Piszę to info ze względu na długą nieobecność.
Jak wiemy zaczęła się szkoła. Mimo, że minęły dopiero dwa tygodnie to ja już mam sprawdziany, kartkówki i mnóstwo nauki. Szczególnie od dzisiaj do piątku. Codziennie coś jest. Do tego jeszcze lektura, wypracowanie, rozszerzona matematyka i korepetycje.
Do tego dopadło mnie jakieś choróbsko, które nie chce się od piątku ode mnie odczepić -> grypa.
Przez grypę też psuje mi się humor i nie mam na nic sił. A co dopiero na naukę.
Dochodzi do tego też jedna sytuacja, decyzja, którą muszę podjąć w jednej sprawie, więc potrzebuję czasu na przemyślenia.
Planuję nowy rozdział dodać w piątek albo w sobotę. I od nowego rozdziału mam nadzieje że wszystko się ułoży i będą posty się częściej ujawniać.
Postaram się. Na pewno nie rzucam bloga. Gdybym go rzuciła powiedziałabym wam o tym.
Musicie jeszcze poczekać na to żeby wszystko się unormowało.
Do piątku/soboty . Ciao ;*
poniedziałek, 16 września 2013
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
Libster Award / The Versatile Blogger Award x2
Moje pytania:
1.Jak długo jesteś Directionerką?
The Versatile Blogger Award
1.Jak długo jesteś Directionerką?
- Ponad rok.
2.Wybierasz się na "This Is Us"?
2.Wybierasz się na "This Is Us"?
- Nie ;)
3.Ulubiony członek zespołu?
3.Ulubiony członek zespołu?
- HarNiaLouLiaZay <3
4.Jak ci na imię?
4.Jak ci na imię?
- Aleksandra
5.Jakie są twoje marzenia?
5.Jakie są twoje marzenia?
- Dużo pisania.
6.Masz jakieś fobie?
6.Masz jakieś fobie?
- Boję się wszystkich robaków chodzących, latających, czołgających się po tej planecie.
7.Hobby?
7.Hobby?
- SPORT <3
8.Dlaczego zaczęłaś pisać?
8.Dlaczego zaczęłaś pisać?
- Koleżanka mnie namówiła, a tak po za tym chciałam się sprawdzić jakby mi szło.
9.Ulubiony kolor?
9.Ulubiony kolor?
- Niebieski
10.Boisz się myszy?
10.Boisz się myszy?
- Nie
Dziękuję za nominację ! ;)
14 faktów o mnie :
- Kocham sport nad życie.
- Interesuję się siatkówką, piłką nożną, ręczną, tenisem, pływaniem i lekkoatletyką jak leci w tv.
- Jestem leniem
- Nie wiem co chcę robić w przyszłości
- Lubię słuchać muzyki.
- Mam 175 cm wzrostu.
- Przez to, że tak duuuuuużo wiem i interesuję się siatkówką wszyscy mnie się pytają czy trenuje ten sport. ( nie trenuje )
- Nigdy nie zdejmuję mojego łańcuszka z serduszkiem.
- Codziennie na śniadanie wcinam owsiankę
- Nie lubię papryki.
- Jak dla mnie to między pieczarkową a grzybową jest różnica. ( moja mama nie może tego zrozumieć xd )
- Często mam problemy z plecami.
- Kiedy pierwszy raz zobaczyłam 1D miałam wrażenie, że Lou jest dziwny i jest gejem.
- Pierwszym moim ulubieńcem był Zayn.
Dziękuję za nominacje ! ; )
PAMIĘTAJCIE, JESZCZE 5 KOM I NOWY .
PAMIĘTAJCIE, JESZCZE 5 KOM I NOWY .
środa, 21 sierpnia 2013
Rozdział 32
Obudziłam się wcześniej niż zwykle. Była to godzina siódma dwadzieścia, bo mój telefon zaczął nieustannie brzęczeć. Do szkoły miałam na 10 więc stwierdziłam, że się wyrobie. Powoli wyprostowałam nogi. Podniosłam ręce do góry i wyciągnęłam się jak najmocniej się dało.
- Cześć słońce. – powiedział zaspany Harry.
- Cześć. – musnęłam jego usta.
- Co tak wcześnie? – spytał.
- Dzisiaj zaczynam szkołę, zapomniałeś?
- Jaką szkołę? Nie kojarzę takiego miejsca. – Mówił z ironią w głosie. Potem zaczął mnie łaskotać. – Będą musieli poczekać na ciebie bo sprawię, że się spóźnisz. – zaczął całować moją szyje.
- Mm, chyba zacznę lubić takie spóźnienia. – jego ręce zjeżdżały delikatnie po moich udach.
- To wiesz, że będziesz musiała wtedy u nas zamieszkać? – popatrzył w moje oczy.
- Z wami? Nigdy. – zaśmiałam się.
- Dlaczego nie?
- Po pierwsze nie mam osiemnastu lat, pod drugie rodzice by się nie zgodzili.
- Porozmawiam z nimi.
- Nie Harry.
- Ale dlaczego?
- Nie zgodzą się, znam ich to moi rodzice. Nie znają was za dobrze. Ba, raz tylko się spotkaliście z nimi.
- Zorganizuje chłopaków i pogadamy z nimi. – odpowiedział z uśmiechem.
- Harry nooo. Dobra, koniec tematu. Wrócimy do tego później bo teraz muszę się iść ogarnąć. – cmoknęłam jego usta. Wyczłapałam się z wygodnego, dużego łóżka Hazzy. Chłopak dalej leżał. Powoli wzięłam rzeczy z torby. Wyszłam z pokoju. Było cicho. No tak, chłopcy to śpiochy. Nie ma co. Poszłam do łazienki się ogarnąć. Zrzuciłam z siebie ubrania na podłogę. Otworzyłam drzwi od kabiny i weszłam do środka. W tym momencie potrzebowałam zimny prysznic. Odkręciłam kurek najpierw z zimną, potem z ciepłą wodą. Z grymasem na twarzy przyzwyczaiłam się do zimnego strumienia. Średnim tempem umyłam ciało i włosy. Wyszłam z pod prysznica. Wytarłam swoje grube uda, potem brzuch i ręce. Na włosach zostawiłam turban z ręcznika. Potem założyłam na siebie białą zwykłą koszulkę z rękawem ¾. Do tego materiałową, obcisłą spódniczkę do połowy ud, rajstopy oraz wysokie, beżowe szpilki. Na szyję założyłam wsiorek z serduszkiem, który kiedyś dostałam od mamy pod choinkę, a na prawy nadgarstek nasunęłam srebrną bransoletkę. Strój był gotowy. Teraz trzeba było się umalować. Nie chciałam wyglądać jak lalka Barbie więc musnęłam twarz pudrem, różem, na rzęsy nałożyłam mascarę, na powiekach narysowałam kreskę kredką a na usta położyłam pomadkę w kolorze zgaszonego różu. Odwinęłam włosy z mokrego już ręcznika. Postanowiłam zostawić je do wyschnięcia. Praktycznie nie musiałam nic z nimi robić. Od dziecka miałam średnie loki. Gotowa wyszłam z łazienki i udałam się do pokoju Harrego zanieść rzeczy do torby. Styles’a w pokoju nie było. Pogrzebałam pod poduszką, na której spałam i wyciągnęłam swój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz – godz 8.45. Dobry miałam czas. Z podłogi wzięłam czarną torebkę i z uśmiechem na twarzy zeszłam na dół. Harry wraz z Liamem siedzieli przy stole. Podeszłam do nich.
- Liaaaam! Gdzie jest mój żel do włosów? – krzyczał Zayn ze schodów.
- W drugiej szufladzie pod umywalką w łazience! – odkrzyknął Payne.
- Liaaaaaaaaaam! Kupiłeś marchewki? – Przyszła kolej na Louisa.
- Tak są w lodówce.
- Liaaaaaaaaaam! Jestem głodny. – krzyczał ubawiony Horan zbiegając ze schodów.
- To sobie coś zrób do jedzenia.
- Jak ty z nimi wytrzymujesz? – spytałam Liama.
- Ktoś musi. – stwierdził.
- Pięknie wyglądasz. – dorzucił Harry.
- Dzięki. Podwieziesz mnie do szkoły? – spytałam zaglądając do lodówki po co coś do jedzenia.
- Jasne.
Miałam ochotę na kanapkę z dżemem truskawkowym. Po chwili zeszła reszta dzikusów. Uśmiechnięci, pełni życia mimo, że była 9 rano. Planowałam wyjść za 20 min, a Harry dalej miał na sobie tylko bokserki.
- Harry, za 15 min idziemy, weź się ubierz.
- Mogę tak jechać. – odpowiedział z uśmiechem.
- Chyba cię coś boli? – spytałam go z pode łba.
- A co przeszkadzać ci będę?
- Wystarczy, że mnie zawozisz. – wytknęłam mu język.
- Ej, to było wredne. – zrobił obrażoną minę.
- My też możemy jechać? – spytał Zayn zajadający się kanapką.
- Zapomniałem jak się do szkoły chodzi. – zaśmiał się Tomlinson.
- Ocenimy twoją budę. – przyznał Niall.
- A co tu do oceniania? Zwykła szkoła. – odpowiedziałam na stwierdzenie Horana.
- No ale wiesz, trzeba sprawdzić czy mają dobre jedzenie, żebyś się przypadkiem nie zatruła.
- Ojej, jak ty się o mnie martwisz. – położyłam swoje dłonie na policzkach udając zaskoczoną.
- Jeżeli to jest związane z jedzeniem to tak.
- Głupek. – walnęłam go w ramię kiedy szedł do łazienki.
- Możemy z wami jechać? – przypomniał sobie Liam.
- Wyrobicie się w 10 min? Jest 9.05 – spytałam.
- Pewnie – wszyscy pobiegli na górę.
- Horan, masz 10 min! – krzyknęłam do niego, bo biedny siedział w łazience na dole.
- Spokojnie zaufaj mi! Zdążę. – odkrzyknął.
- No nie wiem czy w tej sprawie mogę ci zaufać. – powiedziałam kiedy wyszedł z łazienki.
- Dlaczego? – spytał zdziwiony?
- Masz jeszcze 7 min. – spojrzałam na wyświetlacz telefonu.
Chłopak pobiegł od razu do swojego pokoju. Było słychać jak chłopcy krzątali się na piętrze. Ja spokojnie zabrałam moją torebkę i wyszłam na zewnątrz. Tego dni pogoda nam dopisywała. Gdyby nie słońce miałabym koszmarny humor, z którym najlepiej siedzi mi się w domu. Po za tym rozpoczęcie pewnie byłoby w budynku. Lekki wiatr uniósł moje dopiero co wysuszone włosy. Na swojej skórze poczułam gęsią skórkę. Zaciągnęłam się świeżym powietrzem. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu kiedy chłopcy byli już koło mnie.
- 9.15. Nieźle. – zdziwiłam się, że się wyrobili.
- Mówiłem, że możesz mi zaufać. – powiedział dumny z siebie Horan.
- Nie ważne, że zostawiliśmy w pokojach bałagan, w łazience zapalone światło czy też rzeczy na korytarzu. – wymieniał Liam.
- Dobra, bo się spóźnimy. – powiedziałam idąc do samochodu. – No tak, paparazzi już czekają. – dodałam.
- Jeszcze się nie przyzwyczaiłaś? – spytał Harry.
- Ymm, nie.
Wsiedliśmy do samochodu. Louis prowadził, Liam siedział obok, a nasza czwórka siedziała z tyłu. Podróż do szkoły minęła nam szybko. Chłopcy pytali się czy zżera mnie stres z powodu nowego otoczenia. Właśnie, przez to wszystko zapomniałam się denerwować. Oni potrafią od tego odciągnąć. Są wspaniali.
- Jedziecie czy zostajecie? – spytałam wychodząc z auta.
- Poczekamy. – powiedział Harry, który szybko się koło mnie ustawił. Reszta również wyszła z pojazdu.
- Okej, tylko żeby nie było jakiejś sensacji, proszę was. – skrzyżowałam ręce na cyckach i popatrzyłam groźnie na każdego z nich.
- I tak już pewnie jesteśmy w gazecie. – oznajmił Lou.
- Ma być w tej szkole normalnie. Nie chcę być znana z tego, że się przyjaźnimy czy jestem dziewczyną Harrego.
- Będzie dobrze. – powiedział owy chłopak przytulając mnie. Na pożegnanie mnie pocałował, pomachałam chłopakom i udałam się do szkoły.
Teraz poczułam jak stres zżera mnie od środka. W brzuchu miałam dinozaury, a w głowie 8458028 myśli na sekundę. Zrobiło mi się gorąco. Stanęłam przed drzwiami. Nogi pode mną się uginały. Niedługo to pewnie i szpilki by się złamały. Złapałam za klamkę i weszłam do środka. Pomyślałam sobie – raz kozie śmierć.
Liceum ogólnokształcące imieniem Paula McCartney'a było ozdobione balonami, wstążkami i napisem – witamy nowych uczniów!. Ludzi było pełno. Nie wiedziałam gdzie mam iść. W oddali zobaczyłam wielką tablicę z ogłoszeniami. Postanowiłam do niej podejść. Odszukałam klasę sportową z panem Burn’em. Przeleciałam listę nazwisk i znalazłam swoje. Obok mnie stała niższa o parę centymetrów szczupła brunetka. Owa dziewczyna spoglądała na tą samą listę co ja. Po chwili skapnęła się, że spoglądam na nią.
- Coś nie tak? – spytała z uśmiechem.
- Nie skąd. Widzę, że patrzysz na klasę do której należę. – pokazałam na swoje nazwisko.
- Ty też do sportowej?
- Tak… Alex jestem. – wyciągnęłam przyjaźnie rękę.
- Darcy Trevino – z uśmiechem ją uścisnęła.
- Jesteś włoszką? – spytałam ze względu na jej nazwisko.
- Mam włoskie korzenie… A ty… Alex Nowakowska? – z trudem przeczytała moje.
- Jestem Polką… Wiesz co… chyba powinnyśmy już udać się na boisko gdzie będzie rozpoczęcie. – powiedziałam spoglądając na wędrujących w jednym kierunku ludzi.
Wyszłyśmy na zewnątrz. Tłumy nowych, obecnych uczniów zebrało się na boisku do piłki nożnej. Nauczyciele również byli już na dworze. Darcy pociągnęła mnie w stronę naszej klasy. Na pierwszy rzut oka całkiem normalnie wyglądała jak na klasę sportową. Dziewczyny były wysokie, zgrabne, chude, a faceci jak to sportowcy napakowani. Nauczyciel zaś przypominał mi Dwayne’a Douglas’a Johnson’a z filmu „Król skorpion”. Pan Burn’e był wysoki, czarne włosy krótko strzyżone. Z twarzy wyglądał na surowego. Przestraszyłam się go. Darcy zapytała mnie czy to na pewno nasz wychowawca. Nieźle się uśmiałyśmy. Po chwili rozległ się głos dyrektora Colins’a. Oczywiście jego mowa zajęła znaczną część czasu. Mówił o szkole, trochę o jej systemie nauczania i takich duperelach. Po półtoragodzinnym kazaniu rozeszliśmy się do klasy. Po drodze wraz z Darcy starałyśmy się poznać wszystkich ludzi z naszej klasy. Było nas dwudziestu pięciu. Nie zdążyłam zapamiętać jednej czwartej imion. Weszliśmy do klasy. Klasę mieliśmy sporą. Na ścianach były porozwieszane zdjęcia sportowców oraz absolwentów tego profilu, na którym byłam. Postanowiłam trzymać się z Darcy. Usiadłyśmy w czwartej ławce od okna. Pan Burn rozdał nam plan zajęć oraz listę treningów i godzin dodatkowych. Życzył udanego dnia i wypuścił nas z sali.
- Hej, ty jesteś dziewczyną Harrego co nie? – spytała jedna dziewczyna z klasy.
- Jeśli już musisz wiedzieć, to tak jestem. – odpowiedziałam.
- Łapa go świerzbiła na nową dziewczynę? – kiedy to usłyszałam zagotowało się we mnie.
- Co masz na myśli?
- To, że zmienia dziewczyny jak bieliznę. Chyba, że chcesz być kolejną parą bokserek w jego szafie. – parsknęła.
- Alex chodź nie warto. – ciągnęła mnie Darcy w stronę wyjścia.
- A ciebie przypadkiem łapa nie świerzbi jak komuś obciągasz? – no tak. Alex wychodzi z siebie. Wraz z Darcy zostawiłyśmy zszokowaną łazję z mojej klasy.
Wyszłyśmy ze szkoły. W oddali widziałam znudzonych chłopców. Wymieniłam się z Darcy numerami i poszłam w kierunku moich szoferów. Niektórzy się patrzyli, niektórzy się dziwili. Mi to wisiało. Kiedy mnie zobaczyli od razu dziękowali, że już jestem.
- Jak było? – spytał Harry po muśnięciu moich warg.
- Kazanie dyrektora, poznanie klasy i napakowanego nauczyciela. – stwierdziłam.
- Co to? – spytał Horan pokazując na moje kartki.
- Plan zajęć i treningów. Nie zdążyłam nawet sprawdzić. Zrobię to potem, teraz musze odreagować.
- Idziemy na lody? – spytał Lou.
- Skoczymy na chwile do mnie? Muszę rzeczy zostawić i się przebrać. – powiedziałam kiedy zajmowaliśmy miejsca w samochodzie.
- Kierunek twój dom. Już się robi. – zasalutował Tomlinson.
Pojechaliśmy do mojego domu. Szybko poleciałam do swojego pokoju. Z szafy wyciągnęłam czarne spodenki, miętową koszulkę z koronką oraz czarne, krótkie Conversy. Włosy spięłam w wysokiego kitka, grzywkę ułożyłam na swoje miejsce a usta musnęłam szminką tą co rano. Z pokoju zabrałam swojego niebieskiego IPhone’a i zbiegłam na dół. Przed wyjściem spojrzałam tylko w lustro. Chłopcy dalej siedzieli w samochodzie. Usiadłam obok Harrego.
- Co za zmiana. – zauważył Zayn.
- Czego to kobiety nie potrafią? – spytał Styles uśmiechając się w moją stronę.
- Nie znają się na piłce nożnej. – stwierdził Niall.
- O przepraszam. Ja się znam.
- Od kiedy? – spytał zdziwiony Louis, który zapalił silnik.
- Od roku jakoś. Polskiej piłki nożnej nie oglądam bo nie ma co. Wolę zagraniczną.
- Real czy Barcelona? – spytał Zayn.
- Oczywiście, że Barcelona. A do Reala chodzi się po bułki. – zaśmiałam się.
- Ale żeśmy się dobrali. Ty Barca, ja Real. Bombowe połączenie. – powiedział Harry po czym musnął mój policzek.
---------------------------------------------
Przepraszam was za takie opóźnienie. Jak tłumaczyłam, byłam na wyjeździe i nie miałam jak napisać. ;)
Rozdział miał być wczoraj ale za późno się za niego zabrałam i usnęłam z laptopem w łóżku.
Rozdział dłuższy tak jak obiecałam.
Mam nadzieje, że wam się spodoba.
NN -> 15 kom.
PS. jak tam wam mijają wakacje?
środa, 31 lipca 2013
Rozdział 31
Ktoś złapał mnie za ręce i potrząsnął mną. Słyszałam jak ta osoba mówi moje imię.
- Alex … Alex no. Obudź się. Skarbie. – Otworzyłam oczy. Byłam w ciemnym pokoju. Obok mnie leżał Harry.
- To było straszne. – chłopak mocno mnie przytulił.
- Spokojnie, to był tylko sen. Nic się nie stało.
- To był rzeczywisty koszmar. Myślałam, że naprawdę ich straciłam. To było takie realistyczne. – dalej z oczu cisnęły mi się łzy.
- Jestem przy tobie. Spróbuj zasnąć. – pocałował mnie w czoło.
- Nie potrafie.
- Jestem tu, obok ciebie.
Czułam się przy nim bezpiecznie. Był jak mój pluszak z mieczem, który w dzieciństwie walczył z koszmarami. Stawiał czoło największym potworom. Po chwili ten obrońca już spał. Ja próbowałam. Ciągle myślałam o tym koszmarze. Wiem, że nie powinnam, ale to było takie realistyczne. Postanowiłam z samego rana zadzwonić do rodziców i się upewnić czy nic im nie jest. Musiałam mieć pewność… Po długim czasie męczarni ze swoimi myślami odpłynęłam do krainy Morfeusza.
Rano.
Podniosłam powieki. Było jasno w pokoju. Spojrzałam na zegarek – 8 rano. Harry leżał obok z głową zwróconą w przeciwną stronę. Jego ręka trzymała moją. Lekko i bez zbędnych, nerwowych ruchów wyciągnęłam swoją rękę. Nie chciałam go budzić. Wyglądał zbyt seksownie. Wstałam i zeszłam z łóżka. Chłopak przewrócił się na drugą stronę. Z toreb po wczorajszych zakupach wyciągnęłam szare spodenki z podwyższonym stanem, białą bokserkę z napisem „Free Hugs”, granatowy żakiet oraz moje nienowe, czarne vansy. Po drodze do łazienki z biurka wzięłam swój telefon. Bezszelestnie otworzyłam drzwi. Było cicho. Wszyscy spali jeszcze w swoich pokojach. Czmychłam do łazienki. Wzięłam poranny, zimny prysznic. Włosy też umyłam. Kochałam wilgotne włosy. Ogarnęłam jeszcze buźkę, maznęłam rzęsy tuszem i wyszłam. Do pokoju Harrego poszłam odłożyć rzeczy. Schodząc na dół postanowiłam zrobić chłopakom śniadanie.
Po godz 10 wszyscy już siedzieliśmy na dole i zajadaliśmy się naleśnikami.
- Ym, prawie bym zapomniała. Gdzie mój telefon? – zaczęłam szukać swojego Iphone’a.
- Tu. – Styles mi go podał. Zadzwoniłam do mamy. Wszystko u nich było w porządku. Postanowiłam towarzyszyć im w zakupach. Przy okazji skoczylibyśmy zakupić książki i przybory do szkoły.
Wzięłam swoje rzeczy, pożegnałam się z chłopakami i poszłam do domu. Mama ucieszyła się, że w końcu spędzę z nimi trochę czasu. No tak. Trochę się oddaliliśmy. Ale też rodzice mieli dużo pracy. Jednym zdaniem cieszyłam się, że poświęcą mi czas, a ja im. Całą rodziną wsiedliśmy do naszego auta. Na początku pojechaliśmy do księgarni zakupić dla mnie i dla Mike’a książki. Przeraziłam się ilością stron. Potem pojechaliśmy do Tesco po jedzenie i przybory. Po zakupach obładowani zeszytami, notesami i innymi duperelami wraz z Mikiem poszliśmy do auta. Rodzice poszli jeszcze na pocztę. Przez te całe zakupy czas szybko minął. Była godzina 17 kiedy byliśmy już w domu. Wzięłam swoje rzeczy i poszłam do pokoju. Położyłam je na biurku. Usiadłam na łóżku i zaczęłam patrzeć się na te grube książki. Taa, pojutrze już wszystko wraca do rzeczywistości – szkoła. W końcu poznam kogoś nowego. Nowi ludzie, nowe charaktery. Ale nie wierzyłam, że wakacje się już skończyły. Trzeba było to jakoś uczcić. Wzięłam telefon i zadzwoniłam do największego imprezowicza. Louis odebrał po drugim sygnale. Umówiliśmy się, że imprezę zrobimy u nich. Planowany początek godz 18. Lou zapewniał mnie, że będzie inaczej jak ostatnio. Będziemy uważać. Obiecał mi to. Rozłączyliśmy się bo tata wołał nas na kolacje. W dobrych humorach spożyliśmy posiłek. Poinformowałam rodziców o imprezie, którą organizujemy. Niepewnie się zgodzili. Oczywiście musiał być warunek. Mike miał iść ze mną. W sumie sama chciałam go wziąć, więc nie był to żaden problem. Podczas kolacji wraz z bratem dowiedzieliśmy się, że podczas roku szkolnego rodzice będą mieli mniej pracy i więcej będziemy spędzać więcej czasu. Na tę nowinę ucieszyliśmy się oboje. Od 1 września możemy tworzyć normalną, szczęśliwą rodzinę. Miałam nadzieje, że tak będzie…
Po kolacji udałam się do pokoju. Zabrałam piżamę i poszłam wziąć prysznic. Ogarnęłam się i wróciłam do pomieszczenia, z którego przedtem wyszłam. Była godzina 21. Położyłam się spać. Byłam zmęczona poprzednią nocą i zakupami, które potrafią człowieka zmęczyć. Już prawie oddawałam się Morfeuszowi kiedy mój telefon się odezwał. Tak właściwie Harry wysłał esa na dobranoc. Jakie to urocze. Zwymiotuje. Dobra, żartowałam. powinnam iść spać. – pomyślałam. Życzyłam mu kolorowych snów i poszłam spać.
Następnego dnia
Obudziłam się o 10. Tego dnia promienie słoneczne mnie oślepiły. Nie zdarza się to często. Z kwaśną miną poszłam się umyć. Do imprezy zostało jeszcze jakieś 7 h. Planowałam być szybciej żeby pomóc chłopakom. Mike od momentu kiedy wyszłam z pokoju chodził uchachany. Że niby on cieszył się z imprezy czy z końca wakacji? To do niego nie podobne. Zawsze marudził dlaczego wakacje się tak szybko skończyły. Może ja o czymś nie wiem? Wyduszę to od niego przy jakiejś najbliższej okazji. Po Ogarnięciu się wróciłam do pokoju po telefon. Odczytałam wiadomość od Dani. Wpadnie do mnie o 16 żeby się wystroić. No tak. Oddałam się jej całkowicie jeżeli chodzi o mój wygląd. No trudno. Jakoś to przeżyję. Zeszłam na dół na śniadanie. Mama postanowiła nam zrobić owsiankę z truskawkami. Mmm. Truskawki. Byłam cała happy. Po wspólnym śniadaniu postanowiłam sprawdzić twitter’a, facebook’a i inne pierdoły. Przewijając jakieś denne strony plotkarskie natrafiłam na zdjęcie Zayna i jakiejś dziewczyny. Ta dziewczyna miała blond włosy, chude nogi. Czego chcieć więcej. Nagłówek tej strony brzmiał „Zayn i Perrie razem?” Postanowiłam podpytać chłopaka na imprezie. Zamknęłam laptopa ponieważ mama zawołała mnie z dołu. Prędko do niej poszłam.
- Tak mamo?
- Alex, skoczysz mi do sklepu? Tu masz listę rzeczy. – podała mi kartkę.
- Okej… A mamo?
- Tak?
- Wiem, że jutro jest pierwszy dzień w szkole i w ogóle, ale mogę przenocować u chłopców? Nie będę przecież wracała sama w nocy. – zrobiłam oczy ze Shrek’a.
- Dobrze, ale jutro masz być w szkole. – uściskałam mocno mamę.
Wzięłam torbę na zakupy i poszłam do sklepu. Lista nie była długa więc nie musiałam się męczyć z targaniem tego do domu. Nie zwróciłam uwagi na to jak czas szybko zleciał.
Była godzina 15.30. Mama szykowała obiad, tata ogarniał papiery do pracy a brat rozmawiał przez telefon. Po jakiś 10 min mama zawołała nas na posiłek. Nie wypuściłaby mnie z domu gdybym nie zjadła obiadu. Tata oczywiście udzielił kazanie jak mam się zachowywać na imprezie. Bratu też coś nagadał. Wszyscy się śmialiśmy. Kiedy zaniosłam talerz do zlewu zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Cześć Dani.
- Cześć Alex – dziewczyna ucałowała mój policzek.
Poszłyśmy na górę. Przyjaciółka przyniosła dla nas dwa zestawy. Mój był prześliczny. Dani też nieziemsko wyglądała. Jeżeli chodzi o włosy postawiłyśmy obie na loki. Z makijażem też nie chciałyśmy przesadzić. Ja nałożyłam tylko róż, tusz do rzęs i pomadkę. Gotowe byłyśmy o 16.50. No tak, jak to kobiety. Spakowałam rzeczy na noc i na rozpoczęcie roku. Wzięłam torbę i wyszłyśmy z pokoju. Mike czekał już na nas. Rodzice życzyli nam udanej zabawy. W trójkę u chłopaków byliśmy o 17.10. Zdążyli już przygotować dom. Wszystko wyglądało świetnie.
Godzina 18.00
Wszyscy goście byli już na imprezie. W tłumie znalazłam Zayna z Pierre. Podeszłam do nich. Para czule się obejmowała.
- Zayn, może byś mnie przedstawił? – spytałam z uśmiechem.
- Alex to jest moja dziewczyna Perrie, Perrie to jest moja przyjaciółka Alex. – uścisnęłyśmy sobie dłonie.
Chwilę sobie porozmawialiśmy. Pierre okazała się miłą dziewczyną. Dowiedziałam się, że śpiewa w zespole ze swoimi trzema przyjaciółkami. Dobrali się idealnie. Jeden śpiewa druga śpiewa. Para wyśpiewana. Po rozmowie porwał mnie Harry. Weszliśmy między tańczące pary. Tańczyliśmy do piosenki „Lego House” Ed’a Sheeran’a. Piękna piosenka.
Na koniec imprezy Dj Malik zapodał piosenkę z ich nowej płyty – Summer Love. Oczywiście tańczyłam z Harrym. Tytuł odniósł się do naszych wakacji.
- Kocham cię. – powiedział brunet.
- Ja ciebie też. – musnął moje usta.
Jak mogę podsumować wakacje i nowe życie w Londynie? Moje życie się zmieniło o 360 stopni. Dobra przesadziłam. 180 stopni. Z resztą nie ważne. Jest cudownie. Na rodzinę nie narzekam, na chłopaków nie narzekam, na Styles’a też nie. Ale podsumowałam. Spełniły się moje marzenia. Mieszkamy w Londynie, poznałam najcudowniejszych przyjaciół pod słońcem, chociaż nasze kochane słoneczko w Londynie nie rozpieszcza za często. Ale nie narzekajmy. Z Julią jakoś nie utrzymuję kontaktu. Nie wiem co się z tą dziewczyną dzieje. Może znalazła inną przyjaciółkę? Życzę jej udanego roku szkolnego. Dobra. Kocham to miasto, kocham swoją rodzinę, przyjaciół i chłopaka. Cieszę się, że tu przyjechałam. Gdyby nie to, to teraz bym się nudziła w domu.
Jak wyobrażam sobie szkołę? Dużo treningów. Tego mi brakuje. Brakuje mi wylewania potu, obdartych kolan czy też tych emocji i atmosfery, która towarzyszy mi na boisku. Pewnie zanudzam.
Wakacje dobiegają końca. Teraz wracamy do nowej szkoły, nowych problemów, nowych chwil itd.
----------------------------------------------------------------
No i wakacje dobiegły końca w opowiadaniu. Teraz zaczną się nowe problemy, nowi znajomi, nowe chwile.
Mam nadzieje, że nie rozczarowałam was "śmiercią" rodziców. Tak mnie jakoś podkusiło żeby tak napisać.
Piszcie co sądzicie.!
NN - > 15 komentarzy.
środa, 24 lipca 2013
Rozdział 30
- Już po niego idę. – poszłam po Liama. On z nich jest najbardziej spokojny i zrównoważony. – Liam, policja za drzwiami.
- Yyyyy … okej. Mam nadzieje, że wy czegoś nie wskóraliście. – zwrócił się do zdziwionych sytuacją chłopców. Poszłam za brunetem.
- Tak, w czym mogę pomóc? – spytał policjantów.
- Mamy doniesienie o zakłócaniu spokoju. Sąsiedzi się skarżą na państwa. – powiedział wyższy policjant z czapką. – możemy sprawdzić czy wszystko jest w porządku?
- Tak, proszę. – Liam zaprosił policjantów do środka.
Panowie rozejrzeli się po salonie gdzie cała banda siedziała na podłodze w kółku z butelką na środku.
- Co tu się dzieje? – spytał policjant.
- Panowie znają taką grę, która nazywa się butelka? – zadał pytanie Harry podnosząc butelkę.
- Miłej zabawy i grzecznie mi tu bo chyba nie chcecie zobaczyć nas jeszcze raz. – wyższy policjant zaśmiał się wychodząc z domu.
- Dobranoc panom. – powiedziałam zamykając za nimi drzwi. Kiedy to zrobiłam Liam spojrzał się na mnie pytająco. Poszliśmy do salonu gdzie czekała na nas reszta.
- My zakłócamy porządek? Od kiedy? Co to w ogóle za sąsiedzi, przecież my grzeczni jesteśmy – zadawał pytanie po pytaniu Horan.
- Chyba jak śpicie. – odpowiedziałam.
- Jak z Alex do was przyszłyśmy to był chaos. – stwierdziła Dani.
- Dobra, bo ja się tu nudzę już. Pogadamy o tym jutro, a teraz gramy. – powiedział Harry kładąc butelkę na ziemi.
- Ja kręcę. – powiedział blondyn. – wszyscy się zgodzili. Wziął butelkę do ręki i nią zakręcił. Całkiem długo się kręciła. Wypadło na mnie.
- Pytanie czy wyzwanie?
- Wyzwanie.
- Zjedz kwaśnego żelka z majonezem.
- Oh God. Ide po majonez. – Poszłam do kuchni. Wyciągnęłam słoik i wróciłam tam skąd przyszłam. Wzięłam żelka, zamoczyłam go w majonezie. Na początku się troche wahałam. Ludzie oczywiście mnie pośpieszali i dopingowali. Pomodliłam się i zjadłam. Ukazał się grymas na mojej buzi. Wszyscy zaczęli się śmiać.
- Zjadłam.
- Pokaż. – otworzyłam buzię. Niall potwierdził, że zdanie zostało wykonane. Teraz była moja kolej. Wzięłam butelkę i zapracowałam nadgarstkiem. Wypadło na Zayna. Mulat też wziął wyzwanie.
- Weź do ręki lusterko i poflirtuj ze swoim odbiciem. – wpadłam na pierwszy lepszy pomysł. Po chwili oglądaliśmy Zayna wykonującego zadanie. Muszę przyznać, że całkiem nieźle mu to wyszło. Mimo, że nie mógł powstrzymywać śmiechu. Kolejna runda należała do Liama. Brunet wziął pytanie. Zayn spytał się go ile jest z Dani. Chyba wszyscy chcieliśmy to wiedzieć. Odpowiedział na pytanie. Są ze sobą 3 miesiące. Niedługo to i nam strzeli rocznica – miesiąc. Wracając do gry. Pograliśmy jeszcze jakieś 15 min po czym zadzwonił mój telefon – mama. Uciekłam z telefonem do kuchni.
- Halo?
- Gdzie ty się podziewasz? Wiesz która jest godzina?
- Nie zwracałam uwagi. Oświecisz mnie?
- 23.
- Mamoooo. Mogę zostać u chłopców? – powiedziałam błagalnym głosem.
Skończyłam rozmowę z mamą kiedy ktoś za mną objął mnie w tali. Ten ktoś. Ten ktoś to mój chłopak. Odwróciłam się do niego przodem. Ten od razu wpił mi się w usta i położył swoje ręce na moich boczkach.
- Kotku, śpisz dziś u mnie. – powiedział kiedy przerwał pocałunek.
- To stwierdzenie czy pytanie?
- Stwierdzenie – powtórzył całusa.
- Mam inne wyjście?
- Nie.
- mhm … - teraz ja go pocałowałam.
- Możesz?
- Mogę. – zaczął mnie całować po szyi.
- Harry, nie tu.
- Jak nie tu to idziemy do sypialni.
- Nie miałam tego na myśli – chłopak posmutniał.
- Ops, przepraszam. – powiedziała śmiejąca się Dani.
- Nic się nie stało. – odpowiedziałam z uśmiechem.
- Chciałam się spytać czy zostajesz.
- Tak zostaje. My już pójdziemy na górę. – złapałam Hazzę za rękę.
- Już późno, dobranoc gołąbeczki.
- Dobranoc – odpowiedzieliśmy jednocześnie.
- Dobranoc chłopcy – trzymając Harrego za rękę powiedziałam do chłopców.
- Szalonej nocy. – krzyknął Louis. Ja tylko pokręciłam oczami.
- Ja przynajmniej mam z kim. – dodał Harry na odgryzienie.
- Później się z tobą policzę – dodał Lou
Poszliśmy na górę. Praktycznie odkąd znam tych głupków, czyli jakieś dwa miesiące to nigdy nie byłam w ich pokojach. Zaliczyłam tylko łazienkę. Eh, śmieszne wspomnienie. Pamiętacie? Dobra nevermind. Harry otworzył mi drzwi zapraszając do swojego przytulnego pokoju. Ściany były pomalowane w szaro-białych barwach. Jasne panele, na których leżał kremowy dywan. Ogólnie pokój był duży. Większy od mojego. Przy ścianie po lewej stronie pod oknem znajdowało się średniej wielkości łóżko z czarną pościelą i białymi poduszkami. Naprzeciwko łóżka było jasne biurko, MacBook, szara lampa, książki oraz pudełko z długopisami itp. Nad biurkiem powieszone były jego zdjęcia. A to z rodziną, a to z chłopakami. Naszego zdjęcia jeszcze nie było. Jakoś nie mieliśmy okazji zrobić. Oparłam się rękoma o blat biurka żeby bardziej przyjrzeć się zdjęciom. Po chwili poczułam jak ręce Harrego oplatają mój brzuch, czułam jego oddech na swojej wrażliwej szyi. Przeszły mnie dreszcze.
- Harry? – odwróciłam się do niego.
- hm?
- Dasz mi jakąś bluzkę bo nie mam piżamy.
- Nie potrzebna ci. – powiedział swoim zachrypniętym głosem.
- Styles, wiem, że masz sprośne myśli ale jest już późno i jestem zmęczona.
- Okej.
Chłopak pocałował mnie i poszedł do swojej szafy, z której wyciągnął dużą niebieską koszulkę z Nike. Kiedy mi ją dał od razu popędziłam do łazienki. Przy okazji jeszcze się ogarnęłam. Zegar w łazience wskazywał północ. Ziewnęłam. Poszłam do pokoju Harrego. W pokoju było ciemno. Ledwo widziałam gdzie idę. Powoli i po cichutku szukałam łóżka. Rękami złapałam kołdrę. Styles ze śmiechem wrzucił mnie na materac.
- Eeeeej. Hahaha. – zaśmiałam się.
- Kocham cię wiesz?
- Kocham cie wiesz? – powtórzyłam.
- Kolorowych snów – musnął moje usta.
- Dobranoc. – wtuliłam się w jego tors. Usnęłam.
Obudziłam się. Spojrzałam na zegarek – 10 rano. Harry patrzył coś na komputerze. Uśmiechnęłam się na jego widok. Wyszłam z pokoju. Zeszłam na dół. Chłopcy grasowali w salonie, a Dani szykowała obiad. To było dziwne. Nikt się do mnie nie odzywał. Jakbym była niewidzialna. Może stwierdzili że nie będą mnie denerwować? W sumie nie było powodu.
Z wieszaka wzięłam bluzę Harego i wyszłam na zewnątrz. Było słonecznie. Poszłam przejść się do parku. Wszędzie biegały dzieci, a rodzice za nimi. To było śmieszne. Nagle poczułam wibracje.
- Halo?
- Panna Alex?
- Przy telefonie.
- Mam dla pani złą wiadomość.
- A co się stało.
- Musi pani przyjechać do szpitala. Pani rodzice i brat mieli wypadek. Nie żyją.
Telefon wypadł mi z ręki. Nie mogłam stracić najważniejszych osób w moim życiu. Tak wszystko nagle się stało. Cała zalałam się płaczem. Upadłam na ziemie. Ktoś złapał mnie za ręce.
-----------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że tak długo. Nie spodziewałam się nagłego napływu komentarzy oraz czytelników.
Dziękuję wam bardzo ! ; *
Powiem tyle, że zmieniłam trochę plany.
Rozdział mi się nawet podoba. Piszcie co sądzicie.
NN -> 15 komentarzy
poniedziałek, 15 lipca 2013
Rozdział 29
Kolejne minuty spędzaliśmy we troje siedząc i rozmawiając. Pogoda była cudowna. Błękitne niebo, ciepły, lekki wiatr. Nastroje przechodniów jak najbardziej okej. Dzieci roześmiane na placu zabaw i rodzice organizujący pikniki rodzinne. Takie życie. Takie ich cudowne życie. Dzieci bez zmartwień, rodzice szczęśliwi wolnym dniem od pracy. A my? A my musimy chodzić do szkoły, kształcić się, potem znaleźć pracę. Kiedyś i na nas przyjdzie pora siedzieć z dziećmi w parku i delektować się chwilą wolnego. Jednym zdaniem : szczęścia nikt im nie odbierze. A my jesteśmy szczęśliwi? Znając mnie i moje skoki nastroju to jest nie do opisania. W sumie? Czego chcieć więcej? Mam kochającą się rodzinę, grupkę wspaniałych przyjaciół, cudownego chłopaka. Tego pewnie w Polsce bym nie miała. A może? Co by było gdybym została? Pewnie miałabym szare, nudne życie. Ale nie ma co gdybać. Trzeba cieszyć się chwilą, teraźniejszością i tym, że ktoś do mnie znowu dzwoni. Z kieszeni szarych spodni wyciągnęłam niebieskiego Iphone’a. Na wyświetlaczu pojawił się jakiś obcy numer. Zakończyłam połączenie. Nie chciałam żeby ktoś obcy przerywał tą cudowną chwile.
- Miło było, ale muszę już wracać. – powiedział Max spoglądający na swój telefon.
- W takim razie my pójdziemy do galerii. – postanowiła Dani.
- Musimy? – spytałam dziewczyny.
- Tak, musisz przy Harrym wyglądać bombowo. Przy reszcie też. – powiedziała z uśmiechem.
- Dzięki. – odpowiedziałam wytykając język w jej stronę.
- To wtedy miłych zakupów. – powiedział Max przytulając nas po kolei.
Po drodze do galerii wpadłyśmy do Sturbucks po dwa duże kubki czekolady z karmelem. Tak na osłodę zakupów. Po 20 min drogi w końcu weszłyśmy do dużej galerii w centrum Londynu. Od przyjazdu praktycznie nigdy tu nie byłam. Cały budynek był przeogromny. Wszystkie rzeczy, ściany, podłogi w jasnych i stonowanych kolorach. Gdzie nie gdzie duże donice z kwiatami. Może to były małe drzewa? Kto wie. Na roślinach się nie znam. Chyba, że te podstawowe, takie łatwe do rozróżnienia. Galeria miała 3 piętra. Wraz z Dani postanowiłyśmy zacząć od góry. Na trzecim piętrze był sklep sportowy, jakiś duży supermarket oraz sklepy z rzeczami dla dzieci. Zaczęłyśmy od sportowego. Generalnie nie miałyśmy żadnego celu, żeby coś kupić. Pomyślałam, że popatrzę na buty sportowe. W końcu idę na profil sportowy, a moje obecne buty nie są w najlepszym stanie. Wchodząc do sklepu od razu się rozdzieliłyśmy. Dani poszła na ubrania sportowe, a ja na stoisko z Nike. Przebierałam, przebierałam w tych butach, aż znalazłam piękne biało-fioletowe piękności. Od razu musiałam je mieć. Wzięłam swój rozmiar i poszłam szukać Dani. Dani wybrała niebieską bluzę Adidasa. Z uśmiechem zapłaciłyśmy za rzeczy i wyszłyśmy ze sklepu. Postanowiłyśmy przejść na drugie piętro. Zaczęłyśmy od sklepu z biżuterią. Niestety nic dla siebie ciekawego nie znalazłyśmy. Po drodze do H&M wskoczyłyśmy do Primark’a. Przy wejściu każda poszła w inną stronę. Ja postanowiłam poprzebierać w sukienkach. Trzeba było coś znaleźć na rozpoczęcie roku oraz parę innych dupereli na odświeżenie mojej garderoby. Szukałam i szukałam, ale nie mogłam znaleźć. Po jakiś 15 min przybiegła do mnie Dani ze stertą ubrań. Dziewczyna od razu pociągnęła mnie do szatni. Oczywiście wybrałyśmy ostatnią żeby nikt nam nie przeszkadzał.
- No dalej, ubieraj to … to … i to. I za minutę widzę cię ubrana. – rozkazała przyjaciółka.
Posłuszne ubrałam na siebie spodnie w pionowe, czarno-białe paski, białą koszulę i łososiową marynarkę. Spojrzałam w lustro. Eh. Nie jest źle. Wyszłam.
- No proszę. Ale ty masz długie nogi … Obróć się. Ale seksowny tyłeczek. Bierzemy. – powiedziała z uśmiechem Dani.
- Na pewno ? – spytałam niepewna.
- Ależ oczywiście, Harry się tobie nie oprze. – przyjaciółka od razu zagoniła mnie to szatni i wybrała inny zestaw.
Po godzinie, dwóch byłam już zmęczona. Wraz z Dani wybrałyśmy po 10 zestawów dla każdej. Trochę moje pieniądze na karcie zmalały. No ale jak trzeba to trzeba. Za wszystko zapłaciłyśmy. Dani powiedziała żebym od razu się przebrała w ten pierwszy zestaw. Zgodziłam się.
Była godzina 18 gdy wracałyśmy do domu chłopaków. Po drodze zadzwoniłam do mamy z zapytaniem czy mogę przenocować u Harrego. Oczywiście mama zadawała mi tysiąc pytań odnośnie czy sobie poradzimy, czy mamy jedzenie i żebym nie zrobiła czegoś głupiego. Danielle idąca obok mnie ciągle się z tego śmiała. Zapewniłam mamę, że wszystko będzie w porządku. Zgodziła się.
Gdy weszłam do domu, chłopcy już tam czekali. Harry trzasnął Louisa, Louis kopnął Liama, Niall rzucił w Harrego ciastem, Liam wylał sok na włosy Zayna, Zayn uderzył Louisa, Liam popchnął NIalla, Harry zaczął się z niego śmiać, Horan uderzył Zayna piłką, choć celował w Harrego, a Liam wziął do ręki pogrzebacz do kominka.
- Ejj! - krzyknęłam. Nic. Nadal się tłukli.
- Chłopaki mordy w dupy ! - wrzasnęła Dan. Od razu zamilkli. Stanęli w ruchu. Harry miał zamiar trzasnąć Louisa, Niall celował w Zayna czekoladowym tortem, Liam trzymając pogrzebacz zaraz miał przywalić Niallowi. Wyglądali prześmiesznie.
- Co wy tu robicie? - spytałam.
- My właśnie.. Eee.. - zaczął Harry.
- Liam połóż ten pogrzebacz. - powiedziała pół przerażona Dani. Chłopak posłusznie wykonał polecenie.
- Bo Niall ukradł mi jedzenie, to ja wrzuciłem jego frytki do śmietnika, Liam zaczął nas uspokajać i dostał od Nialla w oko, przez co ma takie sine i... Zayn uderzył Nialla, Liam mu pomógł i Louis chciał odciągnąć Zayna od niego i... Jakoś tak zaczęła się bójka. Jedzenie też poszło w ruch. - wytłumaczył Harry. Stałam z miną jakbym mówiła: "Serio? Oh serio?". Zawiesiłam się..
- Zachowujecie się jak dzieci. Harry nie wiesz, że z Niallem w kwestii jedzenia jest nie warto zaczynać? – zwróciłam się do niego.
- On mi kiedyś chciał rękę odgryźć ! - odpowiedział za niego Malik.
- Jesteście dziwni. - mruknęłam.
- Tak odbiegając od tematu, co Danielle zrobiła z moją dziewczyną? – spytał zdziwiony Harry.
- Ubrałam ją po prostu.
- Ta. A moja karta do bankomatu już odmawia użytkowania.
- Przesadzasz. To było konieczne.
- To ja moją nową dziewczynę zabieram. – Powiedział Harry po czym wziął mnie na ręce i zaniósł do swojego pokoju. Pod drodze słyszałam słowa Dani : a nie mówiłam. Styles położył mnie na łóżku i zdjął ze mnie nowo zakupioną, łososiową marynarkę. Styles mruczał mi do ucha jakieś słodkie słówka, co chwilę całując mnie prosto w usta. Po dwóch minutach jego pocałunki stawały się coraz bardziej łapczywe. Jego ręce spoczywały pod koszulą na mojej talii, a ciepłe usta nachalnie żądały moich. Coraz to bardziej Harry ściskał swoje ręce. I nam przerwano.
- Wołałem was na kolacje. – powiedział wchodzący do pokoju bez pukania Louis. Oboje z Harrym się zaśmialiśmy.
- Tomlinson, puka się do drzwi. – powiedział zły Harry.
- Oj tam. Nie chce jeszcze zostać wujkiem. Jestem na to za młody i zbyt seksowny. – za te słowa Lou dostał poduszką.
- Chodźcie na dół a nie tu się kopulujecie gołąbeczki. – powiedział z uśmiechem wychodząc z pokoju.
Harry w dalszym ciągu przygniatał mnie swoim ciałem. Przeniosłam swoje ręce z jego pleców na szyję chłopaka, ten natomiast popatrzył głęboko w moje zielone oczy.
- Głodna jestem. – powiedziałam na rozluźnienie. Uśmiechy pojawiły się na naszych twarzach. Styles ostatni raz pocałował mnie w usta i mocno przytulił. Wstaliśmy i ogarnęliśmy się. Ja ponownie założyłam marynarkę, a Harry koszulkę, którą miał wcześniej, po czym splótł nasze ręce i zeszliśmy na dół.
- Zgłodniałam. – powiedziałam siadając przy stole.
- Od tych igraszek pewnie. – dorzucił Lou.
- A co? Zazdrosny? – powiedziałam żartobliwie.
- Hahahaha, chciałabyś. – zaśmiał się Tomlinson.
- Hahahaha, nie. – odpowiedziałam mu tym samym.
- Co jemy? – spytał jak zawsze głodny Horan.
- Macie tu sałatkę grecką, rybę z sosem i resztę. – oznajmiła Dani kładąc dwa talerze jedzenia na stole.
- No chyba nie? Jak my mamy się tym najeść? – spytał zażenowany blondyn.
- Ktoś tu musi trzymać was w formie. Niedługo to będziecie jak słonie.
- No tu już jeden słoń jest. – powiedziałam kiwając głową w stronę Hazzy.
- No ej. – obraził się.
- Na ej to staje pociąg. – rzuciłam tekstem mojej babci z Polski.
- A na a to mi też coś staje. – zrobiłam wielkie oczy. Nie chciałam tego komentować. Zboczone myśli chłopaków czasem mnie przerażały.
- Harry, proszę cie, swoje pragnienia zostaw dla siebie. Smacznego. – powiedziałam. Reszta się śmiała. No jakżeby inaczej.
Po skończonym posiłku w miłej i radosnej atmosferze, wszyscy zabraliśmy się za sprzątanie. Niektórzy marudzili, np. Harry.
- Po co ci ta butelka Zayn? – spytałam mulata.
- Pomyślałem że możemy zagrać w butelkę, a nie oglądać po raz kolejny filmy.
Przygotowaliśmy napoje i poszliśmy do salonu. Usiedliśmy w kółku. Postanowiłam usiąść naprzeciwko Styles’a. Tak dla zabawy jakbym go wylosowała. Pierwszy kręcił Horan. Niestety przerwano nam dzwonkiem do drzwi. Poszłam otworzyć.
- Dobry wieczór. Pani jest właścicielem tego lokalu ?
- Dobry wieczór, nie a w jakiej sprawie?
- Możemy porozmawiać z właścicielem? – spytał wyższy policjant.
----------------------------------------------------
Okej, po namowie Alicji, dodałam nowy rozdział. Nawet mi się podoba, co się często nie zdarza.
U góry po lewej stronie macie ankietę. PROSZĘ o oddanie głosu. chcę wiedzieć kto co robi ;>
Będę wiedziała na czym stoję. Od razu napisze, że dalsze pisanie opowiadania zależy od ankiety więc spinajcie tyłeczki i głosujcie, jeżeli chcecie aby ten blog dalej był prowadzony.
+ 10 KOMENTARZY i będzie następny .
środa, 3 lipca 2013
Ważne INFO !
Dobra. Zacznę od tego, że chcę zakończyć bloga.
Kiedyś pod każdym rozdziałem było około 15 komentarzy. A teraz? Czy to dla was tak wiele? Ja staram się pisać szybko i dłuższe rozdziały, ale widocznie was to nie obchodzi ile pracy i czasu w to wkładam. Nawet nie obchodzi was to, że proszę o te parę komentarzy żeby wiedzieć, że ktoś to jeszcze w ogóle czyta.
Czytelnicy powinni motywować, prawda? Ja z waszej strony tego nie widzę.
Jeżeli wam się blog nie podoba to czemu nie piszecie tego w komentarzu ? Zmieniłabym coś. Ja też mogę się od was czegoś nauczyć, bo akurat w pisaniu nie jestem dobra.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
chyba to mogę od was wymagać. to nie jest dużo.
Jeżeli chcecie zakończenia bloga możecie powiedzieć, napisze dla was epilog i będzie po sprawie. koniec moich starań i koniec waszych komentarzy.
Kiedyś pod każdym rozdziałem było około 15 komentarzy. A teraz? Czy to dla was tak wiele? Ja staram się pisać szybko i dłuższe rozdziały, ale widocznie was to nie obchodzi ile pracy i czasu w to wkładam. Nawet nie obchodzi was to, że proszę o te parę komentarzy żeby wiedzieć, że ktoś to jeszcze w ogóle czyta.
Czytelnicy powinni motywować, prawda? Ja z waszej strony tego nie widzę.
Jeżeli wam się blog nie podoba to czemu nie piszecie tego w komentarzu ? Zmieniłabym coś. Ja też mogę się od was czegoś nauczyć, bo akurat w pisaniu nie jestem dobra.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
chyba to mogę od was wymagać. to nie jest dużo.
Jeżeli chcecie zakończenia bloga możecie powiedzieć, napisze dla was epilog i będzie po sprawie. koniec moich starań i koniec waszych komentarzy.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)