ale zrozum, że nie byłem tego świadomy i straszcie cię za to przepraszam. Zależy mi na tobie. Wiem, że to tak łatwo nie wymarze się z twojej pamięci ale wybacz mi. Świadomie nigdy bym cię nie zranił. Ja nawet nie wiem co ja wczoraj robiłem kiedy urwał mi się film. – kiedy to powiedział nie mógł złapać tchu.

- Chciałeś mnie …. Uh. Nie wypowiem tego.

- Alex, ja cię przepraszam. Ile ja mam powtarzać że mi na tobie zależy.

- Wystarczy, że mnie zostawisz.

- Dobrze wiesz, że nie byłem tego świadomy i wiesz też, że nie skrzywdziłbym cie. Kocham cię .

- Ja …


----------------------------------------------------

Nie wierzę, że musiałam dzisiaj dodawać kolejny. Szybko się uwinęliście. Trochę to podejrzane bo te dziesięć komentarzy było napisane o tej samej godzinie. No ale. tak tylko mówię. nie że się czepiam czy coś. Podejrzaneeeee. ;d

Okej . u góry będzie ankieta dotycząca Alex. Jeśli macie jakieś inne pomysły to piszcie na dole. Przydałyby mi się jakieś nowe pomysły. może bym coś wdrążyłabym coś waszego do opowiadania. 

nn - 15 komentarzy. 

do następnego ! 

piątek, 29 marca 2013

Rozdział 22



Minęły dwa tygodnie od wypadku.

9 Rano.

Kiedy otworzyłam oczy poraził mnie blask słońca. Od razu wstałam z łóżka i zasunęłam zasłony. Harry jeszcze spał. Dzisiaj miałam jechać do szpitala ściągnąć gips, więc wzięłam z szafy potrzebne ciuchy i poszłam się umyć. Patrząc na siebie w lustrze karałam swoje nieogarnięte włosy. Moje również nieogarnięte humorki ustabilizowały się. Od 3 dni jestem radosna i się wszystko układa. Po chwili mój brzuch zaczął domagać się jedzenia. Wyszłam z łazienki. Harry siedział na łóżku.

- Już myślałem, że nigdy nie wyjdziesz z tej łazienki. – ruszył z uśmiechem w stronę pomieszczenia całując mnie w czoło.

- Zobaczymy ile ty będziesz tam kwitnął. – zażartowałam.

Zeszłam na dół. Chłopcy ogarniali już śniadanie. Każdy z nich krzątał się w kuchni. Niall co chwile zaglądał do lodówki, Liam wyciągał z szafy talerze a Zayn z Louisem wygłupiali się przy stole.

- Daj pomogę ci. – wzięłam od Liama talerze.

- Alex, wpadliśmy z chłopakami na pomysł żeby zrobić małą imprezę. Twoi rodzice wracają dopiero jutro więc co ty na to? – zaczął Louis kiedy ustawiałam talerze na stole.

- Kusząca propozycja, ale …

- Czemu zawsze musi być jakieś ale? – spytał Zayn.

- Ale jutro przyjeżdżają rodzice a ja nie chce mieć przez to kłopotów.

- Ale to będzie taka kameralna impreza, nazwijmy to spotkaniem towarzyskim – dołączył do rozmowy Niall.

- Dobra, muszę jakoś wam wynagrodzić te ciężkie dni ze mną.

Po chwili już siedzieliśmy wszyscy przy stole jedząc śniadanie. Ustaliliśmy, że impreza, znaczy się spotkanie zaczniemy o 17. Jedzeniem ma się zająć Lou i Niall, muzyką Zayn a my w trójkę zaprosimy parę osób. Oczywiście nie mogłam zapomnieć o moich koleżankach. Po śniadaniu postanowiłam zadzwonić do Kate. Od razu się zgodziła. Poprosiłam żeby przekazała reszcie o spotkaniu, ponieważ na 12 miałam udać się do szpitala na ściągnięcie gipsu. Pogoda tego dnia była piękna więc wzięłam tylko bluzę i wraz z Harrym udaliśmy się do samochodu. Na miejsce dojechaliśmy w 20 min. Po drodze dostałam telefon od mamy z informacją, że będą jutro koło 13. Poszliśmy do lekarza. Kiedy weszliśmy do sali, w której miałam mieć ściągany gips doznałam szoku.

- Co ty tu robisz? – spytałam zszokowana.

- Mały wypadek. – powiedział ze spokojem Mike.

- Czemu nie dzwoniłeś!? W ogóle to fajnie, że wiedziałam co się z tobą dzieje. – powiedziałam oburzona siadając na krześle.

- Nie miałem zasięgu No chyba, że znajdziesz w lesie jakąś łączność.

- Rozumiem, że wracasz do domu?

- A mam inne wyjście?

- Nikt ci nie karze w domu spać.

- Musisz być wredna?

- Oj przepraszam, że cie uraziłam. Ja przynajmniej nie odcinam się od rodziny.

- Tak, a ty ..

- Co tu się dzieje? – spytał wchodzący do sali lekarz.

- Nic takiego. – wtrącił się Harry.

Ja popatrzyłam na brata ze złą miną. On nic sobie z tego nie robił. Jak zwykle. Całe szczęście, że nic mu się nie stało. Zastanawiałam się tylko czy ma zamiar powiedzieć rodzicom o całej sytuacji. Pewnie nie miał takiego zamiaru. Pewnie będę musiała go kryć. Ale nie ma nic za darmo. Coś na niego wymyślę. Po pół godzinie już miałam ściągnięty gips. Lekarz postanowił zrobić jeszcze prześwietlenie. Mój brat miał tylko zawinięty prawy nadgarstek, parę siniaków oraz zadrapania na twarzy. Postanowił poczekać na nas. Kiedy już lekarz mnie wypuścił, na holu czekał Harry, Mike i jakiś chłopak.

- Możemy już iść – powiedziałam do Harrego. – Mike, idziemy? – zwróciłam się do brata.

- Tak, a właśnie Alex to mój przyjaciel Max. Max to moja siostra. – wyciągnęłam rękę do nowo poznanego chłopaka.

Max był wysokim brunetem o piwnych oczach. Jego włosy były trochę kręcone. Ubrany w biały t-shirt, niebiesko-czerwoną koszulę w kratkę, ciemne spodnie i czarne vansy patrzył z uśmiechem w moją stronę. Nie mogłam mu zarzucić, że był brzydki. Na pierwszy rzut oka gościu miał chyba powodzenie u dziewczyn. Harry speszony splótł nasze ręce na znak, że jestem zajęta. Ach, ta jego zazdrość.

- Miło cię poznać. Może kiedyś do nas wpadniesz?

- Chętnie. – powiedział z uśmiechem.

- No to my będziemy lecieć. To do następnego. – posłałam chłopakowi ciepły uśmiech.

W trójkę udaliśmy się do samochodu. W czasie drogi gadaliśmy o tym co się u nas działo. Mike opowiadał o spotkaniu z dzikiem, a ja o imprezie, którą dzisiaj organizowaliśmy. Kiedy weszliśmy do domu chłopcy zdziwili się kogo przyprowadziłam, ale stwierdzili, że czym więcej osób tym lepsza zabawa.

Godzina 16.00.

Postanowiłam trochę się ogarnąć, więc poszłam na górę do pokoju się umyć i przebrać.. Chłopcy szykowali jedzenie i picie. Mogłam się założyć, że gdzieś mieli schowane napoje alkoholowe. Kiedy wyszłam z łazienki Harry siedział na łóżku. Stanęłam przed nim. On miał skierowany wzrok w podłogę.

- Co jest? – podniosłam jego podbródek.

- Nic.

- Ej, przecież widzę. – on wstał i mocno mnie przytulił.

- Ops, przepraszam – powiedział otwierający drzwi Zayn.

Zaśmialiśmy się. Objęci zeszliśmy na dół. Było sporo ludzi. Oczywiście mów im że to ma być MAŁE spotkanie, ale nie. Jak grochem o ścianę. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Po chwili oderwałam się od Harrego i poszłam do Kate. Dziewczyna uśmiechnęła się na mój widok. W końcu mogłyśmy się umówić na jakiś rekreacyjny mecz. Musiałam wrócić do formy po dwóch tygodniach.

Impreza się rozkręcała. Zayn szalał z muzyką, Liam miał na wszystko oko, a reszta gadała ze znajomymi. Była godzina 22. Zrobiło mi się trochę gorąco więc poszłam na górę do pokoju. Otworzyłam drzwi od balkonu, oparłam ręce o ramę(?) balkonu. Noc zapowiadała się bezchmurna. Gwiazdy świeciły swoim blaskiem. Kochałam takie momenty. Kochałam taką noc. Po chwili ktoś położył rękę na moich plecach.

- Weź mnie nie strasz, proszę cię. – trochę się przestraszyłam.

- Wiedziałem, że cie tu znajdę. – zaśmiał się stając obok mnie.

- Co się dzieje na dole? – spytałam z zaciekawieniem.

- Jedzenie chyba się skończyło – stwierdził głodomor.

- No tak. Dla ciebie to trzeba wykupić Tesco.

- Dzięki – oburzył się Horan.

- Wiesz gadałam z Kate i może nie chciałbyś iść ze mną na mecz? Bo ostatnio jakoś nie mam dla ciebie czasu.

- No okej, tylko żebyś znowu nie jęczała na ból pleców.

- Obiecuję nie jęczeć. – zrobiłam znak obietnicy.

- Chodźmy na dół. – zaproponował Niall.

- Niall …

- Tak?

- Mogę się przytulić? – chciałam się przytulić, nie do brata, nie do rodziców i nie do chłopaka. Chciałam gestu przyjaciela. Przecież nikt mi nie zakaże.

- Chodź. – rozłożył ręce a ja wtuliłam się w jego tors.

Staliśmy tak przez jakieś 2 min. Po chwili puściłam go i poszliśmy na dół. Wszyscy dobrze się bawili. No tak, alkohol opanował już chyba wszystkich. Nawet mojego brata. Lou, Zayn i Harry bawili się chyba najgłośniej. Co za dużo to nie zdrowo. Dobrze, że chociaż ja, Liam i Niall byliśmy trzeźwi. Postanowiłam dotrzymać towarzystwa Liamowi. Poszłam do kuchni gdzie chłopak coś czytał. Przy okazji do szklanki nalałam sobie soku pomarańczowego. Kiedy zaczęliśmy rozmowę przerwał nam Harry. Był strasznie roztargniony. Jednym słowem ledwo ogarniał co się dzieje.

- Ooo, Alex. Gdzie byłaś? – spytał obejmując mnie ramieniem

- Tam gdzie ciebie nie było. – poszłam bo nie mogłam patrzeć na niego w jakim jest stanie.

Było grubo po północy. Niektórzy zbierali się już do domu. Ja postanowiłam się już położyć. Przebrałam się w pidżamę i wskoczyłam pod kołdrę. Muzyka dalej grała głośno. Przy zamkniętych drzwiach od pokoju można było ją usłyszeć. Po chwili do pokoju wparował Harry. Położył się na łóżko. Nie minęła minuta jak zaczął mnie całować po szyji.

- Harry zostaw ! – powiedziałam.

Nie przestawał. Już się do mnie dobierał. Przygniótł mnie swoim ciężkim ciałem. Byłam za słaba żeby go z siebie zrzucić. Nie mogłam w to uwierzyć, że był do tego zdolny. Pod wpływem alkoholu to wszystko staje się łatwiejsze. Waliło od niego niemiłosiernie. Jego ręce już nie powiem gdzie próbowały się dostać. Z braku sił zaczęłam płakać. Harry podniósł się żeby zobaczyć co mi jest.

- No i co głupia płaczesz?

Wykorzystałam sytuacje i zrzuciłam go z siebie. Ile miałam sił w nogach wybiegłam zapłakana na korytarz.

- Alex co się stało ? – ja tylko zsunęłam się po ścianie ciągle płacząc.


----------------------------------------------------

Średnio mi się podoba, no ale to już wam zostawiam do oceny. 

nn - 10 komentrzy. ;)