wtorek, 30 grudnia 2014

Informacja

Piszę tego posta, bo muszę chyba wam coś wyjaśnić.
Minęło sporo czasu od ostatniego rozdziału. W między czasie nie napisałam nic. Kompletnie wygasła mi wena na to opowiadanie. Męczyłam się z nim bardzo. Pewnie wy też. Straciłam na nie jakikolwiek pomysł. Po drodze był koniec roku, zaliczanie, miałam aktywne wakacje, druga klasa liceum jeszcze gorzej. Ogólnie to wszystko mnie odpychało od pisania opowiadania na ten temat.
W między czasie postanowiłam zacząć inne. Nowe ale z zupełnie innym tematem niż tu. Zmieniłam też konto. Jeśli chciałybyście przeczytać nowe opowiadanie to serdecznie zapraszam link tutaj ->KLIK !
Na wstępie powiem że to opowiadanie bardzo się różni od tego. Jest bardziej przemyślane, więcej emocji, zdarzeń i opisów. W tym opowiadaniu dużo lepiej się czuję. 
CHĘTNYCH ZAPRASZAM. BĘDZIE MI BARDZO MIŁO ! ;)


Dziękuję Mani że odezwała się na chacie. Natchnęła mnie do tego żeby napisać wam jakieś krótkie info.

MAM NADZIEJĘ ŻE MIELIŚCIE POGODNE ŚWIĘTA. ŻYCZĘ WAM WSZYSTKIEGO CO NAJLEPSZE W NOWYM ROKU ! 

niedziela, 11 maja 2014

Rozdział 35



- Julka, czy ja dobrze słyszę!?

- Tak to ja. Alex… potrzebuję twojej pomocy.

- Co się stało?

- To nie jest rozmowa na telefon. Proszę cię przyjedź do Polski. Wiem, że w ogóle nie dawałam znaku życia, ale jak nie moi rodzice to ty mi na pewno pomożesz. Wiem o tym. Zawsze tak było…

- Ja… Nie mogę… Mam szkołę, rodzice są źli na mnie, nie powinnam wyjeżdżać.

- Alex. Proszę cię.




W tobie jedyna moja nadzieja. Rozłączyłam się. Co takiego stało się Julii, że dzwoni do mnie późnym wieczorem? Czyżby stało się coś gdzie rodzice nie chcą jej pomóc? Czy powinnam? Przyjaciół się nie zostawia. Prawda? Ona była moją siostrą. Mimo, że nasz kontakt się zerwał zawsze mogłyśmy na siebie liczyć. Spojrzałam na zegarek – 23.30. Szybko weszłam na swojego laptopa i w pośpiechu sprawdziłam loty do Polski. Lot przewidywany był na 5 rano. Ucieszyłam się z tego, że będę mogła chwile pospać przed lotem. Nastawiłam budzik na 3.00. Do torby treningowej z Nike spakowałam bieliznę i ubrania na tydzień. Nie wiedziałam ile spędzę czasu w Polsce. Wolałabym mieć na zapas. Przygotowałam sobie również ciuchy na rano. Wszystko czekało tylko na to aż się obudzę. Zmęczona położyłam się spać.







3 godz później.

Ze snu obudził mnie budzik. Przez chwile nie orientowałam się dlaczego go nastawiłam. Spoglądając na przygotowany strój i torbę przypomniało mi się, że muszę pojechać do Polski. Julia mnie potrzebuje. Ślimaczym tempem wstałam ze swojego łóżka, wzięłam rzeczy z krzesła obrotowego i poszłam do swojej łazienki. Postanowiłam wziąć szybki, zimny prysznic żeby się obudzić. Włosy umyłam podczas wieczornych rytuałów w łazience. Ogarnęłam się w miarę szybko. Moje kudły trochę pokręciłam. Wyglądając jak człowiek wyszłam z łazienki. Pidżamę położyłam pod kołdrę ścieląc łóżko. Z szafki zabrałam swój telefon, a wychodząc cicho z pokoju, z podłogi podniosłam torbę. Po cichutku zeszłam na dół. Zrobiłam sobie dwie kanapki na drogę i jedną do zjedzenia przed wyjściem. Spojrzałam na zegarek – 3.40. Powoli szykowałam się do wyjścia. Przed wyjściem posprzątałam po śniadaniu. Z wieszaka wzięłam kurtkę, ubrałam czarne, krótkie Conversy, na ramię zarzuciłam torbę, telefon w rękę i wyszłam. Kiedy bezszelestnie próbowałam wyjść z domu przypomniałam sobie, że rodzice nie sprzedali domu w Polsce. Szybko podeszłam do szafki z kluczami i poszukałam pęczka kluczy od starego domu. Musiałam gdzieś zamieszkać na przez ten czas. Z kluczami schowanymi do torby mogłam udać się na lotnisko. Droga na ten obiekt nie trwała długo ponieważ złapałam taksówkę, która zawiozła mnie tam w 15 min. Szybko kupiłam bilet i udałam się na odprawę. Ludzie trochę się dziwili dlaczego 17 letnia dziewczyna leci sama samolotem. Oczywiście dziennikarze musieli się uczepić psiego ogona. Siadając na swoim miejscu pomyślałam, że Harry i rodzice będą mieli niemiłą niespodziankę w gazecie. Zapomniałam dodać, że postanowiłam wyjechać bez żadnego uprzedzenia, ponieważ rodzice by mnie nie puścili a chłopcy postanowiliby jechać ze mną. Nie chciałam robić zamieszania.
Miejsce miałam przy oknie. Co prawda bałam się latać, ale jak mus to mus. Lądowanie było planowane na 6.30. Od lotniska do mojego starego domu było jakieś 20 min. Postanowiłam, że się przejdę. Kiedy jeszcze mieszkałam w Polsce, w wakacje lubiłam chodzić rano na spacery. Wtedy miasto się budziło, a powietrze było świeże i rześkie. Jak sięgam pamięcią to kiedyś wraz z bratem czasem uciekaliśmy rano z domu do naszej „bazy” na drzewie. Potem rodzice się denerwowali gdzie jesteśmy. My po prostu lubiliśmy tam siedzieć. Zdarzało się, że zamiast spać we własnym łóżku, spaliśmy w domku na drzewie. Obrywało nam się czasem, ale rodzice zaczęli się przyzwyczajać do tych naszych wybryków. Po chwili wspomnień postanowiłam napisać do Julii. Przy ostatniej rozmowie nie powiedziałam jej, że przyjadę. Biedna nie wiedziała. Napisałam jej wiadomość, że po 7.00 będę u siebie w starym domu. Nic nie odpisała. Pomyślałam, że śpi. Po chwili nasunęło mi się pytanie: co mogło się stać? I dlaczego rodzice jej nie pomogli. Musiałam się dowiedzieć. Nie mogłam jej zostawić na lodzie. 
Lądowanie przebiegło bez problemu. Myślałam, że będzie gorzej. Po wyjściu z samolotu od razu poczułam się jak w domu. Stanęłam na polskich ziemiach. Tu, gdzie się wychowałam. Z uśmiechem na twarzy poszłam po bagaż. Szczęście mi sprzyjało ponieważ nie było żadnych zbędnych dziennikarzy. Chociaż miałam wrażenie, że niektórzy dziwnie się na mnie patrzyli. Postanowiłam to olać. Z torbą na ramieniu wyszłam z lotniska i udałam się do domu. Po drodze uśmiechałam się jak głupia do znajomych miejsc i okolic. O 7.15 weszłam do domu. Zmęczona położyłam torbę na podłodze przy wyjściu, ściągnęłam buty i padłam plackiem na kanapę. Odpłynęłam.



Po trzech godzinach snu obudził mnie uporczywy dzwonek do drzwi. Niechętnie wstałam połamana z kanapy i udałam się do drzwi. Kiedy je otworzyłam Julia rzuciła mi się na szyję.

- Alex, jak się cieszę, że cie widzę! – płakała.

- Też się cieszę. – ścisnęłam ją mocniej.

Po chwili odsunęłyśmy się od siebie ponieważ mój telefon zaczął dzwonić. Pobiegłam zobaczyć kto dzwoni – Harry. Odrzuciłam połączenie. Nie chciałam żeby teraz ktoś nam przerywał. Rodzice również pozostawili po sobie ślad w postaci 10 nieodebranych połączeń. Rzuciłam telefon na kanapę i wróciłam do Julii, która usiadła przy stole.

- Chcesz herbaty? – uśmiechnęłam się do niej.

- Tak poproszę. – nie odwzajemniła.

Zabrałam się za robienie napoju. Kiedy stałam do niej tyłem zaczęła mówić.

- Alex… Po twoim wyjeździe nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Czułam się samotna. Nie chciałam ci tego mówić bo byś coś z tym zrobiła wtedy. Teraz nie wiem…

- Julia, proszę cie przejdź do rzeczy co się stało. – postawiłam przed nią kubek herbaty.

- Ja już nie daję sobie rady. Wszyscy ode mnie czegoś chcą, rodzice traktują mnie jak śmiecia, znajomi też. Nauczyciele udupili mnie z ocenami… Często uciekam z domu. Ale moich rodziców to nie obchodzi gdzie jestem. Tylko praca i praca.

- Ale przecież byliście na wakacjach w Hiszpanii. – zdziwiłam się jej opowiadaniami.

- To była ściema. Tak na serio byłam u babci bo nie mogłam znieść tej burzy w domu.

- Czemu mi nie powiedziałaś?

- Nie chciałam ci psuć twojego wymarzonego życia. Kochająca się rodzina, chłopak, przyjaciele. I to nie byle jacy przyjaciele. Wiesz… Doszło do tego, że zaczęłam się ciąć. – znowu usłyszałam dzwonek telefonu. – odbierz. Biedny martwi się o ciebie. – powiedziała.

Kiwnęłam głową i poszłam po telefon. Rzeczywiście, dzwonił Harry. Postanowiłam tym razem odebrać.

- Halo?

- Alex? Co się stało? Gdzie jesteś? Czemu dowiaduję się z gazet że wyjechałaś bez słowa? Martwię się. – pytał zdenerwowany.

- Harry, nic mi nie jest. Jestem w Polsce. – odpowiedziałam łagodnie.

- Jak to w Polsce? Czemu mi nie powiedziałaś? – był zły.

- To pilna sprawa. Nie chciałam robić zamieszania. Rodzice i tak by mnie nie puścili. Dzwonili do was?

- Tak byli nawet u nas.

- Co za nowość. Harry, proszę cię nie mów rodzicom o tym, że jestem w Polsce. Powiedz, że jestem u Kate i telefon mi się rozładował. Okej ?

- Dobrze skarbie, ale pozwolisz mi przyjechać do ciebie. - pomyślał, że się na to zgodzę.

- Harry, nie mogę. To osobista sprawa niedotycząca ani ciebie ani chłopaków ani moich rodziców. Kocham cię - przerwałam połączenie.

- Mówiłam, że dzwoni. - uśmiechnęła się.

- Julka jedź ze mną do Anglii. - zaproponowałam. Praktycznie nie wiedziałam co mówię ani co robię, ale chciałam jej pomóc. Mój pobyt w Polsce nie mógł być długi więc postanowiłam mieć Julkę przy sobie w Anglii. 

- Nie mogę. Mam tutaj wszystko. Nie potrafię tego tak zostawić jak ty. - posmutniała. 

- Dalej mnie obwiniasz prawda? To wszystko przeze mnie. 

- Nie to nie tak, Alex. Po tygodniu od twojego wyjazdu zrozumiałam, że musiałaś się przeprowadzić ze względu na twoich rodziców, którzy dostali nową pracę. Nie chciałam cię też zatrzymywać bo zawsze o tym marzyłaś. 

- Mogłam przynajmniej dzwonić co jakiś czas i dowiadywać się co u ciebie, ale tyle się działo, że po prostu...

- Zapomniałaś o mnie. - musiało ją to zaboleć. Wstałam od stołu i podeszłam do niej. Wyciągnęłam naszyjnik spod koszulki. - Widzisz? Odkąd wyjechałam nie zdejmuję go z mojej szyi. - Julka wyciągnęła swój. 

- Ja też nie. - przytuliłam ją. 

- Jeśli tylko zechcesz możesz wrócić ze mną do Anglii. Mam jutro samolot powrotny. Moi rodzice nie będą mieli nic przeciwko. Chłopaki tym bardziej. Jeśli chcesz dam ci czas, zadzwonisz do mnie a ja po ciebie przyjadę. Obiecaj, że to przemyślisz. 

- Obiecuję. 



-----------------------------------------------------------------------------------------


Mam. !! W końcu. Nie pytajcie sie jak to zrobiłam ale Worda dalej nie posiadam. ; (

Mam nadzieje że mi to wszystko wybaczycie. 

Zabieram sie za pisanie kolejnego.



10 KOMENTARZY I NASTĘPNY !

niedziela, 16 marca 2014

Info

Z przykrością musze was poinformować że rozdział ukaże sie pózniej niż myślałam. Mojego laptopa szlak trafił. Chyba cos z dyskiem. Mam nadzieje ze nie bo mam tam bardzo wazne dla mnie zdjęcia, wspomnienia i nowy rozdział. 

Pewnie sie spytacie dlaczego nie napisze jeszcze raz? 
Otóż bardzo sie napracowałam nad tym rozdziałem i nie chce go za nic w świecie zmieniać. Nie napisalabym drugi raz tak samo. 



Miejmy nadzieje ze wszystko bedzie okej i szybko dodam. 
Przepraszam za komplikacje. To tylko urządzenie...




Trzymajcie sie. Bede was informowac na chacie u góry po prawej stronie. ;) jakby ktos nie wiedział. 



Zostawiam was z chłopakami. Do niebawem. 

czwartek, 16 stycznia 2014

The Versatile Blogger Award


Dziękuję Karolinie za nominację ! ;)


ZASADY:
- Podziękować nominującemu,
- Poinformować czytających bloga o nagrodzie,
- Ujawnić siedem faktów dotyczących siebie,
- Nominować dziesięć blogów, które zdaniem nominującego zasługują na to,
- Poinformować o tym fakcie autorów blogów nominowanych.

Fakty :
- Jestem leniuchem.
- Czasem lubię koło godziny 20 wyłączyć wszystko w moim pokoju i słuchać muzyki przez 3 godziny.
- Idę na rozszerzoną geografię w drugiej klasie.
- Nienawidzę fizyki.
- Prace klasowe z chemii piszę na 6, ponieważ mam do nich odpowiedzi. Często.
- Byłam zagrożona z trzech przedmiotów na semestr. ( dlatego nie było rozdziału )
- Jestem w dobrej szkole. 



Jeszcze raz dziękuję. 
Nikogo nie nominuję. ;) 

Rozdział 34



- Zaczyna robić się ciekawie. – przecierał ręce Louis.

- Po prostu pojadę bez ich zgody.

- Buntowniczka – zaśmiał się Zayn.

- To tyle? – powiedział zawiedziony Niall.

- A coś ty myślał? Że upozorujemy porwanie, wywóz na Syberię i zabójstwo? Do tego jeszcze sprawka UFO i wojowników Dżedaj? – zaśmiałam się.

- Pomarzyć można.

- Okej, to jak twoi rodzice tobie czegoś nie pozwolą to wtedy zorganizujemy ten plan. – wszyscy się zaśmialiśmy.

- To jak? W czwartek po lekcjach od razu jedziemy? – spytał Liam.

- Innej opcji nie ma. Haha. Spytam się ich czy mogę iść do was na noc z środy na czwartek. W czwartek mam na 9 więc powinni pozwolić.

- Powiedz… W Polsce też byłaś taką buntowniczką? – spytał zaciekawiony Louis

- Nie. Wiecie. To wszystko przez was. Odkąd przyjechałam do Londynu moje życie zmieniło się diametralnie. Cieszę się, że was mam. – patrząc na ich mordki ścisnęłam rękę Harrego.

- Jak tak dalej pójdzie to niedługo trafimy na policje hahah. – zaśmiał się Zayn.

- Mów za siebie. – powiedział Liam.

W między czasie dostałam od Harrego buziaka w policzek.

- A właśnie. Powiedzcie mi jedno. Wasz menager wie o biwaku?

- Mamy problem. – złapał się za szyję Zayn.

- Świetnie… No to co? Grupowa ucieczka się szykuje? – zaśmiałam się.

- Najwidoczniej. – stwierdził Harry.

- To tak. Ja przychodzę do was w środę spakowana itp. I po szkole w czwartek od razu się zwijamy. – powiedziałam z uśmiechem.

- Trzeba to zrobić dyskretnie bo dziennikarze jakieś brednie wymyślą, szczególnie, że mamy okres pracy. – dorzucił Liam.

- To logiczne, spierdalamy od razu z pod szkoły. – skończyłam rozmowę na ten temat.





Po obiedzie z chłopakami grzecznie wróciłam do domu. Rodziców jeszcze nie było, za to Mike leżał znudzony przed telewizorem. Odłożyłam kurtkę na wieszak, ściągnęłam buty i pobrykałam do swojego brata, który wyglądał jak siedem nieszczęść.

- Cześć bracki ! – wskoczyłam na kanapę.

- Co chcesz siostra? – odpowiedział naburmuszony.

- Czy ja zawsze coś od ciebie chce? To już nie mogę z tobą normalnie pogadać?

- Mogłabyś spędzić ze mną czas, kochana siostro.

- Sugerujesz, że nie spędzam z tobą czasu?

- No tak. Szkoła, trening, twoi koledzy.

- Wiesz co nie mam teraz ochoty na użeranie się z tobą. Idę do siebie.



Bez słowa opuściłam salon, w którym mój brat dalej leżał na kanapie oglądając telewizje. Weszłam do pokoju i od razu walnęłam się plackiem na łóżko. Spojrzałam na zegarek. 17. Szukając plecaka w pokoju przypomniało mi się, że zostawiłam go w domu chłopców. Jednak moje nogi za Chiny nie chciały ruszyć się z pomieszczenia. Odmawiały posłuszeństwa. Trzeba było wymyślić coś by plecak z czyjąś pomocom wrócił do swojej właścicielki. Złapałam za telefon, wybrałam numer telefonu Harrego.

- Co jest słońce?

- Cześć Harry, słuchaj zostawiłam u was torbę z treningu a muszę zrobić referat na historię. Moje nogi odmawiają mi posłuszeństwa. Mógłbyś mi podrzucić?

- Nie ma mnie w domu teraz… Jestem w studiu. Niall jest chyba w domu. Zadzwoń do niego może jeszcze go złapiesz. Kocham cię

- Kocham cie… - nie zdążyłam powiedzieć a Harry już się rozłączył. To było dziwne. Postanowiłam to zignorować. Skoro był studiu, miał dużo pracy.

Zadzwoniłam do Nialla.

- Cześć Niall słuchaj zostawiłam u was torbę z treningu a mam ważny referat do napisania. Podrzuciłbyś mi? Bardzo proszę.

- A co ja z tego będę miał? – spytał.

- Ale żeś wymyślił.

- To ja muszę wstać z łóżka, ruszyć tyłek, wyjść z domu i iść 5 bloków dalej zanieść ci plecak i jeszcze nic w zamian nie dostać? Skandal. – powiedział zażenowany blondyn.

- Ale z ciebie przyjaciel Horan. Z kim ja w ogóle się zadaje. Masz może ochotę na budyń?

- Czekoladowy?

- Pewnie.

- Już do ciebie lecę! – rozłączył słuchawkę.



Głupek. – pomyślałam. Zeszłam na dół sprawdzić w szafie czy moja kuchnia posiada dwie paczki budyniu czekoladowego. Po drodze zauważyłam, że Mike zniknął z salonu. Na stole leżała kartka : Wrócę wieczorem. – Mike. Świetnie. A tak narzekał, że nie spędzam z nim czasu. No trudno. Mam inne rzeczy do robienia. Z szafki nad zlewem wyjęłam dwie czarne salaterki, a z szuflady koło zlewu dwie łyżki. Oczywiście musiałam mieć również garnek i mleko. Wszystko leżało na kuchennym blacie i czekało na spragnionego blondyna. Postanowiłam, że zrobię przekąskę razem z nim. W końcu dawno temu robiliśmy coś razem. Po chwili zadzwonił dzwonek do drzwi.

- Cześć głodomorze. – uśmiechnęłam się na jego widok. On stojąc w drzwiach podniósł moją torbę, którą trzymał w ręku do góry. – Jakieś specjalne życzenie? – przewróciłam oczami. Niall wskazał palcem na swój policzek. Delikatnie musnęłam miejsce wskazane przez Irlandczyka.

- Ale budyń i tak chce. – oddał moją własność. Wpuściłam go do domu.

- Tam leżą rzeczy. Ja idę odnieść torbę i zaraz wracam.



Chłopak od razu zabrał się do roboty. Odniosłam swoją zgubę do pokoju i szybko wróciłam do przyjaciela żeby ten nie spalił przypadkiem budynku. Po godzinie wszystko było gotowe. Nie obyło się bez jakiś sprzeczek typu: nie podjadaj. Znając Horana on to by od razu wszystko z garnka zjadł. Z napełnionymi miskami ruszyliśmy do salonu. Osiedliśmy na kanapie i włączyliśmy telewizor. Miło było patrzeć na zadowolonego głodomora wcinającego budyń czekoladowy.

- Tylko się nie udław. – zaśmiałam się.

- Masz swój budyń? – zapytał groźnie. Niestety wyglądało to bardziej komicznie. Oboje wybuchneliśmy śmiechem.

- Dobra dobra , dosyć tego. – Horan odstawił swoją miskę na stolik i zaczął mnie łaskotać. Co za cholerna żmija! Nie mogłam na to pozwolić. Po chwili tarzaliśmy się już na podłodze. Jak to my.



Dochodziła godzina 20.

Przez ten czas zdążyliśmy się wyśmiać, powygłupiać i pogadać. Dobrze zrobiła mi rozmowa z Niallem. Czasem warto porozmawiać z kimś bliskim o jakiś duperelach. Można wtedy o wszystkim zapomnieć. Między mną a Niallem było tak jak między mną a Julką. Mogłam mu wszystko powiedzieć. Nawet najgorszą prawdę chociaż na żadną się nie zapowiadało. Teraz Julka pewnie znalazła sobie inną przyjaciółkę. Kilometry robią swoje. Może wszystko tak miało wyjść? Straciłam najlepszą przyjaciółkę zyskując najlepszego przyjaciela? Doliczając do tego Harrego i resztę naszej paczki przyjaciół. Nie powinnam już o tym myśleć. Lepiej żyć tym co się teraz dzieje niż rozpamiętywać przeszłość.

Po rozmowie Niall musiał już iść. Wstaliśmy z kanapy i odnieśliśmy miski do kuchni. Odprowadziłam chłopaka do drzwi. Ten pocałował mój policzek na pożegnanie i ruszył w stronę domu. Ja natomiast poszłam do łazienki ogarnąć się do spania. Byłam strasznie zmęczona. Po drodze do łóżka spakowałam się na jutro do szkoły. Zadzwonił mój telefon.

- Halo?

- Cześć Kicia, odzyskałaś swoją torbę? – zapytał Styles.

-Tak, Horan mi przyniósł. Czemu tak szybko się rozłączyłeś?

- Musiałem Louisowi pomóc. Taka tam drobna sprawa. Widzimy się jutro?

- Chciałabym spędzić trochę czasu z bratem bo dzisiaj się trochę pokłóciliśmy więc wiesz. – odpowiedziałam.

- Zgadamy się jutro. Kocham cię. Dobranoc.

- Dobranoc. – odłożyłam telefon na szafkę nocną. Od razu weszłam pod ciepłą kołdrę. Zgasiłam światło i pozwoliłam oddać się do krainy snu. Niestety mój telefon znów zadzwonił. Myślałam, że Harry czegoś zapomniał. Odebrałam.

- Halo?

- Alex… Potrzebuję twojej pomocy.


------------------------------------------------------------------

No i wracam po troszkę długiej przerwie. 
Od wczoraj mam już ferie. Więc dużo czasu na pisanie. 

Co sądzicie o nowym rozdziale? 


NN-> 20 kom. 

sobota, 2 listopada 2013

Rozdział 33



Tydzień później.

Od rozpoczęcia szkoły minął tydzień. Przez ten czas zdążyłam zapoznać się z budynkiem. Wiem gdzie mam lekcje, gdzie treningi, gdzie szafkę i inne duperele. Mimo niezbyt dobrego początku z nową klasą, udało nam się przez ten tydzień zgrać. Staram się rozmawiać ze wszystkimi. Niektóre osoby są zamknięte w sobie, a niektóre po prostu ustawiły się w grupki. To normalne. Jeśli chodzi o treningi, nie narzekam. Składając papiery do tej szkoły, na ten profil nastawiona byłam na ciężką pracę. Czyli to co lubię.

Z pisania w pamiętniku wyrwał mnie Harry wchodzący do pokoju. Siedziałam na łóżku oparta o ścianę. Chłopak wziął ode mnie kolorowy zeszyt, długopis i odstawił na nocną szafkę.

- Pamiętasz co mi obiecałaś? – spytał.

- Nie przypominam sobie. – zdziwiłam się jego pytaniem.

- Że wrócimy do rozmowy o wspólnym mieszkaniu ze mną i chłopakami.

- Harry… Wy… Wy niedługo wracacie na koncerty i co ja będę sama robiła w tym wielkim domu ?

- Będziesz na mnie czekać – przybliżył swoją głowę do mojej.

- Tak, będę sama w tym domu. Z tej samotności kupie sobie gromadkę kotów i będę młodą panną z kotami, która jest sama bo jej chłopak bawi się w piosenkarza. Bardzo mnie pocieszyłeś. Dziękuję ci bardzo.

- Wariatka z ciebie. – po tych słowach wpił mi się w usta.

- A ty to nie lepszy jesteś. – przerwałam pocałunek.

- Tu się podziewa nasza zguba. – zaśmiał się wchodzący Liam. Za nim weszła reszta bandy.

- Co wy robicie? – spytałam bruneta.

- Harry nam gdzieś bez słowa zwiał, więc przyszliśmy poszukać go u ciebie. – odpowiedział Zayn.

- Chyba nie musimy się już o niego martwić. – zaśmiał się Louis.

- Dobra, powiedzmy im po co przyszliśmy. – oznajmił Niall.

- Może nas oświecicie? – spytał Harry.

- Alex, kiedy masz jakiś długi weekend?

- W ten piątek mam wolne. Do niedzieli.

- No to bardzo dobrze się składa. – oznajmił uradowany Zayn.

- Wpadliśmy na pomysł weekendu pod namiotami. Co wy na to? – powiedział blondyn.

- Brzmi nieźle. – odpowiedziałam.

- Pojechalibyśmy w czwartek po twoich zajęciach, a wrócili w niedzielę na obiad. – dopowiedział Lou.

- Spoko. Spytam rodziców jak wrócą z pracy.

- No to załatwione. – powiedział uradowany Zayn.

- A mam takie pytanie. Będę jedyną dziewczyną?

- Nie. Pierre i Dani też chcą jechać.

- Uh, całe szczęście. Nie wytrzymałabym sama z waszą piątką.

- Ej, ona chłopaki nas obraziła. – zorientował się Harry.

- Musisz za to zapłacić. – Horan spojrzał porozumiewawczo na resztę.

- Patrzcie za oknem jest latająca krowa. – wskazałam na okno po czym bardzo szybkim ruchem uciekłam ze swojego pokoju.

Chłopcy pobiegli za mną. Ganialiśmy się po całym domu. W końcu trafiłam do łazienki. Od razu zakluczyłam drzwi.

- Policzymy się z tobą jak wyjdziesz.

- Mogę tu zostać całą wieczność. – krzyknęłam.

- A ja razem z tobą. – to były słowa Harrego. Uśmiechnęłam się. Tak bardzo byłam szczęśliwa, że go mam. Że mam ich. Całą piątkę. I tego jednego. Tego z burzą loków. Tego z zielonymi oczami jak moje. Niby to tylko słowa. Wstałam z kafelek i otworzyłam drzwi od łazienki. Kiedy wyszłam od razu przytuliłam się do Harrego. Chłopcy patrzyli na nas jak w obrazek.

- No co się tak gapicie? – spytałam.

- Od początku wiedzieliśmy że będziecie razem. – oznajmił Zayn.

- Nawet przyczyniliśmy się do zakładów. – wypaplał Lou.

- Louis ! – walnął go w ramię Liam.

- No wiecie co!? Związek to nie powód to zakładów. – stałam oburzona.

- Przepraszamy… Louis miałeś nie mówić. – powiedział Zayn.

- A kto wygrał? – spytałam.

- Liam. – powiedzieli zszokowani moim pytaniem.

- Dobra, dajcie na luz. Hahaha. Szkoda, że nie widzicie swoich min.

- Wredota. – oznajmił Louis.

Zeszliśmy na dół. Po drodze powiedziałam, że zemsta będzie słodka. Oj będzie…



Wieczorem. Godzina 19.

Siedziałam na łóżku w swoim pokoju. Robiłam coś ciekawego? Rozmawiałam ze znajomymi na skajpaju. Cieszyli się, że mnie widzą. Zadawali milion pytań typu: jak w Londynie? Jak szkoła? Jak treningi? Jak to się stało że znam 1D? Przez to wszystko chyba rozmawialiśmy 2h.

Po rozmowie zeszłam na dół na kolacje. Mama, tata i brat już zasiadali do stołu. To była jedyna pora dnia kiedy mogliśmy spędzić ją razem w czwórkę.

- Mamo, tato. Mam do was interes. – zaczęłam.

- No mów córciu. – powiedziała łagodnie mama.

- Bo w następnym tygodniu mam piątek wolny i chłopacy wymyślili żebyśmy w czwartek po moich zajęciach pojechali na biwak nad jezioro. I chciałam się spytać czy mogę jechać z nimi.

- Nie. – powiedział tata.

- Ale dlaczego? Po pierwsze są pełnoletni, a po drugie się mną zaopiekują.

- Nie pojedziesz.

- Ale tato. Mamo powiedz coś.

- Ja też nie jestem zadowolona z tego pomysłu.

- Ale mamo. Nie jadę tam sama. Będzie nas ósemka. Ja, chłopcy i jeszcze dwie dziewczyny. Nie będę tam sama. Harry ciągle przy mnie będzie.

- No właśnie. Jeszcze się coś niechcianego stanie i co będzie? – powiedziała mama.

- Jak niechcianego? O czym wy w ogóle mówicie!? Słyszycie się chociaż!?

- Alex, nie podnoś głosu przy stole. – tata starał mnie się uspokoić.

- Czy wy myślicie, że jestem aż tak głupia? Przecież ostatnio byłam dwa tygodnie pod ich opieką i nic się nie stało. Lubicie ich. Harrego też. Jak możecie tak myśleć że wrócę z bachorem do domu!? Nie ufacie mi po prostu… - wstałam zdenerwowana od stołu. – nie jestem głodna. – rzuciłam ostatnie zdanie i pobiegłam do pokoju. Rzuciłam się na łóżko z płaczem. Nie z tego powodu, że nie chcą mnie puścić czy też nie dostaje tego czego chcę. Nie jestem taka. Po prostu oni mi nie ufają. Przecież byłam z nimi dwa tygodnie. Przecież spałam z Harrym w jednym pokoju. Jakoś im to nie przeszkadzało. Hmm. Przecież oni nie wiedzieli wtedy, że jestem z Stylesem. No tak. Ale jestem głupia. Nie ważne. Ważne jest to, że mam rozum i nieświadoma nie pójdę do łóżka z kim popadnie. Nie ufają mi…

Czemu jak jest już wszystko dobrze to coś musi się zwalić? No tak. Takie jest życie.

Postanowiłam do kogoś zadzwonić. Z kimś pogadać. Poradzić się. Wybrałam losowy numer i zadzwoniłam. Pierwszy sygnał, drugi. Odebrała Darcy.

- Cześć Alex. Co tam ? – spytała z radością w głosie.

- Cześć Darcy. Dzwonię bo chciałam z kimś pogadać.

- Chodzi o Harrego? – spytała.

- Nie, nie. U nas wszystko w porządku. Chodzi o rodziców. Nie chcą mnie puścić na biwak z chłopakami i z ich dziewczynami. Myślą, że wrócę z dzieckiem w brzuchu.

- Ale przecież będziecie tam dużą ekipą i w ogóle.

- No właśnie. Odcinek pod tytułem „Zrozum moich rodziców”.

- Słuchaj. Oni się martwią o ciebie.

- Nie ufają mi.

- Alex, to nie tak. Gdyby ci nie ufali to nie pozwolili by ci się z kimś spotykać. Proszę cię. Inni mają gorsze problemy od takiej błahostki.

- Co masz na myśli?

- Innym razem, Alex. – speszyła się.

- Darcy, dziękuję. Wiedz jedno. Jeśli coś by się stało u ciebie możesz do mnie zadzwonić. Pomogę ci tak jak ty mi teraz.

- Dobrze, zadzwonię. Cześć.

- Cześć. – rozłączyłam się.

Po tej rozmowie postanowiłam przy najbliższej okazji zapytać się Darcy co się dzieje. Być może potrzebuje pomocy.

Była godzina 22 kiedy usnęłam.

Następnego dnia.

Wstałam koło 6. Dzisiaj miałam na 8 rano do szkoły. Powolnym ruchem wzięłam z szafy zestaw i ruszyłam do łazienki. Położyłam rzeczy na klapie od kibla i zabrałam się do ściągania swojej ulubionej jednoczęściowej pidżamy. Związałam blond włosy w wysokiego koka i weszłam pod prysznic. Zimny prysznic. To zawsze stawiało mnie na nogi. Po umyciu ciała i włosów, ubrałam się. Wysuszyłam swoje kłaki, ułożyłam je w niechlujnego koka z grzywką na bok. Rzęsy pociągnęłam ulubionym tuszem, a policzki ulubionym różem. Kiedy wyszłam z łazienki zegar wskazywał siódmą rano. Do torby spakowałam rzeczy i ruszyłam na dół. Rodziców nie było. Jak zwykle. Praca. Brat miał na późniejszą godzinę więc leń jeszcze spał. Poszłam do kuchni zrobić sobie śniadanie oraz drugie do szkoły. Oczywiście musiałam wypić kubek gorącej herbaty. Najedzona i z ciepłym brzuszkiem wzięłam torbę i wyszłam z domu do szkoły. Pogoda była dzisiaj piękna. Założyłam słuchawki i puściłam ze swojego IPhone’a muzykę. Do szkoły doszłam w 15 min. Byłam 5 min przed dzwonkiem. Na początku szła lekcja matematyki, potem chemii i historii. Po historii musiałam z szafki zabrać rzeczy na trening. Trening był zaplanowany dzisiaj na 2 h. Kiedy szłam do szafki spotkałam po drodze Darcy.

- O hej. Czemu nie było cię na zajęciach? Wiesz ile będziesz miała do roboty. Nauczyciele traktują nas jak więźniów, serio. – powiedziałam z zażenowaniem.

- Zaspałam. – odpowiedziała speszona i zdenerwowana.

- Coś się stało?

- Nie, nie. Po prostu zaspałam. Do zobaczenia. – wzięła ze swojej szafki strój cheelederki i ruszyła na spotkanie grupy. Ja zdezorientowana zamieniłam torbę z książkami na torbę na trening i pobiegłam do szatni. Przywitałam się z dziewczynami, przebrałam się i wszystkie ruszyłyśmy na halę. Dzisiaj trener miał zły humor ponieważ trochę się na nas wyżywał. Kiedy się go nie posłuchałyśmy kazał nam robić karne linie. Lepiej nie mówić co to. Po meczu treningowym byłam padnięta. Całe szczeście , że dzisiaj pograłam sobie na przyjęciu. Jak za dawnych lat. Oczywiście musiało mnie coś boleć. Nie byłabym sobą. No dobra. Nie będę nudzić. Po treningu miałam zaplanowaną wizytę u fizjoterapeuty z powodu badań potrzebnych dla trenera. W drodze do mojego ulubionego doktorka zadzwonił Harry z wiadomością, że po szkole zabierają mnie do siebie na obiad. Zdziwiło mnie to trochę ponieważ oni nigdy nie zaciągali się do prac domowcych czyt sprzątanie, gotowanie.

Pan Doktorek Shay pobrał mi krew, przebadał na bieżni oraz obejrzał kręgosłup. Musiałam oznajmić, że miałam problemy z plecami. Fizjoterapeuta powiedział, żebym przyszła jutro rano. Podziękowałam za badania i udałam się do szafki.

Tak jak Harry powiedział. Kiedy wyszłam ze szkoły chłopcy czekali na mnie w samochodzie.

- Cześć wam. – powiedziałam z uśmiechem.

- Jak w szkole? – spytał Liam siedzący obok Louisa, który prowadził samochód.

- Dajcie spokój. Trener nie w sosie dzisiaj. Szkoda gadać. Jutro rano fizjoterapeuta sprawdzi mi plecy. Muszę wcześnie wstać.

- Chyba to nic poważnego ? – zmartwił się Harry.

- Oby nie. – powiedziałam.



Dojechaliśmy do domu chłopców. Wszystko było już uszykowane. Wystarczyło nalać tylko zupy. No postarali się. Siedliśmy w szóstkę do stołu. Nalaliśmy sobie obiadu i zaczęliśmy jeść. Zapadła cisza. Wszyscy byliśmy pochłonięci jedzeniem. Jak to my.

Po chwili odezwał się Louis.

- Alex, pytałaś się rodziców czy możesz jechać?

- Tak.

- I co powiedzieli? – spytał Harry.

- Powiem że nie byli zadowoleni z tego pomysłu.

- Dlaczego? – zdziwił się Niall.

- A to dlatego, że mi nie ufają.

- W jakim sensie? – kolejny zapytał Zayn.

- Stwierdzili, że wrócę z dzieckiem w brzuchu. – po tych słowach cała piątka się zachłysnęła.

- Harry przygotuj się. – Louis się zaśmiał.

- Lou, to nie jest śmieszne. Oni mi nie ufają. Tłumaczyłam im że nie będę sama z Harrym, że będzie nas osiem osób. Ale nie. Oni mają swoje teorie, że się prześpimy.

- Nie lubią mnie co nie? – spytał Harry.

- Lubią. Chociaż sama już nie wiem. Najpierw mówią że jesteś dobrym chłopakiem a potem wyjeżdżają z tekstem, że będziemy się pieprzyć.

- Coś z tym zrobimy.

- Nie musicie nic z tym robić. Mam plan.



----------------------------------------------------------------------

Nie będę sie tłumaczyła. Tylko powiem PRZEPRASZAM i WITAM PONOWNIE.
Zostawiam wam rozdział do oceny. 
Wstawiłam wam chat u góry. ;) 

Rozdziały tylko i wyłącznie będą sie pojawiać w soboty. Nie w każdą, ale jak już ma się pojawić to w sobotę.

15 kom następny rozdział.

Dodam jeszcze żebyście nie snuli jakiś teorii o tym, że mi się nie chce. To jest nie prawda. Jeżeli nie opowiada wam to, że jestem w dobrej szkole i prawie codziennie mam sprawdzian do tego jeszcze treningi i czas dla siebie to po prostu nie czytajcie opowiadania. Bo takie snucie głupich teorii jest bez sensu. Różne rzeczy mogą się zdarzyć. 

poniedziałek, 16 września 2013

Info

Piszę to info ze względu na długą nieobecność.
Jak wiemy zaczęła się szkoła. Mimo, że minęły dopiero dwa tygodnie to ja już mam sprawdziany, kartkówki i mnóstwo nauki. Szczególnie od dzisiaj do piątku. Codziennie coś jest. Do tego jeszcze lektura, wypracowanie, rozszerzona matematyka i korepetycje.
Do tego dopadło mnie jakieś choróbsko, które nie chce się od piątku ode mnie odczepić -> grypa.
Przez grypę też psuje mi się humor i nie mam na nic sił. A co dopiero na naukę.
Dochodzi do tego też jedna sytuacja, decyzja, którą muszę podjąć w jednej sprawie, więc potrzebuję czasu na przemyślenia.

Planuję nowy rozdział dodać w piątek albo w sobotę. I od nowego rozdziału mam nadzieje że wszystko się ułoży i będą posty się częściej ujawniać.

Postaram się. Na pewno nie rzucam bloga. Gdybym go rzuciła powiedziałabym wam o tym.

Musicie jeszcze poczekać na to żeby wszystko się unormowało.

Do piątku/soboty . Ciao ;*

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Libster Award / The Versatile Blogger Award x2

Moje pytania:
1.Jak długo jesteś Directionerką?
- Ponad rok.
2.Wybierasz się na "This Is Us"? 
- Nie ;)
3.Ulubiony członek zespołu?
- HarNiaLouLiaZay <3
4.Jak ci na imię? 
- Aleksandra
5.Jakie są twoje marzenia? 
- Dużo pisania.
6.Masz jakieś fobie? 
- Boję się wszystkich robaków chodzących, latających, czołgających się po tej planecie.
7.Hobby? 
- SPORT <3
8.Dlaczego zaczęłaś pisać?
- Koleżanka mnie namówiła, a tak po za tym chciałam się sprawdzić jakby mi szło.
9.Ulubiony kolor? 
- Niebieski
10.Boisz się myszy?
- Nie


Dziękuję za nominację ! ;) 



The Versatile Blogger Award

14 faktów o mnie : 
- Kocham sport nad życie. 
- Interesuję się siatkówką, piłką nożną, ręczną, tenisem, pływaniem i lekkoatletyką jak leci w tv.
- Jestem leniem
- Nie wiem co chcę robić w przyszłości
- Lubię słuchać muzyki.
- Mam 175 cm wzrostu.
- Przez to, że tak duuuuuużo wiem i interesuję się siatkówką wszyscy mnie się pytają czy trenuje ten sport. ( nie trenuje )
- Nigdy nie zdejmuję mojego łańcuszka z serduszkiem. 
- Codziennie na śniadanie wcinam owsiankę
- Nie lubię papryki.
- Jak dla mnie to między pieczarkową a grzybową jest różnica. ( moja mama nie może tego zrozumieć xd )
- Często mam problemy z plecami. 
- Kiedy pierwszy raz zobaczyłam 1D miałam wrażenie, że Lou jest dziwny i jest gejem. 
- Pierwszym moim ulubieńcem był Zayn. 




Dziękuję za nominacje ! ; )




PAMIĘTAJCIE, JESZCZE 5 KOM I NOWY . 

środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział 32



Obudziłam się wcześniej niż zwykle. Była to godzina siódma dwadzieścia, bo mój telefon zaczął nieustannie brzęczeć. Do szkoły miałam na 10 więc stwierdziłam, że się wyrobie. Powoli wyprostowałam nogi. Podniosłam ręce do góry i wyciągnęłam się jak najmocniej się dało.

- Cześć słońce. – powiedział zaspany Harry.

- Cześć. – musnęłam jego usta.

- Co tak wcześnie? – spytał.

- Dzisiaj zaczynam szkołę, zapomniałeś?

- Jaką szkołę? Nie kojarzę takiego miejsca. – Mówił z ironią w głosie. Potem zaczął mnie łaskotać. – Będą musieli poczekać na ciebie bo sprawię, że się spóźnisz. – zaczął całować moją szyje.

- Mm, chyba zacznę lubić takie spóźnienia. – jego ręce zjeżdżały delikatnie po moich udach.

- To wiesz, że będziesz musiała wtedy u nas zamieszkać? – popatrzył w moje oczy.

- Z wami? Nigdy. – zaśmiałam się.

- Dlaczego nie?

- Po pierwsze nie mam osiemnastu lat, pod drugie rodzice by się nie zgodzili.

- Porozmawiam z nimi.

- Nie Harry.

- Ale dlaczego?

- Nie zgodzą się, znam ich to moi rodzice. Nie znają was za dobrze. Ba, raz tylko się spotkaliście z nimi.

- Zorganizuje chłopaków i pogadamy z nimi. – odpowiedział z uśmiechem.

- Harry nooo. Dobra, koniec tematu. Wrócimy do tego później bo teraz muszę się iść ogarnąć. – cmoknęłam jego usta. Wyczłapałam się z wygodnego, dużego łóżka Hazzy. Chłopak dalej leżał. Powoli wzięłam rzeczy z torby. Wyszłam z pokoju. Było cicho. No tak, chłopcy to śpiochy. Nie ma co. Poszłam do łazienki się ogarnąć. Zrzuciłam z siebie ubrania na podłogę. Otworzyłam drzwi od kabiny i weszłam do środka. W tym momencie potrzebowałam zimny prysznic. Odkręciłam kurek najpierw z zimną, potem z ciepłą wodą. Z grymasem na twarzy przyzwyczaiłam się do zimnego strumienia. Średnim tempem umyłam ciało i włosy. Wyszłam z pod prysznica. Wytarłam swoje grube uda, potem brzuch i ręce. Na włosach zostawiłam turban z ręcznika. Potem założyłam na siebie białą zwykłą koszulkę z rękawem ¾. Do tego materiałową, obcisłą spódniczkę do połowy ud, rajstopy oraz wysokie, beżowe szpilki. Na szyję założyłam wsiorek z serduszkiem, który kiedyś dostałam od mamy pod choinkę, a na prawy nadgarstek nasunęłam srebrną bransoletkę. Strój był gotowy. Teraz trzeba było się umalować. Nie chciałam wyglądać jak lalka Barbie więc musnęłam twarz pudrem, różem, na rzęsy nałożyłam mascarę, na powiekach narysowałam kreskę kredką a na usta położyłam pomadkę w kolorze zgaszonego różu. Odwinęłam włosy z mokrego już ręcznika. Postanowiłam zostawić je do wyschnięcia. Praktycznie nie musiałam nic z nimi robić. Od dziecka miałam średnie loki. Gotowa wyszłam z łazienki i udałam się do pokoju Harrego zanieść rzeczy do torby. Styles’a w pokoju nie było. Pogrzebałam pod poduszką, na której spałam i wyciągnęłam swój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz – godz 8.45. Dobry miałam czas. Z podłogi wzięłam czarną torebkę i z uśmiechem na twarzy zeszłam na dół. Harry wraz z Liamem siedzieli przy stole. Podeszłam do nich.

- Liaaaam! Gdzie jest mój żel do włosów? – krzyczał Zayn ze schodów.

- W drugiej szufladzie pod umywalką w łazience! – odkrzyknął Payne.

- Liaaaaaaaaaam! Kupiłeś marchewki? – Przyszła kolej na Louisa.

- Tak są w lodówce.

- Liaaaaaaaaaam! Jestem głodny. – krzyczał ubawiony Horan zbiegając ze schodów.

- To sobie coś zrób do jedzenia.

- Jak ty z nimi wytrzymujesz? – spytałam Liama.

- Ktoś musi. – stwierdził.

- Pięknie wyglądasz. – dorzucił Harry.

- Dzięki. Podwieziesz mnie do szkoły? – spytałam zaglądając do lodówki po co coś do jedzenia.

- Jasne.

Miałam ochotę na kanapkę z dżemem truskawkowym. Po chwili zeszła reszta dzikusów. Uśmiechnięci, pełni życia mimo, że była 9 rano. Planowałam wyjść za 20 min, a Harry dalej miał na sobie tylko bokserki.

- Harry, za 15 min idziemy, weź się ubierz.

- Mogę tak jechać. – odpowiedział z uśmiechem.

- Chyba cię coś boli? – spytałam go z pode łba.

- A co przeszkadzać ci będę?

- Wystarczy, że mnie zawozisz. – wytknęłam mu język.

- Ej, to było wredne. – zrobił obrażoną minę.

- My też możemy jechać? – spytał Zayn zajadający się kanapką.

- Zapomniałem jak się do szkoły chodzi. – zaśmiał się Tomlinson.

- Ocenimy twoją budę. – przyznał Niall.

- A co tu do oceniania? Zwykła szkoła. – odpowiedziałam na stwierdzenie Horana.

- No ale wiesz, trzeba sprawdzić czy mają dobre jedzenie, żebyś się przypadkiem nie zatruła.

- Ojej, jak ty się o mnie martwisz. – położyłam swoje dłonie na policzkach udając zaskoczoną.

- Jeżeli to jest związane z jedzeniem to tak.

- Głupek. – walnęłam go w ramię kiedy szedł do łazienki.

- Możemy z wami jechać? – przypomniał sobie Liam.

- Wyrobicie się w 10 min? Jest 9.05 – spytałam.

- Pewnie – wszyscy pobiegli na górę.

- Horan, masz 10 min! – krzyknęłam do niego, bo biedny siedział w łazience na dole.

- Spokojnie zaufaj mi! Zdążę. – odkrzyknął.

- No nie wiem czy w tej sprawie mogę ci zaufać. – powiedziałam kiedy wyszedł z łazienki.

- Dlaczego? – spytał zdziwiony?

- Masz jeszcze 7 min. – spojrzałam na wyświetlacz telefonu.

Chłopak pobiegł od razu do swojego pokoju. Było słychać jak chłopcy krzątali się na piętrze. Ja spokojnie zabrałam moją torebkę i wyszłam na zewnątrz. Tego dni pogoda nam dopisywała. Gdyby nie słońce miałabym koszmarny humor, z którym najlepiej siedzi mi się w domu. Po za tym rozpoczęcie pewnie byłoby w budynku. Lekki wiatr uniósł moje dopiero co wysuszone włosy. Na swojej skórze poczułam gęsią skórkę. Zaciągnęłam się świeżym powietrzem. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu kiedy chłopcy byli już koło mnie.

- 9.15. Nieźle. – zdziwiłam się, że się wyrobili.

- Mówiłem, że możesz mi zaufać. – powiedział dumny z siebie Horan.

- Nie ważne, że zostawiliśmy w pokojach bałagan, w łazience zapalone światło czy też rzeczy na korytarzu. – wymieniał Liam.

- Dobra, bo się spóźnimy. – powiedziałam idąc do samochodu. – No tak, paparazzi już czekają. – dodałam.

- Jeszcze się nie przyzwyczaiłaś? – spytał Harry.

- Ymm, nie.



Wsiedliśmy do samochodu. Louis prowadził, Liam siedział obok, a nasza czwórka siedziała z tyłu. Podróż do szkoły minęła nam szybko. Chłopcy pytali się czy zżera mnie stres z powodu nowego otoczenia. Właśnie, przez to wszystko zapomniałam się denerwować. Oni potrafią od tego odciągnąć. Są wspaniali.

- Jedziecie czy zostajecie? – spytałam wychodząc z auta.

- Poczekamy. – powiedział Harry, który szybko się koło mnie ustawił. Reszta również wyszła z pojazdu.

- Okej, tylko żeby nie było jakiejś sensacji, proszę was. – skrzyżowałam ręce na cyckach i popatrzyłam groźnie na każdego z nich.

- I tak już pewnie jesteśmy w gazecie. – oznajmił Lou.

- Ma być w tej szkole normalnie. Nie chcę być znana z tego, że się przyjaźnimy czy jestem dziewczyną Harrego.

- Będzie dobrze. – powiedział owy chłopak przytulając mnie. Na pożegnanie mnie pocałował, pomachałam chłopakom i udałam się do szkoły.



Teraz poczułam jak stres zżera mnie od środka. W brzuchu miałam dinozaury, a w głowie 8458028 myśli na sekundę. Zrobiło mi się gorąco. Stanęłam przed drzwiami. Nogi pode mną się uginały. Niedługo to pewnie i szpilki by się złamały. Złapałam za klamkę i weszłam do środka. Pomyślałam sobie – raz kozie śmierć.

Liceum ogólnokształcące imieniem Paula McCartney'a było ozdobione balonami, wstążkami i napisem – witamy nowych uczniów!. Ludzi było pełno. Nie wiedziałam gdzie mam iść. W oddali zobaczyłam wielką tablicę z ogłoszeniami. Postanowiłam do niej podejść. Odszukałam klasę sportową z panem Burn’em. Przeleciałam listę nazwisk i znalazłam swoje. Obok mnie stała niższa o parę centymetrów szczupła brunetka. Owa dziewczyna spoglądała na tą samą listę co ja. Po chwili skapnęła się, że spoglądam na nią.

- Coś nie tak? – spytała z uśmiechem.

- Nie skąd. Widzę, że patrzysz na klasę do której należę. – pokazałam na swoje nazwisko.

- Ty też do sportowej?

- Tak… Alex jestem. – wyciągnęłam przyjaźnie rękę.

- Darcy Trevino – z uśmiechem ją uścisnęła.

- Jesteś włoszką? – spytałam ze względu na jej nazwisko.

- Mam włoskie korzenie… A ty… Alex Nowakowska? – z trudem przeczytała moje.

- Jestem Polką… Wiesz co… chyba powinnyśmy już udać się na boisko gdzie będzie rozpoczęcie. – powiedziałam spoglądając na wędrujących w jednym kierunku ludzi.

Wyszłyśmy na zewnątrz. Tłumy nowych, obecnych uczniów zebrało się na boisku do piłki nożnej. Nauczyciele również byli już na dworze. Darcy pociągnęła mnie w stronę naszej klasy. Na pierwszy rzut oka całkiem normalnie wyglądała jak na klasę sportową. Dziewczyny były wysokie, zgrabne, chude, a faceci jak to sportowcy napakowani. Nauczyciel zaś przypominał mi Dwayne’a Douglas’a Johnson’a z filmu „Król skorpion”. Pan Burn’e był wysoki, czarne włosy krótko strzyżone. Z twarzy wyglądał na surowego. Przestraszyłam się go. Darcy zapytała mnie czy to na pewno nasz wychowawca. Nieźle się uśmiałyśmy. Po chwili rozległ się głos dyrektora Colins’a. Oczywiście jego mowa zajęła znaczną część czasu. Mówił o szkole, trochę o jej systemie nauczania i takich duperelach. Po półtoragodzinnym kazaniu rozeszliśmy się do klasy. Po drodze wraz z Darcy starałyśmy się poznać wszystkich ludzi z naszej klasy. Było nas dwudziestu pięciu. Nie zdążyłam zapamiętać jednej czwartej imion. Weszliśmy do klasy. Klasę mieliśmy sporą. Na ścianach były porozwieszane zdjęcia sportowców oraz absolwentów tego profilu, na którym byłam. Postanowiłam trzymać się z Darcy. Usiadłyśmy w czwartej ławce od okna. Pan Burn rozdał nam plan zajęć oraz listę treningów i godzin dodatkowych. Życzył udanego dnia i wypuścił nas z sali.

- Hej, ty jesteś dziewczyną Harrego co nie? – spytała jedna dziewczyna z klasy.

- Jeśli już musisz wiedzieć, to tak jestem. – odpowiedziałam.

- Łapa go świerzbiła na nową dziewczynę? – kiedy to usłyszałam zagotowało się we mnie.

- Co masz na myśli?

- To, że zmienia dziewczyny jak bieliznę. Chyba, że chcesz być kolejną parą bokserek w jego szafie. – parsknęła.

- Alex chodź nie warto. – ciągnęła mnie Darcy w stronę wyjścia.

- A ciebie przypadkiem łapa nie świerzbi jak komuś obciągasz? – no tak. Alex wychodzi z siebie. Wraz z Darcy zostawiłyśmy zszokowaną łazję z mojej klasy.

Wyszłyśmy ze szkoły. W oddali widziałam znudzonych chłopców. Wymieniłam się z Darcy numerami i poszłam w kierunku moich szoferów. Niektórzy się patrzyli, niektórzy się dziwili. Mi to wisiało. Kiedy mnie zobaczyli od razu dziękowali, że już jestem.

- Jak było? – spytał Harry po muśnięciu moich warg.

- Kazanie dyrektora, poznanie klasy i napakowanego nauczyciela. – stwierdziłam.

- Co to? – spytał Horan pokazując na moje kartki.

- Plan zajęć i treningów. Nie zdążyłam nawet sprawdzić. Zrobię to potem, teraz musze odreagować.

- Idziemy na lody? – spytał Lou.

- Skoczymy na chwile do mnie? Muszę rzeczy zostawić i się przebrać. – powiedziałam kiedy zajmowaliśmy miejsca w samochodzie.

- Kierunek twój dom. Już się robi. – zasalutował Tomlinson.



Pojechaliśmy do mojego domu. Szybko poleciałam do swojego pokoju. Z szafy wyciągnęłam czarne spodenki, miętową koszulkę z koronką oraz czarne, krótkie Conversy. Włosy spięłam w wysokiego kitka, grzywkę ułożyłam na swoje miejsce a usta musnęłam szminką tą co rano. Z pokoju zabrałam swojego niebieskiego IPhone’a i zbiegłam na dół. Przed wyjściem spojrzałam tylko w lustro. Chłopcy dalej siedzieli w samochodzie. Usiadłam obok Harrego.

- Co za zmiana. – zauważył Zayn.

- Czego to kobiety nie potrafią? – spytał Styles uśmiechając się w moją stronę.

- Nie znają się na piłce nożnej. – stwierdził Niall.

- O przepraszam. Ja się znam.

- Od kiedy? – spytał zdziwiony Louis, który zapalił silnik.

- Od roku jakoś. Polskiej piłki nożnej nie oglądam bo nie ma co. Wolę zagraniczną.

- Real czy Barcelona? – spytał Zayn.

- Oczywiście, że Barcelona. A do Reala chodzi się po bułki. – zaśmiałam się.



- Ale żeśmy się dobrali. Ty Barca, ja Real. Bombowe połączenie. – powiedział Harry po czym musnął mój policzek.




---------------------------------------------

Przepraszam was za takie opóźnienie. Jak tłumaczyłam, byłam na wyjeździe i nie miałam jak napisać. ;) 
Rozdział miał być wczoraj ale za późno się za niego zabrałam i usnęłam z laptopem w łóżku. 
Rozdział dłuższy tak jak obiecałam. 
Mam nadzieje, że wam się spodoba. 


NN -> 15 kom. 

PS. jak tam wam mijają wakacje? 

środa, 31 lipca 2013

Rozdział 31



Ktoś złapał mnie za ręce i potrząsnął mną. Słyszałam jak ta osoba mówi moje imię.

- Alex … Alex no. Obudź się. Skarbie. – Otworzyłam oczy. Byłam w ciemnym pokoju. Obok mnie leżał Harry.

- To było straszne. – chłopak mocno mnie przytulił.

- Spokojnie, to był tylko sen. Nic się nie stało.

- To był rzeczywisty koszmar. Myślałam, że naprawdę ich straciłam. To było takie realistyczne. – dalej z oczu cisnęły mi się łzy.

- Jestem przy tobie. Spróbuj zasnąć. – pocałował mnie w czoło.

- Nie potrafie.

- Jestem tu, obok ciebie.

Czułam się przy nim bezpiecznie. Był jak mój pluszak z mieczem, który w dzieciństwie walczył z koszmarami. Stawiał czoło największym potworom. Po chwili ten obrońca już spał. Ja próbowałam. Ciągle myślałam o tym koszmarze. Wiem, że nie powinnam, ale to było takie realistyczne. Postanowiłam z samego rana zadzwonić do rodziców i się upewnić czy nic im nie jest. Musiałam mieć pewność… Po długim czasie męczarni ze swoimi myślami odpłynęłam do krainy Morfeusza.



Rano.

Podniosłam powieki. Było jasno w pokoju. Spojrzałam na zegarek – 8 rano. Harry leżał obok z głową zwróconą w przeciwną stronę. Jego ręka trzymała moją. Lekko i bez zbędnych, nerwowych ruchów wyciągnęłam swoją rękę. Nie chciałam go budzić. Wyglądał zbyt seksownie. Wstałam i zeszłam z łóżka. Chłopak przewrócił się na drugą stronę. Z toreb po wczorajszych zakupach wyciągnęłam szare spodenki z podwyższonym stanem, białą bokserkę z napisem „Free Hugs”, granatowy żakiet oraz moje nienowe, czarne vansy. Po drodze do łazienki z biurka wzięłam swój telefon. Bezszelestnie otworzyłam drzwi. Było cicho. Wszyscy spali jeszcze w swoich pokojach. Czmychłam do łazienki. Wzięłam poranny, zimny prysznic. Włosy też umyłam. Kochałam wilgotne włosy. Ogarnęłam jeszcze buźkę, maznęłam rzęsy tuszem i wyszłam. Do pokoju Harrego poszłam odłożyć rzeczy. Schodząc na dół postanowiłam zrobić chłopakom śniadanie.

Po godz 10 wszyscy już siedzieliśmy na dole i zajadaliśmy się naleśnikami.



- Ym, prawie bym zapomniała. Gdzie mój telefon? – zaczęłam szukać swojego Iphone’a.

- Tu. – Styles mi go podał. Zadzwoniłam do mamy. Wszystko u nich było w porządku. Postanowiłam towarzyszyć im w zakupach. Przy okazji skoczylibyśmy zakupić książki i przybory do szkoły.



Wzięłam swoje rzeczy, pożegnałam się z chłopakami i poszłam do domu. Mama ucieszyła się, że w końcu spędzę z nimi trochę czasu. No tak. Trochę się oddaliliśmy. Ale też rodzice mieli dużo pracy. Jednym zdaniem cieszyłam się, że poświęcą mi czas, a ja im. Całą rodziną wsiedliśmy do naszego auta. Na początku pojechaliśmy do księgarni zakupić dla mnie i dla Mike’a książki. Przeraziłam się ilością stron. Potem pojechaliśmy do Tesco po jedzenie i przybory. Po zakupach obładowani zeszytami, notesami i innymi duperelami wraz z Mikiem poszliśmy do auta. Rodzice poszli jeszcze na pocztę. Przez te całe zakupy czas szybko minął. Była godzina 17 kiedy byliśmy już w domu. Wzięłam swoje rzeczy i poszłam do pokoju. Położyłam je na biurku. Usiadłam na łóżku i zaczęłam patrzeć się na te grube książki. Taa, pojutrze już wszystko wraca do rzeczywistości – szkoła. W końcu poznam kogoś nowego. Nowi ludzie, nowe charaktery. Ale nie wierzyłam, że wakacje się już skończyły. Trzeba było to jakoś uczcić. Wzięłam telefon i zadzwoniłam do największego imprezowicza. Louis odebrał po drugim sygnale. Umówiliśmy się, że imprezę zrobimy u nich. Planowany początek godz 18. Lou zapewniał mnie, że będzie inaczej jak ostatnio. Będziemy uważać. Obiecał mi to. Rozłączyliśmy się bo tata wołał nas na kolacje. W dobrych humorach spożyliśmy posiłek. Poinformowałam rodziców o imprezie, którą organizujemy. Niepewnie się zgodzili. Oczywiście musiał być warunek. Mike miał iść ze mną. W sumie sama chciałam go wziąć, więc nie był to żaden problem. Podczas kolacji wraz z bratem dowiedzieliśmy się, że podczas roku szkolnego rodzice będą mieli mniej pracy i więcej będziemy spędzać więcej czasu. Na tę nowinę ucieszyliśmy się oboje. Od 1 września możemy tworzyć normalną, szczęśliwą rodzinę. Miałam nadzieje, że tak będzie…



Po kolacji udałam się do pokoju. Zabrałam piżamę i poszłam wziąć prysznic. Ogarnęłam się i wróciłam do pomieszczenia, z którego przedtem wyszłam. Była godzina 21. Położyłam się spać. Byłam zmęczona poprzednią nocą i zakupami, które potrafią człowieka zmęczyć. Już prawie oddawałam się Morfeuszowi kiedy mój telefon się odezwał. Tak właściwie Harry wysłał esa na dobranoc. Jakie to urocze. Zwymiotuje. Dobra, żartowałam. powinnam iść spać. – pomyślałam. Życzyłam mu kolorowych snów i poszłam spać.



Następnego dnia

Obudziłam się o 10. Tego dnia promienie słoneczne mnie oślepiły. Nie zdarza się to często. Z kwaśną miną poszłam się umyć. Do imprezy zostało jeszcze jakieś 7 h. Planowałam być szybciej żeby pomóc chłopakom. Mike od momentu kiedy wyszłam z pokoju chodził uchachany. Że niby on cieszył się z imprezy czy z końca wakacji? To do niego nie podobne. Zawsze marudził dlaczego wakacje się tak szybko skończyły. Może ja o czymś nie wiem? Wyduszę to od niego przy jakiejś najbliższej okazji. Po Ogarnięciu się wróciłam do pokoju po telefon. Odczytałam wiadomość od Dani. Wpadnie do mnie o 16 żeby się wystroić. No tak. Oddałam się jej całkowicie jeżeli chodzi o mój wygląd. No trudno. Jakoś to przeżyję. Zeszłam na dół na śniadanie. Mama postanowiła nam zrobić owsiankę z truskawkami. Mmm. Truskawki. Byłam cała happy. Po wspólnym śniadaniu postanowiłam sprawdzić twitter’a, facebook’a i inne pierdoły. Przewijając jakieś denne strony plotkarskie natrafiłam na zdjęcie Zayna i jakiejś dziewczyny. Ta dziewczyna miała blond włosy, chude nogi. Czego chcieć więcej. Nagłówek tej strony brzmiał „Zayn i Perrie razem?” Postanowiłam podpytać chłopaka na imprezie. Zamknęłam laptopa ponieważ mama zawołała mnie z dołu. Prędko do niej poszłam.

- Tak mamo?

- Alex, skoczysz mi do sklepu? Tu masz listę rzeczy. – podała mi kartkę.

- Okej… A mamo?

- Tak?

- Wiem, że jutro jest pierwszy dzień w szkole i w ogóle, ale mogę przenocować u chłopców? Nie będę przecież wracała sama w nocy. – zrobiłam oczy ze Shrek’a.

- Dobrze, ale jutro masz być w szkole. – uściskałam mocno mamę.

Wzięłam torbę na zakupy i poszłam do sklepu. Lista nie była długa więc nie musiałam się męczyć z targaniem tego do domu. Nie zwróciłam uwagi na to jak czas szybko zleciał.

Była godzina 15.30. Mama szykowała obiad, tata ogarniał papiery do pracy a brat rozmawiał przez telefon. Po jakiś 10 min mama zawołała nas na posiłek. Nie wypuściłaby mnie z domu gdybym nie zjadła obiadu. Tata oczywiście udzielił kazanie jak mam się zachowywać na imprezie. Bratu też coś nagadał. Wszyscy się śmialiśmy. Kiedy zaniosłam talerz do zlewu zadzwonił dzwonek do drzwi.

- Cześć Dani.

- Cześć Alex – dziewczyna ucałowała mój policzek.

Poszłyśmy na górę. Przyjaciółka przyniosła dla nas dwa zestawy. Mój był prześliczny. Dani też nieziemsko wyglądała. Jeżeli chodzi o włosy postawiłyśmy obie na loki. Z makijażem też nie chciałyśmy przesadzić. Ja nałożyłam tylko róż, tusz do rzęs i pomadkę. Gotowe byłyśmy o 16.50. No tak, jak to kobiety. Spakowałam rzeczy na noc i na rozpoczęcie roku. Wzięłam torbę i wyszłyśmy z pokoju. Mike czekał już na nas. Rodzice życzyli nam udanej zabawy. W trójkę u chłopaków byliśmy o 17.10. Zdążyli już przygotować dom. Wszystko wyglądało świetnie.

Godzina 18.00

Wszyscy goście byli już na imprezie. W tłumie znalazłam Zayna z Pierre. Podeszłam do nich. Para czule się obejmowała.

- Zayn, może byś mnie przedstawił? – spytałam z uśmiechem.

- Alex to jest moja dziewczyna Perrie, Perrie to jest moja przyjaciółka Alex. – uścisnęłyśmy sobie dłonie.

Chwilę sobie porozmawialiśmy. Pierre okazała się miłą dziewczyną. Dowiedziałam się, że śpiewa w zespole ze swoimi trzema przyjaciółkami. Dobrali się idealnie. Jeden śpiewa druga śpiewa. Para wyśpiewana. Po rozmowie porwał mnie Harry. Weszliśmy między tańczące pary. Tańczyliśmy do piosenki „Lego House” Ed’a Sheeran’a. Piękna piosenka.

Na koniec imprezy Dj Malik zapodał piosenkę z ich nowej płyty – Summer Love. Oczywiście tańczyłam z Harrym. Tytuł odniósł się do naszych wakacji.

- Kocham cię. – powiedział brunet.

- Ja ciebie też. – musnął moje usta.

Jak mogę podsumować wakacje i nowe życie w Londynie? Moje życie się zmieniło o 360 stopni. Dobra przesadziłam. 180 stopni. Z resztą nie ważne. Jest cudownie. Na rodzinę nie narzekam, na chłopaków nie narzekam, na Styles’a też nie. Ale podsumowałam. Spełniły się moje marzenia. Mieszkamy w Londynie, poznałam najcudowniejszych przyjaciół pod słońcem, chociaż nasze kochane słoneczko w Londynie nie rozpieszcza za często. Ale nie narzekajmy. Z Julią jakoś nie utrzymuję kontaktu. Nie wiem co się z tą dziewczyną dzieje. Może znalazła inną przyjaciółkę? Życzę jej udanego roku szkolnego. Dobra. Kocham to miasto, kocham swoją rodzinę, przyjaciół i chłopaka. Cieszę się, że tu przyjechałam. Gdyby nie to, to teraz bym się nudziła w domu.

Jak wyobrażam sobie szkołę? Dużo treningów. Tego mi brakuje. Brakuje mi wylewania potu, obdartych kolan czy też tych emocji i atmosfery, która towarzyszy mi na boisku. Pewnie zanudzam.



Wakacje dobiegają końca. Teraz wracamy do nowej szkoły, nowych problemów, nowych chwil itd.




----------------------------------------------------------------

No i wakacje dobiegły końca w opowiadaniu. Teraz zaczną się nowe problemy, nowi znajomi, nowe chwile. 
Mam nadzieje, że nie rozczarowałam was "śmiercią" rodziców. Tak mnie jakoś podkusiło żeby tak napisać.
Piszcie co sądzicie.! 


NN - > 15 komentarzy. 

środa, 24 lipca 2013

Rozdział 30



- Już po niego idę. – poszłam po Liama. On z nich jest najbardziej spokojny i zrównoważony. – Liam, policja za drzwiami.

- Yyyyy … okej. Mam nadzieje, że wy czegoś nie wskóraliście. – zwrócił się do zdziwionych sytuacją chłopców. Poszłam za brunetem.

- Tak, w czym mogę pomóc? – spytał policjantów.

- Mamy doniesienie o zakłócaniu spokoju. Sąsiedzi się skarżą na państwa. – powiedział wyższy policjant z czapką. – możemy sprawdzić czy wszystko jest w porządku?

- Tak, proszę. – Liam zaprosił policjantów do środka.

Panowie rozejrzeli się po salonie gdzie cała banda siedziała na podłodze w kółku z butelką na środku.

- Co tu się dzieje? – spytał policjant.

- Panowie znają taką grę, która nazywa się butelka? – zadał pytanie Harry podnosząc butelkę.

- Miłej zabawy i grzecznie mi tu bo chyba nie chcecie zobaczyć nas jeszcze raz. – wyższy policjant zaśmiał się wychodząc z domu.

- Dobranoc panom. – powiedziałam zamykając za nimi drzwi. Kiedy to zrobiłam Liam spojrzał się na mnie pytająco. Poszliśmy do salonu gdzie czekała na nas reszta.

- My zakłócamy porządek? Od kiedy? Co to w ogóle za sąsiedzi, przecież my grzeczni jesteśmy – zadawał pytanie po pytaniu Horan.

- Chyba jak śpicie. – odpowiedziałam.

- Jak z Alex do was przyszłyśmy to był chaos. – stwierdziła Dani.

- Dobra, bo ja się tu nudzę już. Pogadamy o tym jutro, a teraz gramy. – powiedział Harry kładąc butelkę na ziemi.

- Ja kręcę. – powiedział blondyn. – wszyscy się zgodzili. Wziął butelkę do ręki i nią zakręcił. Całkiem długo się kręciła. Wypadło na mnie.

- Pytanie czy wyzwanie?

- Wyzwanie.

- Zjedz kwaśnego żelka z majonezem.

- Oh God. Ide po majonez. – Poszłam do kuchni. Wyciągnęłam słoik i wróciłam tam skąd przyszłam. Wzięłam żelka, zamoczyłam go w majonezie. Na początku się troche wahałam. Ludzie oczywiście mnie pośpieszali i dopingowali. Pomodliłam się i zjadłam. Ukazał się grymas na mojej buzi. Wszyscy zaczęli się śmiać.

- Zjadłam.

- Pokaż. – otworzyłam buzię. Niall potwierdził, że zdanie zostało wykonane. Teraz była moja kolej. Wzięłam butelkę i zapracowałam nadgarstkiem. Wypadło na Zayna. Mulat też wziął wyzwanie.

- Weź do ręki lusterko i poflirtuj ze swoim odbiciem. – wpadłam na pierwszy lepszy pomysł. Po chwili oglądaliśmy Zayna wykonującego zadanie. Muszę przyznać, że całkiem nieźle mu to wyszło. Mimo, że nie mógł powstrzymywać śmiechu. Kolejna runda należała do Liama. Brunet wziął pytanie. Zayn spytał się go ile jest z Dani. Chyba wszyscy chcieliśmy to wiedzieć. Odpowiedział na pytanie. Są ze sobą 3 miesiące. Niedługo to i nam strzeli rocznica – miesiąc. Wracając do gry. Pograliśmy jeszcze jakieś 15 min po czym zadzwonił mój telefon – mama. Uciekłam z telefonem do kuchni.

- Halo?

- Gdzie ty się podziewasz? Wiesz która jest godzina?

- Nie zwracałam uwagi. Oświecisz mnie?

- 23.

- Mamoooo. Mogę zostać u chłopców? – powiedziałam błagalnym głosem.



Skończyłam rozmowę z mamą kiedy ktoś za mną objął mnie w tali. Ten ktoś. Ten ktoś to mój chłopak. Odwróciłam się do niego przodem. Ten od razu wpił mi się w usta i położył swoje ręce na moich boczkach.

- Kotku, śpisz dziś u mnie. – powiedział kiedy przerwał pocałunek.

- To stwierdzenie czy pytanie?

- Stwierdzenie – powtórzył całusa.

- Mam inne wyjście?

- Nie.

- mhm … - teraz ja go pocałowałam.

- Możesz?

- Mogę. – zaczął mnie całować po szyi.

- Harry, nie tu.

- Jak nie tu to idziemy do sypialni.

- Nie miałam tego na myśli – chłopak posmutniał.

- Ops, przepraszam. – powiedziała śmiejąca się Dani.

- Nic się nie stało. – odpowiedziałam z uśmiechem.

- Chciałam się spytać czy zostajesz.

- Tak zostaje. My już pójdziemy na górę. – złapałam Hazzę za rękę.

- Już późno, dobranoc gołąbeczki.

- Dobranoc – odpowiedzieliśmy jednocześnie.

- Dobranoc chłopcy – trzymając Harrego za rękę powiedziałam do chłopców.

- Szalonej nocy. – krzyknął Louis. Ja tylko pokręciłam oczami.

- Ja przynajmniej mam z kim. – dodał Harry na odgryzienie.

- Później się z tobą policzę – dodał Lou



Poszliśmy na górę. Praktycznie odkąd znam tych głupków, czyli jakieś dwa miesiące to nigdy nie byłam w ich pokojach. Zaliczyłam tylko łazienkę. Eh, śmieszne wspomnienie. Pamiętacie? Dobra nevermind. Harry otworzył mi drzwi zapraszając do swojego przytulnego pokoju. Ściany były pomalowane w szaro-białych barwach. Jasne panele, na których leżał kremowy dywan. Ogólnie pokój był duży. Większy od mojego. Przy ścianie po lewej stronie pod oknem znajdowało się średniej wielkości łóżko z czarną pościelą i białymi poduszkami. Naprzeciwko łóżka było jasne biurko, MacBook, szara lampa, książki oraz pudełko z długopisami itp. Nad biurkiem powieszone były jego zdjęcia. A to z rodziną, a to z chłopakami. Naszego zdjęcia jeszcze nie było. Jakoś nie mieliśmy okazji zrobić. Oparłam się rękoma o blat biurka żeby bardziej przyjrzeć się zdjęciom. Po chwili poczułam jak ręce Harrego oplatają mój brzuch, czułam jego oddech na swojej wrażliwej szyi. Przeszły mnie dreszcze.

- Harry? – odwróciłam się do niego.

- hm?

- Dasz mi jakąś bluzkę bo nie mam piżamy.

- Nie potrzebna ci. – powiedział swoim zachrypniętym głosem.

- Styles, wiem, że masz sprośne myśli ale jest już późno i jestem zmęczona.

- Okej.



Chłopak pocałował mnie i poszedł do swojej szafy, z której wyciągnął dużą niebieską koszulkę z Nike. Kiedy mi ją dał od razu popędziłam do łazienki. Przy okazji jeszcze się ogarnęłam. Zegar w łazience wskazywał północ. Ziewnęłam. Poszłam do pokoju Harrego. W pokoju było ciemno. Ledwo widziałam gdzie idę. Powoli i po cichutku szukałam łóżka. Rękami złapałam kołdrę. Styles ze śmiechem wrzucił mnie na materac.

- Eeeeej. Hahaha. – zaśmiałam się.

- Kocham cię wiesz?

- Kocham cie wiesz? – powtórzyłam.

- Kolorowych snów – musnął moje usta.

- Dobranoc. – wtuliłam się w jego tors. Usnęłam.



Obudziłam się. Spojrzałam na zegarek – 10 rano. Harry patrzył coś na komputerze. Uśmiechnęłam się na jego widok. Wyszłam z pokoju. Zeszłam na dół. Chłopcy grasowali w salonie, a Dani szykowała obiad. To było dziwne. Nikt się do mnie nie odzywał. Jakbym była niewidzialna. Może stwierdzili że nie będą mnie denerwować? W sumie nie było powodu.
Z wieszaka wzięłam bluzę Harego i wyszłam na zewnątrz. Było słonecznie. Poszłam przejść się do parku. Wszędzie biegały dzieci, a rodzice za nimi. To było śmieszne. Nagle poczułam wibracje.

- Halo?

- Panna Alex?

- Przy telefonie.

- Mam dla pani złą wiadomość.

- A co się stało.

- Musi pani przyjechać do szpitala. Pani rodzice i brat mieli wypadek. Nie żyją.



Telefon wypadł mi z ręki. Nie mogłam stracić najważniejszych osób w moim życiu. Tak wszystko nagle się stało. Cała zalałam się płaczem. Upadłam na ziemie. Ktoś złapał mnie za ręce.





-----------------------------------------------------------------------------

Przepraszam, że tak długo. Nie spodziewałam się nagłego napływu komentarzy oraz czytelników. 
Dziękuję wam bardzo ! ; * 
Powiem tyle, że zmieniłam trochę plany. 
Rozdział mi się nawet podoba. Piszcie co sądzicie. 



NN -> 15 komentarzy 







poniedziałek, 15 lipca 2013

Rozdział 29



Kolejne minuty spędzaliśmy we troje siedząc i rozmawiając. Pogoda była cudowna. Błękitne niebo, ciepły, lekki wiatr. Nastroje przechodniów jak najbardziej okej. Dzieci roześmiane na placu zabaw i rodzice organizujący pikniki rodzinne. Takie życie. Takie ich cudowne życie. Dzieci bez zmartwień, rodzice szczęśliwi wolnym dniem od pracy. A my? A my musimy chodzić do szkoły, kształcić się, potem znaleźć pracę. Kiedyś i na nas przyjdzie pora siedzieć z dziećmi w parku i delektować się chwilą wolnego. Jednym zdaniem : szczęścia nikt im nie odbierze. A my jesteśmy szczęśliwi? Znając mnie i moje skoki nastroju to jest nie do opisania. W sumie? Czego chcieć więcej? Mam kochającą się rodzinę, grupkę wspaniałych przyjaciół, cudownego chłopaka. Tego pewnie w Polsce bym nie miała. A może? Co by było gdybym została? Pewnie miałabym szare, nudne życie. Ale nie ma co gdybać. Trzeba cieszyć się chwilą, teraźniejszością i tym, że ktoś do mnie znowu dzwoni. Z kieszeni szarych spodni wyciągnęłam niebieskiego Iphone’a. Na wyświetlaczu pojawił się jakiś obcy numer. Zakończyłam połączenie. Nie chciałam żeby ktoś obcy przerywał tą cudowną chwile.

- Miło było, ale muszę już wracać. – powiedział Max spoglądający na swój telefon.

- W takim razie my pójdziemy do galerii. – postanowiła Dani.

- Musimy? – spytałam dziewczyny.

- Tak, musisz przy Harrym wyglądać bombowo. Przy reszcie też. – powiedziała z uśmiechem.

- Dzięki. – odpowiedziałam wytykając język w jej stronę.

- To wtedy miłych zakupów. – powiedział Max przytulając nas po kolei.



Po drodze do galerii wpadłyśmy do Sturbucks po dwa duże kubki czekolady z karmelem. Tak na osłodę zakupów. Po 20 min drogi w końcu weszłyśmy do dużej galerii w centrum Londynu. Od przyjazdu praktycznie nigdy tu nie byłam. Cały budynek był przeogromny. Wszystkie rzeczy, ściany, podłogi w jasnych i stonowanych kolorach. Gdzie nie gdzie duże donice z kwiatami. Może to były małe drzewa? Kto wie. Na roślinach się nie znam. Chyba, że te podstawowe, takie łatwe do rozróżnienia. Galeria miała 3 piętra. Wraz z Dani postanowiłyśmy zacząć od góry. Na trzecim piętrze był sklep sportowy, jakiś duży supermarket oraz sklepy z rzeczami dla dzieci. Zaczęłyśmy od sportowego. Generalnie nie miałyśmy żadnego celu, żeby coś kupić. Pomyślałam, że popatrzę na buty sportowe. W końcu idę na profil sportowy, a moje obecne buty nie są w najlepszym stanie. Wchodząc do sklepu od razu się rozdzieliłyśmy. Dani poszła na ubrania sportowe, a ja na stoisko z Nike. Przebierałam, przebierałam w tych butach, aż znalazłam piękne biało-fioletowe piękności. Od razu musiałam je mieć. Wzięłam swój rozmiar i poszłam szukać Dani. Dani wybrała niebieską bluzę Adidasa. Z uśmiechem zapłaciłyśmy za rzeczy i wyszłyśmy ze sklepu. Postanowiłyśmy przejść na drugie piętro. Zaczęłyśmy od sklepu z biżuterią. Niestety nic dla siebie ciekawego nie znalazłyśmy. Po drodze do H&M wskoczyłyśmy do Primark’a. Przy wejściu każda poszła w inną stronę. Ja postanowiłam poprzebierać w sukienkach. Trzeba było coś znaleźć na rozpoczęcie roku oraz parę innych dupereli na odświeżenie mojej garderoby. Szukałam i szukałam, ale nie mogłam znaleźć. Po jakiś 15 min przybiegła do mnie Dani ze stertą ubrań. Dziewczyna od razu pociągnęła mnie do szatni. Oczywiście wybrałyśmy ostatnią żeby nikt nam nie przeszkadzał.

- No dalej, ubieraj to … to … i to. I za minutę widzę cię ubrana. – rozkazała przyjaciółka.

Posłuszne ubrałam na siebie spodnie w pionowe, czarno-białe paski, białą koszulę i łososiową marynarkę. Spojrzałam w lustro. Eh. Nie jest źle. Wyszłam.

- No proszę. Ale ty masz długie nogi … Obróć się. Ale seksowny tyłeczek. Bierzemy. – powiedziała z uśmiechem Dani.

- Na pewno ? – spytałam niepewna.

- Ależ oczywiście, Harry się tobie nie oprze. – przyjaciółka od razu zagoniła mnie to szatni i wybrała inny zestaw.



Po godzinie, dwóch byłam już zmęczona. Wraz z Dani wybrałyśmy po 10 zestawów dla każdej. Trochę moje pieniądze na karcie zmalały. No ale jak trzeba to trzeba. Za wszystko zapłaciłyśmy. Dani powiedziała żebym od razu się przebrała w ten pierwszy zestaw. Zgodziłam się.

Była godzina 18 gdy wracałyśmy do domu chłopaków. Po drodze zadzwoniłam do mamy z zapytaniem czy mogę przenocować u Harrego. Oczywiście mama zadawała mi tysiąc pytań odnośnie czy sobie poradzimy, czy mamy jedzenie i żebym nie zrobiła czegoś głupiego. Danielle idąca obok mnie ciągle się z tego śmiała. Zapewniłam mamę, że wszystko będzie w porządku. Zgodziła się.



Gdy weszłam do domu, chłopcy już tam czekali. Harry trzasnął Louisa, Louis kopnął Liama, Niall rzucił w Harrego ciastem, Liam wylał sok na włosy Zayna, Zayn uderzył Louisa, Liam popchnął NIalla, Harry zaczął się z niego śmiać, Horan uderzył Zayna piłką, choć celował w Harrego, a Liam wziął do ręki pogrzebacz do kominka.
- Ejj! - krzyknęłam. Nic. Nadal się tłukli.

- Chłopaki mordy w dupy ! - wrzasnęła Dan. Od razu zamilkli. Stanęli w ruchu. Harry miał zamiar trzasnąć Louisa, Niall celował w Zayna czekoladowym tortem, Liam trzymając pogrzebacz zaraz miał przywalić Niallowi. Wyglądali prześmiesznie.

- Co wy tu robicie? - spytałam.

- My właśnie.. Eee.. - zaczął Harry.

- Liam połóż ten pogrzebacz. - powiedziała pół przerażona Dani. Chłopak posłusznie wykonał polecenie.

- Bo Niall ukradł mi jedzenie, to ja wrzuciłem jego frytki do śmietnika, Liam zaczął nas uspokajać i dostał od Nialla w oko, przez co ma takie sine i... Zayn uderzył Nialla, Liam mu pomógł i Louis chciał odciągnąć Zayna od niego i... Jakoś tak zaczęła się bójka. Jedzenie też poszło w ruch. - wytłumaczył Harry. Stałam z miną jakbym mówiła: "Serio? Oh serio?". Zawiesiłam się..

- Zachowujecie się jak dzieci. Harry nie wiesz, że z Niallem w kwestii jedzenia jest nie warto zaczynać? – zwróciłam się do niego.

- On mi kiedyś chciał rękę odgryźć ! - odpowiedział za niego Malik.

- Jesteście dziwni. - mruknęłam.

- Tak odbiegając od tematu, co Danielle zrobiła z moją dziewczyną? – spytał zdziwiony Harry.

- Ubrałam ją po prostu.

- Ta. A moja karta do bankomatu już odmawia użytkowania.

- Przesadzasz. To było konieczne.

- To ja moją nową dziewczynę zabieram. – Powiedział Harry po czym wziął mnie na ręce i zaniósł do swojego pokoju. Pod drodze słyszałam słowa Dani : a nie mówiłam. Styles położył mnie na łóżku i zdjął ze mnie nowo zakupioną, łososiową marynarkę. Styles mruczał mi do ucha jakieś słodkie słówka, co chwilę całując mnie prosto w usta. Po dwóch minutach jego pocałunki stawały się coraz bardziej łapczywe. Jego ręce spoczywały pod koszulą na mojej talii, a ciepłe usta nachalnie żądały moich. Coraz to bardziej Harry ściskał swoje ręce. I nam przerwano.

- Wołałem was na kolacje. – powiedział wchodzący do pokoju bez pukania Louis. Oboje z Harrym się zaśmialiśmy.

- Tomlinson, puka się do drzwi. – powiedział zły Harry.

- Oj tam. Nie chce jeszcze zostać wujkiem. Jestem na to za młody i zbyt seksowny. – za te słowa Lou dostał poduszką.

- Chodźcie na dół a nie tu się kopulujecie gołąbeczki. – powiedział z uśmiechem wychodząc z pokoju.

Harry w dalszym ciągu przygniatał mnie swoim ciałem. Przeniosłam swoje ręce z jego pleców na szyję chłopaka, ten natomiast popatrzył głęboko w moje zielone oczy.

- Głodna jestem. – powiedziałam na rozluźnienie. Uśmiechy pojawiły się na naszych twarzach. Styles ostatni raz pocałował mnie w usta i mocno przytulił. Wstaliśmy i ogarnęliśmy się. Ja ponownie założyłam marynarkę, a Harry koszulkę, którą miał wcześniej, po czym splótł nasze ręce i zeszliśmy na dół.

- Zgłodniałam. – powiedziałam siadając przy stole.

- Od tych igraszek pewnie. – dorzucił Lou.

- A co? Zazdrosny? – powiedziałam żartobliwie.

- Hahahaha, chciałabyś. – zaśmiał się Tomlinson.

- Hahahaha, nie. – odpowiedziałam mu tym samym.

- Co jemy? – spytał jak zawsze głodny Horan.

- Macie tu sałatkę grecką, rybę z sosem i resztę. – oznajmiła Dani kładąc dwa talerze jedzenia na stole.

- No chyba nie? Jak my mamy się tym najeść? – spytał zażenowany blondyn.

- Ktoś tu musi trzymać was w formie. Niedługo to będziecie jak słonie.

- No tu już jeden słoń jest. – powiedziałam kiwając głową w stronę Hazzy.

- No ej. – obraził się.

- Na ej to staje pociąg. – rzuciłam tekstem mojej babci z Polski.

- A na a to mi też coś staje. – zrobiłam wielkie oczy. Nie chciałam tego komentować. Zboczone myśli chłopaków czasem mnie przerażały.

- Harry, proszę cie, swoje pragnienia zostaw dla siebie. Smacznego. – powiedziałam. Reszta się śmiała. No jakżeby inaczej.

Po skończonym posiłku w miłej i radosnej atmosferze, wszyscy zabraliśmy się za sprzątanie. Niektórzy marudzili, np. Harry.

- Po co ci ta butelka Zayn? – spytałam mulata.

- Pomyślałem że możemy zagrać w butelkę, a nie oglądać po raz kolejny filmy.

Przygotowaliśmy napoje i poszliśmy do salonu. Usiedliśmy w kółku. Postanowiłam usiąść naprzeciwko Styles’a. Tak dla zabawy jakbym go wylosowała. Pierwszy kręcił Horan. Niestety przerwano nam dzwonkiem do drzwi. Poszłam otworzyć.

- Dobry wieczór. Pani jest właścicielem tego lokalu ?

- Dobry wieczór, nie a w jakiej sprawie?

- Możemy porozmawiać z właścicielem? – spytał wyższy policjant.



----------------------------------------------------

Okej, po namowie Alicji, dodałam nowy rozdział. Nawet mi się podoba, co się często nie zdarza.
U góry po lewej stronie macie ankietę. PROSZĘ o oddanie głosu. chcę wiedzieć kto co robi ;>
Będę wiedziała na czym stoję. Od razu napisze, że dalsze pisanie opowiadania zależy od ankiety więc spinajcie tyłeczki i głosujcie, jeżeli chcecie aby ten blog dalej był prowadzony. 


+ 10 KOMENTARZY i będzie następny . 

środa, 3 lipca 2013

Ważne INFO !

Dobra. Zacznę od tego, że chcę zakończyć bloga.
Kiedyś pod każdym rozdziałem było około 15 komentarzy. A teraz? Czy to dla was tak wiele? Ja staram się pisać szybko i dłuższe rozdziały, ale widocznie was to nie obchodzi ile pracy i czasu w to wkładam. Nawet nie obchodzi was to, że proszę o te parę komentarzy żeby wiedzieć, że ktoś to jeszcze w ogóle czyta.
Czytelnicy powinni motywować, prawda? Ja z waszej strony tego nie widzę. 
Jeżeli wam się blog nie podoba to czemu nie piszecie tego w komentarzu ? Zmieniłabym coś. Ja też mogę się od was czegoś nauczyć, bo akurat w pisaniu nie jestem dobra. 


CZYTASZ = KOMENTUJESZ 

chyba to mogę od was wymagać. to nie jest dużo.  

Jeżeli chcecie zakończenia bloga możecie powiedzieć, napisze dla was epilog i będzie po sprawie. koniec moich starań i koniec waszych komentarzy. 

wtorek, 18 czerwca 2013

Rozdział 28



- Alex co się stało? – spytał Harry.

- Mike zapomniał kluczy do domu, a rodzice w pracy. Wysłałam mu esa z adresem. Już myślałam, że coś się stało.

- Weź nas nie strasz, okej? – powiedział Lou.

- To nie moja wina. – odpowiedziałam.

- Dobra ćśiiii, oglądamy. – uciszał nas Liam.



Zaczęliśmy oglądać film „Intruz”. Horan oczywiście musiał latać po jedzenie, bo inaczej to byłoby nie możliwe. Uznalibyśmy, że byłby chory albo coś w tym rodzaju. Na początku trochę nie skumałam o co chodziło, a pod koniec oczywiście musiałam się rozryczeć. Dani też. W między czasie Mike wpadł po klucze, tak jak mówił. Po dwugodzinnym filmie nastała 21. Na dworze było ciemno, więc pora była się zbierać.

- Muszę już iść. – powiedziałam wstając z kanapy.

- Tak ja też. – dołączyła do mnie Danielle.

- Może chcecie zostać? – zaproponował Malik.

- Nie dzięki, muszę jutro wcześnie wstać, bo chciałabym rozejrzeć się za szkołą. Za tydzień koniec wakacji. – odpowiedziałam.

- Jak chcesz mogę ci pomóc. – zaoferowała Dani.

- Zdzwonimy się. To ja już pójdę. – zabrałam bluzę z kanapy i udałam się w kierunku wyjścia.

- Odprowadzę cię. – powiedział Harry.

- Okej, cześć wszystkim i dobranoc! – krzyknęłam.

- Dobranoc. – odpowiedzieli.



Wieczór był nadzwyczaj ciepły, co nie zdarza się często. Wychodząc z domu Harry splótł nasze ręce. Lubiłam jak to robił. Uśmiechnęliśmy się do siebie i skierowaliśmy się w kierunku mojego domu.

- Alex ?

- Słucham …

- Cieszę się, że znowu jesteśmy razem. – powiedział ściskając mocniej moją rękę.

- Tak ja też.

- Myślałaś już nad szkołą? – po chwili spytał zmieniając temat.

- Nie, znaczy kolega Mike’a zaoferował mi szkołę do której chodzi. Wydaję mi się całkiem niezła patrząc na profile.

- A na co byś chciała zdawać?

- Profil sportowy z naciskiem na siatkówkę. Muszę się jeszcze Max’a spytać czy przed przyjęciem są jakieś egzaminy sprawnościowe czy coś w tym stylu.

- Max tam chodzi? – spytał szybko.

- Tak. Nie mów mi, że będziesz zazdrosny. – spojrzałam na niego spod łba.

- O ciebie zawsze. – Harry objął mnie w pasie i wpił mi się w usta.

Nawet nie zauważyłam kiedy byliśmy już przy domu. Trwaliśmy tak przez dłuższą chwilę.

- Muszę już iść. Do zobaczenia jutro ? – spytałam.

- Owszem. Cześć skarbie. – ostatni raz mnie pocałował.



Była godzina 23 kiedy umyta położyłam się do łóżka. Na początku nie mogłam zasnąć. Postanowiłam wejść na twittera. Wzięłam swojego białego Mac’a i położyłam go na kolana. Odpaliłam. Na wyświetlaczu monitora widniało moje wspólne zdjęcie z Julią. Uśmiechnęłam się do siebie. Przypomniało mi się, że Julka miała przyjechać do Londynu pod koniec wakacji. Akurat takowy się zbliża. Kiedy weszłam na TT od razu do niej napisałam. Wiem, że lepiej byłoby zadzwonić, ale nie chciałam jej przeszkadzać. W sumie powinnam jej powiedzieć, że wróciłam do Harrego. Wiedziała, że prędzej czy później do niego wrócę. Za dobrze mnie znała. Wyłączyłam laptopa i odstawiłam go na biurko, ponieważ zmorzył mnie sen. Od razu przykryłam się kołdrą i poszłam spać.



Następnego dnia rano.



- Alex! – usłyszałam budzący krzyk mamy z korytarza. Szybko wstałam z łóżka i otworzyłam drzwi.

- Co się stało? – spytałam zamulona.

- Jest godzina 11, a na dole czeka na ciebie jakiś chłopak.

- Przekaż mu, że zaraz zejdę.

- Z nikim się dzisiaj nie umawiałam. Może to Harry? Niee. Dawno by do mnie przyszedł.- pomyślałam

Wyciągnęłam z szafy jasne, obcisłe rurki i delikatną bluzkę na krótki rękaw, która z tyłu miała delikatnie prześwitujący materiał. Udałam się do łazienki, by wziąć poranny prysznic. Odkręciłam zawór z ciepłą wodą i pozwoliłam jej spłynąć po moim ciele. W wyniku czego przeszedł je przyjemny dreszcz. Gdy poczułam się odświeżona od razu wyszłam i zakryłam się ręcznikiem. Nabalsamowałam ciało i ubrałam się w przygotowane ubrania. Zrobiłam lekki make-up i wróciłam do pokoju. Wysprzątałam trochę w nim. Wszystko to zajęło mi tylko pół godziny, więc byłam dumna z siebie, że nie dłużej. Wsunęłam na nogi swoje czarne converse i zeszłam Wychodząc z pokoju zabrałam z szafy telefon. Kiedy schodziłam schodami zobaczyłam przy stole siedzącego Max’a.

- Co tu robisz? – spytałam zdziwiona.

- Kiedy ostatnim razem rozmawialiśmy wspominałaś coś o szkole i pomyślałem, że ci pomogę. – uśmiechnął się.

- Miałam do ciebie dzwonić dzisiaj. Czytasz mi normalnie w myślach chłopie.

- Harry nie będzie zazdrosny? – spytał.

- On nie ma nic do gadania. Mamo my już idziemy. – zwróciłam się do rodzicielki.

- A śniadanie?

- Zjem na mieście. – pocałowałam mamę w policzek. Kiedy wychodziliśmy z wieszaka zabrałam bluzę brata.

-Max?

- Tak?

-Od czego zaczniemy? - odpowiedziałam mu pytaniem.

-Pójdziemy najpierw może do mojej szkoły, tam, gdzie chciałaś. Liceum ogólnokształcące imieniem Paula McCartney'a.

-Już mi się podoba. Jeszcze muszę tylko się skontaktować z Dan, też chciała pomóc. 

-Dan? - spytał zdziwiony.

-No Danielle, bystrzaku. Dziewczyna Liam’a jakbyś nie wiedział. W sumie to skąd mógłbyś wiedzieć. - uśmiechnęłam się



Po drodze zadzwoniłam do Danielle. Mieliśmy spotkać się na placu przy Big Benie. Przyjechała samochodem, więc nas podrzuciła na miejsce. Jeśli chodzi o sam budynek, to robił wrażenie, zdecydowanie. Była ogromna. Od razu przypadła mi do gustu, jeśli chodzi o samą architekturę i wygląd.
Weszliśmy do środka, a tam był wywieszony duży napis: "Witamy Nowicjuszy!". Najwidoczniej, były dni otwarte w szkole.
Razem z Max’em i Dani trochę się rozejrzeliśmy. To po klasach, to po dziedzińcu i zewnętrznej stronie szkoły. Oczywiście pierwsze co musiałam obejrzeć była sala gimnastyczna oraz boisko za budynkiem. Podczas wycieczki Ruther trochę opowiedział mi o szkolnej historii. Dowiedziałam się też, że chodzą do tej szkoły różne elity, co chyba nie jest żadną nowością. 

-I jak? Podoba się? - spytał po chwili. 

- Jest lepiej niż myślałam. Wzięłam papiery ze sobą. 

-To dobrze, bo już niewiele czasu zostało. - skomentowała Peazer. 

Miała rację. Lepiej późno niż wcale.
Tak zrobiłam. Lecz nie tylko ja składałam podanie, było jeszcze wielu innych uczniów. Dykrektor, po przeczytaniu mojego CV i rozmowie ze mną, zapisał mnie do klasy sportowej, tak jak sobie życzyłam i powiedział, że jak najbardziej jest możliwość przyjęcia mnie. Wydawało mi się, że szukanie szkoły będzie bardzo trudne, bo w Londynie jest ich całkiem sporo. Ale skoro trafiła się taka świetna okazja, to czemu nie.

Po całych dwóch godzinach wybraliśmy się na zdrowy spacer, a później Max zaprosił mnie i Danielle na lody.

Siadając ze słodyczą w dłoni na ławkę poczułam wibrowanie telefonu.

- Tak?

- Cześć Alex, Dani jest z tobą może? – spytał zdenerwowany Liam.

- Jasne, a co?

- Bo nie odbiera ode mnie telefonów.

- Dobra powiem jej. Pa. – odłożyłam słuchawkę.

-Dani, czemu nie odbierasz telefonu? Liam się martwi. – zwróciłam się do niej.

- A dzwonił? Nie słyszłam.

- Nie możesz tak chłopaka stresować Danielle. – zaśmialiśmy się.

- Bardzo śmieszne. To wina telefonu, że nie dzwonił.

- Ciekawe czy Harry ma to samo.

- Zadzwoń do niego – zaproponował Max.

- Jak kocha to poczeka. Mi się nigdzie nie śpieszy. – uśmiechnęłam się do obojga.



----------------------------------------------------

No i mamy kolejny rozdział. Przepraszam, że musiałyście tak długo czekać ale jest koniec roku co za tym idą poprawy, sprawdziany i nauka, a w między czasie też nie miałam weny.

Dziękuję ogromnie za pomoc mojej kochanej Alicji z bloga -> KLIK! Gdyby nie Ty to by ten rozdział nigdy nie powstał.

Mam nadzieje, że wam się spodoba. Teraz rozdziały będą częściej się pojawiały bo poprawy mam już za sobą. I to też zależy od was jak wyrobicie się z komentarzami.

10 komentarzy a pojawi się nowy. ! Ciao !

niedziela, 12 maja 2013

Rozdział 27



W progu stała dziewczyna o brązowych, kręconych włosach. Była ubrana w czarne rurki, białą koszule i czerwoną marynarkę. Jej kolor skóry był trochę przyciemniony. Była po prostu idealna. Liam złapał ją za rękę i podszedł do nas.

- Ekipa, to jest Danielle, Danielle to moi przyjaciele. Harry jego dziewczyna Alex, Louis, Niall i … Gdzie Zayn?

- Zayn jest w łazience, zaraz przyjdzie. Miło nam cie poznać. Alex – wyciągnęłam rękę w stronę dziewczyny. Ta serdecznie ją uściskała.

- Liam, nie pamiętam żebyś się nam chwalił dziewczyną. – Louis przyjął pozę myśliciela. Wyglądało to dosyć śmiesznie.

- A ja nie pamiętam kiedy ty coś pamiętałeś. – odgryzł mu się Liam.

- Dajcie spokój panowie. – dołączył do nas Zayn. – Będziemy tu tak stali i się gryźli czy idziemy?

- Idziemy. - stwierdziłam.

Uśmiechnięci wyszliśmy z domu. Dobrze zamknęłam za sobą drzwi. Na stole w kuchni zostawiłam list w razie jakby, któryś z domowników wrócił wcześniej. Dużą grupą udaliśmy się w stronę miasta. Ja z Danielle od razu się polubiłyśmy. Obie szłyśmy z przodu rozmawiając o kosmetykach, ubraniach czy też o naszych chłopakach.

- Czy ja dobrze słyszę? Liam one nas obgadują. – skierował się Harry do Liama.

- A to już nie można? – odwróciłam się przodem do nich.

- A co? Aż takie złe zdanie masz o mnie? – spytał się loczek.

- A żebyś wiedział. – wytknęłam mu język. Nagle wpadłam na kogoś. – uhg, przepraszam. … O hej Max. – cała banda przystanęła.

- Cześć. Nie wiedziałem, że cie tu dzisiaj spotkam. – uśmiechnął się.

- Taki spontaniczny wypad. Mojego brata nie ma z tobą może? – zaczęłam rozglądać się po okolicy.

- Nie, a co?

- Zgubił się gdzieś. A właśnie, Max to moi przyjaciele. Harrego już znasz, to jest Niall, Liam i jego dziewczyna Danielle, Louis i Zayn. – Harry od razu złapał mnie za rękę, by przypomnieć koledze, że jestem zajęta. Jak już kiedyś wspomniałam – zazdrość.

- Miło was poznać. Ja już będę leciał bo musze odebrać Tori od babci. To na razie wszystkim. – powiedział zerkając na zegarek.

- Na razie. ! – odpowiedziałam za wszystkich. Wraz z Danielle wróciłyśmy do rozmowy. Dziewczyna prosto z mostu spytała się co to za była za dupa.

- Ekhem. Nie rozpędzacie się za bardzo? – zwrócił się Liam do Danielle.

- Oj, daj spokój. – przytuliła się do chłopaka.

- A mój chłopak to mnie już nie przytuli. – Harry od razu znalazł się przy mnie.

- Widzisz jak na zawołanie. – zaśmiałyśmy się z Danielle.

- Dobra koniec tego. Idziemy do wesołego miasteczka. – stwierdził Louis.

- A zjemy coś po drodze? – spytał Niall.

- Dopiero co jadłeś śniadanie. – zwrócił się do niego Zayn.

- Wy mnie kiedyś zagłodzicie. – oburzył się Horan.



Przed wesołym miasteczkiem obiecaliśmy blondynowi, że pójdziemy na lody. Kiedy Irlandczyk zobaczył budkę z lodami od razu do niej podbiegł. Nie obyło się bez około 5 gałek dla niego. Ja jakoś nie miałam ochoty na zimną słodycz więc odpuściłam sobie. Wraz z Danielle usiadłyśmy sobie na ławce. Byłam trochę ciekawa jak to się im potoczyło z Liamem, bo przecież nasz Daddy Direction nic nam nie mówił. Dziewczyna powiedziała, że spotkali się przypadkiem na jakimś pokazie, na którym tańczyła. Wymienili się numerami i tak się zaczęło. Co za romantyczny z bieg okoliczności. Liam jest opiekuńczy, śpiewa w zespole i jest cudownym przyjacielem, a Dani jest piękną dziewczyną, która wywarła na mnie bardzo pozytywną opinie. Byli dla siebie idealni. Powinnam powiedzieć, że są. Kiedy chłopcy skończyli się opychać lodami poszliśmy w stronę wesołego miasteczka. O godzinie 13 było nawet sporo ludzi. No tak, dzisiaj była sobota więc większość rodzin chciało spędzić razem czas. Jeszcze nawet nie ogarnęłam, że za tydzień szkoła. Tak ten czas szybko zleciał, a ja jeszcze nie wybrałam gdzie chcę iść. W sumie oferta Max’a wydawała się całkiem okej. Zawsze ciągnęło mnie do sportu więc czemu by nie skorzystać. Z rozmyślań wyrwał mnie Harry pytający się od czego zaczniemy.

- Chodźcie tam! – pokazał Louis na najwyższą kolejkę.

- Chyba podziękuję takiej przejażdżki. – spojrzałam w górę.

- Będę obok ciebie. – powiedział trzymający mnie za rękę Styles.

- No chyba się nie boisz? – spytał mnie Zayn. – chyba, że to tylko pozory.

- No pewnie, że się nie boję. – walnęłam go w ramię.

- No to idziemy. – powiedział Niall.

- A gdzie nasza druga zakochana para? – zaczął szukać ich wzrokiem Louis.

- Pewnie poszli na coś mniejszego. Nie myślałam, że zostanę sama z wami, bez Dani.

- Dobra, nie gadamy tylko idziemy. – pośpieszał nas Zayn.

Ustawiliśmy się w kolejce. Oczywiście nie obyłoby się bez robienia fotek i rozdawania autografów. Nie często widzi się swoich idoli w wesołym miasteczku. Po jakiś 20 min siedzieliśmy już w kolejce. Zayn, Niall i Louis siedzieli przede mną i Harrym. Moje serce skakało chyba na skakance z przerażenia. Kiedy kolejka ruszyła złapałam Harrego za rękę. Przejażdżka dla mnie trwała wieczność. Kiedy już mogłam postawić nogi na ziemi odetchnęłam z ulgą. Chłopcy się śmiali, że wrzeszczałam z nich najgłośniej. No w końcu jestem dziewczyną więc mogłam. Po wystrzałowej kolejce zgodziłam się na „Tornado”. Wyglądało trochę groźnie, ale było całkiem fajnie.

Po obskoczeniu jeszcze 4 innych kolejek miałam już dość. Usiedliśmy na ławce. W oddali szedł do nas Liam z Danielle.

- A wy gołąbeczki gdzie się szlajaliście? – spytał oburzony Lou.

- Tam i ówdzie.

- Ja już z nimi nigdy więcej nie pójdę do wesołego miasteczka. – stwierdziłam.

- Aż tak źle? – spytała Dani.

- A żebyś wiedziała. Louis z Zaynem ciągnęli nas po tych najgorszych kolejkach. – odpowiedziałam.

- Pfff. – parsknął Zayn.

- Może pójdziemy coś zjeść? – spytał Niall.

- Ten jak zwykle o jedzeniu. – dorzucił Harry.

- W sumie ja też zgłodniałam od tego napływu wrażeń. – zrobiło mi się pusto w brzuchu.

- Chociaż jedna mnie popiera. – przybiłam z Horanem piątkę.

- To chodźcie.



Postanowiliśmy pójść na pizze. Od częstych wypadów na taką pizze mogłam przybrać na wadze. Poszliśmy do najbliższej pizzerii. Usiedliśmy przy sporym stole i złożyliśmy zamówienie. Długo nie musieliśmy czekać. Po przyjściu kelnera od razu zabraliśmy się za jedzenie. Po naszych minach było widać, że jesteśmy trochę zmęczeni i głodni.

Była godzina 18. Ten czas szybko mijał. Postanowiliśmy pójść do domu chłopaków. W między czasie zadzwoniła do mnie mama, która chciała się dowiedzieć gdzie jestem.

Weszliśmy do ich domu.

- Dawno mnie tu nie było. – stwierdziłam rozglądając się po pomieszczeniach.

- Trzeba to zmienić. – powiedział Harry łapiąc mnie za rękę.

- A właśnie Dani, uważaj na łazienkę u góry. Ona lubi się zatrzaskiwać. – zwróciłam się do dziewczyny.

- Drzwi już naprawione. – powiedział Liam.

- Haha, po tym jak od nas wyszłaś, to Zayn się zatrzasnął – powiedział z uśmiechem Louis.

- Dzięki Lou. – poklepał przyjaciela po ramieniu.

- Co powiecie na jakiś film? – zaproponował Niall.

- Oooo. Dawno nic nie oglądaliśmy. – stwierdziłam

- Chodź Alex przygotujemy napoje i coś do jedzenia bo znając Nialla …

- Jezu kocham was normalnie. – powiedział uradowany Horan.

- To my chłopcy ogarnijmy jakieś siedzenie. – poganiał ich Zayn.



- Alex? – spytała Dani kiedy wyciągnęłyśmy z szafy kubki.

- Tak?

- Długo się do nich przyzwyczajałaś? – zdziwiło mnie trochę jej pytanie.

- Szczerze powiedziawszy to chyba nie. Na początku myślałam, że będzie gorzej ale po krótkim czasie kiedy spędzaliśmy codziennie razem czas to po prostu już nie wyobrażam sobie bez nich życia.

- Myślisz, że mnie też polubią?

- Na pewno. Uwierz mi. – przytuliłam dziewczynę.

- Dziewczyny! Idziecie? – krzyczał z pokoju Liam.

- Już idziemy. – wzięłyśmy w ręce miski, kubki i poszliśmy do pokoju. Ja usadowiłam się koło Harrego na kanapie obok Dani i Liama, Lou, Zayn i Niall na podłodze. Po włączeniu filmu „Straszny film 5” zadzwonił mój telefon.

- Harry weź mi podaj telefon bo leży tam na stole. – chłopak podał mi urządzenie.

- Halo? … Co się stało?


----------------------------------------------------

No i mamy kolejny rozdział. Piszcie co sądzicie. Ja już szykuje następny. 

10 kom -> nn . ;)