środa, 13 marca 2013

Rozdział 21



Bez żadnych zbędnych słów Louis włączył telewizor. Kolejny dzień na kanapie przed ekranem. Miałam już tego dosyć. Nie odzywając się wstałam i poszłam na górę. Chłopcy się nie odzywali. Kiedy weszłam do pokoju zegar wskazywał dopiero 12. Przypomniałam sobie, że gdzieś w szafie leżał mój pamiętnik. Poszperałam w komodzie koło okna. Znalazłam to co chciałam. Ostatni wpis był o tym jak to poznałam chłopców. Czytając jeszcze poprzednie wpisy poprawił mi się humor. Może nie byłam w tym momencie szczęśliwa ale uśmiech zagościł na mojej buzi. Po chwili zadzwonił telefon.

- Halo?

- Cześć córcia. Jak sobie radzicie? – spytała troskliwa mama.

- Dobrze, nie ma się co martwić. A u was jak z pracą?

- Też dobrze. Co prawda mamy dużo spotkań ale dajemy radę.

- To cieszę się. – powiedziałam z grzeczności, ale niestety mama wyczuła że coś jest nie tak.

- Alex, coś się stało?

- Nic …

- Przecież słyszę.

- Mamo, nic się nie stało.

- Na pewno?

- Na pewno. Przepraszam, ale muszę kończyć bo chłopaki mnie z dołu wołają. Pa mamo ! – tak na serio to nie wołali. Nie chciałam żeby się wydało, że jestem chora i nieznośna w stosunku do chłopców.

Tak się zaczytałam, że minęła godzina. Ten czas naprawdę wolno leciał. Czego ja w tej chwili potrzebuje? – zadałam sobie to pytanie. Odłożyłam pamiętnik pod ciuchy i zamknęłam szafkę. Bezszelestnie wyszłam z pokoju. Stanęłam przed schodami obserwując co robią chłopcy. Usiadłam na schodku patrząc na nich. Liam ogarniał coś w kuchni, Niall jadł, Louis, Zayn, Harry i jedzący blondyn śmiali się z niewiadomo czego. Miło było na nich popatrzeć. Byli szczęśliwi. Chyba że. Nieee, ja się nigdy nie mylę. Tryskała od nich radość mimo moich durnowatych humorków, przez które musieli, muszą i będą musieli znosić póki się nie uśmiechnę. W pewnym momencie zauważył mnie Liam.

- Co ty tak tam siedzisz? – spytał z uśmiechem ciągle krzątając się w kuchni.

- Nie wiem. – odpowiedziałam bez przekonania.

- Chodź do nas. – zaproponował.

- Nie mam ochoty. – nie chciałam im psuć dobrej zabawy.

- No przecież nie będziesz sama tam u góry siedzieć. Chodź ! – nalegał.

- Okej, ale nie mam ochoty z nikim rozmawiać. – zeszłam na dół.

- Jak chcesz. – dodał.

Usiadłam przy blacie. Chłopcy dalej tryskali radością jak gdyby nigdy nic. Patrzyłam na każdy ruch Liama. A to sprzątał, a to przygotowywał obiad. Jego przyszła dziewczyna będzie bardzo szczęśliwa. Szkoda, że mój brat tak nie robi. Ale i tak nie mam na co narzekać. Najpierw trzeba ogarnąć siebie, potem innych. No właśnie. Co z Harrym? Przypomniało mi się pytanie Nialla. Kocham go? Znowu do tego wracam. Przez tą ciężką noc naprawdę styki w mózgu mi się poprzestawiały.

- Liam? – spytałam.

- Tak?

- Jak to jest kogoś kochać? – nie wierzyłam że to powiedziałam.

- A rodziny nie kochasz? – spytał ze zdziwieniem siadając naprzeciwko mnie.

- Kocham, ale to nie chodzi o rodzinę.

- Chodzi ci o Harrego? – trafił w sedno.

- Ta.

- Według mnie musi minąć czas zanim się przekonamy czy darzymy drugą osobę silnym uczuciem. – jego mądrości mnie zwalały.

- Serio?

- To jest tylko moja opinia. – uśmiechnął się.

- Liam, powiedz mi czy na serio jestem taka nieznośna? – zmieniłam temat.

- Nie skąd. Przyzwyczaimy się. – wstał od blatu i wychodząc z kuchni poczochrał moje włosy.

Postanowiłam iść za nim. Widząc stojącego koło Zayna Harrego przytuliłam się do niego chowając swoją twarz w jego bluzę. Nie wiem co mi się stało. Ale chyba tego potrzebowałam. Chłopak mocno mnie przytulił. Reszta chłopców zamilkła. Oderwałam się od loczka. On z uśmiechem na twarzy pocałował mnie w czoło.

- Mama dzwoniła. Pytała się co u nas. – powiedziałam obojętnie.

- Powiedziałaś jej? – spytał Harry.

- Nie, ale mało brakowało aby mnie przejrzała.

- Która godzina? – spytał Louis.

- Dopiero 13. – odpowiedziałam.

- Jesteśmy zdani tylko na telewizor. – oznajmił Lou.

- Mówcie za siebie. Za piękna pogoda żeby siedzieć w domu. Idę się przejść i nie mam zamiaru się was słuchać. – poszłam w stronę drzwi.

- Tylko, że nie jesteś pełnoletnia i jesteś pod naszą opieką. – powiedział Harry tarasując mi przejście.

- Możesz zejść mi z drogi? – odsunęłam go ręką – dziękuję. – dodałam i wyszłam z domu.

Kiedy byłam już na powietrzu poczułam ulgę. Zaciągnęłam się Świerzym, ciepłym powietrzem. Od razu humor mi się poprawił. Oczywiście nie aż tak żebym skakała do nieba z radości ale lekki uśmiech zagościł na mojej buzi. Chłopcy odpuścili sobie pogoń za mną. Postanowiłam przejść się na wysepkę bo dawno tam nie byłam. Jak sięgam pamięcią to ostatnio byłam tu na pikniku z Horanem. Usiadłam sobie na trawie. Niebo było błękitne i bezchmurne. Powietrze pachniało jeszcze burzą. Takie odświeżenie umysłu i myśli dobrze mi zrobiło. Oczywiście i tak będę miała reprymendę w domu od chłopców. W pewnym momencie zadzwonił telefon.

- Halo?

- Cześć Alex. Tak sobie pomyślałam, że mogłabym do ciebie wpaść.

- Cześć Kate. Przepraszam cię ale nie dzisiaj, nie mam nastroju, okej?

- Okej. Jak byś mnie potrzebowała to dzwoń. Trzymaj się kochana.

- No papatki. – rozłączyłam się.

Przy okazji sprawdziłam godzinę – 13.30. Postanowiłam się przejść do parku. Włócząc się Londyńskimi ulicami widziałam to zmęczonych pracą ludzi, to rozkoszujące się zabawą dzieci na placu zabaw. Miło było popatrzeć na te małe kruszynki. Też się kiedyś takim było. Szkoda, że to nie powróci, ale też nie można rozwodzić się nad przeszłością. Trzeba patrzeć na to co jest i planować to co będzie lub czekać co przyniesie przyszłość. Coś ostatnio zanosiło mnie na obczajanie dziwnych tematów. Ale nie oszukujmy się taka prawda. Dzieci, które chcą być szybko dorosłe w mgnieniu oka zatęsknią za dzieciństwem. Ja nigdy nie chciałam dorosnąć. Kochałam tą wolność. Bez żadnych problemów czy niedoszłych kłamstw i plotek. A teraz? Ten świat schodzi. Stacza się powoli a my tego po prostu nie zauważamy. Niby dobrze niby źle. Co 2 dziecko w wieku 8 lat ma już najnowszego IPhona. Ja w tym wieku wychodziłam na dwór z koleżankami a nie siedziałam na fejsie. Z rozmyślań wyrwał mnie głos telefonu.

- Halo?

- Gdzie ty jesteś? Wiesz która godzina? – słyszałam zdenerwowany głos Harrego.

- Dobrze, nie krzycz tak i powiedz mi która jest godzina.

- 16.

- Straciłam poczucie czasu, zdarzy się. Zaraz będę w domu. – rozłączyłam się.

Tak, Harry i jego troska. Dobra, przesadziłam trochę, ale co poradzę jak mój humor nie zna granic? Powoli udałam się w stronę domu. Po kilkudziesięciu minutach doszłam do celu. Bez żadnego gadania od razu skierowałam się na górę do pokoju. Po drodze słyszałam jak chłopcy o czymś zawzięcie rozmawiali. Żaden z nich nie chciał mnie już dzisiaj denerwować. Weszłam do pokoju. Postanowiłam poczytać jakąś książkę dla zabicia czasu. Wyciągnęłam z pudła pierwszą lepszą i usiadłam na łóżku. Kiedyś czytałam tą książkę. Jest pisana przez życie. Opowiada o rodzinie, która zaadoptowała 13 letnią dziewczynkę, która miała bardzo ciężki charakter, z którym rodzice zastępczy nie mogli sobie poradzić. Dziewczyna cięła się, uciekała z domu niewiadomo gdzie, nie chodziła do szkoły. Miło było przeczytać ponownie tą książkę. Po czasie nie zauważyłam że zrobiło mi się gorąco. Przyłożyłam rękę do czoła. Znowu to samo. Znowu powtórka zeszłej nocy. Poszłam na dół.

- Znowu mam gorączkę. – zwróciłam się do chłopaków.

- Idę po tabletki. – powiedział Liam idąc do kuchni.

- Chodź do nas. – powiedział łagodnie Harry.

Poszłam. Usiadłam koło niego i Zayna na kanapie, Po chwili przyszedł Liam z tabletką i szklanką wody. Połknęłam lekarstwo i położyłam głowę na ramieniu Stylesa. Chyba nikt znowu nie chciał mi się narażać więc spokojnie włączyliśmy jakiś film. Zwinęłam Zaynowi koc i przykryłam się. Harry objął mnie ramieniem. I tak oglądaliśmy Epokę Lodowcową. Ja zmęczona gorączką nie pamiętam kiedy zasnęłam.


----------------------------------------------------

Dosyć szybko uwinęliście się z komentarzami, co mnie bardzo cieszy. 
Ten rozdział jako tako mi się nie podoba. Piszcie w komentarzach co sądzicie . 

NN-> 10 komentarzy. ;) 

czwartek, 7 marca 2013

Rozdział 20



Myślałam, że miałam przed oczami fatamorganę albo coś w ten deseń. Nie mogłam uwierzyć że chłopcy sami zrobili obiad i jeszcze nakryli do stołu.

- A co tu się dzieje? – spytałam ze zdziwienia patrząc na stół.

- Myślałaś, że pozwolimy ci gotować w takim stanie? – spytał Liam.

- Tak, tak myślałam. Mam jakieś wyznaczone miejsce czy mogę wybierać? – zaśmiałam się.

- Gdzie chcesz. – odpowiedział Zayn.

Wybrałam sobie miejsce między Niallem i Louisem. Stwierdziłam, że przy nich będzie zabawnie. I się nie myliłam. Chłopcy wygłupiali się jak tylko mogli. Nie obyło się bez bekania oraz przekomarzania się kto więcej zje albo kto pierwszy będzie miał pusty talerz. Dzięki mojemu kalectwu nie musiałam po nich sprzątać. Po obiedzie postanowiliśmy posiedzieć w domu przed telewizorem oglądając jakieś filmy. Oczywiście musieliśmy naszykować pełno jedzenia i picia. Pierwszym filmem jakim obejrzeliśmy był „Ósmoklasiści nie płaczą”. Muszę przyznać, że to jest cudowny film. Oczywiście musiały polecieć łzy z moich oczu. Chłopcy chyba też się trochę wzruszyli tylko nie było po nich widać. Udawali tych twardych. Potem obejrzeliśmy „Ted”. Nie dość, że chłopcy zarażali mnie śmiechem to jeszcze sama z siebie się głośno śmiałam. Przy włączaniu trzeciego filmu poszłam do toalety załatwić swoje potrzeby. Wchodząc po schodach na górę Hazza patrzył na mnie czy przypadkiem sobie czegoś nie zrobiłam. Dowlekłam się do łazienki. Pęcherz już nie mógł wytrzymać. 5 min i byłabym mokra. Po załatwieniu potrzeb spojrzałam na zegarek – 20. Czemu ten czas szybko leci – pomyślałam. Wyszłam z łazienki na korytarz. Nagle zrobiło mi się słabo i zaczęła boleć mnie głowa. Oparłam się o ścianę. Było mi strasznie gorąco i ciemno przed oczami.

- Harry ! Możesz szybko przyjść na górę?– krzyknęłam. Zjawił się po 10 sekundach.

- Co się stało !? – przeraził się.

- Źle się czuję. Boli mnie głowa i chyba zaraz zemdleje. – po tych słowach Styles wziął mnie na ręce i zaniósł do mojego pokoju. Odstawił mnie na łóżko. Po chwili zjawiła się reszta.

- Co się dzieje? – spytał zmartwiony Liam.

- Alex źle się czuje. – odpowiedział za mnie Harry.

- Może to przez ten wasz obiad? – wtrąciłam.

- Ale nam nic nie jest. – powiedział Zayn. – prawda? – spojrzał na chłopaków.

- Prawda. – odpowiedzieli razem.

- Zaraz mi głowa pęknie. – na mojej twarzy pojawił się grymas.

- Przyniosę ci tabletkę i szklankę wody. – powiedział Liam.

- Możecie otworzyć okno? Jest tu chyba z 40 stopni. – spytałam.

- 40 stopni to ty masz na czole, - powiedział Harry przykładając swoją rękę do mojego czoła.

- Idę powiedzieć Liamowi żeby wziął coś na zbicie gorączki. – oznajmił Niall i zniknął za drzwiami.

- Trzeba będzie powiedzieć twoim rodzicom że jesteś chora. – powiedział Harry.

- Nie. Lepiej im nie przeszkadzać kiedy pracują. Damy radę. – szybko odpowiedziałam. – Emmm, mam do was prośbę. – dodałam.

- No mów.

- Chciałabym spróbować zasnąć a wy mi trochę przeszkadzacie.

- Zanim pójdziesz spać to tutaj masz połknąć tabletki – powiedział Liam, którego nie zauważyłam jak wchodził. Posłusznie zrobiłam to co kazał. Po tym Harry pocałował mnie w czoło i wyszedł od razu za chłopakami. Na początku ból głowy nie pozwalał mi zasnąć. Tabletka zadziałała dopiero po jakiś 15 min. Gorączka ustąpiła trochę później. Zasnęłam.



Obudziłam się. Było ciemno. Harry spał. Byłam trochę osłabiona po gorączce i bólu głowy. Ledwo widziałam na oczy. Jednak to co błysnęło za oknem widziałam w 100%. O super. – powiedziałam po cichu. Po chwili zaczęło grzmieć. Kolejna, cudowna burza. Czy ta pogoda w Londynie musi być tak zmienna? Czasem mam jej dość. Nie dość, że jestem chora to jeszcze ogarnia mnie stres i strach. Moja fobia czasem jest nie do ogarnięcia. Bach! Kolejne błyśnięcie. Mój puls skoczył chyba do 200. Serce o mały włos nie wyskoczyło mi z klatki. Usiadłam na łóżku. Zamknęłam oczy. Próbowałam myśleć o czymś miłym ale i tak widziałam błyski światła. Patrząc na śpiącego Harrego nie miałam serca go budzić. Założyłam jego bluzę, moje ciepłe bambosze ( one były tak duże że gips się zmieścił ) i wyszłam na korytarz. Przy okazji sprawdziłam godzinę – 2 w nocy. W środku nocy wszystko wydawało się podejrzane. Obrazy niby za dnia pokazujące rodzinne wspomnienia, w nocy bezczelnie patrzyły się na ciebie. Za oknem wiatr gwizdał. W krótkim odstępie czasowym pojawiały się błyski i grzmoty. Zestresowana zeszłam powoli na dół. Niczym atmosfera z horroru ogarniała salon i kuchnię. Zapaliłam małą lampkę na blacie kuchennym. Kiedy nie mogłam spać zawsze robiłam sobie kakao. I tak też właśnie postanowiłam zrobić. Kiedy otworzyłam lodówkę poraziło mnie światło. Z przymrużonymi oczami wyciągnęłam mleko. Z szafy natomiast duży kubek i pojemnik z kakao. Kubek z miksturą wsadziłam do mikrofali na 2 min. Przez ten czas usiadłam na blacie czekając na napój. Oczywiście moje tętno nie zmieniło się. Dalej było mi gorąco od stresu. Przez to zdenerwowanie nie zauważyłam kiedy zaczęło padać. Cieszyłam się z tego powodu. Zawsze kiedy zaczęło padać, burza po kilku minutach przeszła. Wyciągnęłam kakao z mikrofali, zgasiłam lampkę. Po ciemku, powolutku udałam się na górę. Miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Już nie chodziło o obrazy na ścianie. Przestraszona szybko jak tylko noga mi pozwalała udałam się do pokoju. Harry spał. Położyłam kubek na stoliku nocnym. Podeszłam do okna. Burzy już nie było. Odetchnęłam z ulgą. Deszcz dalej padał. To była ściana deszczu. Przez ten stres odechciało mi się spać. Włączyłam laptopa. Dawno nie wchodziłam na TT. Oczywiście dostałam dużo wiadomości od znajomych z Polski. Odpowiedziałam na wszystkie listy. Przeglądając TT zauważyłam, że follownęło mnie dużo osób. Nie znałam ich. Tweetnęłam coś w stylu : Nie ma to jak siedzieć o 3 w nocy na TT. Wow. Ile followersów. Coś ze mną nie tak? Nie musiałam długo czekać na odpowiedź. Dziewczyny pisały, że teraz kiedy jestem z Harrym to należę do ich rodziny. Cieszyłam się, że tak miło przyjęły mnie do rodziny. Obiecałam im, że chłopcy przy najbliższej okazji ich followną. Nie zauważyłam kiedy mój kubek zrobił się pusty. Była godzina 3.30. Wyłączyłam laptopa i położyłam się do łóżka. Przytuliłam się do ciała Hazzy. On być może w czasie snu przytulił mnie mocniej do siebie. Po czasie zasnęłam z przemęczenia.



Rano. 9:00



Kiedy się obudziłam chłopaka nie było. Powoli wstałam z łóżka. Wyciągnęłam z szafy moje dresy jednoczęściowe i poszłam do łazienki. Moje włosy były dzisiaj nadzwyczaj nieogarnięte. Każdy włos w inną stronę. Wskoczyłam pod prysznic. Oczywiście gips wsadziłam w worek żeby nie zmókł. Przy okazji umyłam jeszcze włosy. Odświeżona ubrałam dresy bambosze i wyszłam z pokoju. Z dołu było słychać głosy chłopców. Uśmiechnęli się na mój widok.

- Jak się czujesz? – spytał Liam.

- Nie najgorzej. – kaszlnęłam.

Chłopcy zajadali się śniadaniem. Dosiadłam się do stołu. Położyłam ręce na stole, a na nich oparłam głowę.

- Co zrobić ci do jedzenia? – spytał znowu Liam.

- Nie jestem głodna. – odpowiedziałam.

- Jak można nie być głodnym? – zdziwił się Niall.

- Najwidoczniej można. – dorzucił Zayn.

- Ciężką noc miałaś? – spytał Harry z pełną buzią jedzenia.

- Tak więc mogę być nieznośna. – podniosłam głowę i spojrzałam na nich. Oni dalej jedli. – widzę, że boicie się ze mną rozmawiać żebym czasem czegoś za dużo nie powiedziała. – zaśmiałam się.

- Dokładnie. – powiedział Louis.

- Super. To ja was zostawię bo czasem jeszcze krzywdę któremuś wyrządzę. – wstałam od stołu i poszłam do salonu usiąść na sofie. Chłopcy skończyli jeść śniadanie więc zabrali się za sprzątnięcie stołu.

- Na pewno nic nie chcesz do jedzenia? – krzyknął Liam z kuchni.

- Mam ręce więc jak zgłodnieje to sobie zrobię. – odkrzyknęłam.

- Zaczyna się. – powiedział Niall przekonany, że tego nie słyszałam.

Włączyłam telewizor. Chłopcy po chwili dołączyli do mnie.

- Co dzisiaj robimy? – spytałam mozolnie przełączając kanały na pilocie.

- A co chcesz? – spytał Zayn.

- Poszłabym na spacer. Kocham zapach powietrza po deszczu i burzy.

- Nie ma mowy. – powiedział stanowczo Harry.

- Dlaczego? – zdziwiłam się

- Przeziębiona nie wyjdziesz na dwór. Chcesz się jeszcze bardziej rozchorować i wylądować w szpitalu?

- A co ci do tego? To chyba mój organizm nie twój. – mój humorek przekroczył granice.

- Harry ma racje. – wtrącił się Louis.

- Nie będę siedziała bezczynnie w domu przez jakąś głupią gorączkę. – wstałam z kanapy.

- Będziesz. – Harry pociągnął mnie mocno za rękę przez co usiadłam z powrotem.

- Nie jestem psem, więc tak mnie nie traktuj. – wyrwałam rękę jego uścisku. – a wy co się gapicie? – spojrzałam na resztę.

- Przed nami ciężkie dni chłopcy. – powiedział Zayn patrząc na każdego z zespołu.

- Takie życie. – powiedziałam na zakończenie konwersacji.



-----------------------------------------

No to mamy kolejny rozdział. Piszcie jak wam się podoba. 
NN -> 10 komentarzy. 

Ps. zrobiłam nową ankietę u góry. chcę zobaczyć ile osób jeszcze czyta moje opowiadanie. ;)

środa, 20 lutego 2013

Rozdział 19



Ósma rano.



Kiedy się obudziłam spojrzałam zaspana na zegarek. Zazwyczaj jestem śpiochem. No tak. Skoki nastroju. Wygramoliłam się spod kołdry oraz ręki Harrego. Nie byłam jeszcze przyzwyczajona do gipsu więc żółwim ruchem poszłam do łazienki się ogarnąć. po jakiejś godzinie wyszłam z łazienki. Harry jeszcze spał. Wyszłam na korytarz. Oczywiście wychodząc z pokoju musiałam na kogoś wpaść. Nie byłabym sobą gdyby mi się to nie przytrafiło.

- Ał. Sorki. - powiedziałam kiedy spadłam na podłogę.

- Nie, to ja przepraszam. - powiedział drapiący się w głowę Niall.

- Co się szlajasz tak rano? - spytałam próbując wstać.

- Czekaj pomogę ci. - blondyn powiedział łapiąc mnie w tali i podnosząc.

- Dzięki. - poczułam się trochę skrępowana ponieważ Irlandczyk dalej trzymał swoje ręce na moim ciele. - To powiesz mi w końcu co robisz tak wcześnie rano? - speszyłam się odwracając się do niego przodem.

- Nie mogłem spać. - odparł.

- Ja też. - uśmiechnęłam się lekko. Zapadła niezręczna cisza. Zawsze mieliśmy jakieś tematy do rozmowy, ale ostatnio to się zmieniło. Jakby to ująć? Nie jest tak jak dawniej.

- Idziesz na dół? - spytał po chwili.

- Tak, jasne.

Zeszliśmy. W kuchni jak i w salonie pusto. Chłopaki to śpiochy więc czego można się spodziewać. Od razu udałam się do lodówki wyciągnąć mleko. Z szafki wzięłam kakao, wszystko do kubka i do mikrofali. Niall usiadł przy blacie patrząc z uwagą na moje poczynania.

- Co mnie się tak przyglądasz? - uśmiechnęłam się wyciągając ciepłe kakao.

- A nic, tak sobie. - speszyło go moje pytanie. Usiadłam na przeciwko niego.

- Jak to się stało, że jesteś z Harrym? - spytał po chwili.

- I to cię dręczy? - pytanie za pytanie.

- Chyba najlepszemu przyjacielowi mówi się wszystko?

- Harry wymyślił dziewczynę, którą miał zaprosić na randkę. Ja mu w tym pomagałam. Potem się okazało, że to dla mnie i jakoś tak wyszło. - powiedziałam po czym napiłam się kakao.

- Kochasz go? - spytał patrząc mi głęboko w oczy.

Zatkało mnie jego pytanie. Nie wiedziałam co powiedzieć. Nie myślałam jeszcze o tym. Muszę przyznać, że Harry nie był mi obojętny. Z jednej strony lubiłam to, a z drugiej nie wiedziałam czy na prawdę go kocham. Podejrzewałam, że musi minąć czas żebym przekonała się do miłości. Niall dalej patrzył na mnie oczekując odpowiedzi.

- Nie wiem. - odpowiedziałam.

W tym czasie po schodach schodzili już chłopcy. Spojrzałam znacząco na Nialla. Reszta z pozytywnym humorem zaczęła pałaszować moją lodówkę. Każdy wyciągał co chciał. W końcu lodówka nie była zamknięta na kłódkę. Harry usiadł koło mnie obejmując przy okazji.

- Co tak szybko dzisiaj wstaliście? - spytał nas.

- Nie mogliśmy spać. - odparł szybciej blondyn.

- Coś się stało? - spojrzał na mnie Harry.

- Nie, nic. - musnęłam jego policzek.

- Co dzisiaj robimy? – spytał Lou z pełną buzią.

- Spotkałabym się z dziewczynami. Dawno ich nie widziałam. – powiedziałam kładąc pusty kubek do zlewu.

- W takim stanie? – zdziwił się Styles.

- No a czemu by nie? Jestem już duża jakbyś zauważył. Dam sobie radę. – przewróciłam oczami.

- To my może skoczymy do studia? Dawno nas tam nie było. – stwierdził Liam. Chłopcy przytaknęli.

- To zgadane. O 15 w domu? Jak coś to dzwońcie. – powiedziałam i poszłam się przebrać.

Mozolnie właziłam po schodach. Pierwszy raz w życiu byłam w takim stanie. Weszłam do pokoju i zabrałam rzeczy do łazienki. Ubrałam się, uczesałam i z uśmiechem na twarzy kulejąc wyszłam z pomieszczenia.

- Nie chcę żebyś szła sama i to jeszcze z gipsem. – powiedział Harry obejmując mnie.

- Harry nie dociera to do ciebie? Dam sobie radę. – powiedziałam.

- To już nie mogę się o ciebie martwić? – spytał.

- Możesz ale nie rób ze mnie nie wiadomo jakiej kaleki, okej?

- Dobrze, ale jakby się coś stało to masz do mnie dzwonić, okej?

- Okej. – pocałowałam go namiętnie.

Chłopak uspokoił się trochę, ale i tak wiedziałam, że nie chciał mnie puścić samej. Zeszliśmy na dół. Chłopcy już musieli iść. Pożegnałam się z chłopakami i zadzwoniłam do Kate. Umówiłyśmy się w Milkshake City za 30 min. Postanowiłam już wyjść z domu żeby dotrzeć z gipsem na czas. Dawno nie byłam na takim spacerze. Pomyślałam, że dobrze mi to zrobi. Trochę było mi ciężko z chodzeniem o kulach ale jakoś doszłam na miejsce. Kate już była.

- Spóźniłam się? – spytałam z uśmiechem.

- To ja za szybko przyszłam. Co ci się stało!? – spojrzała na gips.

- A taki mały wypadek mieliśmy.

- A co się stało!? – dziewczyna nie odpuszczała.

- Jechaliśmy z Harrym wieczorem samochodem i dzik wyszedł na jezdnię. Po dwóch tygodniach mi ściągną. – zapewniłam ją. – Lepiej mów co u ciebie.

- Gramy sobie z dziewczynami. I tak po za tym to nic ciekawego. – stwierdziła.

- Chętnie bym sobie pograła ale z gipsem to tak nie bardzo. – zaśmiałam się.

- To jak ci ściągną to pisz do mnie i wtedy się zgadamy, ok.? – zaproponowała.

- Okej. – poczułam wibracje telefonu. – Przepraszam cię na moment. – odebrałam. – Halo? … Nie, nic mi nie jest … Tak żyje … O 15 w domu … buzi pa. – rozłączyłam się.

- Kto dzwonił? – spytała koleżanka popijając shake’a.

- Harry. – przewróciłam oczami. – Człowiek nawet z domu nie może spokojnie wyjść bo od razu myślą że sobie krzywdę zrobię.

- Oj tam. Przesadzasz, martwi się chłopak, a ty go tak traktujesz. – zaśmiała się. Ja razem z nią.

- Wiesz, że oni się mną opiekują przez dwa tygodnie? Brat pojechał z kolegami, a rodzice do pracy poza Londynem. Głupki sami się zgodzili. Gdybyś widziała taty minę jak się zgłosili do pomocy. – zaśmiałam się.

- Chyba nie będzie aż tak źle?

- Mam nadzieje. Harry to będzie za mną wszędzie łaził. – znowu przewróciłam oczami.

- Wy razem jesteście? – zdziwiła się.

- Tak. – uśmiechnęłam się.

- To gratulacje. Wiesz co? Muszę was kiedy odwiedzić. – stwierdziła.

- Chętnie. Wpadaj kiedy chcesz. Drzwi otwarte. – posłałam dziewczynie uśmiech.

Przesiedziałyśmy jeszcze jakąś godzinę na rozmowie i udałyśmy się do parku. Pogoda tego dnia była piękna jak na Londyn. Cudowne niebo. Ciepły wiaterek. Usiadłyśmy z Kate przy fontannie. Dużo gadałyśmy i plotkowałyśmy. Sporo się niej dowiedziałam. Na przykład to, że w wieku 10 lat trenowała piłkę nożną. Opowiadała mi też o szkole, do której chodzi i że serdecznie mnie do niej zaprasza. Byłybyśmy w tej samej klasie. Hmm. Czemu nie? Po wakacjach, które kończą się za 6 tygodni będę musiała wybrać z bratem szkołę. Nie potrafię sobie tego jakoś wyobrazić. Może będzie lepiej niż w Polsce? A właśnie. Co się stało z Julką? Miałyśmy iść na zakupy. Miała zadzwonić. Nie wiem co się z nią stało. Ale żem sobie przypomniała. Po jakiś 2 godzinach spojrzałam na zegarek – 13. Postanowiłyśmy zajrzeć jeszcze do centrum handlowego. Kate nalegała żebyśmy jednak nie szły ale ja się uparłam. Aż taką kaleką nie jestem. Po jakimś czasie oczywiście ktoś musiał do mnie zadzwonić.

- Halo? Cześć mamo … Nie wszystko dobrze … Jestem z koleżanką na mieście, a chłopcy musieli jechać do studia … Ale nie krzycz na mnie … Nic mi nie będzie … Dobrze będę na siebie uważać … pa kocham cie … - rozłączyłam się. – Teraz to i się rodzice martwią. – dodałam.

- A czemu by nie mieli się martwić? – zdziwiła się.

- Kiedy mi powiedzieli, że zostanę sama w takim stanie to trochę się wkurzyłam. No wiesz.

- Ale masz chłopców do towarzystwa. – uśmiechnęła się.

- Tak wiem. – odwzajemniłam uśmiech. – Słuchaj jest już 14.30 muszę już iść do domu, a trzeba jakoś dojść. Zgadamy się okej?

- Okej. Do zobaczenia. – pożegnałyśmy się uściskiem.

Powolutku udałam się do domu. Po drodze zahaczyłam o sklep spożywczy. Kupiłam parę rzeczy do lodówki. Nie było mi jakoś ciężko iść z tymi zakupami i kulami. Poradziłam sobie. Chłopcy byli już w domu.

- Cześć głupki! – krzyknęłam kiedy weszłam do domu.

- Ej, pomogę ci. – podbiegł do mnie Liam.

- O dzięki. – podałam brunetowi zakupy.

- Gdzie reszta? – spytałam.

- W kuchni – poszłam za Liamem.

Kiedy weszłam do pomieszczenia doznałam olśnienia.



---------------------------------------------------

Heej. ! Coś długo mnie nie było. Nie miałam czasu ani humoru przez nagłe, przykre wydarzenie. Jakbyście zauważyły to po prawej stronie u góry będę pisała kiedy około będą kolejne rozdziały. Stwierdziłam że będziecie lepiej poinformowane. ;) 

Co do tego rozdziału to nie jestem zadowolona. Jest jakiś dziwny. no ale to wy oceniacie ; ) 10 komentarzy poproszę, bo ostatnio mało się udzielacie. Było by miło gdyby było więcej niż 10. ;) 

Ciao ! 

wtorek, 19 lutego 2013

Liebster Awards 2

Hello ! Dzisiaj post dotyczący nominacji. Zostałam nominowana drugi raz. Tutaj macie linka do bloga dziewczyny : klik ! DZIĘKUJĘ ZA NOMINACJE ; *

Pytania :

1.Od kiedy jesteś Directioner ?
- od 22 maja. czyli nie cały rok. 

2. Jakie miejsca chciałabyś odwiedzić ?
- Londyn, Paryż, Malta.

3. Dlaczego postanowiłaś pisać bloga ? 
- Napisałam krótkie opowiadanie, które dałam koleżance, która później namówiła mnie do założenia bloga z opowiadaniem.

4. Do jakich fandomów należysz ?
- Directioner

5. Jaka jest twoja ulubiona książka ?
- Paranomralność lub Mikołajek. ( czytam mało książek )

6. Który z członków One Direction cie zafascynował i dlaczego ? 
- Nie potrafię wybrać, bo każdy z nich ma w sobie oryginalną cechę, która mnie fascynuje.

7. Lato vs. Zima ? 
- Zima <3

8. Frugo vs. Tymbark ?
- TYMBARK <3

9. Co chciałabyś robić w przyszłości ? 
- duuuużo rzeczy. Chciałabym trenować siatkówkę, być nauczycielem wf-u, informatykiem.

10. Ulubiony film ? 
- za dużo ich żeby wybrać ten jeden.

11. Ulubiona piosenka w wykonaniu One Direction ?
- Little Things <3 






poniedziałek, 28 stycznia 2013

Rozdział 18



Niedziela 10 rano.

- Dzień dobry panienko. Jak się spało? – usłyszałam radosny głos pielęgniarki, która właśnie weszła do sali.

- Dzień dobry. Spało się dobrze. Która godzina jeśli można wiedzieć. – spytałam.

- Po 10.

- Już? Kiedy mogę odebrać wypis? – spytałam pocierając rękami oczy.

- Za godzinę. Spokojnie się przebierz, spakuj rzeczy i wtedy przyniosę ci wypis. – powiedziała z uśmiechem i wyszła z pomieszczenia.

Ja zaczęłam się powoli zbierać. Trochę miałam trudności ze wstaniem z łóżka przez ten gips. Mozolnie wzięłam swoje rzeczy i udałam się do łazienki w celu przebrania szpitalnych łachmanów. Czołgając się do łazienki mijałam płaczących rodziców, którzy usłyszeli złą wiadomość albo dzieci bawiące się z psychologiem. Taki widok ranił mi serce. Po drodze zastanawiałam się jak ci wszyscy ludzie to przeżywają? Albo lekarze, którzy widzieli milion razy jak ktoś umiera na stole operacyjnym. Takie myśli dręczyły mnie aż do łazienki. Z trudem zmieniłam ubrania i się odświeżyłam. Kiedy wychodziłam oczywiście musiałam przypadkiem kogoś potrącić. W tym momencie moja nieudolność przechodziła wszelkie granice. Wchodząc do swojej sali zobaczyłam Stylesa siedzącego na szpitalnym łóżku.

- Dzień dobry – powiedziałam z uśmiechem.

- Cześć skarbie. – podszedł i pocałował mnie w czoło.

- Jeszcze tylko wypis i możemy wychodzić. – wzięłam swoją torbę.

- Daj, wezmę to. Liam czeka w samochodzie. – objął mnie ramieniem. Wyszliśmy z sali.

Przy odbiorze wypisu pani recepcjonistka życzyła nam wszystkiego dobrego. Z uśmiechem pożegnaliśmy się jeszcze z lekarzem i wyszliśmy ze szpitala. Przy samochodzie stał Liam. Od razu przybiegł do nas i wyściskał za wszystkie czasy. Zaczęliśmy się wszyscy śmiać. Pojechaliśmy do mnie. Oczywiście przy wejściu rodzice staranowali mnie uściskiem. Brat oczywiście też się załapał. Potem 3 ucieszone mordki – Zayn, Louis i Niall. Wszyscy na nas czekali, jakby nie wiem co się stało. Przecież nie rodziłam. To tylko mały wypadek. Usiedliśmy wszyscy w salonie.

- Ile będziesz uziemiona z gipsem? – spytał mulat.

- Góra dwa tygodnie. – powiedziałam.

- No to nieźle. – zaśmiał się brat.

- Nie masz się z czego śmiać bo ktoś tu będzie musiał się mną opiekować. – teraz to ja się zaśmiałam.

- O nie droga siostro. Ja jadę z kolegami na biwak. Tak się złożyło że na dwa tygodnie.

- Czemu teraz się dopiero dowiaduję?

- Tak jakoś wyszło. I słuchaj skarbie. My z mamą musimy też wyjechać do pracy. Szef zorganizował nam spotkania poza Londynem.

- Super. Dzięki, taka z was rodzina. – wstałam oburzona i udałam się szybko do swojego pokoju trzaskając przy tym drzwiami.

Ostatnio moje relacje między mną a rodzicami się posypały. Wszystko przez tą ich pracę, nie mają dla mnie czasu. Z bratem, okej, ma chłopak swoje życie. Wiem, że zawsze mogę do niego przyjść. Ale co z rodzicami? No trudno. Taką mają pracę. Ale zważając na moją sytuację zdrowotną mogli by zrezygnować i się mną zaopiekować. Widać praca jest dla nich ważniejsza niż córka z gipsem. Po chwili do pokoju wszedł Harry.

- Alex? Wszystko okej? – spytał siadając naprzeciwko mnie.

- Nic nie jest okej. – po policzku popłynęła łza, którą zauważył.

- Ej, nie płacz. Ja zostanę z tobą. – przetarł ją kciukiem.

- To nie o to chodzi, że zostanę sama. Chodzi o to, że rodzice ciągle gdzieś wyjeżdżają i nie poświęcają mi choć trochę czasu. Wcześniej jakoś mi to nie przeszkadzało, ale teraz kiedy jestem w potrzebie oni po prostu się zmywają. Tak samo brat. Chociaż nie, on ma swoje życie i nie powinien marnować swojego czasu na opiekę nad głupią, młodszą siostrą. – kolejna łza.

- Nie mów tak. Rodzice na pewno chcieli by zostać w domu z tobą ale praca im na to nie pozwala. Słuchaj, ja w dzieciństwie też tak miałem. Mama ciężko pracowała na utrzymanie naszej dwójki.

- Dwójki? – przerwałam mu.

- Tak, mam siostrę. Gemma nie mieszka w Londynie. Nie mówiłem?

- Nic nie wspominałeś.

- No to teraz wspomniałem. – uśmiechnął się.

- Cieszę się, że tu jesteś. – powiedziałam z lekkim uśmiechem. Harry widząc mój uśmiech musnął delikatnie moje usta. – Powinnam ich chyba przerosić. Zniesiesz mnie na dół?

- Jasne. – powiedział po czym wskoczyłam mu na barana. Zeszliśmy na dół. Wszystkie oczy skierowane były w naszą stronę.

Harry postawił mnie na ziemi.

- Przepraszam was za moje zachowanie. – powiedziałam tuląc się do mamy.

- Nie szkodzi. Wiesz, że chcielibyśmy zostać ale obowiązki wzywają. Niestety szef jest strasznie wymagający. – odpowiedziała głaszcząc mnie po głowie.

- Rozumiem. Nie jestem zła. Tylko kto zostanie ze mną na dwa tygodnie?

- My! – krzyknęła cała piątka.

- Jesteście tego pewni? – spytał z niedowierzaniem tata.

- Pewnie. – powiedział Liam. – Wszystkim się zajmę.

- W końcu jesteś zespołowym tatusiem. – zaśmiałam się.

- Hmm. Sama nie wiem. Poradzicie sobie? – wahała się mama.

- Obiecuje – powiedział Harry. – Obiecujemy. – poprawił się.

- No dobrze. – zgodziła się mama. Dopiero się zjarzyłam dlaczego Hazza się poprawił. Przecież rodzice nic nie wiedzą, że my jesteśmy razem. – W takim razie my się idziemy pakować bo wieczorem wyjeżdżamy. Mike chyba zaraz będzie wychodził. – dodała mama.

- Tak. Za godzinę mieliśmy już jechać, ale wstąpię jeszcze do Toma. Siostra trzymaj się i uważaj na siebie i chłopaków. – podszedł i mnie przytulił. Pożegnał się jeszcze z głupkami i rodzicami.

- Zgłodniałem. – stwierdził Niall.

- A to nowość? – zaśmiałam się.

- Zamówmy pizze bo przecież nie będziemy cię ciągnąć z gipsem po knajpach. – powiedział Lou.

- Tam w pierwszej szufladzie jest ulotka. – wskazałam palcem. Chłopak złapał za telefon i złożył zamówienie.

- Wracając, to jak to się stało że wy razem? – spytał Zayn.

- Wina Stylesa. Jego się pytaj. - spojrzałam na loczka.

- Tak jakoś wyszło. – zaśmiał się.

- Łatwiej się dowiedzieć od małpy niż od was. – przekręcił oczami Zayn.



Godzina 18.

Moi rodzice musieli już jechać. Grzecznie się wszyscy pożegnaliśmy. Oczywiście mój tata musiał dać chłopakom kazanie żeby niczego nie zepsuli ani nic z takich rzeczy. Ogólnie to dom ma wyglądać tak jak teraz kiedy wyjechali. Po wyjściu rodziców postanowiliśmy zrobić sobie maraton filmowy. Uparłam się, że obejrzymy komedie bo horrory były ostatnio. Z resztą miałam wolną rękę bo byłam poszkodowana. Rozłożyliśmy koce i poduszki. Ja z Harrym i Louisem zajęliśmy sofę, Liam fotel a Niall i Zayn podłogę. Oczywiście miałam pierwszeństwo co do wyboru miejsca na kanapie. Wybrałam środek bo po prawej miałam Harrego do którego mogłam się przytulać, a po lewej Louisa, który śmiał się cały czas. Ogólnie było zabawnie. Na początek obejrzeliśmy „Straszny film” ( to komedia jakby ktoś nie wiedział ). Louis i Niall nie mogli wytrzymać ze śmiechu. Oczywiście Horan swoim śmiechem zagłuszał film. Z resztą śmiałam się z nich a nie z filmu. Druga część filmu już nie była taka śmieszna. Trochę nas to znudziło. Była godzina 22. Moje powieki usiłowały się zamknąć.

- Ja już się zbieram. – stwierdziłam podnosząc się z kolan Harrego.

- Co, tak wcześnie? – zdziwił się Louis.

- Wy możecie siedzieć. Nikt wam nie karze spać. Tylko się podzielcie z pokojami. – powiedziałam wstając z kanapy.

- To ja wtedy z Niallem, a Lou i Liam razem. – powiedział Zayn.

- To jak tam chcecie.

- A ja? – spytał Harry?

- No jak to gdzie?

- Chciałem się tylko upewnić.

- Okej. Dobranoc, słodkich snów i bla bla. – odpowiedzili mi tym samym.

Poczłapałam na górę. Postanowiłam wejść jeszcze pod prysznic. Pachnąca jak kaczuszka wskoczyłam w piżamę i pod kołdrę. W pokoju było dosyć zimno. Lubiłam to. Mogłam wtedy okryć się cała kołdrą. Zegar wskazywał 22.30. W pokoju nie było zbyt ciemno bo przez okno wdawały się promienie światła z lamp. Po jakiejś dłuższej chwili usłyszałam jak chłopacy zbierali się do pokoi. Byli trochę głośni. Jak to oni. Drzwi od mojego pokoju się otworzyły. Wszedł wielmożny Harry. ( nie mogłam się powstrzymać ). Myślał, że śpię. Po chwili poczułam jak pakuje mi się pod kołdrę. Jego ręce powędrowały na moją talie, a jego usta złożyły całusa na moim czole. Tak żeśmy leżeli. Harry pewnie zasnął. A ja? Ja nie mogłam. Kochałam moje skoki nastroju. Raz śpiąca, raz radosna, raz zapłakana. Cudowne życie. Po jakimś czasie męczarni usnęłam.


-----------------------------------------------------

Jak wam się podoba?

Wiem, że długo czekałyście ale nauka mnie goniła. Koniec semestru, nauczyciele robili więcej kartkówek i sprawdzianów. Sami wiecie jak to jest być w 3 gim. Albo w ogóle jak to mieć dużo sprawdzianów.

Mam nadzieje, że rozdział się podoba. Zapraszam do komentowania. !! NN-> 10.

PS. DZIĘKUJĘ ZA 5000 WYŚWIETLEŃ ! 

sobota, 12 stycznia 2013

Rozdział 17



- Tak? – spytałam ze zdziwieniem.

- Tak naprawdę to nie ma żadnej randki. – powiedział patrząc mi prosto w oczy

- Cooo!? To po co ja się szykowałam, po co ci pomagałam? – zaczęłam zbulwersowana zadawać pytania. Puściłam jego rękę. – jeszcze powiedz, że w nikim się nie zakochałeś i to co było wczoraj na pomoście to ściema. – dodałam zdenerwowana.

Harry widząc moją grymaśną minę zaśmiał się.

- Jak ty możesz się śmiać teraz? – Harry złapał mnie w tali. Kiedy to zrobił jego usta znalazły się przy moich. Pocałował mnie tak jakby bał się zrobić mi krzywdę. Delikatnie. W końcu się oderwał.

- Nie rozumiem. Po co to wszystko? – spytałam speszona.

- Dla ciebie. To było zaplanowane. – uśmiechnął się.

- To znaczy, że to o mnie wtedy mówiłeś?

- Owszem. Nawet nie wyobrażasz sobie jak bałem się twojej reakcji. – zaśmiałam się.

- Chyba nie było tak źle?

- Mogło być gorzej. To jak? Pozwolisz żeby to wszystko co przygotowałem zmarnowało się? – spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.

- Hmmm. Pomijając fakt, że trochę się wkurzyłam to chętnie zostanę. – pocałował mnie jeszcze raz. Kiedy splótł nasze ręce trochę byłam zdezorientowana bo nigdy tego nie doznałam. Nie wiedziałam jak mam się zachować. Harremu to było chyba na rękę. Poszliśmy na środek polany. Wszędzie były świeczki, kwiaty i boombox z muzyką. Zrobił to tak jak mu powiedziałam.

- Jak tu śliczne. – powiedziałam puszczając jego rękę. Usiadłam na kocu, przy którym był koszyk z jedzeniem.

Początek randki był dziwny. Siedzieliśmy w ciszy. Może Harry miał racje? Czasem cisza znaczy więcej niż słowa? Teraz mogłam przyznać mu racje. Teraz dla niego liczyłam się ja i to, że nie zrezygnowałam z randki. A co ja czuje? Z pewnością jestem trochę zagubiona tą całą sytuacją.

- O czym myślisz? – spytał Styles.

- Wiele myśli krąży po mojej głowie – odpowiedziałam wzdychając.

- Po mojej też. – spojrzał w niebo.

- Jakie? – spytałam z zaciekawieniem.

- Np. o tym dlaczego my jeszcze nie jesteśmy razem.

- Harr – zamknął moje usta pocałunkiem.

- Zostaniesz moją dziewczyną? – spytał łapiąc mnie za rękę.

- A co ja z tego będę miała? – spytałam się.

- Mnie? – zdziwił się moim pytaniem.

- Wiesz, te twoje teletubisie podpowiadają mi żebym się zgodziła.

- W końcu są moje. – uśmiechnął się. W jego zielonych oczach było widać iskry, radość, szczęście.

- Możesz mi coś obiecać? – wystawiłam do niego mały palec na znak obietnicy.

- Co takiego? – spytał.

- Obiecaj mi, że nigdy mnie nie zranisz.

- Obiecuję. – kiedy ścisnęliśmy swoje małe palce, Harry przypieczętował to jeszcze pocałunkiem.

Kiedy oderwaliśmy się od siebie oparłam się na łokciach i spojrzałam w niebo. Gwiazdy tego wieczoru były piękne. Jak wiemy w Londynie pogoda jest różna, zaskakująca. Po chwili poczułam lekki wiaterek. Dreszcze przeszyły moje ciało. Hazz to zauważył i oplótł nas kocem. Siedzieliśmy skuleni i oparci o siebie. Potem Harry zaczął bawić się moimi włosami przy tym się uśmiechając. Lubiłam jak ktoś „grzebał” mi w włosach. Miłe uczucie. Po dłuższej chwili zaczęłam ziewać. Spojrzałam na zegarek - 23.

- Harry, późno już. Rodzice pewnie się denerwują. Z resztą jestem już zmęczona. – chłopak pocałował mnie w czoło.

- Odwiozę cię.

Wstaliśmy dalej z kocem na plecach. Zabraliśmy koszyk z jedzeniem i udaliśmy się do samochodu. W czasie drogi słuchaliśmy wolnych piosenek w radiu przez co musiałam usnąć. Obudził mnie dziwny warkot. Prawdopodobnie silnika. Nagle poczułam ból w nodze. Otworzyłam oczy. Byłam w kartce. Pierwsze co usłyszałam od mężczyzny w czerwonym kombinezonie to, że zaraz będziemy w szpitalu. Zdenerwowana brakiem przy mnie Harrego, mimo suchości w gardle spytałam o niego. Lekarz wytłumaczył że jedzie w drugiej kartce i że co najważniejsze żyje. Po jakimś czasie dojechaliśmy na miejsce. Od razu zawieźli mnie do sali. Po drodze nie widziałam Stylesa. Było mi gorąco i duszno z zdenerwowania o chłopaka. Lekarze położyli mnie na łóżku i wyszli z pokoju. Pokój był w zimnych kolorach jak to w szpitalu. Będąc tu czułam się chora. Czułam jakbym miała gorączkę, katar i ból głowy. Ból jednak zamiast z głowy to dochodził z prawej nogi. Po czasie przyszła pielęgniarka.

- Co się stało z Harrym Stylesem? – spytałam ze zdenerwowania.

- Lekarz opatruje mu rany. – odpowiedziała z uśmiechem. Kamień z serca.

- A co ze mną? – zaczęłam martwić się o siebie.

- Założymy ci gips na góra dwa tygodnie. – powiedziała po czym wyszła.

- No pięknie. – opadłam na poduszkę.

Cudowne wakacje z gipsem. Kiedy zaczęłam rozmyślać o tym jak to ja mam cudownego pecha przywlekło do mnie dwóch lekarzy, którzy zaczęli zakładać mi gips. Trochę bolało bo kręcili moją stopą w wszystkie strony. Wystarczyło zacisnąć zęby i z głowy. Potrafię być twarda. Po skończonej robocie powiedzieli mi, że wypis dostanę jutro rano. Cieszyłam się, że nie będę musiała długo ślęczyć w tym bez życia miejscu. Wchodząca do pokoju pielęgniarka powiedziała, że mam gości. W progu stanęli rodzice i brat. Mama rzuciła się na mnie ze łzami oraz pytaniami o to jak się czuję. Uspokoiłam ją. Tata z Mike’em przynieśli mi jedzenie i czyste ubrania. Pytali się jak to się stało ale nie potrafiłam im powiedzieć bo nic nie pamiętałam. Po chwili wszedł Harry z zawiązanym bandażem nadgarstkiem i plastrem na policzku. Kiedy go zobaczyłam do moich oczu cisnęły się łzy. Chłopak przepraszając rodziców, którzy wyszli na moment na zewnątrz podszedł do mnie i mocno mnie przytulił.

- Alex, kochanie. Przepraszam to moja wina. Nie widziałem tego dzika na drodze. – powiedział ze skruchą w głosie.

- Spokojnie. Nie obwiniaj się. To wina dzika, że się po nocy pałęta i wychodzi na jezdnię. Z resztą to też wina, że las nie jest ogrodzony i zwierzęta przez to wychodzą. – pocieszałam go. – ważne, że nam się nic nie stało. – musnęłam jego usta swoimi na co chłopak się trochę rozweselił.

- Nie przeszkadzamy wam? – spytał wchodzący Louis.

- Co wy tu robicie?

- No jak to co? Martwiliśmy się o was. Hmmm jak widać nie potrzebnie bo cudownie sobie radzicie. – poklepał Lou Harrego po plecach. Potem to już cała zgraja weszła do pokoju. Pielęgniarka trochę się denerwowała, że tyle osób przyszło w odwiedziny o tak późnej porze. Harry, Lou i Niall usiedli na moim łóżku, natomiast Liam i Zayn na krzesłach. Rodzice wraz z bratem przyszli się pożegnać i powiedzieli, że nie będą nam przeszkadzać. Chłopcy pytali się o to jak się czuję i kiedy wychodzę ze szpitala. Oznajmiłam, że przez dwa tygodnie będę uwięziona. Obiecali mi, że będą się mną opiekować na co się zaśmiałam. Oni nawet sobą nie potrafią się zająć. Trochę się pośmialiśmy po gadaliśmy. Niestety była już 1 w nocy więc pielęgniarka musiała ich wyrzucić.

- Ty zostajesz tak jak twoja dziewczyna. – zwróciła się pielęgniarka do Harrego.

- Dziewczyna? – spytał zdziwiony Liam.

- Kiedy wchodziłem do sali to się całowali. – powiedział z uśmiechem Louis. Ja się zarumieniłam i schowałam głowę pod kołdrę.

- Oj nie ma się czego wstydzić. – poklepał mnie po głowie Zayn.

- Dzięki Alex. – zaśmiał się Harry.

- Co ja? – odkryłam buźkę.

- Wstydzisz się mnie? – spytał z uśmiechem.

- Tak. – wszyscy zaczęli się śmiać. Tylko Harry stał obrażony.

- Idę się pocieszyć jedzeniem. Niall ! – podszedł do blondyna obejmując do ramieniem.

- Co się drzesz? – spytał z uśmiechem.

- Od dzisiaj moją miłością jest jedzenie więc będziesz się musiał ze mną podzielić. – spojrzał na niego.

- Chyba cię coś boli. – zakpił Horan.

- A ja to już ci nie wystarczam? – spytałam złośliwie. Harry od razu do mnie podbiegł i pocałował w usta. Chłopcy zrobili tylko swoje „ uuuu” i wyszli zostawiając nas samych.

- To mi nie wystarcza. – powiedziałam kiedy się oderwał.

- A teraz? – powiedział całując mnie drugi raz.

- Jakoś nie czuję żebyś się starał. – zaśmiałam się. Loczek za trzecim razem pocałował mnie namiętniej.

- Lepiej? – spytał.

- Może być. – pocałowałam go w policzek.

- Koniec tych czułości. Panie Styles proszę do siebie iść. – powiedziała pielęgniarka podchodząc do nas.

- A nie mogę zostać tu? – spytał chłopak.

- Nie. Proszę za mną. – kiwnęła głową po czym Harry pocałował mnie na dowidzenia w czoło.

- Dobranoc skarbie. – powiedział wychodząc z sali.

- Dobranoc. – odpowiedziałam z uśmiechem.

Spojrzałam na zegarek. Była 1.40. Zgasiłam lampkę przy łóżku i poszłam spać.



-------------------------------------------------------

Nareszcie rozdział. Cieszycie się? 
Przepraszam za to, że długo nie dodawałam, ale wiecie nauka - III kl. gim . jest ciężko.
Okej, czekam na wasze opinie. 
NN -> 10 komentarzy.


Nie wierzę, że ten nieśmiały 17 - latek z X Factora ma już 20 lat <3 

DZIĘKUJĘ ZA 4326 WYŚWIETLEŃ BLOGA ! JESTEŚCIE CUDOWNI ! 

wtorek, 1 stycznia 2013

Rozdział 16



- Jak chcesz. – odpowiedziałam wymuszonym uśmiechem na co Harry nic nie odpowiedział.

Wzięłam swoją szarą bluzę i oboje udaliśmy się na zewnątrz. W ciszy przechadzaliśmy się po opuszczonych londyńskich ulicach. Niebo tej nocy było bezchmurne, a gwiazdy swoim blaskiem rozświetlały mrok. Cisza między nami trochę mnie krępowała. Nie wiedziałam od czego zacząć, albo jak zacząć. Harremu też nie zanosiło się na rozmowę. Cisza. Pustka. Po jakimś czasie doszliśmy do jeziora, pod drugiej stronie było widać wysepkę i mój dom. Weszliśmy na pomost. Kiedy na nim usiedliśmy ściągnęłam obcasy i zanurzyłam swoje niezbyt duże stópki do wody. Brrr. Zimna – pomyślałam. Dreszcze przeszyły moje ciało. Może by tak zacząć kiedyś tą rozmowę? Krząknęłam. Harry spojrzał się na mnie swoimi zielonymi oczami.

- Nie wydaje ci się, że ta cisza jest trochę dziwna? – spytałam.

- Czasem cisza może znaczyć więcej niż słowa. – palnął Harry.

- Nie znałam cię od tej strony. – zdziwiłam się jego słowami.

- Z jakiej? – spytał patrząc w lustro wody.

- Ze strony być może romantycznej. – stwierdziłam.

- Dużo jeszcze o mnie nie wiesz. – zaśmiał się lekko.

- Pamiętasz jak nazwałam twoją gadkę Hazzową tajemnicą? – kiedy przypomniałam sobie tą sytuację szczerzę się uśmiechnęłam.

- Kiedy to było? – zapytał Harry.

- Jak to Louis powiedział „ zwiedzałam waszą łazienkę” – pokazałam w powietrzu cudzysłów.

- Hmmm. Zwiedzałaś? – miałam wrażenie, że się ze mną droczy.

- Utknęłam w niej. – zrobiłam face palm.

- Aaaaa. Pamiętam. Ja cię wtedy uratowałem. – kiedy to powiedział uniósł dumnie głowę do góry.

- Tak, tak bohaterze. – walnęłam go w ramię z uśmiechem.

- No co? Gdyby nie ja to byś tam siedziała całą noc. – powiedział z kpiną w głosie.

- Pech tak chciał. Wracając do Hazzowej tajemnicy, powiesz mi? – spytałam z zaciekawieniem.

- Serio tak gadam? – zdziwił się.

- Tak serio. Gdybyś się słyszał, przytoczę twoje słowa „czasem cisza może znaczyć więcej niż słowa”, to byś siebie nie poznał. – zaśmiałam się.

- Pewnie masz rację. – stwierdził.

- Zawsze mam. I nawet zauważyłam, że się ostatnio dziwnie zachowujesz.

- To pewnie z miłości. –uśmiechnął się. Kiedy to powiedział od razu pomyślałam sobie o jego przyjaciółce, którą pokazał mi Niall.

- Kim jest ta wybranka? – spytałam z ciekawości.

- Serio chcesz wiedzieć? – powiedział.

- Przyjaciółce możesz powiedzieć. – na te słowa spuścił głowę w dół po czym wziął głęboki oddech.

- Dziewczyna w twoim wieku, blond włosy, długie nogi, piękne zielone oczy. Znam ją jakiś czas, dobrze się dogadujemy, ale boję się powiedzieć jej co czuję. Doradzisz mi? – spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem.

- Czego tu się bać? – zaśmiałam się.

- Nie śmiej się ze mnie. Nie znasz jej. Boję się, że zniszczę naszą przyjaźń jeżeli mnie odrzuci. Nie chciałbym tego. – posmutniał. W jego oczach były iskry. Widać było, że się tym przejmuje.

- Spokojnie, pomogę ci. – poklepałam go po plecach.

- Dziękuję. Jesteś kochana. – szczerze się uśmiechnął. Tak, kochałam ten uśmiech.

- To może za dnia coś wymyślimy, a teraz wracajmy. – po tych słowach Harry pomógł mi wstać.

Była godzina 2 w nocy. Kiedy doszliśmy do klubu w pomieszczeniu byli tylko chłopcy, Julia, Mike, rodzice i przyjaciółka Harrego, w której się zakochał. Tak myślę, że w niej. Rodzice jak i chłopcy nie byli zadowoleni z naszej nieobecności.

- Gdzie się włóczycie? – spytał tata.

- Alex chciała się przejść, więc jej towarzyszyłem. – powiedział Harry.

- Dobrze, już późno. Wracajmy do domu. – powiedział tata mówiąc do wszystkich. – Dziękuję, że z nią poszedłeś. – dodał patrząc w naszą stronę.

- Nie ma za co. – odpowiedział z uśmiechem Styles.

- Chłopaki zwijamy się. – powiedział Liam, po czym chłopcy wyszli.

Ja z rodzicami i Mike’iem udaliśmy się do domu. Kiedy tylko weszłam do swojego pokoju od razu położyłam się spać. W mgnieniu oka zasnęłam.



Rano. Sobota. Godz. 11.

Kiedy się obudziłam poczułam ból głowy. Wstałam z łóżka, spojrzałam w lustro i się przestraszyłam. Kiedy skończyłam ogarniać włosy z twarzy usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości.

Wiesz, że masz mi dzisiaj pomóc? Będę za 20 min. – Harry.

Za 20 min? Pogięło go? Niczym błyskawica zabrałam z szafy ubrania i pobiegłam do łazienki. Szybko wskoczyłam pod zimny prysznic żeby być w miarę przytomna. Ogarnęłam włosy w koka, na nogi założyłam wygodne kapcie i wyszłam z pokoju. Na korytarzu było cicho. Rodzice wyjechali do pracy, a brat? Zajrzałam do jego pokoju. Spał. Kiedy zeszłam na dół usłyszałam dzwonek. Otworzyłam drzwi i ujrzałam ucieszoną mordkę Hazzy.

- Heeej. – powiedziałam ziewając przy tym. – wchodź.

- Nie obudziłem cię? – spytał wchodząc do domu.

- Nie, napisałeś jakieś 5 min po tym jak wstałam. – zapewniłam go.

- To od czego zaczynamy? – spytał się kiedy usiedliśmy na sofie.

- Od zaproszenia jej na randkę. Dzwoniłeś do niej? – zwróciłam się do niego.

- Tak. Umówiliśmy się dzisiaj na 20. Masz jakiś pomysł? Albo nie, powiedz mi jak wyobrażasz sobie wymarzoną randkę. – odpowiedział z uśmiechem.

- Hmm. Randka mogłaby być na polanie pod gołym niebem. Wiesz, taki piknik. Wszędzie świece, kwiaty i muzyka. – rozmarzyłam się.

- Fajny pomysł. A jak mam się przy niej zachować? – spytał.

- Jesteś Harry Styles i nie wiesz? – zdziwiłam się.

- Nigdy takiego czegoś nie czułem, więc?

- Na początku musisz nie bać się jej powiedzieć co czujesz, potem pójdzie jak bułka z masłem. – zapewniłam go.

- Pojechałabyś ze mną na miejsce mnie wesprzeć? – poprosił.

- Nie ma sprawy, mam się jakoś ubrać czy coś? – spytałam z uśmiechem.

- Ubierz się jak chcesz. To ja będę leciał wszystko przygotować. Wpadnę o 19.50. – powiedział całując mnie w policzek. – do zobaczenia. – dodał i wyszedł.

Czyżby chciał mi ją przedstawić? To chyba zły pomysł. Ze złymi myślami powędrowałam do kuchni zrobić sobie coś do jedzenia. Po drodze, po schodach widziałam półprzytomnego Mike’a. Zrobiłam nam śniadanie. Brat pytał się jak moje wrażenia po imprezie. Powiedziałam, że było cudownie. Do 19.50 miałam jeszcze 7 godzin. Powolnymi ruchami poszłam do swojego pokoju położyć się. Moje powieki same się zamykały. Usnęłam. Kiedy się obudziłam była 19. No ładnie – pomyślałam. Szybko wzięłam prysznic, ubrałam letnią sukienkę w kwiatki, lekko ogarnęłam włosy i buźkę. Nim skończyłam, usłyszałam dzwonek do drzwi.

- Nie musiałaś się tak stroić. – powiedział z uśmiechem Harry.

- Masz jakiś problem? Muszę jakoś wyglądać jako twoja przyjaciółka. – powiedziałam z grymasem. On podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek na przywitanie.

- Wyglądasz ślicznie. – zarumieniłam się.

Weszliśmy do samochodu. W drodze rozmawialiśmy, śmialiśmy się, słuchaliśmy piosenek. Standard. Harry opowiadał o tym, że niedługo wychodzi ich nowy krążek. Mówił, że powinna mi się spodobać. Nie zaprzeczyłam jego słowom. Pytał się o imprezę i jakieś inne błahostki. Droga ciągnęła mi się w nieskończoność. W końcu dojechaliśmy na miejsce. Harry jak na dżentelmena przystało otworzył mi drzwi i pomógł wysiąść. Okolica była piękna. Bezchmurne niebo, gwiazdy. Teraz był czas aby wesprzeć swojego przyjaciela.

- Gotowy? – spytałam.

- Niezbyt. Nogi mi się uginają i źle się czuje. – powiedział wzdychając.

- Będzie dobrze. Mam zostać czy chcecie być sami? – spytałam klepiąc go po plecach.

- Nie chciałbym być nie miły.

- Spokojnie, jestem tu żeby cię wspierać. Mogę sobie przecież pójść. – uśmiechnęłam się.

- Dzięki. – przytulił mnie. Wiedział, że zawsze może na mnie liczyć. Miałam nadzieje, że ja na niego też.

- To gdzie ona jest? – spytałam rozglądając się.

- Powinna tam czekać. – wskazał palcem.

- Harry, do odważnych świat należy, idziemy! – udaliśmy się na miejsce. W czasie drogi Harry się zatrzymał.

- Alex … - powiedział łapiąc mnie za rękę.



-----------------------------------------------------------

Witam w nowym roku ! 
Jak oceniacie nowy rozdział? 
Jak myślicie co chce Harry?

NN -> 10 komentarzy. ;)

Do następnego. !

ps. Koleżanka podpowiedziała mi żebym zrobiła na blogu zakładkę o bohaterach. Jeżeli chcecie to piszcie w komentarzach a ja po prostu ją zrobię.


Jeszcze chciałabym polecić wam bloga mojej koleżanki, która ma talent do pisania i się nim dzieli ! .

http://shadow-really-story.blogspot.com/   LUKAJCIE !