środa, 28 listopada 2012

Rozdział 11



Wtorek.

Gdy się obudziłam poczułam zimno dochodzące z otwartych drzwi na balkon, których wczoraj zapomnieliśmy zamknąć. Przykryłam się kołdrą tak, że było mi widać tylko głowę. W skulonej pozycji leżałam z zamkniętymi oczami. Nie wiedziałam gdzie jest Horan ani co robi. Po chwili poczułam drgania łóżka. Lekko otworzyłam oczyska i ujrzałam uśmiechniętego Nialla opartego na łokciu.

- Co cię tak śmieszy? – spytałam zaspanym głosem.

- Ślicznie wyglądasz. – uśmiechnął się jeszcze piękniej.

- Fajne przebranie Halloweenowe, co nie? – zakpiłam z siebie.

- Przesadzasz. Ogólnie wiesz, która godzina? – spytał.

- Nieee, weź mnie oświeć.

- Jedenasta. – spojrzał na telefon.

- Cooo? Za cztery godziny gram mecza i jeszcze nie jestem ogarnięta? Czemu mnie nie obudziłeś? – spytałam z poirytowaniem.

- A miałem? Tak słodko spałaś. – stwierdził. Ja usiadłam na łóżku.

- Dobra nie ważne. Idę pod prysznic. – zabrałam z szafy ubrania i powędrowałam do łazienki. Poranna toaleta zajęła mi 30 min.

Potem wraz z Niallem poszliśmy obudzić resztę. Wszyscy wyglądali jak po wojnie. Całą szóstką zeszliśmy na dół zrobić śniadanie. Postawiliśmy na jajecznicę, którą zrobiliśmy wspólnie. Przy posiłku było całkiem spokojnie bo każdy był nieprzytomny. Po śniadaniu grzecznie pozmywaliśmy naczynia. Chłopcy musieli jechać do studia na zebranie z menagerem.

- Niall, o której będziesz? – spytałam na pożegnanie.

- 14.30 bądź gotowa. – odpowiedział.

- Gdzie się wybieracie? – dołączył się Liam.

- Horan obiecał mi, że będzie towarzyszył mi przy meczu, który gram o 15. Mogę zabrać jedną osobę a, że Niall był pod ręką to idzie ze mną. – powiedziałam z uśmiechem.

- Powodzenia na meczu. Mamy potem dołączyć do was? – dodał.

- Zdzwonimy się. – powiedziałam po czym pożegnałam się z każdym ciepłym uściskiem.

Zegar wskazywał 11.45, więc powędrowałam do pokoju przygotować rzeczy. Z garderoby wyciągnęłam czarno-niebieski plecak, krótkie sportowe spodenki i ochraniacze na kolana, a dużą bluzkę ukradłam bratu z szafy. W nierozpakowanym, małym pudle z nieprzydatnymi rzeczami wyszukałam plaster do usztywniania palców. Tak przygotowaną torbę rzuciłam koło drzwi. Do przyjazdu Horana miałam jeszcze 2 godz więc skorzystałam z laptopa. Oczywiście na stronie plotkarskiej było o naszym wypadzie do kina. No jakżeby inaczej nie mogło być? Moja skrzynka mailowa była zawalona mailami od znajomych. Odpisywanie na listy zajęły mi chyba z godzinę. Przy okazji słuchałam muzyki. Po chwili zadzwoniła Kate z zapytaniem czy się nie rozmyśliłam. Powiedziałam jej, że na 100% będę. Trochę się zdziwiła, że przyjdę z Niallem, no ale cóż. Trzeba mieć jakąś widownie. Z uśmiechem na twarzy i torbą na ramieniu zeszłam na dół do salonu. Żeby umilić sobie 30 min czekania na przyjaciela włączyłam TV. Oczywiście na żadnym kanale nic nie było. Po czasie zamulona przełączając kanały usłyszałam dzwonek do drzwi. Zerwałam się na równe nogi i pobiegłam otworzyć.

- Gotowa? – spytał z uśmiechem Niall.

- Jasne. – powiedziałam i podeszłam po torbę.

Na miejsce pojechaliśmy samochodem. W czasie drogi rozmawialiśmy tak jak na przyjaciół przystało. Gdy dojechaliśmy na miejsce zobaczyłam, że koleżanki już czekają. Serdecznie się z nimi przywitałam. O mały włos nie zemdlały na widok Horana, ale po jakiś 10 min przyzwyczaiły się do niego. Obiekt, w którym mieliśmy zagrać był ogromny. Duża ilość miejsc na widowni, dobry parkiet i mnóstwo szatni i jakiś innych pomieszczeń. Dawno nie czułam takiej adrenaliny i podekscytowania. Po przebraniu się w odpowiedni strój, nałożeniu ochraniaczy i zaklejeniu palców udaliśmy się na boisko. Było nas 13 więc graliśmy po 6 dziewczyn a ostatnia była sędzią. Horan usiadł na krzesłach dla realizatorów. W mojej drużynie była Kate – rozgrywająca, Mela i Tori – przyjmujące, Tala – środkowa i na Libero Rose. Ja stałam na ataku. W Polsce z przyjęcia przeszłam na atak z powodu małej kontuzji pleców. Na szczęście żadnych większych komplikacji nie było. Po chwili usłyszałam pierwszy gwizdek. I się zaczęło. Na początku szło nam całkiem nieźle. Widać było, że walka była zacięta tak jak za pierwszym razem. Blondyn bacznie obserwował nasze poczynania. Po półtorej godzinie było 2:2. Moja kondycja powoli siadała, a ból pleców trochę się ujawnił. Długa przerwa robi swoje, ale mocno się skoncentrowałam i jakoś szło. Było 13:14 dla nas, serwowała Tori. Akcja, którą rozegrała drużyna przeciwna nie była za dobra więc przejęłyśmy piłkę. Raz, dwa i Kate przerzuciła do tyłu piłkę do mnie. I bach ! Wygrałyśmy! Podziękowałam koleżance za dobrą wystawę. Niall wstał i zaczął klaskać. Podziękowałyśmy sobie wzajemnie za udany mecz. Kiedy siadałam na ławce dla zawodników poczułam ukłucie w plecach.

- Ała. – powiedziałam robiąc grymas na twarzy.

- Co jest? – spytał troskliwie Niall podbiegając do mnie.

- Mała kontuzja pleców się odezwała. – powiedziałam wcale się nie ruszając. – Muszę się położyć, pomożesz mi? – dodałam.

- Jasne. – przeniósł moją rękę na swoje barki, a swoją ręką objął moje plecy pomagając mi zejść na ziemię. Dziewczyny spytały się czy coś pomóc, ale Horan powiedział, że damy sobie radę.

- Ooo, dzięki. Tak lepiej.- oznajmiłam leżąc przy tym plackiem na podłodze. Blondyn usiadł koło mnie.

- Długo tak masz? – spytał po chwili.

- Od jakiegoś roku. Trener kazał mi przejść z przyjęcia na atak żeby nie obciążać pleców. Czasem mnie jeszcze bolą więc kładę się tak jak teraz i po paru minutach samo przechodzi. – stwierdziłam.

Nastała niezręczna cisza. Jakbyśmy się nie znali. Przeciwnie, znaliśmy się bardzo dobrze. Po 10 minutach, kiedy ból pleców ustał poprosiłam chłopaka żeby pomógł mi wstać. Powędrowałam do szatni się przebrać. Dziewczyn już nie było. Po takim wysiłku poczułam burczenie w brzuchu.

- Niall, głodna jestem. – powiedziałam.

- Zróbmy sobie piknik na wysepce. Dawno tam nie byłem. – zaproponował.

- Jestem za. Chodźmy do domu po rzeczy. – powiedziałam po czym weszliśmy do samochodu.

Kiedy wparowaliśmy do domu od razu zabraliśmy się za robienie kanapek. Niall przygotował napoje i koszyk, a ja poleciałam do pokoju po koc. Po 10 min przygotowań udaliśmy się na wysepkę. Było koło 19, więc akurat zdążyliśmy na zachód słońca, który powoli się zaczynał. Rozłożyliśmy niebieski koc, koszyk ułożyliśmy po środku i zabraliśmy się za jedzenie. Podczas posiłku śmialiśmy się i wygłupialiśmy. Trochę odczuwałam ból pleców ale to mi aż tak nie przeszkadzało.

-Niall patrz! – wskazałam na słońce. – piękny zachód. – zafascynowana zachodem słońca zajadałam się kanapką.

- Rzeczywiście piękny. – uśmiechnął się.

- Wiesz co powinieneś wiedzieć? – spytałam.

- Co powinienem wiedzieć? – zdziwił się.

- Może ostatnio nie spędzaliśmy razem czasu tak jak teraz ale wiedz, że od wczorajszej naszej rozmowy stałeś się dla mnie kimś ważnym.

- Ważnym w sensie?

- Jako najlepszy przyjaciel. – uśmiechnęłam się. – Odkąd zostawiłam Julkę w Polsce, od początku jesteś przy mnie, jak najlepszy przyjaciel. Dobrze mi się z tobą rozmawia i spędza czas. Uśmiech nie schodzi mi z twarzy. – gdy to powiedziałam złapał mnie za rękę.

- Masz rację może ostatnio nie spędzaliśmy czasu, ale wiedz jedno. Zawsze możesz do mnie przyjść lub zadzwonić o 2 w nocy. Wiesz co? Ta wysepka jest chyba magiczna. Gdyby nie ona nigdy byśmy się nie poznali, gdyby nie ona nie stalibyśmy się dla siebie kimś ważnym. – powiedział to tak, że po plecach przeszły mnie dreszcze.

- Gdyby nie ona nie spotkałabym takiego przyjaciela jak ty. – po tych słowach Horan mnie przytulił. Kiedy zaczynało robić się zimno postanowiliśmy, że zabierzemy się do domu. Gdy doszliśmy do budynku moi rodzice właśnie wrócili z pracy.

- Oo, jak dobrze, że jesteś. Mamy do ciebie sprawę. – powiedziała mama otwierając drzwi.

- To wtedy ja zmykam. – oznajmił Niall.

- Zostań. Prooooosze. – zrobiłam maślane paczadła.

- No okej. – weszliśmy do domu. Mama poprosiła abyśmy usiedli przy stole. I zaczęła.

- Wraz z tatą mamy jutro wolne w pracy i postanowiliśmy, że w związku z twoimi urodzinami zabierzemy cię nad jezioro. – powiedziała mama.

- Naprawdę? Kocham cię mamo! – rzuciłam się jej na szyję.

- Kiedy masz urodziny? – spytał mnie zdziwiony Nialler.

- W piątek. Jakoś wypadło mi z głowy. – powiedziałam z uśmiechem.

- Alex idź zanieś bratu tę siatkę. – mama podała mi torbę. Wolnym ruchem powędrowałam do jego pokoju. Trochę się bałam zostawić przyjaciela z moją mamą. Pewnie coś wykombinują na moje urodziny.



~~ Perspektywa Nialla. ~~

- Trzeba zrobić niespodziankę dla Alex. – zwróciła się do mnie mama mojej przyjaciółki.

- Pogadam z chłopakami i coś wymyślimy. Niespodzianka miałaby być w piątek?

- Tak, jeśli chcecie możemy z mężem się usunąć i zostawić wam dom na jedną noc. – powiedziała z uśmiechem.

- Czyta mi pani w myślach. – znaleźliśmy wspólny język do kombinowania.

- To wszystko ustalone?.- spytała

- Oczywiście. – Grzecznie się pożegnałem i powędrowałem do chłopców przekazać informacje.


-----------------------------------------

Jak się podoba? Rozczarowane Niallem i Alex ? 

Nowy rozdział --> 10 komentarzy ; )


DZIĘKUJĘ ZA PRAWIE 800 WYŚWIETLEŃ !

poniedziałek, 26 listopada 2012

Rozdział 10



Poniedziałek.

Rano obudziły mnie ostre promienie słońca, które przedostawały się przez okno. Telefon wskazywał 10. Powoli wygramoliłam się z spod kołdry i usiadłam na łóżku. Moje oczy tak się „kleiły”, że ledwo widziałam. Gdy wstałam z wyra udałam się do łazienki. Po drodze potknęłam się i upadłam na ziemię.

- Ała. – powiedziałam z grymasem na twarzy.

- Weź daj mi spać. – powiedział chrypki znany mi głos. Otworzyłam szerzej swoje niebieskie oczy i spojrzałam na ową osobę.

- Harry!? Co ty tu do licha robisz? – spytałam ze zdziwieniem.

- Śpię, nie widać? – odpowiedział zaspany.

- Dlaczego tu śpisz? – kolejne pytanie padło z moich ust.

- Dlatego kiedy cię tu przyniosłem położyłem się na chwilę obok ciebie i przypadkiem usnąłem. Prawdopodobnie spadłem w czasie snu albo mnie zrzuciłaś. – uśmiechnął się.

- Ale do niczego nie doszło? – denerwowałam się odpowiedzią.

- Nie. A co?

- To dobrze, bo wiesz. My jesteśmy tylko przyjaciółmi i nic tego nie zmieni. – powiedziałam z ulgą w głosie. Harry odpowiedział krótkim „aha”. Przeprosiłam Stylesa i poszłam się ogarnąć do łazienki. Chłopak chyba poszedł na dół bo słyszałam otwierające się drzwi. Jakoś nie przejęłam się tym. Wzięłam długi, ciepły prysznic, ubrałam się w dresy i poleciałam na dół zrobić sobie śniadanie. Niestety Harry mnie uprzedził. Przyrządził nam kanapki. Rodziców i brata nie było. Ostatnio z Mike’em wcale się nie widujemy. No cóż pewnie gania za jakimiś laskami.

- Mmmm, dobre kanapki Styles. – powiedziałam zajadając się jedną z nich.

- Emm, słuchaj. Nie chciałabyś może gdzieś skoczyć po południu? – spytał.

- Co masz na myśli?

- Kino? – podrzucił pomysł.

- Spoko. Może chłopcy też z nami pójdą? Sądzę, że będzie z nimi lepsza komedia. – zasugerowałam.

- Jak chcesz. – trochę posmutniał.

- Harry? A czy my czasem nie musimy porozmawiać o ostatniej sytuacji? – musiałam zacząć ten temat.

- Nie, już mi przeszło. Z resztą nie ważne. – uśmiechnął się. Miałam wrażanie, że coś przede mną ukrywał i to coś bardzo go bolało.

Oboje umówiliśmy się o 16 pod kinem. Reszta chłopaków też miała przyjechać. Po wyjściu Harrego poczłapałam do pokoju po telefon aby zadzwonić do Kate. Pamiętacie ją? To ta dziewczyna, z którą grałam w siatkę. Zadzwoniłam do niej żeby się umówić na kolejny mecz. Zaplanowałyśmy, że jutro o 15 spotkamy się przy fontannie. Po rozmowie skorzystałam na chwilę z komputera. Po 10 min surfowania po internecie do pokoju wparował Mike.

- Co chcesz? – spytałam.

- Ostatnio jakoś nie spędzamy czasu i chciałem zapytać czy gdzieś skoczymy. – powiedział.

- Jasne. Tylko o 16 jestem umówiona do kina z chłopakami i jeśli chcesz możesz się do nas przyłączyć. - uśmiechnęłam się patrząc ciągle na monitor.

- Spoko. To gdzie idziemy? – spytał.

- Czekaj zaraz coś pomyślę. – myślałam tak przez 5 min i wymyśliłam, że pójdziemy na kręgle. To będzie taka bitwa jeden na jednego. Udałam się do garderoby po jakieś ładne ubrania i powędrowałam do łazienki się przebrać. Brat długo nie musiał czekać. Z powodu nie zjedzonego przez nas śniadania poszliśmy najpierw coś przekąsić. Weszliśmy do jakiejś niewielkiej restauracji i zasiedliśmy do stolika. Ja zamówiłam lazanie a brat spaghetti. Do picia wzięliśmy dużą wspólną colę. Po posiłku powoli szukaliśmy kręgielni. Niestety nie mieszkaliśmy tu na tyle długo żeby wiedzieć gdzie co jest. Co jakiś czas pytaliśmy przechodniów o pomoc. W końcu po 15 min tułaczki dotarliśmy w wyznaczone miejsce. Była 13 więc tor zakupiliśmy na 2 godziny. Po wybraniu rozmiaru butów i przygotowaniu się to walki zabraliśmy się za pojedynek. Stwierdziliśmy, że nie będziemy brać bramek żeby gra była w miarę fair. Na początku nie było za dobrze. Każdemu z nas większość kul wpadała w „rowy”(?). Potem się już rozkręciłam. Mike trochę się wkurzał z mojego prowadzenia. Przez jakiś czas byłam pierwsza ale po godzinie gry bolały mnie palce. Moja sytuacje wykorzystał Mike. Zaczął zbijać wszystkie piony ( sprawdzałam jak się nazywają te białe takie co się strąca ). Oczywiście przejął pałeczkę i objął prowadzenie. Mi już palce odpadały. Po dwóch godzinach bitwy ostatecznie wygrał Mike. Wraz z zadowolonym z siebie bratem udaliśmy się na spacer. Do spotkania z chłopcami została nam jakaś godzina więc zahaczyliśmy jeszcze o park. Pogoda w ten dzień była śliczna. Słońce świeciło, ptaszki ćwierkały, dzieci tryskały energią bawiąc się na placu zabaw. Z Mike’em usiedliśmy na ławce. Cudownie było odetchnąć świeżym, czystym powietrzem. Oczywiście mój brat nie umie długo usiedzieć w jednym miejscu więc pociągnął mnie za rękę na plac zabaw. Od razu poleciałam na huśtawkę. Poprosiłam chłopaka o to by mnie trochę popchał. Po chwili bawiliśmy się i śmialiśmy jak dzieci. Dzieci, które są wolne i bez żadnych problemów. Ludzie trochę się na nas dziwnie patrzyli bo młodzież w naszym wieku raczej nie chodzi na plac zabaw tylko do klubów i na imprezy. Po beztroskiej zabawie trzeba było ruszać na spotkanie. Pod kino doszliśmy w 20 min bo znowu musieliśmy się pytać o drogę. Chwilę musieliśmy na nich poczekać. Piątka zapoznała się grzecznie z moim bratem i bez żadnych przeszkód mogliśmy ruszać po bilety. Przy wybieraniu filmu oczywiście doszło do małego nieporozumienia. Po 10 min przekomarzania się zdecydowaliśmy że udamy się na „Magic Mike”. Wraz z Niallem śmialiśmy się, że idziemy na film, w którym zagra mój brat. Przed projekcją udaliśmy się po jedzenie, bo przecież blondyn umarłby z głodu. Obładowani po uszy jedzeniem wybraliśmy się na salę. Miejsca mieliśmy na samej górze po środku. Usiedliśmy od lewej : Liam, Mike, Niall, ja, Harry, Louis i Zayn. Lubię siedzieć na środku więc będę miała kogo wkurzać. Podczas filmu Louis i Harry chyba najbardziej byli zainteresowani fabułą filmu. ( hahaha ). Po 2 godzinach śmiechów i obrzucania się jedzeniem wyszliśmy z kina.

- Jest 18.30 co robimy? – spytałam.

- Idziemy do was? – spytał Zayn.

- Ok. – powiedziałam po czym wskoczyłam Mike’owi na plecy. – Ale ty mnie nosisz.

- No chyba cię coś boli!? – zaśmiał się.

- Nogi mnie bolą. – Brat więcej nie zaprzeczał.

Kiedy szliśmy do domu śmialiśmy się i wygłupialiśmy jakbyśmy znali się od żłobka. Brat trochę narzekał na moją nie dużą masę ciała, ale jak na „strongmana” (tak się nazywał jak był mały) przystało doniósł mnie na miejsce. Zeszłam z chłopaka i odkluczyłam drzwi. W domu było pusto bo rodzice byli jeszcze w pracy.

- Ja idę do siebie bo jestem umówiony z kumplami na pogawędkę. – oznajmił Mike.

Kiedy mój brat zniknął za ścianą chłopcy usiedli na sofie i włączyli TV.

- Widzę, że będziemy leniuchować? – spytałam.

- A żebyś wiedziała. – odpowiedziała marchewka.

Po słowach Louisa wepchnęłam się między niego i Zayna. Przez jakąś godzinę oglądaliśmy to MTV to jakieś kreskówki albo dziwne programy. Zegar, który leżał koło telewizora wskazywał 20. Spytałam się chłopców czy chcą zostać na noc. Zgodzili się. Ustaliliśmy, że Lou z Harry i Liam z Zaynem będą spali w pokojach gościnnych. A Niall u mnie na dmuchanym materacu. Rozeszliśmy się do pokoi. Mike przyniósł dla blondyna materac, ja natomiast zasiadłam do laptopa a chłopak wyszedł na balkon. Po chwili zrobiłam to samo. Ustawiłam się koło Horana, który stał przy barierce patrząc się na krajobraz.

- Piękny zachód słońca nie sądzisz? – spytał.

- Tak jest piękny. – powiedziałam obejmując jego rękę. Niall spojrzał się na mnie i uśmiechnął się.

- Wiesz, ostatnio jakoś nie spędzamy razem czasu jak to było na początku. – stwierdziłam.

- To może jutro coś ogarniemy? – spytał.

- Chcesz mi towarzyszyć na meczu?

- Jakim? – spytał ze zdziwieniem.

- Ostatnio grałam z takimi dziewczynami i umówiłam się z nimi na jutro o 15. – odpowiedziałam.

- Jasne. – jego uśmiech był jeszcze piękniejszy niż poprzedni. – A Harry? – po czym dodał.

- Jezu, czemu ciągle wszyscy się mnie o niego pytają!? Mam już tego powoli dosyć. Ciągle on i on. Mam też innych przyjaciół a nie tylko jego. – wkurzyłam się po czym puściłam rękę Nialla.

- Przepraszam. – powiedział obejumjąc mnie ramieniem. – Myślałem, że wiesz wy … Dlatego nie wtykałem swojego nosa.

- No to źle myślałeś. – dalej byłam trochę zła. No bo przecież ile można? Tysiąc razy powtarzam, że się tylko przyjaźnimy. Ale nie, oni muszą się spytać 100 razy o to samo. Dokończyliśmy podziwianie zachodu słońca i udaliśmy się do pokoju. Oboje jakoś nie byliśmy doszczętnie zmęczeni więc w pidżamach i przy lampce usiedliśmy naprzeciwko siebie po turecku na moim łóżku. Rozmawialiśmy o wszystkim i o wszystkich. Dowiedziałam się jak to jest być w zespole, jak to się tworzy piosenki i jakie to jest uczucie rozdawać autografy. Byłam zafascynowana jego życiem i tym jak on o tym opowiadał. Dowiedziałam się również parę ciekawostek o reszcie chłopaków. Niektóre z nich były kompromitujące, więc trochę się pośmialiśmy. Po jego monologu przyszedł czas na mnie. Powiedziałam parę faktów o mnie i parę tajemnic jakie mówi się przyjacielowi. Według mnie z Niallem inaczej się rozmawia niż z Julią. Miałam wrażenie, że chłopak bardzo uważnie mnie słuchał. Trochę mnie to dziwiło, że ktoś chce słuchać o moim życiu. Po chwili otworzyłam się przed nim na maksa. Powiedziałam wszystko. Wiedziałam, że mogę mu zaufać. Bezgranicznie? Chyba tak. Nie miałam wątpliwości. Ta rozmowa tak jakby zbliżyła nas do siebie. Czułam się przy nim swobodnie. On przy mnie chyba też. Tak zajęci rozmową nie zauważyliśmy, że minęła 1 w nocy. Postanowiliśmy, że się położymy bo jutro muszę być jako tako wypoczęta na mecz. Złączyliśmy łóżka, ale oczywiście każdy leżał na swoim żeby nie było po czym usnęliśmy.


-----------------------------------------

Jak się podoba? Jakieś sugestie? 

Coś słabo z tymi komentarzami. ; (( . 
Brak motywacji przez to więc :
Następny rozdział jak będzie 10 komentarzy. ;) 

+ odpowiadajcie w ankiecie. Chcę zobaczyć ile osób czyta bloga !

sobota, 24 listopada 2012

Rozdział 9



Po nocy spędzonej nad rozmyślaniem co ugryzło Hazzę, postanowiłam, że zadzwonię do Julki. Dawno jej nie słyszałam. Dziewczyna opowiadała mi o wydarzeniach jakie jej się ostatnio przydarzyły. Trochę narzekała na swoich rodziców, którzy zaczęli się jej czepiać o błahostki. Oczywiście musiała się spytać o moje relacje z chłopakami. Powiedziałam jej o wczorajszej sytuacji, a ona poradziła mi żebym z nim pogadała. Jak mam z nim pogadać skoro wczoraj chciałam a on sobie tak po prostu wyszedł bez słowa? Chłopięce rozumowanie świata czasem mnie przeraża. Po godzinie plotkowania pożegnałam się z przyjaciółką i zeszłam na dół na śniadanie. Dzisiaj jest niedziela więc rodzice mieli wolne od pracy. Wraz z bratem nakryliśmy do stołu, a rodzice zaczęli przygotowywać posiłek. Oczywiście nie obeszło się bez przekomarzania się z Mike’em. Podczas śniadania spytałam się mamy czy mogę iść na koncert chłopców. Zgodziła się. Tata też nie zaprzeczył, pod warunkiem, że chłopcy będą mnie pilnować. No tak, tatusiowa troska, ale głupki chyba powinni najpierw siebie pilnować a nie podejmować się opieki nade mną. Po posiłku musiałam skoczyć do sklepu po jakieś zakupy. Po drodze zaczepiały mnie jakieś dziewczyny, które prosiły o krótkie rozmowy o chłopakach. Nie sądziłam, że Directionerki są takie miłe i rozmowne. Po przyjściu z udanych zakupów zaczęłam przebierać szafę w poszukiwaniu jakiś ciuchów na koncert. Dobiegała 14 a ja nie wiedziałam co na siebie włożyć.

- MAMO ! NIE MAM CO NA SIEBIE WŁOŻYĆ ! – krzyknęłam do mamy. Rodzicielka po chwili była już w moim pokoju.

- Przeszukałaś całą szafę? – spytała.

- Tak i nie mogę nic odpowiedniego znaleźć. – odpowiedziałam.

- Poszukaj w internecie. – poradziła mama.

Zaczęłam poszukiwać jakichkolwiek inspiracji w internecie tak jak radziła mama. Po przeszukaniu różnych stron postanowiłam postawić na wygodę. Wzięłam szare dżinsowe legginsy, czarną bokserkę, bordową bluzę z kapturem i czarne vansy. Włosy oczywiście rozpuściłam. Zrobiłam lekki makijaż. Po tych wszystkich czynnościach spojrzałam na zegarek – dochodziła 16. Akurat – pomyślałam. Po chwili usłyszałam z dworu śmiechy. Zgadnijcie kogo. Zeszłam uradowana na dół i otworzyłam 5 mordkom drzwi. Harry jakoś nie tryskał energią. Z każdym się przywitałam, oznajmiłam rodzicom, że wychodzę i wyszliśmy z domu. Na miejsce dojechaliśmy czarnym Vanem. W samochodzie panowała dziwna atmosfera z powodu chłopaka w loczkach. W ogóle wszyscy dziwnie się zachowywali tak jakby wiedzieli o co chodzi. A może mi się tak zdaję? Może to trema? Po 10 min jazdy dojechaliśmy pod sale koncertową. Tłumy fanek oczywiście szalały i walały się wszędzie. My podjechaliśmy pod tylne wejście aby ominąć niepotrzebnych przepychanek. Wraz z chłopakami udałam się do ich garderoby. Musieli się przygotować. Do koncertu zostało jakieś 20 min. Postanowiłam trochę ochłonąć więc wyszłam na świeże powietrze. Cała ta krzątanina trochę mnie przytłaczała. Po chwili znalazł mnie Louis. Oznajmił mi, że zaraz wchodzą na scenę. Poszłam za chłopakiem w wyznaczone przez ochroniarzy miejsce. Stałam obok podestu więc miałam dobry widok. Na sali było gorąco, wszystkie fanki krzyczały i ekscytowały się tym, że zobaczą chłopców na żywo. Zaczęło się odliczanie. Dałam znak chłopakom, że trzymam kciuki a oni z uśmiechem wybiegli na scenę. Wszystkie flesze zaczęły migać. O mały włos nie straciłam wzroku. Nie zaprzeczę, ja również krzyczałam w niebo głosy. One Direction zaczęło koncert od Up All Night, przechodząc do One Thing, I Wish, Gotta Be You i kończąc na Everything About You. Po tych piosenkach nastąpiła przerwa. Chłopcy poszli się przebrać. Po krótkiej przerwie gwiazdki odpowiadały na pytania z TT. Potem kolejne piosenki i nadszedł koniec koncertu. Lecz chłopcy mieli dla wszystkich niespodziankę.

- Na koniec zaśpiewamy dla was piosenkę z naszej nadchodzącej płyty Take Me Home. Piosenka nosi nazwę Little Things i chcielibyśmy ją zadedykować Alex. Alex chodź na scenę ! – gdy Harry to powiedział ogarną mnie strach.

Co ty wprawiasz Styles? Nogi zaczęły mi się uginać. Loczek wyciągnął do mnie rękę i pomógł mi wejść. Wraz z całą piątką usiedliśmy w półkole na krzesłach. Scenę przystrojono o sznury z żarówkami ( takimi jak na choinkę tylko, że światło jest takie jak z lampy ). Serce waliło mi jak oszalałe. Światła przygasły trochę a w tle zaczęła lecieć muzyka. I o to się zaczęło. Pierwszy zaśpiewał Zayn a ja od razu miałam łzy w oczach. Potem Liam, Lou i Harry. Przy zwrotce Nialla rozpłakałam się na maksa. Przypomniała mi się ta chwila na wysepce gdzie Horan zaśpiewał mi swoją część piosenki a ja po prostu beczałam jak dziecko. Niall podczas swojego śpiewania przytulił mnie. Gdy skończył znowu zaczął Hazza. Tym razem złapał mnie za rękę i zaśpiewał mi to prosto w oczy. Nie wiedziałam co mam o tym myśleć. Byłam zdezorientowana. Po piosence gdy chłopcy żegnali się, ja zostałam zaprowadzona do ich garderoby. Zapłakana czekałam na to kiedy im podziękuję. Po 10 min piątka weszła do pomieszczenia. Ja zamiast przytulić każdego i pogratulować udanego występu, rzuciłam się Harremu na szyję.

- A to za co? – trochę się zdziwił.

- Za tą piosenkę. - gdy to powiedziałam rozluźniłam uścisk.

Podeszłam do reszty pogratulować dobrego koncertu. Od wejścia na salę minęły 4 godziny. Moje nogi odmawiały posłuszeństwa więc klapnęłam na kanapę znajdującą się w garderobie. Chłopcy udali się na podpisywanie płyt, więc w pomieszczeniu zostałam sama. Garderoba była wyposażona w telewizor i Xbox’a więc złapałam za Pad’a i włączyłam pierwszą lepszą grę. Po jakiś 10 min znudziła mi się gra w kopanie piłki więc postanowiłam skorzystać z laptopa, który leżał uruchomiony na stole. Nikt chyba nie będzie zły jak sobie poklikam – pomyślałam. Sprawdziłam TT, FB i parę innych stron. Przeglądając jakąś stronę plotkarską natrafiłam na post dotyczący koncertu chłopców. Otworzyłam nagłówek i moim oczom ukazało się moje zdjęcie, na którym Harry trzyma moją dłoń. Tytuł artykułu nie mógł być inny niż : „Czy to nowa miłość One Direction?”. No pewnie. Dziennikarze też nie mają co robić więc wymyślają jakieś głupie plotki. My się TYLKO przyjaźnimy. Nikt na tym świecie nie rozumie co to jest damsko-męska przyjaźń? „No błagam”. Przewijając stronę na dół zobaczyłam kolejne zdjęcie. Ta fotografia przedstawiała mnie i Harrego w parku. Dziennikarze nie napisali kogo Styles obejmuje. I bardzo dobrze. Lepiej żeby się nie dowiedzieli. Dalej już nie przeglądałam bo miałam dosyć tych wszystkich kłamstw. Zbliżała się 21 a chłopców dalej nie było. Nie dziwię się dlaczego nie przychodzili. Fanek było mnóstwo więc musiało im to zająć dużo czasu. Po długiej chwili do garderoby wparowali owi ludzie.

- Długo nas nie było? – spytał Zayn.

- Nie, ależ skąd. – zaśmiałam się.

- Ej, ktoś dotykał mojego laptopa? – krzyknął Louis.

- Ja! Chciałam zobaczyć co się dzieje u moich znajomych. – Louis tylko się uśmiechnął.

- Spoko. Mam nadzieje, że niczego nie popsułaś.

- Czy ty sugerujesz, że to czego dotknę się psuje? – spytałam.

- Nie. Tak. Nie. Nie wiem. – zamotał się.

- Ups, Harry dotknęłam cię, czuj się zepsuty. – wraz z wypowiedzianymi słowami dotknęłam Harrego, który usiadł koło mnie.

- Oj, źle się czuję. Potrzebuje metody usta-usta. – zaczął udawać chorego. Wszyscy się zaśmialiśmy.

- Słuchaj, mamy za godzinę imprezę pokoncertową, chcesz z nami iść? – skierował się do mnie Liam.

- No pewnie! Na co jeszcze czekamy? – uśmiechnęłam się. Zadzwoniłam do rodziców z zapytaniem czy mogę iść z chłopakami. Rodzice ledwo się zgodzili. Po ogarnięciu piątki głupków udaliśmy się do Vana. Najstarszy z nich prowadził, obok niego siedział Zayn, a ja siedziałam między Niallerem a Hazzą. Liam rozmawiał z kimś przez telefon. Oczywiście do mnie też ktoś musiał zadzwonić. Nie kto inny jak Julia. Nacisnęłam czerwoną słuchawkę bo nie chciałam żeby reszta słyszała o czym rozmawiamy. Z resztą nie powinny ich interesować moje sprawy. Po 10 min byliśmy już pod klubem, który nosił nazwę „Troll”. Wyszliśmy z samochodu i udaliśmy się do budynku. Chłopcy oświadczyli ochroniarzowi, że jestem z nimi. Jaka podjarka, że wchodzę z One Direction prywatnie do klubu. Pomieszczenie, w którym się znajdowaliśmy miało ciemne ściany, dużo lamp, podświetlane podłoże i pełno stołów przy których były kolorowe krzesła. Wszędzie masa ludzi rozwalała się na parkiecie. Wraz z ekipą usiedliśmy w dużej loży.

- Chcecie coś do picia? Oczywiście napoje bezalkoholowe. – spytał Louis.

- Ja poproszę Pepsi. – odpowiedziałam z uśmiechem.

Reszta poprosiła Louisa o to samo. Na początku było trochę sztywno. Potem każdy z chłopaków prosił mnie do tańca chociaż ja nie potrafię. Pierwszy taniec dla Louisa bo jako pierwszy wypchnął mnie na parkiet. Muszę przyznać, że jak na niezłą marchewkę to potrafi się ruszać. Zayn oczywiście krewny Biebera. Liam też się jakoś nie ociągał. Po tych trzech wyczerpujących tańcach nogi odmawiały mi posłuszeństwa, więc klapnęłam swoją zacną dupencją na sofę. Po energicznych rytmach puszczanych przez DJ’a przyszedł czas na wolne piosenki. Oczywiście przy chłopakach nie mogłam długo odpocząć. Niall zaprosił mnie do tańca „przytulańca”. Wraz z blondynem udaliśmy się pomiędzy tańczące pary. Chłopak objął mnie w pasie, a ja położyłam swoje ręce na jego szyi. Na wstępie zapewniam was, że to jest TYLKO przyjaźń. Czasem śmialiśmy się z przypadkowych spojrzeń w swoje strony. Gdy skończył się zabawny taniec Harry odbił mnie Horanowi. Ten zaś poleciał coś wszamać. Przy piosence Someone like you – Adele tańczyłam z Haroldem tak jak z Niallem. W połowie tańca chłopak bardziej mnie przytulił. W moim nosie grasował kuszący zapach jego perfum, po czym poczułam dziwne uczucie. Uczucie szczęścia? Bezpieczeństwa? Czyżby mi latały motylki w brzuchu? No wiecie, ja nie jem owadów więc tą opcję wykluczmy. Kiedy piosenka dobiegła końca podziękowałam Harremu za wspólny taniec i udałam się do toalety za potrzebą. Przesiedziałam w wc jakieś 10 min i dołączyłam do chłopaków. Było koło północy więc moje oczy powoli się zamykały. Widać, że nie jestem wytrzymała. Ciekawa jestem co to będzie na moich urodzinach, które są w piątek. Głupki pewnie wymyślą jakąś imprezę.

- Mógłby mnie któryś z was odwieźć do domu, bo zaraz usnę? – grzecznie spytałam.

- Ja cię odwiozę.

- Okej. Możemy już iść?

- Jasne.

Oboje pożegnaliśmy się z resztą i udaliśmy się do samochodu. W drodze powrotnej bolały mnie oczy więc gdy przymknęłam powieki od razu zasnęłam z przemęczenia.

---------------------------------
Co sądzicie ?
Liczę na komentarze ! ;P 

czwartek, 22 listopada 2012

Rozdział 8



Sobota. 10:00

Rano obudziły mnie dziwne dźwięki dochodzące zza drzwi. Moje powieki były tak ciężkie, że nie miałam siły ich podnieść, więc olałam szumy, które wydobywały się zza ścianą. Po 2 min poczułam, że ktoś pakuje się do mojego łóżka. Odwróciłam głowę w lewo i zobaczyłam ucieszoną mordkę Harrego opartą na łokciu.

- Hej skarbie. – uśmiechnął się.

- Znowu zaczynasz? – zrobiłam zła minę.

- Przepraszam. – posmutniał.

- Żeby mi się to więcej nie powtórzyło. A tak wgl co ty tu robisz w moim łóżku?

- Leżę. Nie mogę? – spytał unosząc prawą brew.

- Nie nie możesz. – powiedziałam po czym wygramoliłam się spod kołdry. – powiesz mi co tu robisz? I gdzie jest reszta? – spytałam jeszcze raz.

- Kiedy przyszliśmy twoi rodzice musieli jechać do pracy więc zostawili ciebie i dom pod naszą opieką. – powiedział to z uśmiechem.

- A gdzie reszta? – powiedziałam łapiąc bluzę Mike’a.

- Na dole robią śniadanie. – Hazza wstał z łóżka i przerzucił mnie przez ramię.

- Harry puszczaj mnie ! W tej chwili chcę żeby moje stopy poczuły podłoża. – Moje błagania nic nie dawały. Loczek z uśmiechem na gębie zniósł mnie na dół. Reszta chłopców tarzała się ze śmiechu. Tylko Liam się powstrzymywał żeby nie spalić naleśników. Harry postawił mnie na ziemi. Na mojej twarzy pojawiły się rumieńce.

- O patrzcie Alex się zarumieniła. – pokazał palcem Louis na moje policzki.

- Weź się odczep. – Odepchnęłam rękę marchewkowego.

- Zła jesteś, że cię tu przyniosłem? – spytał Harry robiąc cwaniackie oczy. Ja dalej stałam oburzona.

- Zeszłabym sama.

- Oj przepraszam. – podszedł i pocałował mnie w policzek. Foch dziwnie minął. Przywitałam się z Louisem i Liamem ciepłym uściskiem.

- To gdzie te naleśniki Liam? – zwróciłam się do chłopaka, który krzątał się przy garach. Zayna i Nialla nie było.

- Już ci daję. – powiedział to po czym podał mi talerz z naleśnikami z dżemem i bitą śmietaną.

- A gdzie Zayn i Niall? – spytałam biorąc kawałek śniadania.

- Zayn pojechał do rodziny. – powiedział Louis zaczepiając Harrego. – A Niall poszedł do sklepu nie wiemy po co. – dodał Harry.

- Pewnie po jedzenie. – zaśmiałam się. Wtedy do domu wszedł Nialler. Myślałam, że przyjdzie z pełnymi siatami żarcia ale takowych toreb nie było. Chłopak przywitał się ze mną uściskiem. Przypadkiem spojrzałam na Hazzę, którego mina nie była zbyt radosna. Czy on się we mnie zakochał? „No błagam”. Po posiłku przeprosiłam chłopców i poszłam do łazienki się ubrać. Postawiłam na krótkie, ciemne szorty, białą, luźną bluzkę na krótkim rękawku, szary sweterek w paski i miętowe vansy. Włosy trochę polokowałam i rozpuściłam. Z pokoju zabrałam swojego niebieskiego IPhona i zeszłam do chłopców. Gdy mnie zobaczyli uśmiechnęli się.

- Coś nie tak? – spytałam schodząc po schodach.

- Nieźle wyglądasz. – powiedział Niall nie spuszczając ze mnie wzroku.

- Dzięki. - w podzięce za komplement przytuliłam go. – co dzisiaj robimy? – dodałam.

- A właśnie, mamy jutro koncert, chciałabyś wpaść? – spytał Louis.

- Jasne. Dostanę bilet VIP? – powiedziałam podnosząc brew.

- No pewnie. To jutro o 16 będziemy po ciebie. A teraz jedziemy na próby. – powiedział Liam po czym wszyscy się pożegnaliśmy.

Znowu jestem sama. Kurde, no. Kiedy chłopcy wyszli umyłam naczynia i powędrowałam do pokoju. Była dopiero 11 a ja już byłam zmęczona. Położyłam się na łóżku i zamknęłam oczy. Na moje nieszczęście nie mogłam zasnąć. Wzięłam z półki jakąś książkę i zaczęłam czytać. Książka na wstępie zalewała mnóstwem opisów, po części były ciekawe ale jak zaczęły się narzucać opisy krajobrazu natychmiast odłożyłam książkę na półkę. Wzięłam niebieską bluzę z szafy i wyszłam z domu się przejść. Pogoda tego dnia nie była za ciekawa. Promienie słoneczne nawet nie przechodziły przez chmury. Ludzie spoglądali na mnie jak na idiotkę bo byłam ubrana w krótkie spodenki. Po 10 min bezcelowego włóczenia się doszłam do parku z fontanną. Byłam tu drugi raz. Dookoła dzieci szalały bawiąc się to w sznura, to rzucały freezbe. Ja usiadłam na ławce przypatrując się tym małym radosnym stworzeniom. Dzieci aż tryskały radością w ten pochmurny dzień. Nie minęło 20 min a poczułam na gołych nogach krople deszczu. Postanowiłam, że nie będę wracać do domu z powodu jakiegoś małego deszczyku. Założyłam kaptur na głowę i wsadziłam słuchawki do uszu puszczając przy tym swoje ulubione kawałki chłopców. Po odsłuchaniu jednej piosenki rozpadało się na dobre, ale ja dalej siedziałam na ławce. Dzieci poszły już do domu, a w parku słuchać było tylko szum deszczu. Po 5 min zaczęło robić mi się zimno więc podkuliłam nogi do ciała, oparłam głowę na kolanach i zamknęłam oczy. W słuchawkach leciały piosenki chłopców. Akurat natrafiłam na „Moments”. Bardzo lubiłam tą piosenkę z tego powodu, że wszyscy ją śpiewali. Ten utwór potrafi dobić człowieka bądź podnieść go na duchu. Zależy jak kto ją odbiera. W tej chwili było mi obojętnie. Mój humor nie był zły czy radosny. Tak po środku. Po półgodzinnym siedzeniu byłam już cała mokra. Z grzywki kapały krople wody. Potem trzęsłam się już zimna. Gdy podniosłam głowę ktoś położył mi na plecach kurtkę. Odwróciłam wzrok by sprawdzić kto to zobaczyłam jak Harry siada obok mnie. Podziękowałam mu za kurtkę i ponownie położyłam głowę na kolanach. Hazza nic się nie odzywał. Pewnie nie chciał mnie denerwować, a ja? Ja nie wiedziałam co go przywlekło do parku w taką pogodę. Kurtka po jakimś czasie nie ochraniała mnie przed zimnem. Trzęsłam się coraz bardziej. Chłopak to zauważył i chciał objąć mnie ramieniem. Ja powstrzymałam go od tego pomysłu. Loczek trochę się zdziwił ale przysunął się do mnie bliżej i mocno mnie przytulił. Jego uścisk był tak silny, że nie miałam już siły z nim walczyć. Oparłam głowę na ramieniu Harrego i zaczęłam wpatrywać się w czarny ekran IPhona. Siedzieliśmy w milczeniu. W tej chwili nie miałam potrzeby z nikim rozmawiać. Po jakimś czasie sprawdziłam godzinę – była 14. W parku siedziałam 3 godziny przez co poczułam jak burczy mi w brzuchu. Powiedziałam Harremu, że idę do domu coś zjeść. Ten spytał się czy może iść ze mną. Zgodziłam się. Przez pół drogi szliśmy w ciszy. Nikt z nas nie chciał przeszkadzać drugiemu. Po 10 min doszliśmy do domu. Ja od razu powędrowałam do lodówki w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Postanowiłam, że zrobię nam zapiekankę. Harry nakrył skromnie do stołu. ( czyt. widelce, talerze i szklanki ). Po pół godzienie obiad był gotowy. Posiłek również zjedliśmy w milczeniu. Gdy włożyłam naczynia do zlewu Harry złapał mnie za rękę i pociągnął do salonu.

- Coś nie tak? – spytałam zdziwiona gdy usiedliśmy na sofie.

- To chyba ja powinienem spytać.

- U mnie wszystko w porządku. – uśmiechnęłam się.

- Tak, właśnie widziałem godzinę temu mokrą ciebie na ławce w parku. – stwierdził.

- A co ty się tak nagle o mnie martwisz? – uniosłam brew.

- Nie mogę się martwić o przyjaciół? – spoważniał.

- Możesz. – uśmiechnęłam się. – Ale zapewniam cię, że nic się nie stało. Dla twojej wiadomości lubię sobie czasem tak posiedzieć. – A ty co robiłeś w taką pogodę? – spytałam.

- Właśnie szedłem do sklepu. – jego uśmiech mieszał mi w głowie. Po chwili zadzwonił telefon. Harry szybko pobiegł do stołu łapiąc przy tym moją własność.

- Harry oddawaj! – chłopak podniósł rękę zbyt wysoko żebym mogła dosięgnąć.

- A co ja z tego będę miał? – spytał cwaniacko.

- Jak mi zaraz nie oddasz to dostaniesz w swoją Hazzowatą buźkę. – zrobiłam groźną minę.

- Masz na myśli buziaka? – nastawił policzek dalej trzymając wysoko telefon. Ja natomiast prychnęłam i pstryknęłam palcem w jego policzek. Harry nie spuszczał ręki w dół. Przeciwnie, stanął oburzony. Podeszłam do loczka, stanęłam na palcach i próbowałam dosięgnąć swojej własności. Jego grymas zniknął kiedy nasze twarze dzieliły niebezpieczne centymetry. Wiedziałam, że nie może do tego dojść. Nie chciałam być później zraniona i płakać tak jak moje stare znajome. Po porostu nie chciałam. Tak, tak wiem, że się powtarzam. Harry na szczęście się opamiętał.

- Em, nie powinienem. Przepraszam. – natychmiast się odsunął oddając mój telefon. Zrezygnowany usiadł na kanapie.

- Nic nie szkodzi. – uśmiechnęłam się. Sprawdziłam kto dzwonił – Julia. Napisałam jej esa z wiadomością, że zadzwonię później. Zapadła niezręczna cisza. Bolał mnie widok smucącego się chłopaka. Zajęłam miejsce koło niego i zaczęłam bezczynnie patrzeć się w czarny ekran telewizora. Między nami panowała taka cisza, że każdy z nas słyszał oddychanie drugiego. Po jakimś czasie spojrzałam na zegarek – była 16.30. Nie było późno, ale moje oczy same się zamykały. Oparłam się o oparcie, odchyliłam głowę do tyłu i zamknęłam oczy. Nie widziałam jakie poczynania robi Styles.

- Co ci? – spytał po chwili.

- Jestem trochę zmęczona. – spojrzałam na niego. Jego oczy ukazały taką głęboką głębie. Wiecie. Tak głęboko jak w oceanie. Chwila wręcz nie do opisania. Jego iskry w paczadłach świeciły się jak latarnie wskazujące statkom drogę. ( Nie chodzi o to, że miał reflektory w oczach ;) ).

- Co się tak patrzysz? – spuścił głowę w dół.

- Coś cię gryzie. Wiem, bo zapadła cisza a tak to zwykle gadasz jak najęty i tryskasz zarażającą energią. – stwierdziłam.

- Zdaje ci się tylko. – wymusił uśmiech.

- Nie zdaje, tylko wiem. Nic przede mną nie ukryjesz Harry.

- Niestety będę musiał. – wstał i zaczął kierować się ku wyjścia. Zaskoczona jego zachowaniem pobiegłam za nim.

- Harry! Czekaj! – Nic nie odpowiedział. Wyszedł zamykając za sobą drzwi.


---------------------------------------------

Co sądzicie? Przypuszczacie co Harold miał na myśli? 

Postarałam się napisać więcej tekstu. Za jakiś czas będzie ankieta dotycząca jednej sprawy związanej z opowiadaniem. Ale to za jakiś czas. 

Wiecie że możecie zadawać mi pytania tu --> ASK ;P
I możecie wchodzić na mojego TT , tam będę również informowała o nowym rozdziale. --> Twitter

wtorek, 20 listopada 2012

Rozdział 7



Piątek.

Rano obudziły mnie promienie słońca przedostające się przez okno w salonie. Podniosłam głowę z kolan Horana, który jeszcze smacznie spał tak jak reszta. Harry z Louisem przenieśli się do Zayna na podłogę i spali w trójkę. Liama zaś nie było. Wygramoliłam się spod ręki przyjaciela i powędrowałam do łazienki. Oczywiście gdy spojrzałam w lustro wyglądałam jak straszydło w Halloweenową noc. Rozczesałam włosy poprawiłam piżamę i wyszłam do kuchni. Liam przygotowywał naleśniki. Ten to jest genialny.

- Hej śpiochu. – powiedział z uśmiechem.

- Cześć. Długo nie śpisz? – spytałam.

- Jest 10. Nie śpię z jakąś godzinę przez to wasze chrapanie. – zaśmiał się.

- Czy ty chcesz powiedzieć, że ja chrapie? No wiesz ty co. – udawałam focha.

- Foch ci nie wychodzi więc sobie odpuść. – powiedział to ciągle się śmiejąc.

- Ale ja się focham na serio. Tak z przytupem i melodyjką z gwiezdnych wojen. – tupnęłam. Ten podszedł do mnie i ubrudził mnie mąką.

- Chcesz wojny? – podniosłam brwi.

- Czy to wyzwanie? – znowu się zaśmiał. Ja natomiast wzięłam jajko i rzuciłam w Payne’a.

- Pożałujesz tego! – krzyknął i wziął resztę jajek plus mąkę i zaczął we mnie rzucać. Ja wzięłam patelnie jako tarcze i uciekłam przed złoczyńcą. Nie obeszło się bez krzyków. Po chwili w kuchni znalazł się Harry, który przez przypadek dostał ode mnie jajkiem w głowę. Jego grymas na twarzy był nie do opisania. Wraz z Liamem zaczęliśmy tarzać się na podłodze ze śmiechu.

- Co tu się dzieje? – spytał nie wyspany Niall.

- Dostałem jajkiem w głowę. – pokazał na swoje włosy. Niall zaczął się śmiać razem z nami.

- O nie. Pożałujesz tego Alex.

- To jest groźba Styles? A gdzie twoje przeprosiny? – po tych słowach byłam już cała w mące bo Hazza wysypał na mnie całą zawartość opakowania. Wyglądałam jak bałwan akurat na święta. Nie chciałam być dłużna lokowatemu więc wzięłam resztę jajek i zaczęłam nimi w niego rzucać. Niall stał i się śmiał. Liam natomiast poszedł się ogarnąć. Po ok. 5 min walki z Stylesem zakopaliśmy topór. A to dlatego, że skończyły się amunicje. Cały dom wyglądał jak po tornadzie. Z dołu słyszeliśmy nawoływania Liama, który skarżył się na bałagan.

- Alex. Koniec. – powiedział zdyszany Harry.

- Okej Styles. Ale to ja wygrałam! – walnęłam Hazzę w ramię.

- Chciałabyś. – zaczął mnie łaskotać. Po czym znaleźliśmy się na podłodze.

- Ha… Harry… Proosz… przestań… - błagałam go o litość.

- Dopiero jak powiesz, że to ja wygrałem. – uniósł brwi dalej mnie łaskocząc.

- Dob… Dobra… Wygrałeś… A … Teraz… Prze… stań. – W pewnym momencie spojrzałam Hazzie prosto w oczy. Chłopak przestał mnie łaskotać i uśmiechnął się. Było mi ciężko bo jego ciało mnie przygniatało. Jego oczy tak, tak jakby świeciły. Gdy Harry przejechał ręką po moim policzku po ciele przeszły ciarki.

- Możesz ze mnie zejść? – spytałam oburzona.

- Alex, przepraszam za tamto. – w końcu usłyszałam przeprosiny.

- Nie Harry. Nie pozwolę na takie traktowanie. – zrzuciłam go z siebie i udałam się do pokoju. Harry natomiast poszedł za mną.

- Alex. Przepraszam. Co mogę zrobić żebyś mi wybaczyła? – miał iskry w oczach.

- Musisz obiecać, że nigdy już nie będziesz mnie tak traktować.

- Obiecuję. – uśmiechnął się. Jego uśmiech był zniewalający. Boże co ja mówię. Ja nie mogę się w nim zakochać, nie po tym jak mnie potraktował. Zapadła niezręczna cisza.

- Przyjaciele? – podałam mu rękę po jakimś czasie. Nie potrafiłam się długo gniewać.

- Przyjaciele. – uścisnął ją z uśmiechem. – A przyjaciele mogą się przytulać? – dodał.

- Niech ci będzie. – po tym słowie Harry mocno mnie objął. Jego perfumy były dosyć mocne, ale zarazem kuszące. Co ja gadam? Ta mąka naprawdę uderzyła mi do mózgu. Staliśmy tak chyba przez 2 min po czym usłyszeliśmy głos Liama z dołu.

- Alex ktoś do ciebie!

- Chodźmy na dół. – puściłam Harrego i pobiegłam szybko na dół.

- Mama? Tata? A wy nie w pracy? – zdziwiłam się na ich widok.

- Mamy przerwę więc wpadliśmy zobaczyć jak sobie radzisz i przy okazji przywieźliśmy zakupy. – powiedziała z uśmiechem mama.

- Co to za banda? – spytał tata.

- To moi przyjaciele tato. Są w porządku. Nie musisz się martwić. – uśmiechnęłam się.

- Jeżeli są w porządku to mam nadzieje, że pomogą ci w sprzątaniu. – powiedział unosząc brwi i rozglądając się po kuchni.

- Już ich zaganiam do sprzątania!

- To my was zostawiamy. Będziemy wieczorem. Mike jest u kolegi. – powiedziała mama po czym rodzice wyszli.

- Na co się gapicie? – zwróciłam się do chłopców.

- Ty na serio mówisz o sprzątaniu? – marudził Louis.

- No chyba nie zostawicie mnie z tym samą? – zdziwiłam się.

- Mamy dużo pracy chłopaki. Musimy iść.! – popychał chłopaków Zayn.

- No ej? – krzyknęłam za nimi gdy wychodzili. – Tacy z was przyjaciele!

- Też cie kochamy! – krzyknęli zamykając za sobą drzwi.

No pięknie. Przynajmniej mam trochę czasu dla siebie. Pobiegłam tylko do pokoju po głośniki do IPoda i mogłam zaczynać. Ogólnie nie przepadam za tą czynnością, więc puściłam swoją ulubioną playliste i zabrałam się za sprzątanie. Przy brzmieniach Up All Night posprzątałam dom w 2 godziny. Po skończonej pracy bezwładnie opadłam na sofę w salonie włączając przy tym telewizor. Oczywiście żadnego interesującego filmu nie było, jak zwykle. Po chwili pobiegłam do swojego pokoju, aby sprawdzić czy któryś ze znajomych nie ma na TT. Niestety nikogo nie było ale pełno wiadomości od różnych przyjaciół ze szkoły zasypywało moją skrzynkę mailową. Aż nie mogłam w to uwierzyć, że za mną tęsknią. Na sam widok szczerzyłam się do monitora jak głupia. Od Julii żadnych wiadomości nie było. Obraziła się? Powinnam do niej zadzwonić. Zwinęłam telefon z biurka i wystukałam numer przyjaciółki. Jeden sygnał, trzeci, czwarty. Nie odbiera. Pewnie jest zajęta więc nie będę jej przeszkadzać. Chłopaki też się nie odzywają odkąd uciekli. Dobra, nie ważne pójdę się przejść. Wpadłam jeszcze do pokoju brata po bluzę i mogłam wychodzić. Stwierdziłam, że na wysepkę nie pójdę bo od 4 godz byłam sama więc kolejne minuty samotności wykończyły by mnie psychicznie. Kiedy bez celowo włóczyłam się po londyńskich ulicach dostrzegłam grupkę dziewczyn grających w siatkówkę. Dziewczyny były w moim wzroście. Tak przypuszczam. Podeszłam bliżej żeby przyjrzeć się ich grze. Grały nieźle, chyba mój poziom. Bardzo chciałam z nimi zagrać więc podeszłam do jednej i spytałam się grzecznie czy mogę z nimi pograć. Dziewczyny się zgodziły. W mojej drużynie stałam na ataku, bo na tej pozycji czułam się najlepiej. Po 10 min mojej nie udanej gry dziewczyny z drużyny zmotywowały mnie dosyć mocno. Po ustaleniu jakowej taktyki szło mi całkiem nieźle. Dziewczyny okazały się świetne. Dobrze mi się z nimi dogadywało. Po skończonym meczu umówiłyśmy się na kolejny w przyszłym tygodniu. Jedna z nich – Kate jak dobrze zapamiętałam dała mi swój numer w razie jakbym zmieniła zdanie. Tak skupiłam się na grze, że nie zauważyłam ludzi stojących wokół boiska. Wszyscy mówili między sobą o tym jaki ten mecz był zacięty. Rozglądając się zauważyłam mojego brata, który szedł w moją stronę.

- No siostra, chyba wracasz do formy. – powiedział z uśmiechem. – gratuluję meczu.

- To nie był przecież jakiś mecz ligowy, tylko taki relaksacyjny. – zaśmiałam się.

- To nie znaczy, że nie pokazałaś klasy.

- Dzięki, a co cię tu sprowadza? – spytałam.

- Właśnie wracam z kina bo byłem z kolegami na filmie. A ty nie miałaś być z chłopakami? – zdziwił się.

- No właśnie zmyli się kiedy powiedziałam im, że mają pomóc mi sprzątać bo wojnie na mąkę i jajka.

- Widzę, że zawsze możesz na nich liczyć. – zaśmiał się.

- Zgłodniałam idziemy coś zjeść? – spytałam.

- Rodzice wrócili szybciej do domu więc chcieli żebyśmy zjedli wspólną kolację. – odpowiedział. Pożegnałam się z nowo poznanymi koleżankami i udaliśmy się do domu. W czasie drogi rozmawialiśmy o filmie, na którym był bracki. Z tego co opowiadał film był o grupce ludzi, którzy jechali w nocy do domu w głębi lasu i każdy z nich ginął w ustalonej kolejności. Jak już wcześniej mówiłam nie lubię horrorów. Po 20 min piechoty byliśmy pod mieszkaniem. Rodzice byli już w domu. Podczas kolacji gadaliśmy o wszystkim co się działo przez minione dni. Tata oczywiście musiał zapytać o chłopców. Wiem, że się martwi ale nie ma o co. Przy chłopakach czuję się bezpieczna więc nic nie powinno się stać chyba, że przypadkowa wojna na mąkę. Po posiłku pomogłam mamie pozmywać naczynia i powędrowałam do swojego pokoju. Po posiłku poszłam się umyć i spać. Byłam zmęczona udanym dniem. Zasnęłam koło 23.


--------------------------------------------------

Jak wam się podoba? O ile się podoba. hahah.
Następny w czwartek. ! Liczę na komentarze oczywiście. Wy nie zdajecie sobie sprawy jakie to motywujące. Ostatnio mało osób pisze więc trochę nie byłam zadowolona ;P

Do następnego !

niedziela, 18 listopada 2012

Rozdział 6



Harry natomiast pocałował mnie delikatnie w usta. To dziwne, nie sprzeciwiłam mu się. Racja całował delikatnie, ale to nie znaczy, że od takiego ruchu mogłabym być jego. Ha, nigdy.

- Ekhem. – krząknęłam. – W co ty grasz Styles? – dodałam.

- W głupie podrywy. – zaśmiał się.

Wyszłam z domu trzaskając przy tym drzwiami. Harry został. Nawet nie patrzyłam za siebie. Uciekłam na wysepkę. Tam postanowiłam przemyśleć zaszłą sytuację. Położyłam się na trawie i spojrzałam w niebo. Niebo tego dnia było niebieskie. Co ja tu będę o niebie rozmyślać. Są ważniejsze sprawy – Harry. Jestem na niego tak zła, że po prostu mam ochotę przewrócić to drzewo, które tam stoi. Myślałam, że jest inny. To co czytałam w Internecie to jakaś ukoloryzowana gadka. W ogóle nie wiem czemu uwierzyłam w te plotki. Brat wiedziałby co robić, ale jak sam mówił : tylko nie pakuj się w kłopoty. Tak Harry mi w tym pomógł.



~~ Perspektywa Nialla ~~



Wraz z chłopakami byliśmy w drodze do Alex. Harry już miał tam być. Po 10 min jazdy byliśmy pod domem dziewczyny.

Zapukałem do drzwi. Po chwili otworzył Harry.

- Hej Harry. – przywitałem się.

- Hej. Nie wiecie gdzie jest Alex? – spytał.

- A nie ma jej w domu? – spytałem się z poirytowaniem.

- Nie. Wybiegła z domu. – powiedział.

- A dzwoniłeś do niej?

- Nie odbiera.

- Coś ty jej zrobił? – spiorunowałem Harrego wzrokiem.

- Ja, nic !? Jeśli jesteś dla niej kimś więcej to szerokiej drogi życzę. – oburzył się Harry.

- Dobra skończcie bo się zaraz pobijecie. Rozdzielmy się, niech każdy ma włączony telefon. Jak coś to dzwońcie. Harry ty zostań w domu w razie jakby przyszła. Ja pojadę do studia, a Louis, Zayn i ty Niall sprawdźcie na mieście. – oznajmił Liam.

- Ruszajmy! – Moim pierwszym punktem poszukiwań była wysepka.

W 10 min doszedłem na miejsce. Za krzaków wyłaniała się siedząca Alex.

- Hej.

- Hej. Co ty tu robisz? - spytała.

- Mogę spytać cię o to samo.

- Ja rozmyślam. – odpowiedziała patrząc w lustro wody, a ja usiadłem koło niej.

- Nad czym? –spytałem.

- Nad wszystkim i niczym.

- Masz takie smutne oczy. – podniosłem jej podbródek I spojrzałem głęboko w oczy.

- Zdaje ci się tylko. – odpowiedziała i odwróciła głowę. – Mógłbyś coś dla mnie zrobić? – spytała.

- Co takiego?

- Zaśpiewaj mi.

Zacząłem śpiewać :

You’ll never love yourself half as much as I love you
You’ll never treat yourself right darlin'
But I want you to
If I let you know I'm here for you
Maybe you'll love yourself like I love you, oh



Gdy skończyłem Alex ze łzami w oczach rzuciła mi się na szyję, a ja mocno ją przytuliłem. W tej chwili nie potrzebowaliśmy żadnych słów. Miałem nadzieje, że to nie przez Harrego Alex uciekła. Od początku bardzo ją polubiłem. Jest moją przyjaciółką, a ja nie lubię jak ktoś krzywdzi moich przyjaciół, a jak wiem to Harry jest zdolny do mieszania dziewczynom w głowach. Po chwili wyszeptała krótkie : dziękuję.



~~ Perspektywa Alex ~~

Gdy rozluźniłam uścisk odwróciłam głowę w stronę wody.

- A teraz powiedz mi co ci jest. – nie odpuszczał.

- Może kiedyś ci powiem, a teraz wolałabym wrócić do domu bo chłopaki się pewnie denerwują, a tak po za tym zgłodniałam. Która godzina? – powiedziałam ocierając łzy, po czym wstałam z ziemi.

- 16. Obiecujesz, że mi powiesz?

- Serio tak długo tu siedziałam? Może kiedyś ci powiem. A ty mi obiecasz, że będziesz przy mnie kiedy będę cię potrzebować? – puściłam lekki uśmiech.

- Hmm, właśnie się zastanawiam. – walnęłam go w ramię.

- Ała. Okej, okej. – zaśmialiśmy się.

- Idziemy?

- Tak. – opowiedział szczerym uśmiechem. Lubiłam ten uśmiech.

Gdy byliśmy blisko domu Niall zadzwonił do chłopaków z informacją, że się znalazłam. Nie potrzebnie robili z tego taką aferę. Wchodząc do domu od razu podrałowałam do lodówki w poszukiwaniu jedzenia. Harry siedział przy stole i się nie odzywał. Mógłby chociaż przeprosić lub wytłumaczyć, ale nie, bo po co? W lodówce nie było nic do jedzenia, bo rano zjadłam ostatnią kanapkę, a Mike’a wcieło jak i rodziców.

- Ej, w lodówce nie ma jedzenia więc może coś zamówimy? – spojrzałam na Nialla.

- Chodźmy do Nandos! – krzyknął, a ja się zaśmiałam. – Ale trzeba poczekać na chłopaków. – chłopak posmutniał.

- To chodźmy po jedzenie, a Harry popilnuje domu. – stwierdziłam. Z wieszaka wzięłam bluzę brata, Niallera pociągnęłam za rękę i wyszliśmy z domu. Sądziłam, że Harremu przyda się nauczka. Nienawidzę jak chłopak się mną bawi. Mam nadzieje, że się nauczy. Do Nando’s mieliśmy zaledwie 10 min piechotą. W między czasie gadaliśmy o wszystkim i o niczym. Jakbyśmy znali się od piaskownicy. Co jakiś czas podchodziły fanki i prosiły o autografy ale mi to zupełnie nie przeszkadzało. O dziwo ze mną też robiły sobie zdjęcia. Po jakimś czasie doszliśmy do restauracji. Kupiliśmy dwie mega duże pizze na wynos. Oczywiście Niall nie zapomniał o sosach. Ten to ma pamięć do jedzenia i dwa żołądki. Podczas powrotu pogoda trochę się popsuła. Blondyn bał się o żywność, która w razie deszczu mogła by zmoknąć.

- Jesteśmy! – krzyknęłam. Od razu na wejściu zostałam poturbowana. No tak, stado lgnie do żarcia.

- Ej no, może byście się tak podzielili a nie. – wcisnęłam się między Nialla a Zayna i zabrałam kawałek pizzy z szynką.

- Jest 18, co robimy? – spytał Zayn.

- A co chcecie głodomory? – odpowiedziałam zajadając się pizzą.

- Może dzisiaj jakiś seans filmowy? – podrzucił pomysł Liam. Harry się nie odzywał.

- Kto jest za? – wszyscy podnieśli ręce. – Okej. A jaki film?

- HORROR! – krzyknął Zayn.

- Ej, bo mi bębenki pękną. – złapałam się za uszy.

- Przepraszam. – powiedział ze smutną miną Mulat.

- Spoko. Najważniejsze, że przeprosiłeś moje biedne uszy. – spojrzałam na Harrego. Ten tylko spuścił wzrok w stół.

- Jestem za horrorem. – udzielił się Nialler.

- Ja też. Ja też. – powiedziała reszta.

Po 15 min obżerania się przygotowaliśmy koce, poduszki i miski popcornu. Zayn wybrał Paranormal Activity 1. Osobiście nie przepadam za horrorami, ale z nimi to może być niezła komedia. Tak też była. Chłopcy ciągle się śmiali z tej Samary czy jak jej tam. Po dwóch godzinach śmiechu zaczęliśmy oglądać część drugą. Tu już nie było tak wesoło. Harry z Louisem siedzieli razem na jednym fotelu, bo bali się, że Samara ich porwie. Jednym słowem pilnowali się jak dzieci. Ja siedziałam koło Liama i Nialla. Zayn zajął miejsce na podłodze. Oczywiście Niall ciągle latał po jedzenie bo dla niego jedna miska to aż wcale. Co jakiś czas chowałam twarz w Liama ramię, a ten śmiał się z mojego tchórzostwa. Po kolejnych dwóch godzinach czyli tak koło 22, chłopcy powoli już zasypiali. Zayn włączył jakiś film. To na pewno nie była komedia, bo nikt się nie śmiał. Ja po paru minutach filmu zaczęłam przysypiać. Niall to zauważył.

- Chcesz się położyć? – spytał z czułością.

- Tak, mogę? 

- Jasne. – po tym słowie poduszkę wraz z głową położyłam mu na kolanach. Ten zaś przykrył mnie kocem i zaczął jeździć swoją ręką po moich plecach. Przez to „mizianie” nie pamiętam kiedy zasnęłam.


-----------------------------------------------

Kto czyta mojego bloga niech zostawia komentarze, bo ostatnio nikt nie pisze ;/ 
I nie wiem czy ktoś to wgl jeszcze czyta. Także to jest mała prośba ; )

Jak wam się podoba rozdział ? Następny we wtorek lub w środę . 

środa, 14 listopada 2012

Rozdział 5



- Chłopaki co robimy? – spytałam po długiej pogawędce. Było koło 16

- Chodźmy na miasto! – krzyknęli chórem.

- Dajcie mi chwilę. – poszłam po bluzę brata, napisałam list z informacją o wyjściu i mogliśmy wychodzić.

- Gdzie idziemy? – spytałam.

- Wesołe miasteczko! – krzyknął Louis z Harrym, którzy zaczęli się ganiać.

- Co za dzieci. Okej. Liam idę koło ciebie bo się ich boje. – podeszłam do Liama ten zaś objął mnie ramieniem. Gdy doszliśmy na miejsce na szczęście żadnych napadów fanek nie było. Zdarzyły się pojedyncze dziewczyny ale to chyba norma. Jedna spytała się Liama czy jestem jego dziewczyną. A ten się tylko zaśmiał i odpowiedział, że boję się dzieci imieniem Harry i Louis więc przybiegłam do niego. Dziewczyny również się zaśmiały. Chłopcy na początku chcieli iść na kolejkę górską lecz ja się nie zgodziłam bo boję się takich kolejeczek. Niby bezpieczne ale nie zawsze im wierzę. Więc się rozdzieliliśmy. Ja z Niallem poszliśmy do takiej kolejki wodnej z łódkami a reszta na dużą kolejkę górską.

- Jak się bawisz? – spytałam kiedy byliśmy już w tunelu.

- Spoko. A ty? – odwzajemnił pytanie.

- Również. – odpowiedziałam z uśmiechem.

- Jak ci się z nami żyje? – spytał zaciekawiony.

- Nie narzekam. Sądzę, że to będą najlepsze wakacje mojego życia. Dobrze się zapowiadają. – stwierdziłam. Jego oczy w świetle byle jakich żarówek były cudowne. Dostrzegłam iskierki. Nie mogłam oderwać wzroku.

- Co tak patrzysz? – spytał ze zdziwieniem.

- Twoje oczy… Świecą się. – gdy to powiedziałam spojrzał mi się głęboko w oczy. To było magiczne.

- Hahah. Uuuu jestem wampirem uważaj. – zaśmiał się przerywając moją fascynację paczałkami.

- Nie żartuj sobie. – uderzyłam go w ramię.

Przejażdżka kolejką się skończyła. Potem udaliśmy się po watę cukrową i popcorn. I tak pełni jedzenia usiedliśmy na ławce. Pogoda o tej porze była niespodziewanie piękna. Bezchmurne niebo. Spojrzałam w gwiazdy. Pięknie świeciły, jak oczy Nialla. Oj chyba się zakochałam w jego oczach. Na szczęście, a nie w nim samym. Jest cudownym przyjacielem i niech tak zostanie. Z rozmyśleń wyrwał mnie mój telefon.

- Halo? – spytałam.

- Siostra, kiedy będziesz w domu? – spytał bracki.

- Nie wiem, jestem z chłopakami w wesołym miasteczku a co?

- Tak pytam bo w domu nie ma nic do jedzenia. – stwierdził.

- A to wina chłopaków. Idź do sklepu. Pa – rozłączyłam się. – Po waszej wizycie u mnie w domu nie ma jedzenia. – dodałam.

- Hahaha. Wracajmy. – powiedział Liam po czym wszyscy się zgodziliśmy.



Chłopcy odprowadzili mnie pod dom. Pożegnałam się z każdym uściskiem. Była 20 więc na spokojnie weszłam na kompa. Co ciekawe Twitter aż huczał o tym, że One Direction byli w wesołym miasteczku. Nawet na jednej stronie plotkarskiej zobaczyłam moje i Liama zdjęcie kiedy mnie obejmował. A pod spodem jak ja z Niallem idziemy na kolejkę. Ci paparazzi są wszędzie. Oczywiście nagłówek jak nie inny : „ Nowa znajoma chłopaków z One Direction.”. Nagle dostałam esa od Julii –

Widziałam twoje zdjęcia w Internecie!

Tak ja też je widziałam – odpisałam

Nie było mi do śmiechu więc wyłączyłam komputer i poszłam się umyć. Po wyjściu z łazienki Mike wparował do mojego pokoju.

- Co tu robisz? – spytałam zdziwiona.

- Widziałem twoje zdjęcia na Internecie. – powiedział zły.

- Kto jeszcze ich nie widział. – odpowiedziałam bezmyślnie.

- Nie przejmujesz się tym? – spytał zdziwiony.

- Jakoś nie. Jesteśmy kumplami a nie w związku więc w czym problem?

- A Liam to co?

- Nic, przyjazny uścisk. I tak nie zrozumiesz tych głupków. – powiedziałam z uśmiechem.

- Ja się tylko spokojnie pytam. – powiedział z czułością w głosie. – Tylko proszę cię, nie rób sobie żadnych problemów okej? – dodał

- Spoko loko tatku! – powiedziałam z uśmiechem. Chłopak poszedł do siebie. Mam nadzieje, że się nie wpakuje. W Polsce rzadko pakowałam się w kłopoty. Raczej nie było okazji. Tu jest inne życie. Życie z One Direction jest zajebiste. Napisałam do Nialla. :

Co jutro robicie? Xx ; )

O 11 mamy wywiad w telewizji, który potrwa jakąś godzinę a potem prawdopodobnie jesteśmy wolni. ; ) - napisał

To rozumiem, że wpadniecie?

Któryś z nas wpadnie ;) – odpisał

Hmm, tylko jeden? Myślałam, że cała banda. No ale nie narzekam.

Gdy skończyliśmy pisać poszłam spać.



Czwartek.

Następnego dnia obudziłam się o 10:50. Ja to lubię długo spać. Po chwili przypomniałam sobie, że chłopcy mają wywiad na MTV. Szybko złapałam za pilota i włączyłam program. Akurat się zaczynał.

R: Dzień Dobryyy wszystkim. W dzisiejszym porannym programie mamy specjalnych gości. A o to oni : ONE DIRECTION !

Lo: Dzień Dobry wszystkim !

H: Heej !

N: Witamy !

Z: Czołem wszystkim !

Li: Dzień dobry !

Chłopcy wyszli pełni energii do życia. Aż się uśmiechnęłam na ich widok.

R: Czołem chłopcy! Jak się macie?

Z: Dobrze, a pan?

R: Również dzięki, że pytasz. Więc tak chłopcy. Mam tu parę pytań dotyczących waszych spraw.

H: No to na co czekamy?

R: Zacznijmy od waszej nowej płyty. Kiedy ma zamiar wyjść i jak będzie się nazwyała?

N: W przyszłym roku. Take Me Home.

R: Wszystkie dziewczyny nie mogą się pewnie doczekać!

Lo: Na pewno. My też nie możemy się doczekać. Bardzo ciężko pracowaliśmy nad krążkiem. Piosenki są żywe i energiczne jak na One Direction przystało.

R: Świetne wiadomości! A teraz odbiegając od krążka, spójrzcie na to zdjęcie.

Gdy zobaczyłam moje zdjęcie z Liamem i Niallem zatkało mnie.

N: Co w nim dziwnego? – zaśmiał się.

R: Co to za piękność? – spytał z zaciekawieniem. Szczęka mi się nie zamknęła.

H: Nasza przyjaciółka. Byliśmy razem w wesołym miasteczku.

R: Liam, a ty co powiesz?

Li: Co mam powiedzieć? Nasza przyjaciółka. Jeżeli chodzi o to obejmowanie się to śmieszna historia.

R: Opowiedz, pośmiejemy się.

N: Było tak, że Harry I Louis wymyśleli żeby iść do wesołego miasteczka. Alex stwierdziła, że zachowują się jak dzieci i uciekła ze śmiechem do Liama a ten ją po przyjacielsku objął. Wszyscy oczywiście się śmialiśmy. A drugie zdjęcie to razem z Alex szliśmy na łódki bo bała się kolejki górskiej.

R: No to wszystko wyjaśnione. Planujecie jakąś trasę koncertową?

Z: Jak na razie nie mamy planów. Nasz menager załatwia tylko koncerty i wywiady. Może później. Zobaczymy.

R: No robi się ciekawie.



Program skończył się o 14. Reporter już o mnie nie pytał. Bardziej fascynował go ich krążek oraz pytania od fanów. Po programie poszłam coś zjeść. Na stole znów leżała kartka od Mike’a z wiadomością, że nie będzie go cały dzień. Tak jak rodziców bo są w pracy. Potem zadzwoniła do mnie Julia z wiadomością, że oglądała wywiad chłopców. Gadałyśmy chyba przez godzinę. Straciłam poczucie czasu. Kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi przypomniało mi się że jeden z przygłupków miał przyjechać.

- Hej Harry, wchodź. – otworzyłam mu drzwi z telefonem przy uchu.

- Julia, muszę kończyć Hazza właśnie przyjechał. – pożegnałam się przyjaciółką podchodząc do stolika.

- Jesteś tu brudna. – wskazał palcem na moją koszulkę. Ja spuściłam głowę lecz nie było żadnej plamy. Harry natomiast ….




-----------------------------------------------

Tak, wiem jest dużo dialogu. Ale co ja zrobię ? ; ) Następne będą miały więcej tekstu. 
Muszę was zmartwić...
Następny rozdział dopiero w niedziele bo jutro po szkole wyjeżdżam na zawody, wracam z soboty na niedzielę. Niestety nie będę miała dostępu do internetu ;( 
W niedzielę rano jak tylko wstanę, wrzucę nowy rozdział. 

LICZĘ NA WASZE KOMENTARZE ! :) Do niedzieli.